avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


19 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Barbara Mazurkiewicz
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
8 kwietnia 2010, 14:33:13


Być do więcej mieć


Część I - Rozstanie

Weronika miała niewiele starszą od siebie przyjaciółkę – Haneczkę, z którą łączyła więź emocjonalną i telepatyczną. Poznała ją, jako właścicielkę pubu na kursie BHP gastronomicznym i kosmetycznym. Ciemnoblond włosa, średniego wzrostu o niebieskich oczach, a przede wszystkim bardzo kontaktowa istotka. Obie o różnych charakterach, różnie prowadzące życie, pomimo tego zawsze się dogadywały. Zdarzało się, że nie widziały się przez kilka tygodni, (ostatnio nawet miesiące). Pewnej nocy przyśniła jej się Haneczka. Była smutna, zaniedbana i jakby chciała jej przekazać coś ważnego. Zaraz po przebudzeniu zadzwoniła do niej. Okazało się, że była chora. Kiedy jedna z nich miała problemy lub potrzebowała pomocy, druga miewała podobne sny. Ponieważ, Weronika zaplanowała wyjechać na kilka lat do Chicago obiecała, że zaprosi przyjaciółkę do USA.
Niestety, Hani nie udało się uzyskać wizy.
Wdzięczna za pamięć, czekała cierpliwie w nadziei, że czas szybko minie. Rozmawiały dość często przez telefon.


Wiosenny dzień dopiero co się budził. Szaro/czerwone miasteczko, powiązane sznurami dróg, wydawało się płonąć na tle wschodzącego słońca. Przy szosie klomby z bratkami i karłowate drzewa lipowe. -Ładne jest moje miasteczko. -Wyszeptała Haneczka, ponieważ urzekała ją zawsze natura. Miała czas aby się uważnie przyjrzeć, kiedy na przystanku wraz z niewielką grupką osób czekała na autobus. Od kilku lat ten sam przystanek o zwykłej porze i prawie te same twarze. Znali się z widzenia i zwykłego „dzień dobry.” Miała własną modlitwę, którą powtarzała…



Do pracy jaką wykonywała musiała być zadbana, (kontakt z ludźmi), dlatego często odwiedzała salon fryzjerski.
-Coś się spóźnia ten autobus, chyba nie zdążę uczesać się przed pracą. -Tyle co zdążyła pomyśleć, kiedy na przystanku zatrzymał się samochód.
-Wsiadaj! Właśnie jadę w tym samym kierunku.-Zawołał wysoki, przystojny mężczyzna w stronę Haneczki.
Kobieta uradowana szybciutko wsiadła. Ruszyli z piskiem opon.
-Cześć! A ty dokąd się wybierasz o tak wczesnej porze? Zagadnęła
mężczyznę, którego od lat dobrze znała. -Jadę po córcię do Krakowa na lotnisko, właśnie wraca z Brukseli, z praktyki. -Odpowiedział z czarującym uśmiechem spod bujnego wąsa znajomy.
-Myślę, tęsknisz za Weroniką? No i dzieci za matką. -Ciężko jest bez niej, ale jakoś dajemy sobie radę, mamy pracowników w końcu rodzice mi pomagają, a i dzieci nie są już takie małe. Mimo wszystko potrzebujemy jej, chciała zobaczyć Amerykę niech się napatrzy, jak znudzi jej się to wróci. Może wpadniesz kiedyś do nas?, dzieci wypytują o ciebie, bardzo cię lubią, wypijemy jakie piwko,
porozmawiamy....
-Dobrze! przygotuję wam pizzę, którą tak bardzo lubicie, teraz się zatrzymaj na najbliższym parkingu, tam wysiądę, będę prawie na miejscu, tobie życzę szczęśliwej podróży. Co do wizyty to jeszcze zadzwonię. PA – wysiadła zadowolona i pobiegła w stronę fryzjerskiego salonu.

