avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


27 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Barbara Mazurkiewicz
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
18 kwietnia 2010, 07:08:46


Być do więcej mieć


Groteskowa sytuacja -część IX


Haneczka i Ania zrezygnowały z pracy u Janka, który nie mógł się nadziwić ich postanowieniom. Oczywiście nie obyło się beż pogróżek z jego strony. Postanowił, że wszystkie trzy kobiety mają opuścić zamieszkały przez nie dom w przeciągu trzech dni.
Jeszcze tego samego dnia, Haneczka wybrała się piętro niżej do współlokatorów. O dziwo pozory myliły, panowie byli bardzo grzeczni, a rozmowa z nimi serdeczna. Współczuli kobietom co je spotkało ze strony krewnego, mieli na temat jego osoby źle wyrobione zdania.
Ponieważ słyszeli wiele negatywnych opinii od polek wykorzystanych pracą. Opowiadali, jak to nie raz oberwał po gębie od ludzi za nieuczciwość.
Haneczka siedziała w ogromnym fotelu, obok niej Ania milczała. Wstrząsana łkaniem milczała, zawsze lubiła być blisko niej. Odkąd się poznały, wyznawała wszystkie tajemnice, nawet te najintymniejsze. Chociażby jej „pierwszy raz”, żywiła wielkie zaufanie do Haneczki.
Po dłuższej rozmowie, udało się ustalić, że jeden z mężczyzn ( Mariusz, Polak pochodzenia cygańskiego ) mieszka w W.Brytani od 15 lat razem z żoną i dziećmi. To on pierwszy zaproponował kobietom pomoc ze swojej strony.
Mieszkał po sąsiedzku wiza vi. Zanim wyszedł, wykonał kilka telefonów do znajomych.
-Jutro, około godziny jedenastej będę wiedział coś więcej w waszej sprawie. –Zwrócił się do kobiet.
Wszyscy zaczęli się rozchodzić ustalając, że następnego dnia zbiórka w tym samym miejscu.
Mariusz i Haneczka, zamienili jeszcze kilka słów na korytarzu o sposobie na życie. Ania, uradowana pobiegła na górę.
-Och Boże! Oby się udało.-Pomyślała Haneczka stąpając schodami.

* * *
Długo nie mogła zasnąć, myślała o nowo-poznanych ludziach. Wahała się, czy ma zachować dystans, czy też ulec obiecankom pisanym na wodzie(?).
Bardzo pragnęła zmiany na lepsze, ale jej ostatnie przeżycia, kazały być ostrożną.
Huśtawka uczuć, pomiędzy upokorzeniem a zarozumiałością. Stawiała, aby to drugie zupełnie wyeliminować z życia.
W jej wrażliwej naturze, zdążyły pozostawić po sobie ślad –miłość, przyjaźń i pieniądze.
Wiedziała, że jest prostą i dobroduszną osobą. Niejedno w życiu przecierpiała, nic łatwo nie przyszło. To co osiągnęła, tylko dzięki zdolnościom i cierpliwości.
Kiedy była dzieckiem, starała się upodobnić do bogatych i mądrych kobiet. Chciała być kimś, co się kłóciło z jej pochodzeniem. Ciężką pracą i samozaparciem, osiągnęła wiele, chociaż nie była szczęśliwa, zawsze lubiła pomagać innym.
Wsparła się łokciami na poduszce, pogrążona wspomnieniami i marzeniami.
Utkwiła wzrok w oknie zapłakanym deszczem. Jest tak poczciwa, że boi się powiedzieć rodzinie, ukrywając całą prawdę aby nie zadręczyć kogokolwiek.
Spokojnie i bez lęku oczekuje szczęśliwego zakończenia, patowej sytuacji.
W pokoju było prawie ciemno, gorąco i pachniało lawendą (namiętnie używała do kąpieli),a skąpe światło ulicznej latarni padało na jej posłanie.


Godzina po godzinie, śledziła najważniejsze wspomnienia ze swojego życia, aż do chwili kiedy poznała Weronikę. –Jest już trzecia, w Polsce z pewnością świta, a tutaj ciemna noc.
Zaczęła się modlić po swojemu za wszystkich dobroczyńców, między innymi za rodziców.
Prosiła Boga, aby miał pieczę nad jej synem i mężem. Powtarzała słowa „Boże, prowadź mnie właściwą drogą, abym nie zbłądziła, naucz mnie czynić tylko dobre rzeczy.”.
Z jej piersi, wydobywały się ciężkie westchnienia.
-Niech się dzieje wola Twoja! Dobranoc…-Powiedziała sama sobie i zaszlochała jak dziecko.

* * *


Są takie chwile w życiu każdej kobiety, kiedy ma ochotę podzielić się swoim smutkiem lub radością z kimś bliskim. I tak się zwykle składa, że pragnie się, by tą osobą był jakiś mężczyzna. W pierwszej kolejności jej partner. No cóż…mąż Haneczki nigdy nie był zainteresowany osobistymi przeżyciami swojej małżonki, nawet kiedy płakała w jego obecności, nie zapytał co jest tego powodem.

