avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
imagine
debiutant
opowiadania
dodano:
8 lutego 2011, 20:52:39


Perfumy Soir de Paris

Dzwonek do drzwi poderwał Laurę, przypominając, że pan Szablewski już jest. Przyszedł, by przekonsultować renowację stylowego stolika z egzotycznego drzewa. Kiedyś zasiadano przy nim do rozgrywek brydżowych, ale to było rzeczywiście kiedyś. Sprawa stolika była już od dawna przesądzona. Przejdzie w posiadanie siostrzeńca. Zawsze go podziwiał, chwalił, no i najważniejsze - grywał w brydża. Sławek to dobry dzieciak. Zaskarbił sobie względy Laury od zawsze.
Pan Szablewski - polecany stolarz - zajmował się renowacją antyków. Uśmiechnął się ze znawstwem do mebelka, popieścił blacik i natychmiast otworzył zmyślną szufladkę, która zacięła się na dobre, od przynajmniej kilkunastu lat.
- Coś tu jest-zauważył i zanurkował ręką po sam łokieć. Prawie w tym samym czasie, błysnął w górze wąski, smukły, ciemnoniebieski flakonik.
- O! moja zguba...stłamszonym głosem odezwała się Laura, czując jak oblewa się rumieńcem.
Szablewski wręczył kobiecie pachnący drobiazg. Przez moment zaświtała mu dziwna myśl.
- Może to prezent od kochanka i dlatego go ukryła.Co to mnie zresztą obchodzi. Pilnuj chłopie własnego nosa- uspokajał siebie.

Laura opanowała podniecenie, wysłuchała ekspertyzy, uzgodniła termin i cenę. Chciała jak najszybciej znaleźć się sama. Nalała do kieliszka Martela i dopiero teraz zauważyła, że flakonik perfum ma lekko uchylony szklany koreczek, a zapach jest tak samo czarowny i kuszący jak dawniej. Soir de Paris - kiedyś przedmiot marzeń wielu kobiet. Dzisiaj, kiedy mogła sobie pozwolić na każdą ekstrawagancję, zadowalała się perfumami Yves Rocher.

Nie lubiła wspominać, ale tym razem obrazy same popłynęły, wyzwolone przez małą, niebieską buteleczkę. Porwali się na karkołomny wyczyn - budowa domu. Kredyt poganiał, długi rosły, a budowa ślimaczyła się z powodu braku materiałów i opieszałości majstrów. Mieszkała z teściami. Mieli do dyspozycji największy pokój w typowym M-4. Nie było powodów do narzekań. Dzieci , świetnie radziły sobie w szkole, w domu rozpieszczane były przez dziadków. Teść dowoził chłopców na zajęcia pozalekcyjne. A jednak Laura cierpiała.
Ta szykowna, kiedyś doskonale ubrana kobieta, od lat zmuszona była omijać salony mody, zakłady fryzjerskie, kosmetyczne. Dostrzegała krytyczne spojrzenia Mirka, prawie słyszała niewypowiedziane słowa -" nie taką żonę sobie wybrałem, nie taką"...
Brakowało jej wsparcia, nadziei i wiary.

Ostatni, zakładowy bal karnawałowy był tego najlepszym dowodem. Mirek roześmiany, otoczony wianuszkiem wyperfumowanych pań, nie zauważał smutku Laury. A nawet dowcipkował na jej temat.
- Moja żona uwielbia zapach natury - mówił.
- Zapach zielonych łąk ceni wyżej od francuskich perfum - dodał, wywołując rozweselenie towarzystwa.
Poczucie humoru zawiodło Laurę, żal ściskał za krtań doprowadzając do suchego szlochu. Dla niej zabawa się skończyła. Mirek przestał widzieć w niej partnerkę.
Zdesperowana kobieta zdolna jest do każdego czynu. Następnego dnia Laura jak zwykle przechodziła obok Pewexu, ale tym razem zatrzymała się na chwilę, by w następnej sekundzie, wejść do zakazanej krainy luksusu. Już wcześniej, przez okno wystawowe zobaczyła wąski, smukły, ciemnoniebieski flakonik. Tak, właśnie ten zapach wyczuwała od rozbawionych pań na karnawałowym balu. Perfumy Soir de Paris- przedmiot niedościgłych marzeń. Stoisko z kosmetykami jak zwykle cieszyło się dużym zainteresowaniem. Laura poprosiła Chanel No.5 oraz Soir de Paris. Było to ogromne przeżycie. Czuła się jak w transie. Nie wie o czym rozmawiała z ekspedientką i ile czasu spędziła przy ladzie. Pamięta, że podziękowała i wyszła - przecież nie posiadała dewiz.

Kiedy szukała w torebce kluczy od drzwi wejściowych, nie wierzyła własnym oczom. Na dnie torebki spoczywał niebieski flakonik perfum.
- Boże! Co ja zrobiłam!- krzyknęła
- Jak to się stało?
I to był punkt zwrotny w życiu Laury. Ta nieszczęsna buteleczka perfum uświadomiła, jak daleko odeszła od zasad. Podłe, pospolite zabiegi męża odpłacała podobnym.
- Nie może tak być!- przekonywała siebie.
- Jak spojrzę dzieciom w oczy, mogą mnie jeszcze szanować? - to pytanie nieustannie chodziło Laurze po głowie.
Perfumy początkowo chciała wyrzucić, ale przemyślała i schowała w najczarniejszy kąt, ku przestrodze. Miały przypominać słowo, którego nie chciała dopuścić do głosu - złodziejka.
Tak, Laura odrodziła się. Żeby powrócić ku dobru, musiała przekroczyć ścieżkę zła.

Głośny terkot telefonu, wyrwał Laurę z zadumy. Spojrzała odruchowo na zegar.
-Dwie godziny ucieczki w przeszłość-zauważyła.
Telefon nie dawał za wygraną, więc podniosła słuchawkę.
-Dzień dobry, Laura Misztal przy telefonie.
-Tak, jestem gotowa, możemy nagrywać, ale dzisiejszy temat będzie nieco inny od poprzednich.
-No dobrze, uchylę rąbka tajemnicy, rzecz będzie o perfumach Soir de Paris.



komentarze
avatar wiga
2011-02-10, 18:54:23:
debiutant
Ja lubię osobiście Chanel 5. Opowiadanie dość ciekawe. Koniecznie trzeba jednak dodać do nazwy tych drugich perfum s na końcu - bo to Soir de Paris.

O utworze:

wyświetleń:601
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

imagine
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.