avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


21 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
imagine
debiutant
opowiadania
dodano:
5 kwietnia 2011, 09:56:01


Miłosne puzzle

Las to zaczarowane miejsce, które zbliża ludzi, otwiera serca i nakłania do zwierzeń. Przedwiośnie i spacery z Beatą wprowadzały szczególny klimat. Czułam wzbierające w drzewach soki, zapach wygrzanego w słońcu igliwia podrażniał zmysły, a sosny przeczesując swoje igiełki częstowały zapachem żywicy. Zmiany te nie były nam obojętne. Rozmowy przeważnie zatrzymywały się na omawianiu odwiecznego tematu, jakim jest miłość. Delikatna, poranna mgiełka oczekiwała pierwszych promieni słonecznych i przyjmowała bez zastrzeżeń, każde wypowiedziane słowo.

Miłość, miłość i jeszcze raz miłość - taka była i jest dewiza Beaty. Nic dziwnego, że popadała w konflikty. Motywy jej postępowania nie zawsze były zrozumiałe dla otoczenia. Zwłaszcza, że miłość dotyczyła jednej sfery: relacji damsko - męskich. Pięknie - powiecie. Każdemu wolno kochać. Ale Beacie nie udało się zbudować trwałego związku i chociaż wiekowo przypisana jest jesiennym wrzosom, nie zrezygnowała z poszukiwań. Wręcz odwrotnie. Skoro licznik przyspiesza, nasza bohaterka wije coraz to większą sieć.

Beata to kobieta wulkan. Była duszą towarzystwa. Ceniła dobrą zabawę, górskie wędrówki i taniec. Zawsze szybciej dogadywała się z chłopakami. Umiała ich podejść. Nie czuli skrępowania, dostrzegając wszystkie atuty jej kobiecości.
Matka Beaty pragnęła, by córka znalazła odpowiedzialnego kandydata na męża. Więc kiedy nadarzył się starszy o dziesięć lat stateczny pan, oferujący nie tylko nazwisko, ale i samochód - klamka zapadła. Panna młoda radośnie wypowiedziała tak i na tym słowie radość zakończyła swoją działalność w tym związku. Mąż nie pozwalał na kolorowe życie, a powiększająca się rodzinka skutecznie ograniczała Beacie wolność, czyli poprzedni styl życia.

Niestety, nie łatwo zmienić człowieka, a wilka ciągnie do lasu. Synowie, ( rozpiętość wieku nie była zbyt duża) potrafili wypełnić czas, nie absorbując zbytnio rodziców. Otrzymywali, co im się należało. Beata nie obrastała w piórka. Nie zamierzała także zostać Matką Polką. Życie towarzyskie ma swoje uroki, ale i wymagania. Coraz mniej było jej w domu. Małżonek próbował dochodzić swoich praw. Zabrakło mu cierpliwości. Często korzystał z prymitywnych metod: bicie, krzyki, wyzwiska... Takie metody od wieków przynoszą odwrotny skutek. Finał najczęściej znajduje epilog w sądzie.

- Otrzymałaś upragniony rozwód, więc dlaczego to załamanie -zapytałam. Rozumiem, że stres, obciążenia, ale takie było twoje życzenie. Więc, o co chodzi? - dopytywałam.
Nie otrzymałam jasnej odpowiedzi, zresztą nie oczekiwałam.
Gdzieś, na samym dnie duszy, pozostaje poczucie winy, które odbiera radość z upragnionej wolności. Dodajemy więc partnerowi stosik dodatkowych przewinień, z których nas już nikt nie rozlicza. Z czasem wierzymy, że tak było.

- A gdyby było odwrotnie, czy znosiłabyś ze stoickim spokojem wypady i kawalerskie obyczaje małżonka? - musiałam zadać to pytanie.
- Ale on mnie bił - padł koronny argument. W tym momencie przypomniałam sobie, jak z bezsilności ulokowałam na głowie swojego małżonka torebkę z mąką. Silne emocje wyzwalają w jagnięciu siłę lwa.

Wiele leśnych ścieżek wydeptałam z Beatą. Wysłuchałam długich opowieści. Nie udało mi się wyjaśnić szeregu wątpliwości. A nasuwały się one lawinowo.
Lubiłam obserwować jej stosunek do mężczyzn. Każdy czuł się dowartościowany. Wady, z którymi walczyły małżonki, w ujęciu Beaty były zaletami. Wyrozumiałość i tolerancja dla panów - znosiła poprzeczkę. Praktycznie każdy był rozgrzeszony. Nic dziwnego, że zawsze otoczona była wianuszkiem panów po przejściach, które - moim zdaniem - wynikały z wybujałego egocentryzmu.

- Czy naprawdę wierzysz, że znajdziesz wielką miłość ? Czy warto dla poszukiwania tej wyidealizowanej miłości poświęcać rodzinę? - pytałam. Żyjesz złudzeniami, gubisz radość życia...ale Beata była ślepa i głucha na moje argumenty.
Wolała układać swoje miłosne puzzle.

Kiedy spotykam w lesie samotne, rozłożyste drzewo, powracam myślą do Beaty. Jest symbolem drzewa, które szeroko otwiera ramiona, jakby chciało zatrzymać każdego napotkanego wędrowca i wypełnić misję: nakarmić, przytulić i pójść dalej w poszukiwaniu wielkiej miłości.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:548
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

imagine
  poprzedni   lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.