avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


16 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Naamah Di.
...by przelać świeży grzech na papier...
opowiadania
dodano:
24 lutego 2005, 21:10:46


Koty

Wpadła do domu trzaskając drzwiami. Ze złością rzuciła plecak i wciąż z komórką w dłoni wbiegła do pokoju. Otwarte okno skrzypiało żałośnie, jakby próbując pocieszyć swoją lokatorkę. Jeszcze raz wstała i z rozwścieczoną miną zatrzasnęła okiennicę. Szyba złowieszczo zadrżała, jakby z obrazą. Ponownie rzuciła się na łóżko. Teraz już nie tamowała łez.
-dlaczego, dlaczego, dlaczego?!
Łkała w poduszkę. W jej pokoju zapanowała cisza. Kwiaty w wazonie zwiędły bardziej tak, jakby same nad czymś płakały. Dzwoneczki przypięte do sufitu milczały jak najęte. Jedynie bez żadnego uczucia patrzyły na nią szafki i plakaty, którymi zalepiła całą ścianę.
-dlaczego oni znowu mi to robią? Dlaczego oni w ogóle to robią? Co ja im zrobiłam?
Znowu zabrzmiał jej głos, przerywany szybkim oddechem. Bardzo powoli usiadła. Po jej bladej twarzy wciąż spływały łzy. Oczy miała lekko przymknięte, wstrząsał nią tamowany szloch.
Taką kaskadę łez wywołał jeden przykry epizod. Rodzice nastolatki postanowili się rozwieść. Był tylko jeden problem. Jej ojciec nie chciał jej znać, a matka była w takim stanie, że nie mogła się nią zajmować. Przerażała ją wizja bidulowa i niej samej w nim zamkniętej. Za wszelką cenę nie chciała się tam dostać. Nie wyobrażała sobie tego… ona zamknięta wśród obcych ludzi i dzieciaków… gdy pomyślała o tym przeszły ją ciarki. Już raz tam była, bo rodziców nie było stać na nią, a teraz z własnej woli znowu ją tam odsyłają. A obiecywali, że będzie dobrze, że już zawsze będą razem i nigdy jej nie oddadzą. Oni zawsze kłamali i dla niej zostali już tylko wspomnieniem. W tej chwili narodził się w jej młodej głowie beznadziejny pomysł, pomysł ucieczki.
-tak, to jest jedyne wyjście… nie wrócę tam…
Powiedziała głośno i pewnie sama do siebie. Po płaczu nie było śladu. Na jej twarzy malował się spokój starego mędrca, a lekkie zmarszczki na czole wskazywały na skupienie. Tak, teraz gorączkowo myślała nad momentem. Wiedziała, że za chwilę wróci jej matka. Ani ona ani jej ojciec nie wiedzieli, że podsłuchała ich rozmowę. Wiedziała, że dziś wieczorem znowu się pokłócą, miała szansę właśnie wtedy na ciche wymknięcie…
Tak jak przypuściła, po powrocie rodziców, zaczęła się kłótnia. Gdy wściekłe krzyki przeniosły się do zacisznej sypialni, Jagoda zbiegła po schodach, po drodze zatrzymała się żeby wziąć plecak. Wiedziała, że jej matka ma teraz „poważną rozmowę”, jak określał to ojciec, kiedy chciał ją sprać. Zacisnęła powieki, pod którymi już zbierały się łzy. Wybiegła na zimną ulicę i udała się przed siebie.
Nie wiedziała jak długo szła, w każdym razie przemarzła do szpiku kości. Cała się trzęsła. We włosach miała żółte liście. Spodnie mokre po kolana przykleiły się jej do nóg i zrobiły się ciężkie. Musiała gdzieś odpocząć i wysuszyć się. Ale w tym miasteczku nie było żadnych miejsc, których mogłaby odpocząć. Ale teraz przypomniała sobie, jak koledzy chcąc ją nastraszyć opowiadali o bezdomnych palących ogniska niedaleko stacji. Była pewna, że jeśli jest teraz jedną z nich, nic jej nie zrobią.
Dość niepewnie i chwiejnym ze zmęczenia krokiem weszła po schodach do budynku stacji. W rzeczywistości było tu straszniej niż w opowiadaniach chłopców. Przeszły ją ciarki, gdy oglądała pentagramy i inne rysunki wandali. W opustoszałym budynku nie znalazła nikogo, oprócz paru myszy. Każdy jej krok odbijał się od ścian głośnym echem, co sprawiało, że czuła się tu jeszcze bardziej nieswojo. Usiadła na obdartej ławce, ale mimo zmęczenia nie mogła tu zasnąć. Cały czas czuła, że ktoś uparcie na nią patrzy, mimo że nikogo nie widziała. Nagle wstała gwałtownie i nerwowo oglądała się po pomieszczeniu. Coś przeszło bardzo blisko, stanowczo za blisko, jej nogi. Nikogo nie widziała.
