avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


18 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
imagine
debiutant
opowiadania
dodano:
7 kwietnia 2010, 22:49:57


Miara człowieka

Coś intrygującego było w tym dość młodo wyglądającym człowieku. Coś, co wymuszało zachowanie dystansu i używania zwrotu: Panie Tomaszu, zamiast zwyczajowego - Tomku.

Nadzwyczaj schludny, lekko siwiejący pan, niczym szczególnym nie wyróżniał się spośród innych urzędników wojewódzkiego miasta. Jak wszyscy, dysponował biurkiem, komputerem i regulaminowym zakresem czynności.

Z powierzonych obowiązków wywiązywał się perfekcyjnie. W kobietach dostrzegał koleżanki, na ich zaloty odpowiadał miłym uśmiechem, zamykającym następne podejście. Był urząd i jeden z jego filarów tworzył pan Tomasz. Maleńka rysa psuła ten dobrze skrojony garnitur.Otóż zdarzały się drobne, niekontrolowane zamyślenia, które koleżanki kwitowały uśmieszkiem ( zapewne mieściły się w nich domyślne swawole kawalerskiego żywota).

Takich stanów obawiał się najbardziej, ponieważ przebiegały poza kontrolą. Myślenie wyłączało się, mózg nie tworzył słów, nie czekał, nie poganiał. Wypełniał się obrazami, które tworzyły logiczną całość. Wystarczyło je zapamiętać, wziąć do ręki pióro, a słowa same przelewały się na papier tworząc zupełnie zgrabne opowiadanie. Kiedyś, z ciekawości, wysłał je na konkurs do lokalnej gazety. Kiedy otrzymał propozycję publikowania w dzienniku, był zdziwiony i mile zaskoczony.
Z nadmiaru szczęścia zrezygnował z honorarium.
Opowiadanie nie tylko spodobało się czytelnikom, wręcz domagano się kolejnych odcinków. Nie było z tym problemu. Dziwactwa pana Tomasza – mam na myśli niekontrolowane wytwory fantazji – przysparzały tematów. Oczywiście nasz pisarz używał zgrabnego nicka i nie miał ochoty komukolwiek opowiadać o swoich sukcesach.

Nie zauważył, kiedy nadeszła wiosna. Słońce, wiatr, ukwiecone zapachem powietrze - zakręciło jego urzędniczym nosem. Poczuł to wszystko jak dawniej, kiedy miał 20 lat. Przez moment wróciło dawno utracone zawirowanie świata, aż musiał przysiąść na pobliskiej ławce, ale i tam dopadły go wspomnienia mokrej kiści bzu. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że nie jest sam- na ławce siedziała dziewczyna. Zapytała o zapalniczkę i wtedy zauważył w jej smukłych, drżących palcach papierosa. Wyczuwał w nieznajomej jakieś silne napięcie, więc
z urzędniczą troską zapytał czy może pomóc…
Odpowiedziała, że - nie, ale płacz miała na czubku nosa, tylko patrzeć jak wypłynie lawiną bez hamulców i ograniczeń. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, chciał wstać i odejść, ale coś trzymało go na uwięzi. Wyciągnął chusteczkę i podał nieznajomej. Wówczas po raz pierwszy doznał olśnienia. Dziewczyna była zjawiskowo piękna. Fiołkowe oczy napełnione łzami nadawały twarzy blasku i światła. Ciemne, proste włosy, ładnie kontrastowały z bladą, matową cerą.
Tomasz stracił głowę- nie wiedział, co robić, jak się zachować. Plótł trzy po trzy…
W końcu przyłapał się na tym, że cytuje fragmenty odcinków swoich opowiadań. Panna słuchała z zaciekawieniem.
- O! znam!- krzyknęła drżącym z podniecenia głosem.
- Czytałam w gazecie, ale…czy to pan jest…tak, to pan jest autorem „Codziennej opowieści”!

