avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


18 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Isabel
debiutant
opowiadania
dodano:
28 grudnia 2011, 18:56:30


Tajemnicza Nieznajoma

Siedziałam pod starym, wielkim drzewem, które rzucało ogromny cień na trawy i kolorowe, pachnące latem kwiaty rosnące wokół mnie, przypominające mi wspaniałą łąkę, na której niegdyś pisałam opowiadania, wpatrując się w roześmianą twarz babci, siedzącej na kolorowej płachcie, tuż obok swej rozmarzonej wnuczki z rudymi warkoczykami i zielonymi oczami, która zwykle chodziła z głową w chmurach i marzyła o wielkiej willi z basenem, mężu i gromadce dzieci...
Pamiętam: zapach wydobywający się z piekarnika, w którym znajdowało się babcine pulchne ciasto z jagodami, tylko czekające na śmiałka, który ukradnie je Babci Rozalii przed pokrojeniem, te wspaniałe polne kwiaty, na płatkach których kołysały się delikatne, przezroczyste kropelki rannej rosy, zebrane w bukiet i postawione w błękitnym wazonie na malutkim stoliku w salonie...
Ale to minęło, prysło niczym bańka mydlana...Kochana wnuczka rozpuściła warkocze, porzuciła pisanie swoich wspaniałych, przesiąkniętych słodyczą historii i poszła do szkoły, gdzie zaprzyjaźniła się z wieloma osobami, a na wieś, do babci nie miała czasu przyjeżdżać.
Teraz siedzę pod drzewem, tęskniąc za tamtym życiem, jednocześnie pragnąc by pozostało takie, jakie jest, bez najmniejszych zmian.
Spoglądam na kołyszące się na kielichach kwiatów motyle, bzyczące pszczoły szukające słodkiego nektaru i koniki polne, grające na swych skrzypcach, zastanawiając się jak będzie wyglądało to piękne miejsce za kilkanaście lat. Pewnie betonowy plac, a na nim fabryki zanieczyszczające środowisko... Nic nie pozostanie z dającej życie natury,z bajecznej łąki, gdzie gąsienice przeobrażają się w dojrzałe motyle, mieszkają malutkie, zielone koniki polne, rosną upajające swą wonią kolorowe kwiaty, a ciepły wietrzyk muska mi twarz, rozwiewając włosy, nieświadomie burząc niewinny ład na mojej głowie. Wprowadza wewnątrz niej zamęt i sprawia, że moje myśli zaczynają wirować jak łupinka statku zdana na los rozszalałego sztormu, gdy świat wydaje się ginąć w odmętach nieubłaganego żywiołu. Moje powieki stają się coraz cięższe, wewnętrznie nabrzmiałe piekącym piaskiem zmęczenia....
Znalazłam się na zimnej, betonowej posadzce, otoczona szarymi budynkami, ociekającymi smutkiem i rozpaczą, błagającymi o odrobinę szczęścia, którego nigdy nie dostaną. Gdzie podziały się lasy, cieszące oczy motyle? Zapewne zostały brutalnie pozbawione możliwości życia, odcięte od świata, który był dla nich wszystkim. A ja miałam pozwolić ludziom niszczyć całe to piękno, pozwolić im zabrać mi to, co było integralną częścią mojego życia? Słodki śpiew ptaków o poranku, który tak radośnie owiewał mnie nadzieją na lepsze jutro, powiew rześkiego, optymistycznie nastrajającego powietrza, bukiety bajecznie pomalowanych przez naturę kwiatów, stojące w każdym kącie domu... To błękitne niebo, nieskażone chmurą pyłów, smogu i innych równie paskudnych gazów...
Obróciłam się lekko, by bliżej poznać otaczające mnie miejsce, którego nikt nie miałby przyjemności oglądać. Jednak zamiast szarych dymów tęsknoty za złocistymi promieniami słońca dostrzegłam w pstrokatej sukience dziewczynkę, która rozjaśniała szary świat swą uśmiechniętą twarzą i dotykiem, niosącym nadzieję i radość. Swym perlistym śmiechem, przypominającym kryształki kamieni szlachetnych, które dźwięczą, odbijając się o dno wydrążone w lodowcu, wprawiała w niezwykły nastrój, przywracając do życia obumarłe rośliny spragnione ciepłych promieni słonecznych, które jak macki ośmiornicy łapały zielone już części kwiatów. Świat, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nabierał barw i stawał się na powrót pełen poezji. Zniknęły betonowe budynki, fabryki, a zastąpiły je pola i lasy. Od razu poznałam łąkę, z wielkim drzewem na samym środku, a pod nim dostrzegłam, ku mojemu zdziwieniu...rudowłosą dziewczynę, która zasnęła znużona rozmyślaniem nad złem świata.
