avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


8 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Magda
debiutant
opowiadania
dodano:
30 stycznia 2011, 19:23:54


Ostatnia godzina istnienia

Eliza nie była intelektualistką, ale chciała umrzeć. Dotknęła parzącej herbaty przez szkło, patrząc na swoje czarne oko, które błyszczało w dnie szklanki. Odgarniając szeleszczące włosy zanurzyła usta w gorącej cieczy. Została jej tylko jedna marna godzina bytu. Usta piekły ją coraz bardziej. Ściany rzucały ciszą. Syciła się bólem. W powietrzu uniósł się zapach, nie należał on do ładnych, lecz swoją odrażającą słodyczą zmusił Elizę do uwolnienia ust ze szponów wrzącej herbaty. Były krwisto czerwone i dwa razy większe. Woń rozdzierała jej nozdrza. Musiała się schować. Usiadła pod stołem, a zapach uleciał pod sufit.

Jeszcze 47 minut.

Wsunęła rękę w szorstkie, karminowe włosy. Były zlepione gumą do żucia. Zrobił to ten, który najbardziej ją kochał. Próbowała oddzielić włosy od rozciągliwego przedmiotu, którego zastosowania nigdy nie pojęła. To na nic. Odcięła kiść włosów. Mieszankę umiejscowiła w ustach i żuła z rozkoszą. Wargi były najgorętszym miejscem na jej ciele. Wysunęła głowę spod biurka i popatrzyła w górę na zapach. Był już wystarczająco wysoko by wstać. Kurwa, zahaczył się jej sweter o drzazgę w podłodze i powstała ogromna dziura. Eliza stojąc rozciągała na sobie tą niewdzięczną potarganą szmatę. Próbowała zakryć ubytek, przecież nie może wyglądać niczym niechluj.

Jeszcze 32 minuty.

„Baloniku nasz malutki, rośnij duży okrąglutki.
Baloniku nasz malutki..
Baloniku mój…”

Jeszcze 28 minut.

Pokój rozjaśnił się wszystkimi światłami. Wpatrywała się przez chwilę w żarzącą żarówkę. Kiedy oderwała od niej wzrok, żółty punkt, nadal był widoczny, mimo, że już tam nie patrzyła. Bezradnie klaskała sobie przez oczami bladymi dłońmi. Odleciało. Oglądała swój strój. Sweter zlewający się z włosami był rozciągnięty do kolan i odpowiednio ułożony, aby zakryć dziurę. Dowiodła nieobecność spodni na gładkich nogach. Zauważyła nieczystość buta, jedynego jakiego miała. Przykucnęła i wyczyściła go czerwonym swetrem.

Jeszcze 15 minut.

Ona nigdy nie płakała. Ona nigdy nie krzyczała. Ona była permanentną samobójczynią, nikim więcej. Siedziała na podłodze i poiła swoje wnętrze pięknem starej gitary. Żuła nadal gumę.

Jeszcze 11 minut.

Eliza przyłożyła dłoń do zimnego policzka, drugą do rozpalonych ust. Dotykała delikatnie swojej twarzy, tak gładkiej jak pergamin. Zamknęła subtelnie powieki. Wsunęła dłonie we włosy, następnie ogarnęła smukłą szyję.

Jeszcze 8 minut.

Zrzuciła z siebie sweter. Poznawała swoje trzydziestoletnie ciało. Ominęła zgrabnie nieduże piersi. Gładziła brzuch. Robiła to z taką delikatnością jakby jej skóra miała rozciąć się przy mocniejszym ucisku. Poczuła miłość, jaką darzyła samą siebie.

Jeszcze 6 minut.

Zdjęła buta. Rozciągnęła się na drewnianym podłożu. Uniosła jedną rękę nad głowę, a drugą delikatnie zjeżdżała od dłoni, przez łokieć, pachę aż do pępka. Zasnęła.


Jeszcze minuta.

Zbudziła się nagle, a jej oczy napłynęły szarością.


komentarze
avatar Veles
2011-01-31, 10:17:22:
każdy inny wszyscy różni :c
pozdrów elizę
--

O utworze:

wyświetleń:513
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Magda
          lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.