avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Barbara Mazurkiewicz
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
10 kwietnia 2010, 09:05:15


Być do więcej mieć

CZĘŚĆ IV


Wyprawa

Wszelkie propozycje ze strony kuzyna Haneczka analizowała, ale nie miała za dużo czasu.
-Mogłabym nareszcie mieć własne pieniądze...po kilkunastu latach pracy, mimo oszczędności nie mogła sobie na wiele pozwolić. Nagle pojawiła się niespodziewana i kusząca propozycja dużego zarobku.
Ot tak, jakby nigdy nic, optymalne rozwiązanie złego położenia.
-W końcu funt, twarda waluta- rozmyślała.
Jakakolwiek praca w jej miasteczku, a nawet w sąsiednim była niemożliwa. Weronika naciskała i uspokajała przyjaciółkę, że nie pozwoli aby cokolwiek złego się jej przydarzyło.
-Niech się dzieje wola Boża, jadę!, wydaje mi się, że jednak muszę -oznajmiła Haneczka zdana na łaskę losu, który był autorem scenariusza.
Jeszcze wiele formalności, telefony do krewnego o zgodę i dodatkowe zaproszenia dla Weroniki i Ani.
-Przewóz busem do Zielonej Góry, nocleg, a rano będzie czekał na nas angielski autokar -powiedziała w ostatni wieczór przed wyprawą.
-Kobiety nieraz pokonywały bliższą czy dalszą podróż. Dzięki czemu wiele się nauczyły, a na pewno stały się bardziej doświadczone. Tym razem, stawia wyzwanie i kieruje w stronę określonego lądu. Porusza wyobraźnię i powoduje, że świat staje się dla nich bardziej bliski i zrozumiały.
Jednak zabrały niewiele bagaży, aby uniknąć podejrzeń celnych, iż jadą do pracy, wręcz przeciwnie, musiały stwarzać pozory turystek.
Kilkadziesiąt lat zamknąć w jednej walizce. Taki bagaż zabrały, podróżując w przyszłość. Kto choć raz znalazł się w sytuacji emigranta, zrozumiał.




Okazało się po dwunastu godzinnej podróży, że w hotelu nie najlepszej kategorii zaserwowano im zimną kolację. Potem jeszcze długie oczekiwanie w recepcji po klucz. Było już dobrze po północy, kiedy Haneczka oświadczyła, że musi zadzwonić do domu, ponieważ obiecała mężowi.



-Czuję niepokój, warunki dowozu są fatalne, jeszcze ten hotel...jakoś to czarno zaczynam widzieć -powiedziała, telefonując.
-Pilnuj syna, bardzo cię proszę, nie zawiedź mnie, abym nie musiała się o was martwić! a teraz muszę kończyć, bo zostało mi kilka godzin na odpoczynek i sen.
-Kiedy zmęczona położyła się, w żaden sposób nie mogła usnąć. Przed oczami pojawiały się jakby fabuły filmu, tego co pozostawiła, oraz zakreślał się nowy, nieznany scenariusz. O, szóstej rano Weronika ją obudziła oznajmiając, że już najwyższy czas opuścić hotel przed którym na placu ujrzały setki podróżnych i wiele samochodów, niemal, że z całej Polski. Ludzie przemieszczali się w pośpiechu, tam i z powrotem, dźwigając bagaże, szukali swoich autokarów, którymi mieli podróżować w miejsca docelowe. W ich oczach można było zauważyć przerażenie.
-Chyba każdy z nich myśli teraz o tym co ja -pomyślała Hania. Czy aby na pewno nie zostaną zawróceni z któregokolwiek kraju.
Z Zielonej Góry do granicy Polsko -Niemieckiej czas bardzo szybko minął. Odprawa celna odbyła się nawet sprawnie, chociaż nie wszystkim się powiodło, tutaj zawrócono kilku młodych chłopaków, nikt nie wiedział, chociaż podejrzewał z jakiego powodu.
W kolejce przed kanałem La Manche, a konkretnie pod Eurotunelem. Weronikę dopadła depresja, poprosiła przyjaciółkę o tabletkę uspokajającą.
Do momentu wjazdu kobiety myślały, że sławny Eurotunel to normalna droga asfaltowa pod kanałem, tymczasem wjeżdżało się na specjalny pociąg, kierowcy gasili silniki i czekali na przejazd pociągiem - promem. Jazda trwała okuło 35 minut, co ważne odprawa odbyła się po stronie francuskiej; kto jej nie przeszedł, nie wjechał do kanału. Tak mogło być w przypadku Haneczki, Weroniki i jej córki Ani, ale się udało. Radość ze szczęśliwie odbytej odprawy celnej była ogromna. Wydawało by się, że szczęściu nie będzie końca. Wjazd do Anglii był jak trafiony na loterii los.
-Hura! droga wolna! -wołały. -Oczywiście nie obyło się bez uwieńczenia tak ważnego momentu na wspólnej fotografii. Nie zważały na ostrzeżenia straży granicznej, odpowiadały szczerymi uśmiechami i zdawkowymi „okay!”.




