avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


16 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
imagine
debiutant
opowiadania
dodano:
29 czerwca 2010, 21:31:00


Opowieści mojej mamy

Tak, lubię słuchać opowieści mojej mamy. Są mądre, dowcipne, a jednocześnie wzruszają do łez. Uwielbiam te o wielkich emocjach, zwłaszcza w kontekście miłosnych przypadków. Jako nastolatka miłość widziałam tylko w jednym egzemplarzu: damsko – męskim. Pewnie dlatego tak często spotykał mnie przysłowiowy koniec świata. Mama zawsze mówiła: „pamiętaj, czasami warto przegrać bitwę, by wygrać wojnę”. Jakie to szczęście gdy można kierować się takimi drogowskazami.

Kiedy mama zaprzyjaźniła się z komputerem, postanowiła swoje opowieści spisać. Od słowa do czynu i jesteśmy w posiadaniu cyfrowej sagi rodzinnej, zatytułowanej MARIA. Jest to imię mojej babci Ukrainki, którą wojenne losy rzuciły do Niemiec na przymusowe roboty. Po wojnie z mężem i córkami, zamieszkała w małej,pomorskiej miejscowości. Stamtąd słała pełne tęsknoty listy do rodziców, mieszkających hen za Zaporożem.Pozostawały bez odpowiedzi, dopiero po śmierci Wodza coś drgnęło i była nadzieja na spotkanie

. Babcia Maria urodziła się w 1918 roku, w malowniczej wsi Lemańsk. Wieś bogata w żyzną glebę, zapewniała mieszkańcom wspaniałe plony. Były to czasy, kiedy posiadanie inwentarza nie było zbrodnią, a grunty rolne obsiewano dla własnych potrzeb. Ojciec Marii-Gregory - pochodził z Gruzji. Jak każdy młody mężczyzna,powołany do służby wojskowej, nie odstępował jej przez kilkanaście lat. Carska Rosja trzymała wojsko w ryzach . Postoje i popasy również trwały miesiącami.Starczało czasu by rozejrzeć się za kimś miłym, sympatycznym, kto sprawi, że żołnierka nabierze nowych barw. Daria była przeciwieństwem Gregora. Szczupła, wesoła dziewczyna z burzą ciemnych włosów i pięknymi brązowymi oczami zawojowała każdego. Zauważyła, że Gregory był inny. Dumny, a jednocześnie nieśmiały. W jego ciemnoniebieskich oczach kryła się tajemnicza mgiełka zapowiadająca wielkiego romantyka.Typ samotnika z artystyczną duszą. W wolnych chwilach tworzył wypieszczone i zadziwiające w swojej elegancji, stylowe mebelki. Młodzi zakochali się. Daria - osoba kontaktowa i towarzyska przejęła inicjatywę. Ślub został udzielony w starej cerkwi przez miejscowego popa.

Maria przyszła na świat jako trzecie dziecko. Miała już dwóch braci. Gregory szalał z radości. Dziewczynka po ojcu odziedziczyła urodę i charakter. Była pogodnym, spokojnym dzieckiem. Miała w sobie dużo łagodności, a zakochane oczy ojca dawały oparcie i solidne podstawy na przyszłość. Nadeszły trudne i ciężkie lata 1933-1934. Lata hołomoru czyli wielkiego głodu. Pamiętam opowieści o zdobywaniu pożywienia. Babcia tak obrazowo je przedstawiała...zbieranie pokrzyw na zupę,wybieranie z gniazd ptasich jaj, a nawet polowanie na wróble. Potem - chociaż byłam jeszcze szkrabem - wstydziłam się swojego marudzenia przy jedzeniu. Babcia zawsze szanowała jedzenie. Nic nie miało prawa się zmarnować. Mogłam nie zjeść, ale szanować należało zawsze.Wielki głód zdziesiątkował mieszkańców. Zwłaszcza obfite żniwo zebrał wśród starców i dzieci.Głód był środkiem służącym do wprowadzenia nowej ideologii - kolektywizacji wsi. Powstały kołchozy. Skończyła się stolarka Gregora i ogródek Darii. Dla wszystkich była praca w kołchozie, od świtu do wieczora, bo takie były potrzeby, a rąk do pracy mało.

Mijały lata .Maria urodą i swoim wewnętrznym światłem przyciągała oczy chłopców .Ceniła przyjaźń, więc koleżanki lgnęły do niej jak pszczoły do ula.Z nauką nie miała problemu. Było pewne, że będzie się dalej uczyć. Dziewczęta wybierały trzyletnią szkołę felczerską ze specjalizacją położnictwa. Także i Marii odpowiadał ten kierunek.

