avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


25 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Gabriela
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
13 maja 2011, 23:29:04


TRÓJBÓL



I. Amen?

Nędza. Kiedy była małą dziewczynką wierzyła, że życie coś znaczy… Jeszcze wtedy trudno jej było pojąć, że nic. Modliła się co wieczór. Oprócz wyuczonych Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, zajmowała Boga dziwniejszymi prośbami. Wtedy inaczej rozumiała istotę życia wiecznego. Widziała w nim jedynie szansę na nieśmiertelność swojej rodziny. Boże, nie pozwól nigdy umrzeć rodzicom, czy siostrom. Niech wszyscy zawsze będą zdrowi i szczęśliwi. Ze mną. To było takie dziecinne. I proste. Drugi epitet rozgrzeszał z każdego szaleństwa. Później wystarczyło już tylko zasnąć.
Z wiekiem zrozumiała, że życie wieczne wcale nie wyklucza śmierci. Szkoda jej było tylko dziecięcych złudzeń. Nie potrafiła. Nawet nie próbowała jej oswoić. Co to za pomysł, by zbliżać się do czegoś, co tak cię przeraża? Groźne zwierzęta powinny tkwić w klatkach. Zupełnie jak inne złe wieści. Niech mówią o pogrzebach, byle z dala od jej okien. Przekrzyczeli.
Zamilkła w chwili, gdy dotarło do niej, że Bóg nie posłuchał. Przez tę żałosną nowinę nie mogła spać. Zwątpiła w moc modlitwy. Znalazła sobie lepsze zajęcie. W środku nocy wymykała się z pokoju, by czuwać przy siostrze. Jeszcze kilka lat temu kłóciła się z nią z byle powodu, nie mówiła głośno, jak bardzo jest jej wdzięczna za codzienne wsparcie. Teraz, siedziała przy jej łóżku i obserwowała najmniejszy ruch jej klatki piersiowej.
Nędza. Łapała się na tym, że co jakiś czas wstrzymywała oddech, by móc wyrównać go z oddechem siostry. Wytrzymać chwilę. Do rana. Nowy dzień nie mógł zaczynać się od pytań. Miała przecież odpowiedzi. Nie w ten sposób. Nie teraz…

II. Aron metim

Nędza. Nagle przestała się przejmować spuchniętymi oczami. Tym, że cały smutek widzą inni. Zależało jej, by go z siebie wyrzucić. Znalazło się też miejsce dla myśli o wiośnie, ale nie pozwoliła zasiedzieć się im w głowie. Czuła, że nie powinna. Niechętnie wracała do domu. Bała się, że nie wytrzyma i rozpłacze się na oczach siostry. Płakała więc wcześniej, zanim łapała za klamkę.
Obecność w dużych pobliskich sklepach pozwalała odwlec niewygodny powrót. Tam możliwość przemknięcia niezauważonym jest znacznie większa. Nikt nie patrzy w oczy, woli koszyk. Tym bardziej zdziwiło ją głośne pytanie: Dobrze się pani czuje?
Tak, dziękuję za troskę. Naprawdę. Odpowiedziała bez przekonania. To jednak wariant wygodniejszy dla samego pytającego. Prawdziwą odpowiedź na to pytanie słyszała tylko ona. Najchętniej wykrzyczałaby na cały sklep, że jest fatalnie. Jej siostra może umrzeć, co jest nie do zniesienia.
I nagle pożałowała, że to sobie dopowiedziała, bo zaczęła widzieć wszystko, przed czym podświadomie się broniła. Przerażał ją cmentarz przepełniony bliskimi, dół. W myślach nie raz obiecała sobie, że za nic nie dołoży do niego grudy ziemi. Klaustrofobiczna trumna, której wieko trzeba będzie opuścić.
Nędza. Nie pojawi się więc na pogrzebie. Dobrze wie, czemu służy ten rytuał. Veto, veto, veto! Wyobraźnia nie kradła jej powietrza. Gdyby ją to przerosło, zawsze mogła przeczekać. Schować się w szafie. Ta jest zawsze drewniana.

III. Hatikwa

Nędza. Było w niej coraz mniej żalu. Zamiast tego, starała się jakoś odnaleźć w tej sytuacji. Zawalczyć o normalne życie pomimo wyroku. Prędzej czy później, wszystkie emocje opadły. Musiały – ze zmęczenia. Nie przestawała jednak myśleć o cierpieniu siostry. Miała wtedy wrażenie, że ktoś ją dusił, wręcz miażdżył jej szyję.
Odrywała się od bieżącej czynności i starała się to przeczekać. Ból był prawdziwy, niestety.
Pojawiał się często. Ktoś jej powiedział, że to dlatego, że za bardzo się tym przejmuje i już nawet ciało ulega jej obawom. Współodczuwanie. Gdyby jakaś osoba dała jej jeszcze gwarancję, że to się dobrze skończy. Że każde ukłucie, które odczuwa ominęło tę drugą. Ojcze, jeśli chcesz, zabierz od niej ten kielich, albo… dostaw drugi i nam polewaj. I tak cały ciężar libacji spoczywa na matce.
Przestała wierzyć w przypadkowość cieni. Ostatecznie zawsze wskazują na obecność światła – wystarczy przetrzeć oczy.
Nawet nie zauważyła, kiedy przyszła wiosna. Jednak można doczekać i takich widoków: ten niepowtarzalny błękit nieba, zieleń drzew i krzewów, ciepło. W jednej chwili poczuła wolność. Wraz z siostrą wybiegła na podwórko. Zupełnie jak dzieci. Bóg napełnił butelki dobrodziejstwem Lugola przed wyjściem, by mogły dłużej cieszyć się zabawą w ludzi.
Nędza. Wiedziała, że liczy się tylko ona. Monika. Nika. Nike. Wcale nie zamierzała zostawiać jej samej. Za bardzo bała się, że ją straci.









I hebr. "niech tak będzie"
II hebr. trumna
III hebr. nadzieja



komentarze
avatar Marta Mozol - Jursza
adelajnatlen.pl
2011-05-14, 20:29:43:
profetyk
doskonale napisane!
--
I to jest cała prawda, nieprawda, i innej prawdy nie ma! Amen

avatar Gabriela
2011-05-14, 21:00:55:
mechanik liryczny
dzięki wielkie.

avatar amk
2011-06-18, 03:32:08:
antracyt
Drewna mniej jakby i coraz więcej wokół - jestem (z drugim autografem; pod Martą)
--
Ceń cień (Jan Sztaudynger)

avatar Gabriela
2011-06-18, 13:38:44:
mechanik liryczny
dzięki serdeczne!

O utworze:

wyświetleń:682
komentarzy:4


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Gabriela
          lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.