avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


20 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Veles
każdy inny wszyscy różni :c
opowiadania
dodano:
10 lutego 2010, 14:31:32


bowiem nie


i teraz, i nagle dostaję dyplom i tytul honoris causa uniwersytetu willeńskiego, budzę się z zimowego snu w poszukiwaniu dodatkowego tłuszczu, gdybym się z niego nie obudził, nie przeżyłbym tego, za duży schiz dla ciala, to naukowo udowodnione, odbieraj dyplom, zrób zajebistą minę do zdjęcia, mówi jakiś łysy i siwy w garniturze, weź mój garnitur, bo wyglądasz jak cep radziecki, my ci zrobimy bliding, ładnie cię opatulimy, opatrzymy w jakąś myśl, będzie że niby twoja, że niby sam ją rozkminiałeś, ładnie będzie to wyglądać, powiesisz na ścianie albo, co byś widział i pokazywał, wstaję więc, idę za radą łysego i siwego w garniturze, nie, zaraz, idę za radą łysego i siwego już bez garnituru, garnitur leży na krześle, czeka na mnie, on jebie, jebie przeraźliwie jakimś niedojedzonym kotletem, na rękawach widzę zaschnięte plamy od jakiegoś masła, margaryny. czuję to całym sobą, w nich zalega choroba, w nich zalega schabowy, całe to chore towarzystwo do spraw semantycznych, rozważmy to właśnie na tej płaszczyźnie, wstaję, robię pompki, jedną, dwie dziesięć, napinam mięśnie brzucha, staję przed lustrem, patrzę na jego płaską powierzchnię i na to, co się w nim odbija, odbija się w nim obraz nędzy i rozpaczy, somatyczne profanum, jakieś bruzdy, plamy, wgłębienia, włosy układające się w kręte kutasiki, ubieram to coś w garnitur śmierdzący niedojedzonym kotletem, z ujebanymi rękawami, z plamami od masła tudzież innej przeraźliwej margaryny, żeby załonić cielesne braki, przeczeszuję włosy, robię pifpaf do lustra, lustro z wrażenia się rozbija, szkiełka, igiełki, co wbijają się teraz w stopy, nie mam butów, łapię się na tym, moja podeszwa to szkiełka, igiełki i krew, znaczę swoje ślady tym badziewiem, tym barszczem. myślę o honoris causa, o swoich zasługach, o mowie laudacyjnej na moją cześć, zasłużyłem sobie, niech mi oddają za tą margarynę, ten czechosłowacki badziew, przemycany zresztą nielegalnie przez południową granicę, szkodzący tym samym rodzimej gospodarce, gospodarka, ta kurwa, ona wiecznie jest w opresji, ona wiecznie cierpi, prawdziwy werter XXI wieku. dopinam ostatni guzik, on odpada, trzyma się ostro na ostatniej nitce, zaraz wyjdę odbierać dyplom uniwersytetu willeńskiego bez jednego guzika, z jakimś, kurwa, zapachem niedojedzonego kotleta, będą to potem puszczać w telewizji i już widzę te tępe ryje, te buraki, buraki, co się śmieją i ryją z mojego wyglądu, co się plamią resztkami i naturalnie plują majonezem, musztardą sarepską, co wołają małgosię, żeby popatrzyła na tego dziwoląga po drugiej stronie pudełka, co za buc, chodże szybko, pa, pa na to. dopinam więc ten guzik i naglę słyszę bębny z pokoju obok, o kurwa, już się zaczyna, już mowa laudacyjna, bębny wybijają rytm coraz szybciej, jak na przemarszu wojskowym, jak na uroczystym pokazie samolotów zabytkowych, czołgów z tektury, pistoletów na wodę, plastikowych, pomalowanych jak radzieckie bloki na żywsze kolory, dla picu odpierdolone. wielkiemu polskiemu pisarzowi, mistrzowi słowa, humaniście i filozofowi, słyszę zza ściany jakiś zdechły głos, o kurwa, to chyba o mnie, to już innauguracja, feta właściwa, śpieszę się z tym guzikiem, nadal postępując z nim nader delikatnie, muszę wychodzić, a guzik mnie zatrzymuje, za przenikliwe opisywanie świata i jego złożoności, za dawanie świadectwa powikłanym losom ludzi, za ciągłe pochylanie się nad ich wielkością, hyyyyyym, hyyyyym, nagle przerywa turkotem ochrypły głos, hyyyyyym, przepraszam, następuje reanimacja, ość mi wpadła do gardła podczas świątecznej kolacji, przepraszam, mili państwo, czasami odbija mi się oranżadą z komunii również, głos samousprawiedliwiający się, przystępuję do wznowienia przemowy, mili goście, słyszę i jestem pewny, że to na pewno nie żadna przemowa, że ten fiut na pewno czyta z kartki gotowy tekst wycięty z mowylaudacyjne.pl albo i jeszcze innej chujni, za miłość do nich, za nukę otwartości, tolerancji i szacunku do wszystkich kultur, za czujne diagnozowanie i prognozowanie nadziei i niebezpieczeństw, jakie niesie cywilizacja, za troskę o etos zawodu literackigo, za dokonania, które sprawiły, że stał się dla ludzi pióra i czytelników na wszystkich kontynentach autorytetem literackim i etycznym. tutaj głos urywa, następują oklaski, ja już kończę z tym guzikiem, ja już go pokonuję, następuje moje imię i jeszcze większe brawa, owacje, piski jakichś lasek, co ich pewnie nie znam, tak, zaraz wychodzę, jeszcze tylko myślę o następstwach tego mojego bądź co bądź prywatnego osiągnięcia - nobel w dziedzinie rozkminiania, nike literackie za jeszcze niepowstałą powieść, seks kokaina szybkie samochody, może honorowe obywatelstwo wsi Malec Górny ze złotym, symbolicznym kluczem od bramy gipsowej w stylu romańskim. guzik dopięty, dał radę, podryguje w rytm bicia mojego serca, będą potem pisać o podrygującym guziku, wychodzę.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:523
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Veles
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.