Nie myliłam się- ta delikatna istota, leżąca pod rozłożystymi konarami dębu, ubrana w błękitną sukienkę była mi doskonale znana. Nie miałam pojęcia co to wszystko znaczy. O ile mi wiadomo nie można być w dwóch miejscach naraz, dlatego postanowiłam jak najszybciej udać się do swojego klona. Jednak nie udało mi się tego dokonać, gdyż poczułam czyjąś zimną dłoń, która złapała mnie za rękę. Nie mogłam ukryć zdziwienia, gdy odkryłam jej właścicielkę. Była nią wesoła dziewczyna, która swym spokojnym śpiewem przywracała do życia uschnięte rośliny. Jednak na chwilę obecną twarz tajemniczej Nieznajomej wykrzywiona spazmem smutku zdawała się wołać o pomoc. Zapytałam ją kim jest, ona natomiast uśmiechnęła się do mnie smutno i obróciła głowę, sprawiając , że jej blond włosy pofalowały na wietrze, który pojawił się nie wiadomo skąd. Wskazała na sędziwe drzewo rosnące na kolorowej łące wśród ślicznie pachnących kwiatów, które zakołysało swymi grubymi konarami, bujnie obrośniętymi zielonymi liśćmi na powitanie. Stałam, zaskoczona, nie mogąc wydobyć z siebie głosu, który ugrzązł mi w gardle. Patrzyłam z zachwytem na zroszone rosą twarze przesiąkniętych słodyczą kwiatów, które wznosiły je do nieba z cichym zawodzeniem. Mogłam rozróżnić skargi i słowa modlitwy skierowane wprost do Boga, proszące o odmianę ich smutnego losu, by nie musiały tak szybko żegnać się ze światem. Niedaleko łąki dostrzegłam nadszarpniętą zębem rdzy ciężarówkę, z której wylały się chemikalia i ludzi łapiących się za głowy,wyrzucających z siebie potoki przekleństw. Ciemna ciecz płynęła wartkim strumieniem ku płaczącym żałośnie kwiatom, które dygotały przerażone, widząc zbliżającą się zagładę.
Nie mogąc patrzeć na ten okrutny świat, odwróciłam głowę, napotykając przerażony wzrok Nieznajomej. Jej czekoladowe oczy stały się szkliste i pełne bólu. Widziałam w nich bezkresne wody smutku, które zapewne miały się zaraz rozlać na cztery strony świata...Mocniej ścisnęła moją rękę. Wzniosła ku mnie błagalnie swe brązowe perły, z których popłynęły przezroczyste kropelki rozpaczy, poruszyła ustami - chciała coś powiedzieć - jednak spomiędzy różanych warg nie wydobył się dźwięk. Patrzyłam na nią w osłupieniu, czując, że moje ciało nie jest w stanie spełniać poleceń. Wiedziałam, że nie mogę nic zrobić. Jeszcze raz zerknęłam na moją łąkę. Czułam jak ogarnia mnie strach, zdawałoby się, że łączę się z polnymi kwiatami, które czekały na śmierć. Ognista kula wisząca na lazurowym niebie schowała się za ponurymi chmurami, nie chcąc patrzeć na tę apokalipsę. Rwący potok chemikaliów docierał do roślin, które trzęsły się jak osiki. Nagle usłyszałam przeraźliwy pisk, który wbił się w moją głowę. Wystraszyłam się śmiertelnie, gdyż spostrzegłam, iż słona ciecz spływająca po moich policzkach,zatapiając się w letniej sukience, zabarwia ją na koszmarny szkarłat. Dziwnym trafem, wszystkie krople skupiły się w jednym miejscu, a mianowicie w okolicy mego serca, które wybijało coraz szybsze rytmy. Poczułam, jak uchodzi ze mnie życie.
Przerażona, obudziłam się wśród kwiatów. Mój oddech był szybki i spazmatyczny. Nie miałam pojęcia, czy sen był pewnym rodzajem proroctwa, czy tylko koszmarem. Jednak po takim doświadczeniu moje życie niewątpliwie ulegnie zmianie. Nie tracąc czasu, wstałam, wciągnęłam w płuca trochę świeżego powietrza, po czym skierowałam się w stronę drogi prowadzącej do ul. Ekologicznej. Ku zdziwieniu ludzi, nazwa nie miała za wiele wspólnego z jej istotą. Na tejże ulicy jeździło mnóstwo samochodów, które zanieczyszczały spalinami środowisko i wywoływały okropny hałas, raniąc moje wrażliwe uszy. Dzielnica nie była piękna. Na chodnikach leżały jakieś śmiecie, butelki...Czy ludzie