* * *
- Dobrze, że zadzwoniłaś Weroniko...opowiem ci mój sen, jaki miałam minionej nocy - krzyknęła do słuchawki Haneczka. -Tak? opowiadaj, ciekawa jestem czy proroczy? - Dodała z uśmiechem.
- Otóż, sen był szczególnie wyraźny... płynęłam okrętem... Było na nim dużo ludzi, a wśród nich jakby bliskie mi trzy osoby...-Haneczka opowiedziała z detalami sen, który wydawał się być dla niej proroczy.
Kiedy skończyła, Weronika zadała pytanie. -opowiedz mi jeszcze, co u ciebie słychać?!...
- Po staremu... Jak zwykle mąż nie odmawia sobie alkoholu, znęca się, popadłam w depresję (…) – Nie płacz Hanuś…z odległości, jaka nas dzieli jestem bezradna, jak mam ci pomóc? - Odpowiedziała zatroskana przyjaciółka.
- Najważniejszy dzieciak... muszę go wychować, i dać dobry przykład do naśladowania. tylko jak mam to zrobić w obecnej sytuacji?
- Nie martw się, znam ciebie nie od dziś, wiem, że dasz radę! kiedy już będziemy blisko siebie, z pewnością coś wymyślimy Okay?
-Jak to bywa z kobietami, rozmowa przeciągła się do godziny, po czym Haneczka poczuła się znacznie lepiej. Jeszcze kilkakrotnie rozmawiały. Aż nadszedł dzień, gdy Weronika oznajmiła, że wraca.
Do powrotu przyjaciółki, czas wolno płynął, ale za to gdy przyjechała radosnym powitaniom nie było końca.

* * *
Należałoby nadmienić, że Weronika była zasobną finansowo i śliczną czterdziestoletnią blondynką. Niejeden młodzieniec za nią się oglądał, co ją zawsze bawiło. Haneczka zawsze wypowiadała się o niej w superlatywach i nigdy jej nie zazdrościła tego co posiada. wiedziała, że zapracowała sobie i zasłużyła. Weronika była, bowiem właścicielką dwóch domów, samochodów, gabinetów kosmetycznych, miała dwoje prawie dorosłych dzieci, no i wspaniałego, szanującego ją męża.
W przeciwieństwie do przyjaciółki Haneczka żyła skromnie mówiła, że są ludzie w gorszych sytuacjach, dziękując Bogu za łaski. Zamiast zazdrościć, współczuła Weronice, że mało czasu poświęca dzieciom i mężowi, który opiekował się rodziną, dbał o każdy szczegół w domu, oraz pomagał w biznesie.
Weronika i Rafał (jej mąż) w oczach znajomych, uchodzili za świetnie dobraną parę. Przyjaciele zazdrościli, że żyją tak zgodnie, nikt nigdy nie słyszał, aby kiedykolwiek trapiły ich jakieś poważniejsze konflikty. Wysokie dochody, pozwalały żyć na bardzo wysokim poziomie. Szczęśliwi?! Tylko pozornie.
W domowym zaciszu od dłuższego czasu, dzień po dniu narastał dramatyczny problem. Tylko Haneczka znała prawdę. Ich życie było przede wszystkim pracowite, rano zdawkowy buziak i wyjazd do swoich zajęć, aż do późnego wieczora. Kładli się do łóżka, o żadnym seksie nie było mowy, tym bardziej po powrocie coś poważnego trapiło Weronikę.(...)


Część II - Wróżka

-Wiesz...Jutro jadę do wróżki -oznajmiła Weronika.
-Jak to!? -Zapytała zdziwiona Haneczka.
-Do, czego jest ci wróżka? komu, jak komu, raczej mnie by się przydała – zażartowała.
-Bo tak do końca to ty mnie nie znasz Haniu...
- Jak to!? –Powtórzyła patrząc przerażona w jej wielkie oczy, które teraz wydały się jakby zamglone.
-Ty mi tutaj natychmiast „wyśpiewaj” wszystko jak kawę na ławę, bo inaczej nie wypuszczę z domu!
-Bo wiesz....Ja tam...Tzn. w Stanach – zająknęła się…
- No mów!!...Bo mnie tu zaraz trafi...
-Ja, Haniu zostawiłam tam kogoś - nagle bardzo posmutniała, łzy spłynęły po policzkach rozmazując staranny makijaż.. No, co ty? - Spokojniej i ze współczuciem odezwała się Haneczka. Przytuliły się mocno obejmując, jakby za chwilę miał je ktoś na zawsze rozdzielić. Milczały, cicho pochlipując.

