avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


20 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Veles
każdy inny wszyscy różni :c
opowiadania
dodano:
10 stycznia 2011, 00:15:33


jhaaamaaaa

I śpiewamy kolejno rotę, ułanów i okienko, coś tam, wszystkie piosenki patriotyczne świata w jeden wieczór, po co rozmawiać, skoro możemy sobie tak pośpiewać jasno i wyraźnie na całe gardła, z werwą i umiłowaniem ojczyzny w głosie, idąc beztrosko przez Most Grunwaldzki, trzymając w dłoni chłodne, cierpiące już trochę szkło, mając przed sobą Wawel wieże kebabownie i kościoły, całe to wesołe miasteczko, och, tyleż okoliczności, i ten wiadukt po lewej stronie, po którym zapierdala pociąg, przecina tą noc jak rzeźnik kość udową w masarni gdzieś po drugiej stronie globu, jak rozwścieczony ojciec skórę płaczącego dziecka i co tam jeszcze. Jest druga w nocy, ciepło, ciepło, przeraźliwie ciepło, to znaczy skwaru nie ma, powiedziałby Brachol, ale jednak jakiś taki miły wiatr zapierdala nam w twarze, prąd, co się od niego odzwyczailiśmy przez to zimowe pojebowisko. I idziemy na Kazimierz, bo - rzecz jasna - narobiliśmy już dość syfu na Podgórzu, znajoma K. poszła spać, więc jej współlokatorka musiała się nami zając, a ona biedna nie miała żadnych zdolności przywódczych, żadnych, absolutnie żadnych umiejętności, by nas delikatnie wypierdolić, ponaglić w zabawy chceniu, więc musiał przyjśc kolega, też współlokator, zaspany i w ogóle cały w szortach, oznajmił, że chce spać, że chciałby spać, poprawił, więc dobrze, JAKBYŚMY SIĘ TEN, uciszyli czy coś może. No i wyszliśmy, pozostawiając za sobą bliżej niesprecyzowany bałagan, burdel, rozpierdol w salonie, doniczkę okropnie zdewastowaną, kubeczek nieopatrznie rozbity (i wszyscy tak strasznie lubili ten kubeczek, ale już nie lubią, bo oderwało się uszko, przyszli źli ludzie, fizyczni, barbarzyńcy bez ogłady i posłuchu i bluźnierczo zdewastowali naszą przestrzeń, za nic mając tradycję i wspólnych przekonań wyznawanie, kubeczków wywyższanie, tego kubeczka wcześniejsze uwielbianie), ponadto alkohole i soczki na podłodze wylane, w kibelku od niechcenia wymiociny pozostawione. I wszystko to w przeciągu i ciągu i obciągu kilku zaledwie godzin uczynione, tyleż grzechów i lat, co się odkładają powoli do skminienia w piekle. Idąc więc na Kazimierz przez Most Grunwaldzki śpiewamy wszystkie patriotyczne piosenki świata, bo weekend, piątek, bo ludzie przypadkowo połączeni ze sobą i zespoleni pijacką namiętnością, ściskanie i wspólne się uśmiechanie, wszystkie te bezprecedensowe czyny, na które nie ma lekarstwa, i w przeraźliwie ciepłą noc krakowską, gdzieś tam poza rozkładem i formą, kto by pomyślał, kto. I wchodzimy do mieszkania na Kazimierzu, nowa baza, masz zajebiste mieszkanie, fajna klatka, jak z Polańskiego, mówimy do R., która rumieni się i czerwieni, że mieszka w takich surowych warunkach, no prawie jakby z dziewiętnastego wieku i tylko brody jej brakuje, co by żydem została. I pajęczyny oplatują drzwi poszczególnych siedlisk, a my wbijamy do środka, na piecyk stolik krzesełko blacik biurko i szafę, rozsiadamy się, by szkło przestało cierpieć od tego bezczynnego noszenia go w dziurawych kieszeniach. I Dżony mówi, że on już nie pije, dlaczego nie pijesz, pytamy, bo wszyscy chcą, by Dżony wypił z nami jeszcze trochę, by się chłopak dostroił, by się bawił i zbawiał, miała się bawić miała się bawić a jedynie jest zbawiona, mawia poeta znany i doceniany w środowisku literackim, w tak zwanym terenie. I Dżony nie pije, pali papierosy i świeci do nas swoją blond-fryzurą i różne takie tam triki nam pokazuje, żeby w samoobronie łamać innym kości, żeby ich, kurwa, niszczyć i na fragmenciki rozdzielać, poddawać autorskiej anihilacji. A ja w tym wszystkim czuję, że mam mózg upierdolony jakąś majonezową naroślą, w plastikowej torebce, nieopatrznie pozostawiłem całe jestestwo na Dobrego Pasterza w mieszkaniu o szczęśliwym numerze 13 i co tu zrobić, co niby. I tańczyć, pada odpowiedź M., który ma brodę i czapeczkę i luźną koszuleczkę i wygląda prawie jak raper zza oceanu, tylko że jest biały, to taki problem mały. No i tańczymy w tym tandemie, wywijamy, jak się mówi, dość zgrabnie, odwłokiem czy czym tam, na ostro się kręci, zawsze mi wtedy głupio, tańczyć sobie ogień, wytańczywac (tak, autor popełnia błąd świadomie, nie, brak osobowości, brak właściwości) do tchu, do utraty oddechu, do śmierci. I potem, kiedy pot nas zalewa i cała magia uchodzi z nas bezpowrotnie, kładziemy się do łóżeczek. I M., który nota bene wygląda zupełnie jak wujek Tomek, chociaż wujkiem Tomkiem nie jest, zostaje na podłodze, bo tak mu się w głowie kręci, bo tak przeholował i przesadził i dowalił. Dżony wraca na Azory, stopniowo znikamy jak duchy, najpierw fizycznie, ręka noga brzuch uszy oczy, odpadamy powoli, chociaż z łazienki dobiega nas jeszcze odgłos zwracanych posiłków i substancji, to M., wujek Tomek, co wujkiem Tomkiem jednocześnie jest i jednocześnie nie jest. I myślę, że to całe miasto tańczy w takt tego rzygania, wszystkie piękne uliczki i ładni ludzie, z jakimi przyszło mi spać tutaj, na tym łóżku w czternastostopniowym mrozie kamienicy na Kazimierzu o godzinie czwartej nad ranem, niedługo świta, a miasto to dźwięk M., ściek i gówno pod ulicami.


komentarze
avatar worek kości
2011-01-10, 15:44:38:
Who's the fella owns this shithole?
Ach, zajrzałem w ten strumień świadomości, a tam płynie syf jakiś, brud, gówno i stara baba.
--
bembergiem w berg

avatar Veles
2011-01-10, 17:53:03:
każdy inny wszyscy różni :c
i tak ma byc, tak ma byc
--

O utworze:

wyświetleń:487
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Veles
  poprzedni   lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.