nie mają serca? Nie wiedzą ile to musi kosztować przyrodę? Jak bardzo szkodzi naturze? Gdyby wszyscy czuli to,co ja parę minut temu, świat stałby się rajem. Postanowiłam nie zmieniać całego globu lecz zacząć od mojego malutkiego światka, najbliższego mi otoczenia. Nie mogłam żyć w zgodzie z myślą, że i ja zabijam naturę. Gdy znalazłam się w domu, od progu powitała mnie mama, uśmiechnięta od ucha do ucha. Przyglądała mi się ciekawie i zapytała, gdzie byłam. Odpowiedziałam, że w moim śnie, podczas którego umarłam razem z kwiatami. Odparła na to, że jestem szalona i chodzę z głową w chmurach. Wiedziałam, że to szczera prawda, więc nawet się z nią nie spierałam. Przedstawiłam mamie swój plan, którego jak się spodziewałam, zbyt chętnie nie przyjęła. Znalazły się tam bowiem dodatkowe kosze na segregację odpadów, zakręcanie wody podczas mycia naczyń i inne, przeróżne czynności, które względem mamy, tylko utrudniały życie. Nie poddałam się. Podawałam mocne argumenty – przynajmniej tak mi się wydawało. Mama, ku mojej uciesze, w końcu uległa. Powiedziała, żebym przeprowadzała sobie swoje plany na lepsze życie, ale mają one nie trwać dłużej niż tydzień – chyba, że okazałyby się przydatne, w co bardzo wątpiła. Uzyskawszy pozwolenie, zabrałam się do pracy. Wspólnie z mamą uzgodniłyśmy, abym napisała zasady, w jaki sposób nasza rodzina ma pomagać naturze.
Zasady postępowania ekologicznego:
1. Wyłączamy światło po wyjściu z danego pomieszczenia.
2. Podczas mycia naczyń, zębów, ciała zakręcamy wodę.
3. Segregujemy odpady.
4. Gdy w domu jest ciepło – zakręcamy kaloryfery.
Na początek postanowiłam, że cztery punkty powinny przynieść nam satysfakcję, zważywszy na fakt, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego typu czynności. Mogłam dopisać „ Zbieramy papier na makulaturę”...Ale skoro wcześniej uznałam, że tyle wystarczy, niech i tak będzie.
Mój plan się sprawdzał. Dzięki oszczędzaniu wody, płacimy za nią mniej, więc nikt nie mógł stwierdzić, że pomysł z ekologicznym postępowaniem był zły. Co więcej, tak bardzo spodobał się moim rodzicom, że rozmawiają o tym niezwykłym projekcie ze znajomymi, zachęcając ich do wcielenia go w życie. Nie mogłam uwierzyć, że wszystko jest na dobrej drodze. „Ekologiczne postępowanie” zaczęło się rozprzestrzeniać. Nic nie zdziwiło mnie bardziej, niż telefon od pewnego dziennikarza znanej gazety, który poprosił mnie o wywiad. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Zaczęłam sobie wyobrażać blask reflektorów, tysiące kamer, aparatów fotograficznych i czerwony dywan...Do porządku przywołał mnie głos dziennikarza. Stwierdziłam, że troszeczkę zagalopowałam się w tych marzeniach, a pan prosi mnie o zwykły, krótki wywiad. Zgodziłam się. Parę dni po spotkaniu z tym miłym człowiekiem, ukazało się moje zdjęcie w czasopiśmie. Cały artykuł był o słynnym „ekologicznym postępowaniu”...
Pewnego dnia postanowiłam odwiedzić moją kochaną, kolorową łąkę. Usiadłam,tak jak niegdyś pod drzewem i ze spokojem wpatrywałam się w piękno natury. Na bajecznie pachnące kwiaty, które kołysały swymi kielichami na lekkim wietrzyku, na bzyczące pszczółki, malutkie motylki z pstrokatymi, aksamitnymi skrzydełkami. Słuchałam jak wzniosło śpiewają ptaki o różnobarwnym upierzeniu... Nagle ujrzałam przed sobą tę samą tajemniczą Nieznajomą, którą widziałam w moim koszmarnym śnie. Czyżbym znowu dała się porwać w objęcia Morfeusza i dryfowała po bezkresnych wodach marzeń sennych? Nie znałam odpowiedzi na to pytanie, tak jak nie znałam na całe tuziny innych. Wiedziałam za to, że dziewczyna uśmiechnęła się do mnie i pomachała jak na dobranoc, po czym rozpłynęła niczym szal mgły, pozostawiając po sobie przesiąkniętą słodyczą woń lawendy...


komentarze
O utworze:

wyświetleń:648
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Isabel
          lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.