* * *

Następnego dnia około godziny jedenastej, zaczęli się schodzić w mieszkaniu na parterze.
Kobiety niecierpliwie czekały na Mariusza, który wszedł ostatni pośpiesznym krokiem.
Nie podnosząc oczu, usiadł z kartką w ręku na jednym fotelu z Haneczką.
-Więc, sprawa przedstawia się tak: Mam pracę dla trzech pań, tylko jest jedno ale…
dwie, muszą pojechać do Coventry, a jedna zostaje w Birmingham.
Obie propozycje są dobre, ponieważ macie zagwarantowane mieszkania i pracę. Zaczynacie od jutra. Myślę, że matka z córką, pojadą do Coventry, zaś Hanka zostanie tutaj, tzn. w tym mieście. Innego wyjścia jak na razie nie ma. Jeżeli przyjmujecie tę ofertę, musicie jeszcze dzisiaj się spakować i opuścić ten dom.
-A co z naszymi zaliczkami do umowy?! – spytała Haneczka.
-Zapomnijcie! Dobrze by było, aby Janek nie dowiedział się o niczym, znając jego mógłby narobić kłopotu.
-Ja zostaję w Birmingham! – odezwała się Weronika
-Jak to! A ja? – rzuciła zbulwersowana jej córka.
-Przecież nie po to tutaj przyjechałaś, abym cię niańczyła! –zupełnie oschle, nie patrząc w oczy odpowiedziała jej matka. Ania wybiegła ze łzami w oczach z mieszkania, za nią wyszła
Haneczka. Dopadła dziewczynę w korytarzu.
-Aniu! No co ty? Jedź ze mną! Będzie dobrze…przecież znasz mnie nie od dziś…damy radę.
-przytuliła ją mocno do siebie jak swoje dziecko.
– To jest nasze jedyne koło ratunkowe, nie możemy go odrzucać bo utoniemy! Teraz albo…
-Dobrze pani Haniu, wiem, że tak musi być. Zawiodłam się już po raz kolejny na matce, jest mi bardzo przykro.
-Ciii… a teraz wracamy, aby uzgodnić wszystko do końca.


Wieczorem spakowane czekały przed domem na Zytę ( tak miała na imię kobieta, która przyjechała wan’em po kobiety).
Niewysoka o bardzo dużej masie ciała i ogromnym biuście, ubrana po męsku. Zeskoczyła z szoferki ze względu na krótkie nogi. Rozmawiała przez komórkę w języku angielskim, po chwili zza dekoltu obszernego swetra wyjęła drugi telefon komórkowy, zamieniając miejscem z poprzednim.
Sam wygląd jej był odpychający (wyświechtane i brudne ciuchy, krótko ostrzyżone, niemyte włosy). Ciężko dyszała, poprawiając ześlizgujące się okulary ze spoconego nosa.
-No dobra! Kto ma jechać do Coventry? Wsiadać!, bo nie mam czasu…
-W tym czasie Weronika nie była obecna, wybrała się na piwo z jednym z poznanych wcześniej mężczyzn. Ania z Haneczką odjechały w nieznane.
Zyta woziła kobiety kilkanaście minut po mieście w międzyczasie bez przerwy wisiała na telefonach co irytowało pasażerki. Lało jak z cebra i szybko zapadał zmrok. Zaparkowała w ciemnej uliczce między dwoma pustymi domami, wyłączyła silnik. Radio i wycieraczki zagłuszały krople deszczu odbijające się od dachu samochodu. Było gorąco pomimo wiejącego wiatru i cuchnęły niedojedzone resztki od MacDonald’sa. Zyta szczerzyła krzywe zęby w uśmiechu.
-Przepraszam, pani na kogoś czeka?! –odezwała się Haneczka, posyłając nieznaczny uśmiech.
-Zaraz ktoś ma was odebrać, moja rola tutaj się kończy, ale z pierwszej wypłaty będziecie miały potrącone za moją przysługę. –kobiety milczały jakby godziły się na wszystko.
-Wyglądacie na mocno przestraszone, niczego nie musicie się obawiać, zapewniam was, że będzie dobrze –dodała.
-Dziękuję, właśnie takich słów od dawna oczekuję –odpowiedziała Haneczka. Po chwili podjechała czarna limuzyna z której wysiadł mężczyzna na pierwszy rzut oka, wydawał się czarnoskóry.
-Ojej…-zajęczała z niezadowoleniem Ania. Pomógł im szybciutko się przesiąść do jego samochodu i ruszył z piskiem opon. Jechały dość długo w milczeniu i strugach deszczu wsłuchując się w melodie jakie dochodziły z głośników radia.
-Oni mają tutaj hopla na tle głośnej muzyki w samochodach, ciekawa jestem gdzie nas zawiezie. Podejrzewam, że do burdelu. Ty jesteś młoda, ale jaką korzyść ze mnie będą mieć?. -powiedziała zatroskana Haneczka do Ani.
-No burdel!! -wykrzyczał mężczyzna zza kierownicy.

c.d.n.


komentarze
avatar andrew
..........................
2010-04-20, 16:48:08:
Sabbath Bloody Sabbath
Miło:))
--
july54

avatar Barbara Mazurkiewicz
............
2010-04-20, 19:58:02:
mechanik liryczny
Mi też :))
Dziękuję bardzo
--
http://e-literaci.pl/news.php

O utworze:

wyświetleń:487
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Barbara Mazurkiewicz
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.