Nie wiedziała już sama ile tu siedzi, ale ciągle jej się wydawało, że mrok zamiast zelżeć, robił się coraz ciemniejszy i jakby gęstszy. Wydawało się jej, że jeżeli wyciągnie rękę będzie mogła złapać garść tego mroku. Nie widziała nawet dłoni, które wyciągnęła przed siebie. Nagle kątem oka zobaczyła jakąś czerwoną kropkę. Obejrzała się, ale nie było tam nic. Wtem owa kropka mignęła po drugiej stronie, ale równie szybko zniknęła. Teraz Jagoda zaczęła się bać. I to nawet bardzo. Łzy cisnęły się jej do oczu jakby i one chciały stąd uciec. Nagle kropek zrobiło się więcej. Powychodziły nie wiadomo skąd. Sunęły powoli, ale wszystkie skierowane w jej stronę. Sparaliżował ją strach. Na dodatek coś zaczęło dudnić rytmicznie, coraz głośniej, głośniej…i huk! Dopiero po chwili przypomniała sobie, że jest przecież na stacji. To był tylko pociąg. Ale dzięki światłom maszyny zobaczyła uciekające na boki małe, czarne sylwetki. Po krótkiej chwili znowu zapanowały nieprzeniknione ciemności. Małe, czerwone kropeczki znowu powoli sunęły ku niej. Przerażona i chyba sama nie wiedząc, co robi zaczęła uciekać na oślep. Nagle coś ją zatrzymało i upadła z jękiem na zimną podłogę. Wpadła na ścianę. Plamki zaczynały ją okrążać. Zaczęła krzyczeć i znowu uciekać na oślep. Po raz drugi wpadła na ścianę, ale tym razem pod lewym ramieniem poczuła jakąś lukę. Szybko wstała i zaczęła szukać na oślep. Trafiła na okno. Nie wiele myśląc rzuciła się przez mały kwadracik na pole. Upadła na mokrą i zimną trawę z poranioną twarzą. Głośno szlochając wytarła ją sobie sztywnym rękawem. Poczuła, że po całej buzi spływa jej krew. Zdawało jej się, że plamki jakby na to cały czas czekały. Mogłaby przysiąc, że ożywiły się i teraz poruszały się szybciej, może krew była zachętą...? Tego nie wiedziała i nie chciała wiedzieć. Zaczęła biec. Marzyła żeby leżeć teraz w bidulowie i nie martwić się o nic. Ale było już za późno. Noc zaczęła jaśnieć. Odwróciła się po chwili i stwierdziła z przerażeniem, że czerwone kropki nadal ją śledzą, właściwie gonią! Krzyknęła, bo teraz już wiedziała, co to jest. To nie same kropki ją goniły, to były koty. Przez chwile poczuła się spokojniej, przecież to zwykłe koty, ale gdy te zbliżywszy się do niej nie zaczęły mruczeć i łasić się znowu się przestraszyła. W świetle księżyca, który teraz już całkiem uwolnił się od chmur zobaczyła jak zwierzęta otaczają ją, patrząc prosto w jej oczy. Dziewczyna załamała się. Bała się, nie wiedziała, co robić, nikt jej nigdy nie powiedział, że te milutkie kotki mogą być groźne. Już nie miała dokąd uciec. Nagle poczuła przeszywający ból w lewej łydce. Odwróciła się z krzykiem. Jeden z kotów odskoczył teraz od niej a z pyszczka ciekła mu krew. Jagoda już całkiem się poddała, już wiedziała o co chodziło tym zwierzętom, były głodne. Upadła na kolana.
-nie, nie, nie, to nie może być prawda… mamusiu to nie może się dziać. Tatusiu proszę…
Koty otaczały ją coraz ciaśniej. Jej głos brzmiał dziwnie, przerywany płaczem i drżący ze strachu przed tym, co ją czeka.
- ja już nie będę… ale weźcie mnie stąd…panie Boże, proszę. Przecież mówiłam modlitwy.
Zaczęła szlochać jeszcze głośniej. Co jakiś czas odskakiwała lub wykonywała gwałtowny ruch, gdy któryś z jej oprawców wbił kły w jej ciało. Po chwili klęczała nadal, ze spuszczoną głową, ale już nie reagowała. Koty też już nie krążyły, po prostu rzuciły się na małą dziewczynkę, powoli przeżuwając każdy kęs jej ciała, jak gdyby delektowały się wygraną.
Następnego dnia jej matka rozwieszała ogłoszenia o jej zaginięciu. Kiedy przypinała do słupa ostatnie z nich, spojrzała w stronę stacji, szukając tam jakiegoś znaku. Nie słyszała nic prócz bezpańskich psów. One właśnie wtedy toczyły walkę o jeszcze świeże kości.



