avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


21 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Barbara Mazurkiewicz
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
17 kwietnia 2010, 07:49:48


Być do więcej mieć



Wrażenia – część VII

Rozgrzane powietrze falowało. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Wszyscy spoglądali na słońce czy chyli się ku zachodowi, który dodawał sił spragnionym odpoczynku i wyczerpanym kobietom. Wyłamane paznokcie, otarte naskórki palców ze suchej prawie skalistej ziemi. Spieczone i zakurzone twarze wraz czerwonym pyłem w połączeniu z potem kojarzyły się z Indiankami a nie Polkami…tak im mówili ludzie, którzy z nimi pracowali na polu.
-Więc nadszedł czas aby zakończyć na dziś pracę, zbiórka przy samochodach z wagą. –Wykrzyczał zarządca... –Wszyscy ruszyli z pudełkami zapełnionymi zielonym groszkiem w stronę aut. Ludzie dźwigali po kilka naraz aby zaoszczędzić na gonitwie tam i z powrotem kilkudziesięciu metrowej odległości. Ustawili się w kolejce po to, aby oddać swoje plony jedenastogodzinnej pracy.

* * *

Kiedy kobiety wróciły do domu w którym zamieszkały, już od drzwi usłyszały śmiech i głośne rozmowy za tajemniczymi drzwiami w głębi ciemnego korytarza. Haneczka przyłożyła palec do ust, aby Weronika i Ania były cicho. Zbliżała się kocimi krokami, kiedy nagle drzwi otworzyły się szeroko, a światło padające stamtąd oślepiło ją. Uniosła rękę jakby chciała obronić się przed niespodziewanym ciosem.
-Co jest? -Zapytał mężczyzna, który zjawił się w smudze światła.
-To Polacy! Chodźcie tutaj! – Zawołała uradowana Haneczka.
-Ano,…a wy Polki, jak sądzę…- Uśmiechnął się radośnie …sięgnął ręką do kontaktu w korytarzu, rozjaśniało się…
-Rany! a wy skąd przybywacie, z kosmosu?!…widzę jeszcze pył z Marsa. Chłopaki mamy towarzystwo! –Zawołał, odwracając się za siebie.
Skąd kłębił się papierosowy dym, Haneczka jako pierwsza poczuła odór alkoholu, zawróciła na pięcie, szybkim krokiem skierowała się ku jej towarzyszącym kobietom, które stały o kilka kroków dalej.
-Spadamy stąd, oni są pijani…-Wyszeptała nerwowo, wbiegając schodami, Weronika i Ania, natychmiast podążyły za nią.
-Zamknij drzwi na klucz! –Rzuciła Weronika do córki, która wchodziła ostatnia do mieszkania. Tyle co Ania przekręciła zamek, do drzwi rozległo się pukanie.

-Otwórzcie! Nie bójcie się…chcieliśmy tylko porozmawiać. –Odezwał się męski głos za drzwiami.
-Nie dzisiaj, jesteśmy brudne i zmęczone, musimy się wykąpać, zdążyć na zakupy, a co najważniejsze … przygotować do jutrzejszej pracy.
–Odezwała się Haneczka.
-Okay, to do jutra. –Odpowiedział i odszedł nie nalegając.

* * *
Szły wąską, zastawioną samochodami ulicą. Zaśmiecona resztkami żywności i plastikowych opakowań, ..... Była prawie ciemna i pusta, a po nawierzchni asfaltu wiatr zamiatał śmieci i kurzył piaskiem w oczy.
-Obawiam się, czy trafimy do tego sklepu, a przede wszystkim, czy zdążymy przed zamknięciem. –Powiedziała zatroskana Haneczka w drodze po zakupy. –Spokojnie pani Haniu, mamy jeszcze czas, czynny jest do 24-tej, na pewno trafimy, mamy około piętnastu minut drogi. Zapamiętałam, którędy pan Janek nas wiózł…-Odpowiedziała Ania, mimo to, przyśpieszyła kroku. Weronika została w domu, aby posprzątać, przeprać etc.…tak uzgodniły między sobą.
-Chciałabym jeszcze z budki telefonicznej zadzwonić do Polski, na pewno są ciekawi co z nami. W mojej komórce skończyło się doładowanie. –Rzuciła zadyszana Haneczka. –Ja także zadzwonię do Krzyśka pani Haniu, mam jeszcze doładowanie, ale zatrzymam na sms-y. Jak myśli pani…zawsze będzie ciężko?!…ja nie dam rady, wolałabym wrócić do Polski jeśli tak ma być.
-Aniu, wiesz…śniła mi się niedawno fabryka, tzn. jakieś wysokie mury i ulica z kostki brukowej, coś się zmieni, myślę, że na lepsze, mam taką nadzieję.
-Ach te pani sny prorocze, coś się słabo sprawdzają…-Uśmiechnęła się. Weszły do super marketu, wzięły wózek i ruszyły za niezbędnym towarem



