avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


20 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Barbara Mazurkiewicz
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
19 kwietnia 2010, 06:02:31


Być do więcej mieć

nowe miejsce - część X


Pan rozumie po polsku?! –zapytała zdziwiona Ania
Yes, I malo rozumieć polski, my frend polen woomen –kalecząc oba języki odpowiedział.
-My meno Sendy, no pan, pan mieszkać Polska. Hir, ewry bady frend end brader, sister.
-Moje imię Ania, obok mnie Hania…-Okay, okay! Ania end Hania!…Wery nice!! – zaśmiał się na całe gardło, aż kobiety dostrzegły w panującym mroku jego białe zęby. Niestety, im nie było do śmiechu.
-Jakiej jesteś narodowości? –spytała zaciekawiona Ania
-I Indie –aha…to dlatego nie mówisz dobrze po angielsku…teraz rozumiem, dlaczego nie masz turbana?!.
Rozmowa pomiędzy Anią a kierowcą stawała się nie zrozumiała dla Haneczki, ponieważ zaczęli rozmawiać po angielsku. Więc głęboko odsapnęła, jakby chciała upuścić nieco stresu i oparła się wygodnie. Nie spodziewała się, że uśnie, obudziła się pod bardzo ładnym domem. Przełknęła ślinę ze zdziwienia, po czym ruszyła z bagażem za Sendy’m i Anią.
Już w blasku świateł latarni dostrzegła cholernie przystojnego mężczyznę, którym był właśnie on. Gdyby wcześniej nie powiedział kim jest, Haneczka nigdy nie zgadłaby, że hindusem. Jej serce biło mocnym niepokojem i ciekawością o to, co dalej. Co się przydarzy – jej i młodej towarzyszce podróży, teraz i w przyszłości. To wielka niewiadoma na obczyźnie.
Martwiła się, bo nie znała angielskiego i to teraz chyba będzie jej podstawowy problem. Znała “Yes”, “no”, “tank you”, “I”, “me”, “swe”, good i jeszcze kilka prostych słówek... Do tej pory nauczyła się tylko rosyjskiego, oraz niemieckiego.
W tym momencie, otworzyły się drzwi i Sendy wprowadził kobiety do domu.
W salonie siedziały dwie kobiety na oko czterdziestokilkuletnia brunetka i dwudziestolatka o bardzo długich blond włosach. Obie wystrojone jak na bal sylwestrowy z mocno podkreślonym makijażem i obwieszone złotem jak choinki. Bardzo serdecznie przyjęły, przedstawiając swoje imiona. Starsza nazywała się Basia, zaś młodsza Justyna. Oczywiście kazały mówić na siebie Babra i Dzastina( z angielska ). Co się później okazało, że była to matka z córką.
-Będzie jazda! -pomyślała Haneczka -Obym się myliła.
W przeciągu dwóch godzin dowiedziały się więcej o Anglii i zwyczajach tu panujących, aniżeli przez minione tygodnie w Birmingham.


Matka z córką nadawały na przemian jak trajkotki przekrzykując się. Nie brakło także wulgaryzmów z ich umalowanych od ucha do ucha ust, nawet na zębach miały czerwoną szminkę.
Kiedy Sendy pożegnał się z kobietami, te od razu ustawiły gości i pokazały gdzie ich miejsca. Na szczęście był to jeden z domów Sendy’ego, jakie posiadał na własne i kilka fabryk. Trafiło się im jak ślepej kurze złote ziarno, po prostu nie mogły uwierzyć w takie szczęście.
Dowiedziały się, że od następnego dnia pracują w fabryce czekoladek.
Pierwszy miesiąc to był prawdziwy raj, przez duże „R”. Karmili, uczyli, informowali...
Sendy, organizował spotkania z jedzeniem i napojami, tak zwane “party”. Haneczki angielski poprawił się na tyle, że opuściła domek z nieznośnymi współlokatorkami. Nie była w stanie udźwignąć frywolnych zachowań matki i córki.
Za rzetelność i zaufanie, Sendy przydzielił jej „flet” w samym centrum miasta oraz awansował na „liniową” ( miała pod swoim kierownictwem jedenaście Polaków ). Ania wyjechała do polski na studia.
Z Weroniką straciła zupełny kontakt. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Tysiące myśli i obrazów ze wspólnie spędzonych chwil przebiegały teraz przez jej głowę. Wszystko poszło nie tak, jednak nie miała zamiaru uciekać.
Czasami kiedy chciała porozmawiać, dzwoniła do rodziny z polski.
Chodziła w weekendy po sklepach w których kolorowe półki uginały się od towarów.
Kiedy nauczyła się już w miarę dobrze angielskiego, bardzo chciała mieć przy sobie kogoś bliskiego. Granice pomiędzy Anglią a Polską zostały otwarte. Więc zaczęła zapraszać znajomych.

d.c.n


komentarze
avatar andrew
..........................
2010-04-20, 16:48:43:
Sabbath Bloody Sabbath
Jeszcze bardziej miło:))
--
july54

avatar Barbara Mazurkiewicz
............
2010-04-20, 19:58:33:
mechanik liryczny
No, już się kończy :))
Dziękuję
--
http://e-literaci.pl/news.php

O utworze:

wyświetleń:521
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Barbara Mazurkiewicz
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.