komentarze
avatar Iga
iga_mato2.pl
2005-02-25, 03:01:38:
a jeśli za minutę umrzesz?
Powtórzenia:
Wpadła do domu trzaskając drzwiami => Trzasnęła drzwiami i rzuciła się na łóżko.
rzuciła się na łóżko => Ponownie rzuciła się na łóżko
z poranioną twarzą => wytarła sobie twarz
"Łkała w poduszkę sama do siebie" jakoś tak stylistycznie bez sensu.

tej nastolatki - brzydkie stwierdzenie, znów nie polubię bohaterki....

obojgu rodziców - po pierwsze obojga, a po drugie to przeciez nie ma ich więcej? wystarczyłoby rodziców.

pentagramy - dla mnie to już lekka przesada...

jej krew, jej własna krew. - wiem, że miało być bardziej dramatycznie, ale jest do bani

Upadła na trawę, mokrą i zimną z poranioną twarzą. - sugreuję zmienić budowę zdania, bo znów jest błąd. Gdyby "z" było przed "morką", to wyszłoby, że twarz była zimna i mokra. A miala być trawa.
Upadła na zimną i mokrą trawę...

Co do treści. Stajkuję, bojkotuję opowiadanie. Nie ma szans, żeby kot zrobił coś takiego :] Wiesz, jestem niesamowitą 'kociarą', poczułam się oburzona :]
Poza tym, co to za czerwonookie koty?

Czytałaś może takie opowiadanie Sapkowskiego... hmmm, bodajże "Muzykanci" z opowiadań "Coś się kończy, coś się zaczyna"?

"Przyjaciółka" była o niebo lepsza.
Pozdrawiam

avatar aventia
aventia_anistenbit.pl
2005-02-25, 09:36:09:
/idiotka na KaCu/
powtórzenia na początku - cały czas jak i jakby. i "Cały czas czuła, że ktoś uparcie w nią patrzy" - może raczej na nią?
szyk przestawny "wydawało się jej" - w poezji tak, w opowiadaniu nie, wystarczy że jej się wydawało ;).
Jeżeli zastanawiasz się - postaw pytajnik ("może to było zachętą..." czy jakoś tak).

A poza tym... gdyby przy opowiadaniach była opcja "dodaj do ulubionych", bądź "rekomenduj do PW" - kliknęłabym na nie ;)
--
res sacra miser

avatar Karina
karinop.pl
2005-02-25, 17:09:05:
...by przelać świeży grzech na papier...
poprowiłam owe błędy i literówki i bede tłumaczyć sie tym że pisałam to opowiadanie wieczorem. pozatym iga, nie wiem czy widziałaś kiedyś taką starą, zaniedbaną stacje. w mojej miejscowości jest taka i wygląda mniej wiecej tak jak opisałam. i są pentagramy. jeśli chodzi o koty to są one w stanie zrobić taką masakre Słyszałaś historie o kotach cmentarnych, bo mi sie wydaje że nie. W każdym razie ja w nie wierze bo sie z nimi spotkałam. co nie zmienia faktu że koty są milusie. i własnie te koty cmentarne są małe chude i mają takie jasne oczka. widziałam przez to pisze. Jeśli chodzi o to zdanie to lubie takie pisać, moja polonistka jest w nich zakochana, z tym że nikt jej nie lubi:) ale dzięki za komenta
pozdrawiam!
--
Śmierć była wszędzie... była połową świata... I nie było nigdzie tęczy... "Spójrz na to optymistycznie"- powiedział pan Bóg i odszedł.

