avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


18 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Barbara Mazurkiewicz
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
15 kwietnia 2010, 08:32:11


Być do więcej mieć


Pierwszy dzień pracy - część VI


Weronika z córką zajęły jedną z dwóch sypialni, gdzie było większe łóżko, zaś Haneczka nieco mniejszą z wąskim tapczanem. Pościel, swoim wyglądem przypominała tzw.bety, no cóż, nie miały ani czasu, ani nastroju na marudzenia. Podróż i wieczorne przeżycia, przyczyniły się do kamiennego snu kobiet. O 3:50 czasu angielskiego budzik postawił je na równe nogi. Jak wcześniej uzgodniły, tak też w możliwy sposób przygotowały się do pracy. Zapoznały się oględnie z mieszkaniem, zwróciły także uwagę na drzwi w głębi ciemnego i obskurnego korytarza, lecz nie miały już czasu aby zbadać co za nimi się kryło ponieważ, Janek zjawił się o 4:45, zlustrował kobiety swoim wzrokiem, na widok makijażu Weroniki powiedział; - a ty na występy się wybierasz?! tutaj do żadnej pracy nie są wskazane makijaże i biżuteria, Anglicy tego nie tolerują, włosy mają być upięte! -dodał na widok Ani, która miała rozpuszczone, długie, blond-loki. -Przez chwilę, dopóki nie wyjechali z miasta Janek milczał a jego pasażerki, przyglądały się przez szyby samochodu panoramie. Chociaż jeszcze było ciemno, to w blaskach kolorowych świateł urzekało wielko-miejskim urokiem, poczuły się przez chwilę tak, jakby jechały na wycieczkę turystyczno-krajoznawczą.
-Żeby tylko nie było trafik’u, i nie spóźnić się, w przeciwnym razie zajmiemy najgorsze stanowiska pracy. –Pomimo tego, że Janek znał słabo angielski, został człowiekiem od negocjowania kontraktów.
- Po prostu robię import ludzi z Polski dla angielskich farmerów, moje stanowisko jest bez nazwy, a pierwsze negocjacje prowadzę na zielonym polu. Ludzi dowożę niemalże codziennie nowych, większość dojeżdżających w pola stanowią Pakistańczycy, Hindusi i Romowie. Na ogół ci, którzy mają zasiłek od królowej, ponieważ nie mogą podjąć legalnej pracy…-rozgadał się.
-Mieszkańców Birmingham nie razi zewnętrzny wygląd cudzoziemców, bywają brudni, zachlapani farbą, chodzą tak po pracy ulicami z reklamówkami pełnymi chleba i innych artykułów spożywczych. Polaka z daleka poznasz na ulicy czy w sklepie.
Bywają też nieśmiali, niektórzy nie znają zasad przechodzenia przez jezdnię, przysparzają trudności w sklepach i na ulicy…
Spóźniłeś się? umarł w butach! nikogo nie obchodzi, że nie było czym dojechać, Anglik rozkłada ręce i mówi …go hom…- zmieniał temat, Haneczka zaczęła się gubić w słuchaniu jego.
-Samochód na raty to sobie kupiłem u pracodawcy, używany 7 lat, ale jeszcze ma pod kopytem. -Ania usnęła na ramieniu matki, która obserwowała drogę w zamyśleniu, a Haneczka przytakiwała głową Jankowi. -Autostradą pędziły szeregi samochodów osobowych z okolicznych miast, najwięcej busów. Setki ludzi śpieszyło skoro świt tam, gdzie pola i fabryki. Wyprzedzając kolumnę Janek dawał jakieś znaki sygnalizacyjne i unosił kciuk, uśmiechał się do kierowców, na pierwszy rzut oka wg. Haneczki byli to Arabowie, ponieważ nie potrafiła odróżnić narodowości.
-hehe nawet ci jadą, którzy do tej pory nie kryli swej ironii, bo i tacy, niestety bywają, ci, którzy niejednokrotnie mówili; „co nam po tej harówie”. –z uśmiechem rzucił.
-Mam nadzieję, że macie prowiant na cały dzień?! -zapytał…
-Tak, kilka kanapek, które zostały nam z podróży, tylko do picia nic nie mamy, myślę, że zatrzymasz się po drodze abyśmy mogły coś kupić. – odpowiedziała Haneczka.
-O fuck! jak dzieci, normalnie jak dzieci! może jeszcze lizaki chcecie?!
-wciekł się... -zatrzymam się zatankować, to niech młoda wyskoczy w tym czasie kupić, najlepiej wodę mineralną nie gazowaną.