Dumni byli rodzice z córki. Tęsknili , ale rozumieli konieczność wyjazdu ze wsi.Maria podjęła pierwszą pracę. W wiejskiej izbie porodowej oczekiwała swoich pacjentów. Tymczasem czarne chmury zaczęły gromadzić się nad wschodnią Europą. Szykowała się wojna. Mężczyźni otrzymali nakaz stawienia się w koszarach. Służbę Zdrowia również obowiązywał ten nakaz. Maria postanowiła zaryzykować. Razem z koleżanką zdecydowały nie opuszczać swoich stanowisk pracy - były takie możliwości. Wkrótce nastąpiła okupacja niemiecka. Zaczęły się wywózki do Trzeciej Rzeszy na przymusowe roboty. Wieś solidarnie trzymała język za zębami, ale uchylanie się od nakazu było równoznaczne z karą śmierci. Nie można narażać ludzkiego życia dla ratowania własnej głowy. Trzeba było iść na „zatracenie", a jednocześnie mieć w sobie iskierkę nadziei i prosić boga o zmiłowanie. Maria pojechała jednym z wielu transportów w głąb Niemiec.

Dalsze losy Marii przedstawię w osobnym opowiadaniu. Chcę jeszcze opowiedzieć o sile uczuć, miłości i tęsknocie. Opisać spotkanie Marii z rodzicami. Doszło do niego po osiemnastu latach. Cały Lemańsk pomagał i czynił starania, by lokalne władze wydały zaproszenie. Oględziny starego, drewnianego domu Darii i Gregora Siniawskich wypadły niezadowalająco. Nie można przyjąć gości z Polski w rozwalającym się domu. Przecież Rosja jest bogatym krajem, a ludziom w kołchozach żyje się dostatnio. Uradzono, że goście zamieszkają w najlepszym, murowanym domu. Pomysł przedni, władza zadowolona, zaproszenie wysłane. Był rok 1958.Maria po raz pierwszy jedzie do rodzinnego kraju. Razem z nią jadą dwie córki.Jedną z nich jest moja mama. Oto jej wspomnienie.


Lemańsk latem przypomina rozległe stepy Kazachstanu. W sierpniu po żniwach, tysiące hektarów ziemi spragnione są deszczu. Susza dokuczała wszystkim. Ziemia spękana od żaru lejącego z nieba, zamieniała się w popiół. Po pustych polach hulał wiatr, roznosząc tumany kurzu i piasku. Wieś była samowystarczalna. Z rzadka zapuszczał się tutaj obcy przybysz, a jadącą ciężarówkę zwiastował obłok piaskowej chmury, widocznej co najmniej z trzech kilometrów. Dziadek Gregory dobrze kombinował. Na rozstaju dróg postawił drewnianą ławkę. Czekał i wypatrywał. Kiedy zobaczy tuman piachu, zdąży powiadomić wszystkich. Trzy dni oczekiwał, wreszcie nadeszła upragniona chwila…

Przyjechałyśmy taksówką, ponieważ do wsi autobus nie dojeżdżał. Zobaczyłam gromadkę kobiet,ubranych w długie, czarne suknie. Wszystkie były do siebie podobne. Miały spalone na brąz twarze, okutane chustami. Mężczyźni stali w oddali. Byłam przerażona, nie wiedziałam, że szczęście można wyrażać rozpaczą i żałosnym zawodzeniem. Dziadek Gregory nie był w stanie czegokolwiek powiedzieć. Trzymał mnie za rękę, a ja wiedziałam bez słów, że jesteśmy rodziną i na zawsze razem. Pamiętam jego chmurne, niebieskie oczy, które wilgotniały kiedy na mnie patrzył. To musiało wystarczyć i do tej pory wystarcza, by z jakąś godziną, kolorem, spojrzeniem - poczuć nie tylko więź, ale tkliwość i miłość. Ciemne, długie suknie babci zupełnie nie pasowały do jej młodzieńczego chodu, wigoru i emocji, które lubiła uzewnętrzniać. Nasz przyjazd był okazją by w sierpniowe wieczory, mieszkańcy Lemańska spotkali się w ogrodzie babci. Ogrodowa uczta kończyła się toastami, po których następowała część artystyczna - dumki ukraińskie śpiewane na głosy.Takiego przeżycia nigdy więcej nie doświadczyłam.Ta muzyka rodziła się w sercu, mówiła o życiu tych ludzi, ale było w niej dużo smutku, marzeń i tęsknot. Zawsze miałam dreszcze kiedy echo tych ukraińskich pieśni niosło się polem, w daleki bezkres, do gwiazd...

Znajomość języka rosyjskiego chyba wyssałam z mlekiem matki, ponieważ płynnie mówiłam i wszystko rozumiałam. Nie było to zasługą szkoły, w żadnym wypadku. Dziadkowie kazali sobie opowiadać dosłownie wszystko. Dzień po dniu, a ja czułam, że jestem kochana. Czułam więzy krwi, chociaż w tamtym czasie nie potrafiłam tego nazwać. Doświadczałam po raz pierwszy tego cudownego uczucia miłości i pełnej akceptacji. Być wnuczką i mieć kochających dziadków, to było nowe doświadczenie - jakże słodkie. Z tego źródełka miłości, czerpię siły do dzisiaj. Nie tylko dla siebie, ale dalej i dalej…

Zapadła cisza, mama jeszcze przebywała w tamtym świecie. A ja wiem, że opowieści mojej mamy będą wiecznie żywe. Zasługują by ocalić je od zapomnienia.





komentarze
O utworze:

wyświetleń:529
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

imagine
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.