avatar Selena
2005-02-25, 19:41:17:
dualistka
Wciąż uważam, że akapity powinny być krótsze - wtedy naprawdę lepiej, by się czytało:-) Poza tym popraw monologi: odstęp po myślniku i wielka litera.
Co do treści, to ciekawiej by było, gdybyś bardziej się skupiła na przemianie dziewczyny - jedno zdanie, gdy pragnię się znaleźć w bidulu, w momencie, gdy wcześniej wolała być wszędzie, tylko nie tam, to trochę za mało.
Poza tym opowiadanie jest całkiem dobre.
Co do kotów, to nigdy nie dadzą oswoić się do końca, a dzikie, wygłodniałe i w grupie mogą się rzucić nawet na człowieka - i takie rzeczy się zdarzały nie raz.
--
Life seems to me like a Japanese picture which our imagination does not allow to end in the margin. Oliver Wendell Holmes

avatar Iga
iga_mato2.pl
2005-02-26, 12:09:05:
a jeśli za minutę umrzesz?
Taa... i przegryzają gardła śpiacym ludziom, bo przełykaja ślinę i grdyka sie porusza... :/

Dżizys!!!

Najgorsze co może być, to wierzyć w opowiadania bab na rynku... :/

avatar Karina
karinop.pl
2005-02-26, 12:36:14:
...by przelać świeży grzech na papier...
nie bab tylko mojej matki. Mój wujek miał kocura i zmarła w domu. widok nie był piękny kiedy moja mama go znalazła na łóżku z owym kocurkiem na jego piersi. Zwierze nie jadło od rana, bo wszyscy myśleliśmy że jest razem z wujkiem na polu :(
--
Śmierć była wszędzie... była połową świata... I nie było nigdzie tęczy... "Spójrz na to optymistycznie"- powiedział pan Bóg i odszedł.

avatar Kamil Ma?ek (Anonim)
2005-02-26, 13:23:15:
Figiel Castrator
Życie pełne jest smutków. Nie martw się...

avatar Iga
iga_mato2.pl
2005-02-26, 14:27:36:
a jeśli za minutę umrzesz?
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
mhm

zwierze, ktore nie je od rana, nie żywi sie zmarłymi :/
wybacz, mam kota w domu od urodzenia... nie raz zostawały same nawet na trzy dni i nie zagryzały przechodniów :/

avatar Selena
2005-02-27, 19:53:27:
dualistka
Iga, nie bab na rynku, tylko programy np na National Geographic czy Discovery. Psychiką te małe koty nie różnią się tak bardzo od tych dużych. Podobnie jest z psami - bezpańskie, wygłodniałe i w grupie też się rzucą na człowieka.
--
Life seems to me like a Japanese picture which our imagination does not allow to end in the margin. Oliver Wendell Holmes

avatar Iga
iga_mato2.pl
2005-02-27, 20:23:36:
a jeśli za minutę umrzesz?
Wybaczcie mi, ale dla mnie to zwyczajne bajko, wymyslane przez ludzi, którzy nie lubia zwierzat, po czym opowiadają je swoim dzieciom, wnukom. Nie próbujecie mnie przekonac, bo i tak nie uwierze ;)
Discovery też ogladam, a mój brat całkiem namiętnie rzekłabym i jeszcze nigdy nie trafilismy na taki program :) Niedzwiedzie, szopy, lisy zakradające sie do ludzkich domostw w poszukiwaniu jedzenia najwyzej grzebią w smietnikach.
Mieszkałam kiedys na obrzezach miasta w domku, pełno tam było głodnych kotów, nikt jednak nigdy nie ucierpiał. Na wolności są raczej samotnikami, słabo tolerują obecność innego kota. spotykają sie kilka razy do roku, gdy akurat okoliczne kotki się marcują, po czym znów się omijają szerokim łukiem. U ludzi, owszem szukają pozywienia, ale nie w postaci ich łydek, tylko raczej kiełbasy. Zazwyczaj jednak spierdzialają przed człowiekiem szybciej niż mogą.
W miastach, gdzie muszą sie dzielic piwnicą jest inaczej, ale i tak raczej ze sobą nie wspołpracują, omijają się grzecznie i pilnują swojego nosa i foremki po margarynie.
Seleno, oczywiście, że są bardzo podobne do swoich dużych braci, moja kicia sieje w domu takie spustoszenie, że aż strach. To mój nie pierwszy kot, moja babcia ma kota w domu od jakichs trzydziestu lat. Obecnie ma w domu dwa, swojego czasu trzy. Nie raz zostawały same w domu na dwa, trzy dni, bo babcia jechała na grzyby czy gdziekolwiek. A po powrocie się przytulały, zamiast atakować i zaspakajać głód. A opowieści o zagryzanych przez koty ludziach słyszałam dotąd tylko od zgorzkniałych, wierzących w bajki, bądz same je wymyślających bab na rynku ;)

