avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


20 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
luverly
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
18 grudnia 2009, 09:56:02


plama

Prolog.
Facet zaczyna dyskusję od nazwania kobiety kurwą. Wstaje, wyrzuca wózek człowieka z mnóstwem siatek z tramwaju. – „Trochę kultury, kurwa!” Bukiet konwalii rozsypuje się na chodniku.
A ona siedzi i pali, podnosi się, sięga po popielniczkę, zapala kolejnego papierosa. Nie ma skłonności samobójczych, po prostu nie może wstać z łóżka. Nie ma żadnych skłonności. Święta. Zbyt duża ilość ogarniającej ludzi pseudo miłości skutkuje najwyższą liczbą samobójstw w tym czasie. Ogląda statystyki, gasi papierosa.
Tunel. Kobieta znowu widziała anioła. W sezonie przedświątecznym zdarza jej się to coraz częściej. Przechodzi obok konwalii, ogłaszając ludziom dobrą nowinę.
A ona wstaje. W końcu. Zapala papierosa i gasi i zapala i gasi i żyje, choć jeszcze o tym nie wie. Hermeneutyczne ujęcie egzystencji wciąż pozostaje poza jej zasięgiem. Jest jej za dużo, w niej samej, żądza sensu rozsadza ją, jak nitrogliceryna. Zanosi się śmiechem, stojąc na cienkiej linie nad przepaścią. Jej ulubione zajęcie. Gapi się w to okno i chucha, a oddech o smaku pasty do zębów pozostawia niezwłocznie swój ślad na szybie. Rysuje palcem kółeczka, szkicuje, bawi się plamą i kreską, jak dziecko, szczęśliwe w swej nieświadomości. Pierwsze śniegu opady i lądolody na chodnikach. Wszystkie jednostki zmykają w zaułkach ulic jak króliki uciekające do swoich norek, by kopulować, przedłużyć swoje, nic nieznaczące DNA. A ona bawi się tym światem , buduje jego nowe oblicze, tworzy ludzi, ich charaktery, życie. Jest bogiem. W końcu ma nad czymś kontrolę. Sama żyje w swych urojonych wyobrażeniach połączonych z wahaniami emocjonalnymi. Ostatnio stwierdzono u niej zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, na to jeszcze nie chorowała. Wyznaje zasadę, że jeśli od nieszczęścia nie można uciec, zawsze można sie w nim schronić. Schronienie odnalazła w łóżku. Sama się zaspokaja: kuli się, przewraca, masturbuje, zmienia pozycje, dochodzi, kończy, jest szczęśliwa, chociaż przez chwilę. Ona nie manipuluje swoim ciałem, nie narzuca się mu, ani ono jej. Żadnych zakazów, nakazów czy znaków ostrzegawczych, bez ograniczeń. Współżyją w świetlistej harmonii. Ostatnio coraz częściej dostrzega swoją dualistyczną naturą, choć nigdy nie twierdziła, że sprowadza się to do dychotomii jej organizmu (nigdy nie określa siebie mianem człowieka). To jeden z przypadków jej dość dziwnych poglądów na życie, jakiekolwiek, niesprecyzowane, nieprzypisane żadnej ze znanych jej osób, które budzą u ludzi zdziwienie, zazwyczaj jest to jednak pogłębiająca się konsternacja.
Konwalie dalej leżą na chodniku, przykryte dziewiczym śniegiem, trochę zmarznięte.