Nie zdążył nawet potwierdzić, bo szlochająca do tej pory młoda osóbka już tryskała nową energią i zaciekawieniem, zadając mnóstwo pytań. Nie wiadomo kto pierwszy zaproponował pobliską cukierenkę, możliwe że obydwoje naraz. Tomasz nie poznawał samego siebie. Jedli ciastka, pili pyszną kawę i jeden przez drugiego coś o sobie mówili. Trudno było dopatrzyć się sensu, ponieważ byli w mocy podwójnego oczarowania. Jedynie nieznaczne drżenie rąk przypominało o tamtych złych chwilach. Po wyjściu z cukierni poszli na spacer brzegiem nadwiślańskiego bulwaru. Już dawno nasz bohater nie czuł się tak swobodnie, miał wrażenie, że są w przyjaźni od lat. To pytanie- zbyt natarczywe- nie było w jego stylu, ale padło:
- Dlaczego płakałaś?- zapytał
- Z żalu – odpowiedziała
-Muszę komuś ważnemu odebrać talent i dar. Muszę, bo chcę żeby był zwyczajnie po ludzku szczęśliwy.
Zdziwił się dość enigmatyczną odpowiedzią, ale przyjął jako wystarczającą. Zauroczony jej fizycznością i blaskiem fiołkowych oczu, chyba tak do końca nie zrozumiał sensu tej wypowiedzi.
Kiedy w alejce pojawiła się przekupka z bukiecikami fiołków, nawet przez moment nie poczuł fałszu tej sztucznej scenerii. Już widział jak będą się pysznić na małym kołnierzyku przy jej fiołkowych oczach. Kupił kilka bukiecików, odwrócił się z uśmiechem i zamarł. Marzenny nie było. Długa perspektywa bulwaru nie ukrywała żadnej postaci. Przekupka zajęta sprzedażą- nie zwróciła uwagi.
Powoli, noga za nogą odszedł skąd przyszli: cukiernia, park, ławka. Nic, wszystko jak przedtem. Jeszcze przez tydzień, z nadzieją przemierzał dawną, spacerową trasę, karmiąc się złudzeniami. Niestety, nawet przekupka przepadła bez wieści. Zrezygnowany, postanowił przynajmniej opisać tę historię. Liczył, że w trakcie pisania przypomną się jakieś nowe szczególiki i z nich zbuduje sobie zestaw pytań i odpowiedzi. Niestety, męczył się, kreślił, skreślał- nic się nie kleiło. Próby spisania tamtej przygody, podejmował jeszcze kilkakrotnie-bez powodzenia. To, co wyszło spod pióra było zwykłym gniotem.

Niemniej kilkakrotne próby odtwarzania kolejności wydarzeń, uświadomiły mu, że dziewczyna miała do spełnienia misję. Ostrzegała, by zmienił swoje życie, przestał pisać w oderwaniu od rzeczywistości. Powoli zaczynał rozumieć ostrzeżenie. Radość wypełniła go od środka. Otrzymał coś bardzo cennego, iskierkę zaledwie, ale dającą nadzieję na nowe życie.
Przestał szukać - zrozumiał przesłanie.” Człowieka trzeba mierzyć miarą serca - sercem”

Jakież było zdziwienie w pracy, kiedy pan Tomasz przedstawił się koleżankom jako Tomek i nawet zauważył fiołkowy kolor oczu Marzenki. Nie tylko zauważył, ale zaproponował mały wypad do parkowej cukierni. Przez chwilę przypatrywał się smukłym palcom dziewczyny.
Ileż czułości jest w tym spojrzeniu-pomyślał siedzący obok starszy pan. Z przyjemnością obserwował sympatycznie wyglądającą parę. Kiwał głową, uśmiechając się, jakby chciał powiedzieć: jesteście dla siebie stworzeni, postarałem się o to…






komentarze
O utworze:

wyświetleń:477
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

imagine
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.