avatar Karina
karinop.pl
2005-02-28, 17:19:16:
...by przelać świeży grzech na papier...
ja tam nie sądze żeby moja mama mnie oszukiwała bo nie lubi kotów... wręcz przeciwnie, sama lubi zwierzęta i koty też nie raz miałam. zresztą opowiadania nie muszą być oparte na faktach. na to akurat miałam pomysł. ale jakoś nie reagujesz hasłem typu "to nie możliwe" gdy czytasz o jakimś zombie wstającym z grobu. więc nie rozwodzmy sie na temat kotów-ludobojców tylko o samej pradcy dobrze? ;D
pozdr
k. :)
ps. to taka mała zmiana tematu :)
--
Śmierć była wszędzie... była połową świata... I nie było nigdzie tęczy... "Spójrz na to optymistycznie"- powiedział pan Bóg i odszedł.

avatar Selena
2005-02-28, 17:22:36:
dualistka
Iga, to naprawdę nie dotyczy ludzi, którzy nienawidzą kotów. Ja uwielbiam koty, ale to sytuacji nie zmienia.
Nie chodzi oczywiście o to, że tak się dzieje z każdymi dzikimi kotami, bo w gruncie rzeczy one sobie całkiem nieźle dają radę, zawsze znajdują jakieś pożywienie, nie wspominając o tym, że często są dokarmiane.
Poza tym koty też się przywiązują do swoich właścicieli, więc gdyby jakiś kot rzucił się na właściciela po jego kilkudniowej nieobecności, oznaczałoby to tylko tyle, że jest chory.
Chodziło mi tylko o to, że takie rzeczy mogą się zdarzyć, a nie że zdarzają się często.
Podobnie jest z dzikimi kotami afrykańskimi. Może oglądałaś "Duch i Mrok". Scenariusz filmu był napisany na podstawie pamiętników owego kapitana, który walczył z tymi dwoma lwami. Napadały one parą na duże grupy ludzi, czasami nawet zamknętych w domach. Po zabiciu tych dwóch lwów pojawił sie trzeci, polujący sam, ale w bardzo efektowny sposób - na przykład zaczajając sie na jadący pociąg, wskakując przez okna z jednej strony i wypadając przez drugie z przeciwnej razem z jakimś facetem - tego lwa nigdy nie zastrzelono.
W to też można trudno uwierzyć, oglądając np jakis film przyrodniczy o tym jak lwy wylegują się na słonecznej sawannie , a za nie polują samice. Ale to, że coś nie zdarza się często, nie znaczy, że nie może się zdarzyć,
W końcu wszystkie koty należą do drapieżników.
Inna sprawa jest taka, że to przecież autorka tworzy świat w swoim opowiadaniu i że właśnie takie koty stworzyła.
--
Life seems to me like a Japanese picture which our imagination does not allow to end in the margin. Oliver Wendell Holmes

avatar Karina
karinop.pl
2005-02-28, 17:31:31:
...by przelać świeży grzech na papier...
dzięki selenko. Już myślałam że wyjdę na osobę która za wszelką cenę chce zniszczyć kocią reputację :) i sie zgadzam w 100 proc.
--
Śmierć była wszędzie... była połową świata... I nie było nigdzie tęczy... "Spójrz na to optymistycznie"- powiedział pan Bóg i odszedł.

avatar Iga
iga_mato2.pl
2005-02-28, 18:51:26:
a jeśli za minutę umrzesz?
Heh, nie zepsułaś kociej reputacji :) tak się tylko wykłócam o swoje :) lubie to :D
Karino, przeczytaj "Muzykantów" Sapkowskiego, pisałam Ci w pierwszym komentarzu :)

avatar Karina
karinop.pl
2005-02-28, 19:13:51:
...by przelać świeży grzech na papier...
dobra sie przeczyta jak bede mieć czas bo jak narazie rozkoszuje się mitologią indyjską i japońską. za pewne powstanie pare wierszy na ten temat :)

pozdrawiam

ps. i kłóc sie dalej, pokłócimy sie obie :D

k.
--
Śmierć była wszędzie... była połową świata... I nie było nigdzie tęczy... "Spójrz na to optymistycznie"- powiedział pan Bóg i odszedł.

avatar Selena
2005-03-01, 17:56:52:
dualistka
Ps: Muzykanci są świetni, a w moim najnowszym opowiadaniu jest kotek Stupido (chyba dzięki naszym rozmowom, Igo;-))
--
Life seems to me like a Japanese picture which our imagination does not allow to end in the margin. Oliver Wendell Holmes

O utworze:

wyświetleń:1095
komentarzy:16


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Naamah Di.
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.