avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


21 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
imagine
debiutant
opowiadania
dodano:
16 maja 2010, 23:48:21


WILK

Często zastanawiam się kiedy przychodzi starość. Wiadomo, nie zawsze związana jest z wiekiem. Do niedawna sądziłam, że trzeba wyrazić na nią zgodę, a nawet oczekiwać zmian widocznych gołym okiem. Na wiotczenie skóry i stopniową utratę wydolności wszystkich układów. Wiem, że nie należy poddawać się, lecz walczyć z taką samą determinacją jak przy wszystkich życiowych kataklizmach. Nie pozwólmy by opanowała nas fizycznie i mentalnie.
Nie zadawajmy głupich pytań w rodzaju: czy mam jeszcze prawo do… Oczywiście, bezsprzecznie je posiadamy. Przyjrzyjmy się Wiktorii.
Obnosi ona swoje słuszne lata z dumą i radością. Skądinąd wiem, że codziennie poddaje się skrupulatnym oględzinom, po których przybywa kolejna bateria flaszek i pudełeczek z odmładzającą chemią. Sprawność fizyczną podnosi regularnymi ćwiczeniami i zajęciami usprawniającymi. Dzień ma wypełniony po brzegi.

Wiktoria posiada wszelkie przesłanki, by czuć się spełniona i szczęśliwa. Posiada piękne mieszkanie, oddanych przyjaciół i przesympatyczne dzieciaki. Kłopot w tym, że marzy się jej partner na stałe. Witający na dzień dobry i z kubkiem gorącej herbaty na dobranoc. Ale im bardziej stara się urzeczywistnić marzenia, tym widoki coraz marniejsze. Owszem są mężczyźni, ale jak te chmurki na niebie- zatrzymują się i płyną dalej.
Janusza znała jeszcze z dawnych, lepszych czasów. Fajny był z niego kumpel. Teraz to wrak człowieka. Waga piórkowa, uzależnił się od trunków i na dokładkę zostawiła go kobieta. Spotkali się w dobrym czasie. Otoczył Wiktorię męskim ramieniem, nie pytał za wiele, rozumiał ból po odejściu partnera i rysującą się samotność.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Piękny, radosny okres, zwłaszcza wtedy, gdy przygotowania dokonuje się w duecie. Choinka, zakupy, cała ta świąteczna, magiczna krzątanina sprawiła, że ten szczególny czas nabrał form osobowych. Wzajemne przenikanie myśli, uczuć, zmieniło stan przyjacielski na trochę wyższy poziom. Jednym słowem - sielanka.

Późnym, zimowym wieczorem, przyuważyłam tego pana spieszącego w sobie tylko znanym kierunku. Szedł długim, sprężystym krokiem. Poruszał się cicho i bezszelestnie.
- Takim tempem można przemierzać duże przestrzenie- pomyślałam.
-Ma cechy wilka, zdolny jest do wszystkiego-snułam myśl.
Zostawiłam dla siebie swoje spostrzeżenia. Ufam intuicji, jeszcze mnie nie zawiodła. Nikt nie potrzebuje mojego krakania czyli przeczuwania faktów.
Święta minęły w radosnym nastroju. Zbliżał się Sylwester. W rodzinnym dworku zaplanowano bal na dwadzieścia par. Zaproszono Wiktorię z Januszem. Panie zaoferowały pomoc w przygotowaniu, Janusz miał dojechać wieczorem. Nie dojechał, nie odezwał się, ślad po nim zaginął. Wilka poniosło do lasu.
Nie zdziwiłam się takim stanem rzeczy. Typy w stylu wilka tak mają, ale Wiktoria odebrała zmiany jako kolejną życiową porażkę.
- Jestem do niczego, przegrałam po raz kolejny- rozpaczała.

Minęło sporo czasu, słów dobrych i złych, łez przemieszanych ze śmiechem zanim Wiktoria nabrała ochoty do życia.
Kiedy raz jeszcze wilk stanął na mojej drodze, ponownie postanowiłam zachować to spotkanie tylko dla siebie.
Mam dobrą czwórkę brydżową. Raz w tygodniu spotykamy się, nie zważając na zegary. Wracałam do domu nocnym autobusem. Wysiadam na końcowym przystanku prosto na dużego psa – wilczura. Siedział na tylnych łapach i wpatrywał się jakby chciał coś przekazać. Nie powiem, strach mnie obleciał. Te ślepia wprost paliły. Stoję w bezruchu, bo jakaś potężna siła przygwoździła mnie do płyty. Obejrzałam się w poszukiwaniu pomocy. Pusto, ale pies też zniknął. Na jego miejscu stoi uśmiechnięty Janusz z ręką wyciągniętą do powitania. Dzisiaj już nie wiem, może poniosła mnie wyobraźnia, ale to były oczy wilka. Miałam wówczas tę pewność. - To on, wilk-wyszeptałam i nagle wszystko znikło. Znowu byłam sama, skierowana twarzą w kierunku domu. Tylko księżyc swoim szerokim obliczem wychylił się spoza ciemnego pasażu- zapewne chmury.
Jestem podatna na pełnię księżyca, ale czy powinnam wierzyć w wilkołaki?


komentarze
O utworze:

wyświetleń:619
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

imagine
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.