Na temat przekraczania granicy pisano już wiele, kto czytał fora najlepiej wie, że tutejsze służby imigracyjne są bardzo wyczulone (negatywnie), z autobusu niejedna osoba została zawrócona. Może miały coś nie w porządku w papierach, a reszta to gdybanie. Wielka Brytania to nieco inny kraj niż państwa kontynentalne. Niektórzy twierdzą, że Anglików nie trapi większość europejskich bolączek, takich jak wysokie bezrobocie, deficyt budżetowy, inflacja, stagnacja gospodarcza etc., a dzięki utrzymaniu rodzimej waluty; funta, zamiast wejścia do strefy auro, sytuacja ekonomiczna Wysp Brytyjskich jest ogólnie lepsza aniżeli średnia UE. Polacy tutaj uchodzą za pracusiów, którzy żadnej propozycji nie odmówią. A Brytyjczycy to bezwzględnie wykorzystują i mało im płacą - ok. 4 funtów za godzinę. Za tyle, przeciętny Anglik nawet nie wstanie do pracy.
- Harujemy tam jak woły i nie chcemy za to żadnych przywilejów. -Powiedział mężczyzna, jeden z podróżujących w czasie przerwy na posiłek. Po wjeździe do Wielkiej Brytanii od razu rzucają się w oczy domy jedno- lub kilkurodzinne z brązowej cegły, ze starą dachówką.
-Nie wygląda to zbytnio pięknie -rzuciła Ania, ale po kilku godzinach się przyzwyczaiła, a nawet powoli zaczęła doceniać uroki takiego stylu budownictwa.
-W niektórych mieszkaniach za prąd czy gaz płaci się kartą prepaid, podobnie jak w przypadku bez abonamentowych telefonów komórkowych; kartę top -ut (uzupełniającą) można kupić np.; na poczcie. Jeśli w mieszkaniu nie będzie prądu, oznacza to, że karta się skończyła i trzeba kupić nową- tłumaczył Ani współpasażer.
-Uważam, że Polacy są w takiej samej sytuacji jak Pakistańczycy czy inne nacje emigracyjne, jak będziemy lepsi od angoli to zaczną z nami walczyć, jak z chorobą. Zadziwia przybyszy z kontynentu, stawiających pierwsze kroki: lewostronny ruch, pieniądze, nie ma wyższych nominałów banknotowych niż 50 funtów -wyjaśnia niedoinformowanym kobietom, zadającym wciąż to nowe pytania, pan po czterdziestce.




* * *
-To, co mamy przed oczami, jest bramą do nowego świata, gdzie każdy może być tym, kim zechce być. Otwiera się świat, wielu nacji, niezwykle miłych jak i groźnych przygód. Warto spróbować tutaj swoich sił, by poznać tajniki własnych możliwości. -Powiedział mężczyzna kiedy autokar zatrzymał się w korku przy wjeździe do Londynu. Wieczór był pochmurny, słońce zachodziło i przedzierało się szkarłatnymi promieniami przez gęste chmury.-Obudź się! Już niedługo odpoczniesz– rozległ się nad uchem Ani głos jej matki. -Podziwiaj uroki Londynu.
- A niech to...obiecałam napisać do mojego chłopaka sms'a! -Zaspanym głosem odpowiedziała dziewczyna, przecierając oczy z niedowierzaniem, że przespała spory kawałek drogi. – Wysłała do Krzyśka wiadomość, że za około dwie godzinki zawita w Birmingham. Hania międzyczasie rozmawiała z kuzynem, który zaniepokojony ich długą podróżą zatelefonował do niej. Od zawsze latał samolotem z Polski do Anglii i odwrotnie, co zajmowało mu około półtorej godzinki czasu.- O my Got! Wołami jedziecie?! -zachichotał do słuchawki.-Zdążyłem się już dwa razy przespać w przeciągu waszej podróży, okay! kiedy będziecie już na miejscu daj znać, wyjadę po was.-To było i tak dość wiadome z wcześniejszych uzgodnień. Jak na niego przystało zawsze zajęty ważnymi sprawami.
-Ech...Londyn...-Westchnęła Hania z uśmiechem wpatrując się w panoramę miasta.
-Tu zaczyna się świat królewski. -Dodała dość głośno, wzbudzając uśmiech na twarzach współpodróżnych.
- Witamy w Londynie, stolicy W.Brytanii – nad głowami rozległ się dźwięczny głos hostessy. Wysiadający zerwali się ze swych miejsc, gnąc się na zdrętwiałych nogach. – Obawiam się, że nie będziesz zachwycona tym, co za chwilę zobaczysz.- Powiedział pan siedzący obok Ani. - Zmarszczyła brwi.- Pan pozwoli, że sama to ocenię...
-Zarumienił się i spuścił głowę, odczytując naganę z jej twarzy.
Gdy wysiadający znosili na perony swoje bagaże, dziewczyna powiodła spojrzeniem dokąd wzrok jej sięgał, sprawiała wrażenie surowej. Na kamiennych schodach i posadzkach, przy ścianach siedzieli jacyś ludzie. Na pierwszy rzut oka, wyglądali na bezdomnych, wsparła brodę na wąskiej dłoni i w zamyśleniu przyglądała się krzątaninie.

Cichy głos wyrwał Anię z zadumy.
- To Polacy, pozostawieni sami sobie, ktoś obiecał im pracę i dach nad głową, jednym słowem zostali „wydukani.” -Ośmielił się odezwać współpasażer. Potem wziął swoje rzeczy i przesiadł się na zwolnione miejsca.
Wreszcie po ponad dwóch godzinach od Londynu, a trzydziestu czterech całej podróży, zmęczone kobiety dotarły do stacji docelowej.
Nic nie zwiastowało zdarzeń, które właśnie się kształtowały...
c.d.n.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:440
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Barbara Mazurkiewicz
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.