* * *
Jednak nie zrezygnowała z wizyty u wróżki, namawiała nawet Haneczkę. Ale kiedy nadszedł dzień wyjazdu do sąsiedniego miasta, (bo tam mieszkała wróżka)okazało się, że przyjaciółka niespodziewanie zachorowała.
- Jednak nie pojedziesz ze mną? Szkoda...
- Wybacz Weroniko, ale nie mogę, może innym razem.
-Wiesz Haniu? słyszałam, że ta kobieta wróży ze zdjęcia, lub rzeczy osobistych, mogę wziąć twoją fotkę jak chcesz.
-Haneczka mimo, że zauważyła niezadowolenie u przyjaciółki
z tego powodu gdyż musi sama pojechać, podała swoje zdjęcie.
-Wieczorem, Weronika wpadła jak burza, już od progu zaczęła...
- Wiesz?! Zanim cokolwiek powiem, napiłabym się czegoś mocniejszego, oj zdziwisz się Haniu, tak jak ja się zdziwiłam.
- Przestań -uśmiechnęła się radośnie nalewając drinka -ciekawa jestem twoich wrażeń, opowiadaj!
-Więc, dowiedziałam się bardzo dużo, w co nie mogłam uwierzyć.


Przeszłość potwierdziła się, przyszłość kroi się koszmarnie!
-E tam...Uprawiasz czarnowidztwo, a tak w ogóle myślę, że wróżby są ci nie potrzebne. Trzeba życie brać "za łeb" nie zadręczać się.
-I, kto to mówi?! Jeśli chodzi o ciebie, lepiej usiądź zanim cokolwiek usłyszysz ( dodała Weronika).
-O...Chyba zacznę się bać (uśmiechnęła się i usiadła).
-Bo po tej wróżbie...Byłam tak bardzo podekscytowana, że zapomniałam o Tobie.
- Nic nie szkodzi, może i lepiej (rzuciła Hania).
- Nie przerywaj! Tylko słuchaj...Otóż, kiedy wybierałam się do wyjścia, ta kobieta, mówi..."pani chyba jeszcze o czymś zapomniała?" Pomyślałam w pierwszej chwili, że nie zapłaciłam, otwierając torebkę zauważyłam twoje zdjęcie. "Ach tak!". Powiedziałam i podałam je. W przedpokoju, tam gdzie stałyśmy, bez wahania włożyła je pomiędzy karty (jakby miała wcześniej przygotowane). Rozłożyła i zaczęła..."pani ma problemy, ale ta kobieta to ma dopiero! Widzę, że jest chora, będzie dobrze. Finanse tez się poprawią, przed nią podróż za „WODĘ”, gdyż widzę statek. Ta kobieta zabierze panią ze sobą".



-Przestań! (Haneczka poderwała się nerwowo z krzesła) głupoty opowiadasz! I mam w to uwierzyć?! Proszę cię bardzo nie mieszaj życia z magią! -Wyraźnie była zdenerwowana.
- Mącisz w głowie, przecież wiesz, że to, co mówisz, jest nie realne w moim przypadku!
- Haniu, a pamiętasz twój sen?!
- Pamiętam (...)

Cdn.


komentarze
avatar andrew
..........................
2010-04-08, 18:08:30:
Sabbath Bloody Sabbath
Cacy:))
Pozdrawiam Basiu.
--
july54

avatar Barbara Mazurkiewicz
............
2010-04-08, 21:26:37:
mechanik liryczny
Dzięki, że mnie czytasz :)))
pozdrawiam serdecznie
--
http://e-literaci.pl/news.php

O utworze:

wyświetleń:468
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Barbara Mazurkiewicz
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.