Ania – część VIII


Sześć upalnych dni, minęło bardzo szybko, lecz nie dla Ani.
Nowy tydzień przyniósł nowe odrzucenie, jeśli chce się wyrazić ogrom pracy, bez brzydkich słów nie da się powiedzieć wprost - gówniane szczęście.
Nadszedł dzień wypłat. Janek potrącił sobie za dowóz, mieszkanie, światło i gaz. Niewiele zostało na życie, gdyby nie zapasy gotówki jaką przywiozły kobiety z Polski, byłoby z nimi krucho.
Ania zbuntowała się. Bo cóż jej innego zostało, aby zdolna i młoda, ze znajomością języka angielskiego ma tyrać w spiekocie na polu.
Nadszedł czas, kiedy osiągnęła granicę swojej wytrzymałości. Pozapadała się w sobie. Coraz niemożliwiej było jej zachować nienormalny życiowy pęd. Aż pewnego dnia odkryła, że nie jest w stanie wyjść z mieszkania, a nawet z pokoju.
Oczywiście nie zdawała sobie sprawy z chwiejności swego stanu. Wydawało jej się, że matka pójdzie za nią, że to, co zrobi będzie dobre i wartościowe...
Była pewna siebie prawie do końca, że jest w stanie kształtować swoje życie. Jedyną nadzieją było to, że nie zniknie przytłoczona uwarunkowaniami zewnętrznymi, Miała zawsze kogoś, kto się o nią po prostu troszczył. Była rozpieszczaną królewną, której od urodzenia służyła niemalże cała rodzina, Nastawiona na udowadnianie istnienia wielu własnych przymiotów. Więc nauczyła się, aby zapobiegać wszelkim odpowiedzialnościom, jeśli tylko w jakiś pokrętny sposób było możliwe. Była przekonana, że to jest właśnie dojrzałość. Jej matka nie kochała ojca i dla niej płynęła z tego taka nauka: nie wiązać się z facetami na stałe, bo skoro nie jest w stanie zagwarantować, że z kimś wytrzyma, to po co robić takiemu nadzieję, a potem krzywdę. Oczywiście przykład matki mówił jej jasno, że nie jest się w stanie niczego zagwarantować. Nawet miłości i wierności własnym dzieciom.
To prawda, że była ciągle w ruchu, ale niezauważalnie zmieniała się. Chciała być w bezpiecznej dla siebie odległości. (niby usamodzielniona, ale na wszelki wypadek mieć kogoś bliskiego w zasięgu ręki). Tak naprawdę nie wiedziała, czy to dobrze, czy nie, że ma pracę.
Pogrążona w wątpliwościach odnośnie do własnej wartości, przecież uczy się co sądzić o niektórych sprawach,

* * *
Ania obudziła się bardzo wcześnie. Szła do łazienki i postanowiła wejść do sypialni Haneczki budząc ją delikatnym pukaniem.
-Kto tam?
-Ciii to ja, mogę?
-Wejdź.-Ochrypłym głosem odpowiedziała.
-Pani Haniu, musi mi pani pomóc, coś wymyślić, abym mogła przez wakacje zarobić nie koniecznie na studia. Chciałabym chociaż zarobić „na drobne wydatki”.
Przychodzę z tym do pani a nie do matki, ponieważ ona dałaby mi niezłą reprymendę. Już wiem, jak brzmiały by pierwsze słowa „a nie mówiłam ?!”.
Może by zapytać tych Polaków co pod nami mieszkają, oni są w Aglii kilka lat, myślę, że pomogą.
-Nie wiem czy można liczyć tutaj na obcych, skoro rodzina zawiodła, ale spróbuję kiedy wrócą z pracy. Pójdziemy tam obie i porozmawiamy. Kto pyta nie błądzi – Dodała Haneczka, tym razem nawet z uśmiechem.
-Wiem, że mi pani doradzi jak mama i obędzie się bez zrzędzenia.
-Spokojnie Aniu, damy radę. Myślę, że dzisiaj będą nici z naszej pracy, całą noc padało. –W tym momencie rozmowę przerwał Janek, który zadzwonił do drzwi.
-Jeśli chcecie pracować w deszczu to przywiozłem wam deszczowce i gumowe obuwie. Nie będziecie siedzieć w domu, nie wiadomo kiedy przestanie padać.-Powiedział rzucając w kuchni, ogromny i ciężki worek. Ania rozwiązała supeł i zajrzała do jego zawartości.
-Fuj! Jak to cuchnie! Przecież to wszystko jest zatęchłe i brudne. –Wykrzyczała z wykrzywionymi ustami demonstrując odrazę.
-Ja w to, to na pewno się nie przebiorę! Pan wybaczy, zostaje w domu. –Dodała i zatrzasnęła drzwi do swojej sypialni.

c.d.n.


komentarze
avatar andrew
..........................
2010-04-17, 08:16:09:
Sabbath Bloody Sabbath
Dalsze perypetie bohaterów.
Plusy i minusy życia na obczyźnie pięknie napisane.

Pozdrawiam Basiu:*
--
july54

avatar Barbara Mazurkiewicz
............
2010-04-17, 09:59:17:
mechanik liryczny
Dzięki wielkie, pozdrawiam serdecznie :))**
--
http://e-literaci.pl/news.php

O utworze:

wyświetleń:481
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Barbara Mazurkiewicz
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.