avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


17 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
sal0me
uplifter
opowiadania
dodano:
3 grudnia 2010, 19:11:35


Opowieść o starcu

Broda poruszała się w dość jednostajnym rytmie, kiedy starzec przeżuwał kanapkę z wołowiną. Siedział, nienaturalnie oparty, wielki brzuch wybitnie przeszkadzał mu w przyjęciu bardziej komfortowej pozycji. Jego bujny zarost nosił ślady sezamu, który przy kolejnych ugryzieniach posypywał się z bułki niczym drobny deszczyk, wędrując najpierw w kierunku jasnobrązowej, wypłowiałej brody, poprzez toporny, pasiasty krawat z wełny, a kończąc na brudnych, starych spodniach.

- Sezamie, otwórz się. – ugryzłszy się w wargę wybąkał pomiędzy kolejnymi kęsami.
- Otworzę się, jeśli ty się zamkniesz. – odparł Sezam, jego głos składał się z wielu głosów – kobiecych i męskich, tworzących razem symfonię przeplatających się ze sobą dźwięków.

Starzec mógłby przyznać, że usłyszał chichot tysiąca dzieci i przez moment był przekonany, że słyszał nawet czknięcie. Czy ta wołowina aby na pewno jest świeża? Rozejrzał się po przedziale, ale ten wciąż był pusty, wydawać by się mogło, że pociąg dawno już zakończył swój bieg, a przesuwające się za oknem światła latarni to tylko iluzja, reżyserska sztuczka, podczas gdy wibracje i turbulencje to gniew znajdującego się pod spodem złego, głodnego potwora.

Sezam błyszczał na jego piersi niczym drobinki śniegu, które cieszyły jego małe oczy podczas spaceru na dworzec. Przypomniał sobie brokatową bluzkę Dziewczyny, którą spotkał w poczekalni. Piła ciepłe mleko z miodem i odrobiną cynamonu, oblizując łyżkę masła czekoladowego, którego słoik zadziornie wystawał z niewielkiej torebki.

- Kim jesteś? – zapytała oschle, nie patrząc na niego, gdy tylko wszedł do poczekalni. - Czy jesteś ptakiem z ulicy sezamkowej?
- Absolutnie nie jestem. Nie mam nawet żółtej, pierzastej marynarki.
- Fakt. Powiedz mu, że go szukam, gdybyś kiedykolwiek go znalazł. – jej lekko skośne oczy zwęziły się, a twarz przybrała wyraz pogardliwego zobojętnienia.
- Dobrze.

Później było już tylko gorzej. Zaczęło się od zniecierpliwienia, ostentacyjnego prychania, wydymania ust w niezadowoleniu, potem – prowokujących, agresywnych spojrzeń, wulgarnych gestów, a kiedy to nie pomogło – wrzasku. Wynoś się, krzyczała, spluwając na stół zaraz przed jego dłońmi, drapiąc starą ceratę długimi paznokciami, krzywiąc się i rzucając obelgi nienawistnym tonem.

Wyszedł więc. A kiedy tylko przekroczył próg pomieszczenia, zmieszany i zdenerwowany, usłyszał jęk, żałośniejszy niż wszystko, żałośniejszy nawet niż ten, który wydawał jego pies Morti, kiedy na czas nie dostał kości z resztkami mięsa po czwartkowym obiedzie. Obrócił się natychmiast i zobaczył, że pół-Azjatka zalewa się łzami, z głową na stole, twarzą w kierunku ceraty. Z początku przeraził się – żal było mu takiej dobrej ceraty, ale po chwili uświadomił sobie, że jest wodoodporna. I w tym momencie Dziewczyna przestała się ruszać.

Im bardziej zbliżał się w kierunku stołu, tym silniejsze odnosił wrażenie, że to wszystko fikcja, a Dziewczyna nie jest prawdziwa. Nie do końca wiedział, co miałoby to oznaczać, ani jakie byłyby tego konsekwencje, jednak odczucie było bardzo mocne. Puknął ją w głowę swoim starym, zgrzybiałym palcem i stwierdził zgon. A raczej: zgon prawdziwy, nie taki sprzed momentu. Bo faktem było, jak się okazało, że dziewczyna była sztuczna.

Jej czarne włosy okazały się bardzo równo pociętymi kawałkami ciemnej nici, a kiedy odwrócił głowę Dziewczyny, by zobaczyć jej twarz, zdał sobie sprawę z tego, że głowa została wykonana z drewna. Westchnął nad swoją głupotą, że dał się wciągnąć w rozmowę ze sklepowym manekinem, który nawet nie miał oczu.

Dopił swoje mleko z cynamonem, ponieważ nagle wydało mu się oczywiste, że jest to Jego mleko, po czym wyszedł na peron.

*

Dziewczyna nie była manekinem. Miała na imię Pearl Habbott i była harpią. Trzeba przyznać, że swoją rolę spełniała całkiem nieźle, od czasu do czasu opuszczając swój domek w górach i zabijając owce z pobliskich pastwisk. W wolnych chwilach obserwowała swoją siostrę, robiącą na drutach swetry z angory.

- Chciałabym dostać taki na święta – powiedziała pewnego razu, erotycznie przeczesując jej długie, proste włosy i składając na jej szyi delikatny pocałunek.
- Zasługujesz na coś lepszego. Na sweter utkany z prawdziwych włosów.
- Takich jak twoje? – na twarzy siostry przez ułamek sekundy gościł grymas.
- Nie.

Zabiła ją w nocy, gdy siostra spała. Rozszarpała ją jak owcę, inaczej nie potrafiła. Włosy ucięła ostrymi nożycami i skrzętnie ukryła pod poduszką. Kiedy spotkały się we śnie, siostra nie miała włosów i tkała dla niej sweter, obrażona. Dziewczyna śniła ten sen przez dwadzieścia osiem dni, od pełni do pełni, a podczas świąt pod poduszką znalazła gotowy sweter.


komentarze
avatar Marta Mozol (Adelajna)
adelajnatlen.pl
2011-01-09, 21:57:13:
profetyk
Ciekawe, choć wymaga językowego wygładzenia. Czy to część większej całości?
--
I to jest cała prawda, nieprawda, i innej prawdy nie ma! Amen

avatar sal0me
sal0metlen.pl
2011-01-09, 22:44:02:
uplifter
Nie.
--
this is where i'm meant to be

O utworze:

wyświetleń:654
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

sal0me
          lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.