avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


17 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Veles
każdy inny wszyscy różni :c
opowiadania
dodano:
19 grudnia 2009, 18:02:37


perypetie wyspy pełnej dziwnych ludzi

Więc tak. S, K, K plus periodyczni goście. Cały folwark, całe zoo, ta błogość ta powtarzalność, której nijak nie da się wyzbyć, goście, którzy są którzy są którzy są, bo mówią, częstują fajkami, bo oddychają. Jakieś ruchy, jakaś muzyka, ale w zasadzie to wszystko nie ma żadnych właściwości; pierwszy śnieg spada z drzew, funduje nam prysznic, odchodzi z koron. Wizja następującego piątku jakoś tak mnie przygniata, przytłacza, demotywuje: jak to, znowu, znowu chuj wie chuj w dupę. Znowu. Mógłbym próbować na wiele różnych sposobów, sposobów zawsze jest mnóstwo, przynajmniej w teorii, więc zamykam oczy, odchylam się i wyobrażam sobie, że:

A) wszystko jest ze słomy. A ja mam ogień, mam zapałki, w kieszeni trzymam palnik i pstrykam, bawię się, jeżdżę po kołatce, ćwiczę mieśnie dłoni. Mówię do kogoś, nie, to nie może być ani S, ani K, ani K, to musi być jeden z periodycznych gości, ktoś zajebiście bezpłciowy, ktoś tak bezpłciowy, że. Np. Solski czy chuj wie kto. Wąski. No więc, Wąski, mówię, nie zmieniając wyrazu twarzy, ba, w ogóle żadnego wyrazu nie przyjmując, bezpłciowość demonstrując, solidarność z jego bezpłciowością okazując. Co jest, odpowiada Wąski, tak, odpowiada ochoczo i po luźnemu, po imprezowemu, pozytywnemu, a ja atakuję go w myślach; że ja pierdolę że ja jebię. Daj fajkę. Hehe i fajka. Wyciągam palnik (ale nie, nie taki do kuchenki, kuchenkowy. Co się nim kuchenkę odpala. Taki prawdziwy, jak w fabrykach jak na budowie), niech będzie feta niech będzie radość. Odpalam i rzucam przed siebie, wypstrykuję z palców. Wszyscy się jarają, cała trzoda chlewnofolwarczna w płomieniach. Najsampierw Wąski, nieźle się jarasz, mówię, a on HEHE, coś odpowiada, coś mamroczy, krzycząc. Ociera się o innych gości, SKK trochę się odsuwają, unikają, to ja nimi steruję, od śmierci tragicznej ratując, od nicości pozapowłokowej wybawiając. Jest sznur jest morze ognia na tym padole, jest ciepło i czuć słomą i włosami. Jest czysto. Szukam tego kiepa, bo palić mi się chce.

B) Tutaj nie ma SKK plus periodycznych gości. Albo nie,

C) Tutaj jest SKK (niech mają coś z życia, biedaki. Oni przecież wiedzą, że panuje ogólny pochuizm, oni są oni są), ale nie ma periodycznych gości. Są gościówy. Noo, goście-kobiety, prawdziwe, z włosami (rude) oczami (zielone) piersiami paznokciami pachami udami depilacjami. I jeszcze jedno: muzyka. Muzyka musi wypełniać tą przestrzeń to dzianie, które wcześniej dzianie w żaden sposób nie przypominało, ale teraz już przypomina. Coś pozytywnego. Kurwa, jest milion pozytywnych nut, tzn. znam milion pozytywnych nut, ale ja już je sobie wypaczyłem, ja już je sobie spierdoliłem, przefiltrowałem dopasowałem wkleiłem w ten krajobaz w ten wcześniej wspomniany pochuizm, musi więc to być jakiś kuriozalny pozytyw, nuta-marzenie. Kręcimy się.

D) siedzimy na ławeczkach i oto jest autentyk: włączam skołowaną empetrójkę, zacieram się, odchylam głowę i piję piwo 7,2% za 1.79zł (standard, standard!) i nagle. Ruch grzęźnięcie ślady dźwięk z zewnątrz, ojej. Kobiety. Kobiety. Spierdalają, ale po chwili wracają. Zostawiły jakiś alkohole, ruskacze, nieletnie są, zdziry, piją sobie i musiały uciekać, no tak no tak, JP, policja nam strasznie dokucza w te piątkowe wieczory, no tak. Zbliżają się, widzę, cienie po drugiej stronie ulicy. Stoimy pod tym drzewem i chuj, nie oddamy ruskaczy, one powędrują z nami pod strzechę, one się przydadzą na handel zamienny, znajdą przeznaczenie. Ale co to co to, one są nader, łochuj, jakiś ewenement. A, znam je, mówi nagle K. Zjebane jak. Puste jak. No to chuj, weźcie se te ruskacze wpizdy, koniec zabawy.

Jeżdżę palcami po kołatce, która terkocze i wydaje syki. Potem stwierdzam,
że chuj,
że zostaję.


komentarze
avatar Altertego
2009-12-21, 21:40:21:
telefon z banana
dajesz radę. pozdr.
--
http://www.youtube.com/watch?v=KZw_KaXAqO4

avatar Veles
2009-12-21, 22:42:07:
każdy inny wszyscy różni :c
kłamiesz.
--

avatar Altertego
2009-12-21, 22:47:37:
telefon z banana
twoja matka też.
--
http://www.youtube.com/watch?v=KZw_KaXAqO4

avatar Altertego
2009-12-21, 22:56:02:
telefon z banana
ok ok, slaba jestem w pyskówkach.
--
http://www.youtube.com/watch?v=KZw_KaXAqO4

O utworze:

wyświetleń:546
komentarzy:4


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Veles
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.