avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


18 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Veles
każdy inny wszyscy różni :c
opowiadania
dodano:
24 lipca 2010, 12:06:17


hophop, otwórzcie

Wieje przeraźliwy wiatr, więc - przerażeni - obserwujemy z wnętrza autobusu jak obija się o ściany opuszczonego Kozubnika, unosi liście i w domyśle wprawia drzwi w niepokojące skrzypienie, pozostałości po pukaniu, drzewa w oddalony szum; deszcz spływa drogą, jakby nie była ona wcale drogą, a rynną. Jest pochmurne, szare popołudnie i wąsaty (a jakże) kierowca wysadza nas na tym ostatnim przystanku, otwiera drzwi i z niecierpliwością spogląda w naszą stronę, okoliczne spojrzenie, zaraz pod hotelem, który kiedyś przecież niewątpliwie był, a teraz nie ma go z całą swoją wewnętrzną intensywnością, wychodzimy w to skrzypienie i szum z oddali, w tą cieknącą pod nogami rynnę. Autobus ginie gdzieś za najbliższym wzniesieniem, jeszcze przez chwilę pozostawiając za sobą nieuchwytne pomruki świateł, nieśmiało dziurawiące ciemność czerwone kropeczki, które przywodzą na myśl dwa małe znicze, malutkie promyki. W mgnieniu oka zlewają się z ciemnością, bo tak, bo już wybił zmrok, ciemność; i czuję, jak świadomość tych wszystkich martwych rzeczy wbija się we mnie, wlewa jak ten deszcz do wiaderek, napełnia odpowiednie dziury pojedynczymi kroplami. Odgłos starego, zdezelowanego silnika wylatuje w atmosferę i pędzi do innych szerokości geograficznych; nie możemy go usłyszeć, bowiem rozpływa się, nie istnieje w tym gwarze,

na tym złomowisku. Puste przestrzenie, jakie teraz przemierzamy, zawsze - od lat najwcześniejszych - napawały mnie czymś nieokreślonym, jakąś pierwotną odmianą lęku. Myślę, że nie jestem w tym odczuciu odosobniony. Przechodząc przez te zdewastowane podwórza, myślę o ludziach, którzy kiedyś, w czasach odległych i niepamiętnych, stawiali tutaj swoje stopy, pozostawiali ślady, a potem jak jeden mąż ginęli w wypadkach samochodowych, w katastrofach górniczych, w sposób bardziej lub mniej wyrafinowany, pomimo niezłomnej wiary w życie, jaką bez wątpienia żywili, wraz ze wszystkimi swoimi odczuciami i powikłaniami. Jest tak, jakbyśmy chodzili po ich kościach, po rozżarzonym węglu, jakbyśmy - pełni tępej, bezmyślnej radości - odwiedzali zbiorowy sarkofag i chociaż rozsądek podpowiada, że żadna z tych rzeczy nie ma ze sobą najmniejszego związku, deszcz z niewzruszoną uporczywością drąży framugi, stropy, przecieka przez dach, gromadzi się w niedostępnych kątach.


komentarze
avatar Veles
2010-07-24, 12:16:55:
każdy inny wszyscy różni :c
bo ostatnio jestem trochę dziewczynką
--

avatar marta raczyńska
marta.raczynskavp.pl
2010-07-24, 13:20:27:
kopie dołki
lubię takie pisanie. bardzo.

avatar Veles
2010-07-24, 13:41:03:
każdy inny wszyscy różni :c
odnośnie tekstu --->
http://opuszczone.com/galerie/kozubnik/index.php

koniecznie, ale to koniecznie trzeba odwiedzic
--

O utworze:

wyświetleń:529
komentarzy:3


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Veles
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.