Rozdział I. Dziewiczy spacer.
Wydawać by się mogło, że dzień jak każdy. Choć dziś zaczął się od pasma gór, których dotąd nie miała okazji przemierzyć. Koniec rocznej prenumeraty magazynu brzmi, jak coś najzwyklejszego, wszystko się kiedyś kończy. Dla niej jest to koniec czegoś istotnego, nie ze względu na wartość czasopisma. Tu chodzi o coś znacznie istotniejszego, o wyjście z domu w celu zamówienia kolejnej prenumeraty. Zerka na kalendarz, przygląda się, zerka jeszcze raz, siada na łóżku. Płacze i śmieje się zarazem. Szloch przeradza się w histerię, zaczyna biegać, szarpać ubrania. Siada. Zapala papierosa, szlocha, ale już się uspokaja. Dotarło już do niej, synapsy połączyły się prawidłowo, została uświadomiona, musi wyjść. Myślisz jest nienormalna? Tak, masz rację ona nie jest normalna, nikt przecież nie jest. Ludzie nie mogą wychodzić z różnych powodów, niepełnosprawność, choroba, ubeznasłowolnienie. Jej dotyczy tylko niepełnosprawność psychiczna, określana terminem socjopata. Szybka myśl jak to zrobić, co wziąć ze sobą. Siada na łóżku, zapala papierosa, łyka cytrynówkę na odwagę, pakuje. Papierosy, zapałki, klucze, portfel, karteczka z adresem poczty, mapa. Sprawdza cztery razy, zamyka drzwi, przekręca dwukrotnie klucz w zamku. Tu kończy się jej schronienie.
Otwiera drzwi kamienicy. Dwa głębokie oddechy. Wychodzi, rozgląda się niepewnie, światła latarni rażą jej oczy, głosy ludzi, dźwięki odjeżdżających tramwajów, jakieś krzyki. „Chcę być głucha i ślepa”, konstruuje formę życzeniową i chuj dalej widzi i słyszy, ale próbowała, mimo wszystko.
Rozdział 2. Day dreaming
Tramwaje. Czas tu płynie inaczej. Wlecze się. Czuje, jakby podróżowała wieczność. Kolejne przystanki, ludzie, spektakle codziennego życia. Nadużywa tego słowa, lecz życie jest formą sztuki, dlatego może sobie na to pozwolić. Postmodernistyczny bełkot w jej głowie. Chwila i już nie myśli. Słucha. Przysłuchuje się rozmowom ludzi, których nie zna, który nie chce i nie będzie miała okazji nigdy poznać. Po prawej matka liczy z dzieckiem liczbę przystanków, obserwują precyzyjnie zmieniające się napisy na elektronicznej tablicy. Po lewej, obok niej siedzi facet: lateksowe spodnie, skórzana kurtka, przyciemniane okulary. Za nim młody skejt i jego podrygiwanie w rytmie umc, umc. A na wprost, tuż przed nią, pokaz godzien najwyższych nagród. Para przyklejona do siebie klejem marki super glue, ręce przyklejone do swych ciał, usta do ust. Lawirują, jak gdyby uprawiali swego rodzaju miłość. A ona została wyróżniona, ma miejsce w pierwszym rzędzie. Czasem odczuwa dyskomfort gapienia się, ale nie potrafi odebrać sobie tej przyjemności. Nie ma prawdziwej podróży tramwajem bez głównego seansu.
- „Co jest kurwa? Gdzie z tym pierdolonym akordeonem? Tu porządni ludzie siedzą. Spierdalaj rumuński kapitalisto!”
Facet w lateksowych spodniach wstaje, zdejmuje okulary, otwiera okno, powoli, bez pośpiechu, w rytmie umc, umc wyrzuca akordeon na ulicę. Rumuński kapitalista stoi zdezorientowany, poczym wyskakuje z tramwaju na kolejnym przystanku i rzuca się w pogoń za utraconym przedmiotem zarobku, facet w lateksie za nim, to i ona wysiada, znudziło się jej podróżowanie.
Nagle dociera do niej myśl: Przepraszam, ale na chuj ja wysiadłam. Stoi i rozgląda się, teraz to ona jest zdezorientowana. Depcze porozrzucane konwalie, nie ma żadnych skrupułów. Rumuński kapitalista ucieka z swoim akordeonem w tle, facet w lateksie chciał, tak bardzo chciał go dogonić, ale poślizgnął się na chodniku. Istnieją jednak pozytywy nie posypywania ich solą, tudzież piaskiem, dla rumuńskich kapitalistów i butów, które de facto lub a contr ario niszczą się niemiłosiernie od tego całego syfu. Chodnikowe lądolody opanowują miasto!
Źle się dzieje w państwie polskim, czas do domu. Jaki był cel jej podróży, szczerze musi przyznać sama przed sobą, że nie chce tego wiedzieć, wyruszyła, więc może już wracać. Inne myśli już dręczą jej umysł. Zaczyna przerażać ją ta wszechobecna biel i pusta kartka nieba poplamiona atramentem z chmur. Pada deszcz ze śniegiem. Jezus zmienił wodę w wino. Z rynsztoków leje się krew, dachy przykryte strupami, okna krwawią, zacina krew z niezagojonych budynków ran, cały świat pokryty bliznami. A ona. Ona tańczy, drepcze, stepuje, skacze, plami chodnik swoją niebieską krwią menstruacyjną, a niebo…, chuj z niebem niech będzie, jakim chce.


komentarze
avatar Altertego
2009-12-21, 21:44:35:
telefon z banana
"żyje, choć jeszcze o tym nie wie. Hermeneutyczne ujęcie egzystencji wciąż pozostaje poza jej zasięgiem." masz tendencję do bełkotu.
--
http://www.youtube.com/watch?v=KZw_KaXAqO4

O utworze:

wyświetleń:570
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

luverly
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.