* * *
Po godzinnej podróży, zjechali z autostrady, gdzie ukazała się wąska asfaltowa droga i zielone pola, zrobiło się przyjemnie, ucichł szum samochodów. Niesamowite wrażenie na Haneczce zrobiły pola z plantacjami rozciągające się aż po horyzont oraz prześwity przez gęste chmury wschodzącego słońca nad niemalże czerwoną ziemią.
-Prawie jesteśmy na miejscu, patrzcie uważnie co będę robił, nie będę pokazywał nikomu z osobna, żadna sztuka, wystarczy trochę sprytu, no i chęci, ile zarobicie, tyle waszego.-powiedział Janek i zatrzymał samochód na polu gdzie ścielił się zielony groszek jak okiem sięgnąć.
Czekali już tutaj jacyś ludzie, Janek podszedł do nich, zamienił kilka słów i wrócił do kobiet.
-Nie mamy jeszcze boksów tzn. kartonów, zaraz dowiozą, pokażę wam jak się je składa. Groszek musi być dokładnie zerwany z badyla, bo jak sprawdzi po was zarządca to nie zapłaci za pracę. Nie rozmawiać, nie robić sobie indywidualnych przerw, pójdziecie jeść i odpocząć jak wszyscy.
Teraz zabierzcie swoje rzeczy z samochodu, bo mnie nie będzie z wami przez cały dzień, muszę pojechać do moich ludzi na inne pola, będę wieczorem. –Haneczka posmutniała, mimo, że zawiodła się od początku na swoim krewnym. W przeciągu kilku minut na polach zrobił się ruch od nadjeżdżających samochodów z ludźmi do roboty.

Janek ustawił w rzędach kobiety, pokazał jak się składa kartony, oraz zrywa groszek aby szybciej uzupełnić pudełka, a później stawiać w słupkach, których miały się trzymać aż do końca pracy. Szło mu bardzo sprawnie i szybko. Ania miała problem z poskładaniem pudełka w całość, Haneczce też nie bardzo to wychodziło.
Kiedy Janek odjechał, pracujący obok kobiet mężczyźni, ( wyglądali na Pakistanów i Chińczyków ) zaczęli nawiązywać z nimi w języku angielskim rozmowę, zadając pytania, czy są polkami i rodziną Janka, ponieważ wcześniej im opowiadał, że przyjadą i kim są. Oczywiście Ania
zabawiała się w tłumacza, chociaż matka upominała ją, aby zajęła się pracą i nie mówiła za wiele.
Po kilku godzinach wyścigu w pozycji zgiętej w pół, przerywanego niespodziewanymi zwrotami i przykucnięciami w wyjątkowo nieprzystosowanych miejscach, Weronika czuła się jak po sesji aerobiku.
Południe upłynęło pod znakiem nieziemskiej duchoty. Nadmiar tlenu przyprawił Anię o hipopotamie ziewanie i senność.
-Dobrze, że zabrałyśmy chustki i czapki, bowiem słońce przygrzewa niemiłosiernie, -powiedziała Weronika, wymuszając uśmiech na swojej twarzy skierowany ku Ani, która nagle przykucnęła chowając spieczoną twarz w brudne dłonie, rozpłakała się…
-Córeczko-mówiła, całując ją w czoło – miejmy nadzieję, że jakoś sobie poradzimy, prawda? –to pytanie zadała Haneczce, która z politowaniem przyglądała się dziewczynie.
-Śliczna i zdolna, dlaczego się tutaj morduje?…mogłaby trafić na coś lepszego, to nie jest miejsce dla niej –pomyślała Haneczka, uśmiechnęła się jakby nigdy nic.
-Tak, oczywiście, że poradzimy… –odpowiedziała, chociaż sama była rozdrażniona, zmęczona i prawie poparzona. Na jej głowie czerwona chusteczka zlewała się prawie z kolorem twarzy. Weronika zorientowała, że coś jest nie tak…zapytała;
-coś ci dolega?
-Nic. Po prostu źle się czuję, przejdzie mi –odpowiedziała i pomyślała, że Weronika i tak niczemu nie zaradzi -wiesz?! Tak się właśnie zastanawiam…co by było, gdyby ktoś tutaj zasłabł, czy jakakolwiek pomoc doraźna dotarłaby na czas, musiałam zapytać, ponieważ mnie to pytanie nurtuje. Po południowym posiłku, jakie miały(kanapki prawie spleśniałe i woda), oraz pół godzinnym odpoczynku, kobiety poczuły się znacznie lepiej.
-No to już mamy dzień i robotę z górki –zagadnął jeden z mężczyzn przechodząc obok kobiet.

c.d.n.


komentarze
avatar andrew
..........................
2010-04-16, 12:27:26:
Sabbath Bloody Sabbath
Czytam nadal z ogromną przyjemnością.
Czekam na dalsze części.
Pozdrawiam:))
--
july54

avatar Barbara Mazurkiewicz
............
2010-04-16, 20:53:03:
mechanik liryczny
Dzięki, buźka :* :))
--
http://e-literaci.pl/news.php

O utworze:

wyświetleń:462
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Barbara Mazurkiewicz
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.