avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Veles
każdy inny wszyscy różni :c
opowiadania
dodano:
27 września 2009, 22:16:01


bastek

Już niedługo, myśli Marcinek, wyjeżdżając zza zakrętu. Ma nieodpartą ochotę zapalić, tak, lubi palenie w samochodzie, poza tym to jego ostatnia dzisiejsza szansa na spokojny dymek, bo już niedługo znajdzie się w domu, wskoczy szybko na Bielską i będzie na miejscu. A na miejscu czeka Małżonka, Małżonka nie lubi, gdy Marcinek pali, Małżonka z niesamowitą determinacją ściga Marcinkowe palenie, uważając ten niemodny już nałóg za powód do wstydu, za oznakę słabości, za sentymentalne pitoły. Poza tym straszna mgła owiją tą niegościnną, otoczoną drzewami drogę, Marcinek musi całą swoją uwagę kierować na widok przed sobą żeby jakoś wyjść z tego cało, musi jakoś wymanewrować, wykaraskać się z tej sytuacji, więc ostatecznie nie jest w stanie wyciągnąć paczki i odpalić papierosa, czego szczerze żałuje. Ale nic to, najwyżej zejdę do piwnicy, myśli Marcinek, kombinuje, lub - jakby to powiedziała żona - knuje spisek przeciwko niej, och, jakże jego irytują te bezsensowne docinki z jej strony, jakże on ma tego dość, w ogóle najchętniej nie wracałby z tego spotkania w sprawach biznesowych, mógłby spać w bielskim biurowcu, ale nie, nie godzi się, to byłoby jednak jakieś nie-fair, jakieś nie na miejscu. Zejdę do piwnicy, myśli ponownie Marcinek, albo zostanę dłużej w garażu, tak, zamknę się w garażu i spokojnie sobie zapalę, tak. Z tym rozwiązaniem już spokojnie może skupić się na jeździe, już zaplanował kolejne dziesięć minut, już ma wszystko pod kontrolą, trzyma rękę na pulsie, jest panem sytuacji, czuje z siebie zadowolenie, jakże on chytry, jakże zaradny, dziwi się sam do siebie. Przycisza radio, żeby myśleć tylko o drodze, tyleż się nasłyszał w firmie o kolegach i ich wpadających do rowów albo na drzewo samochodach już pod sam koniec trasy, nie można lekceważyć sytuacji.
Jesień, to wszystko ta jesień. Tutaj, na Leśnej, zawsze zbierają się mgły i widoczność jest, delikatnie rzecz ujmując, ograniczona, wieczorami nie widać zupełnie niczego, biała ściana zasłania wszystko i wszystkich, nawet gdyby Marcinek zamienił się w robota prowadzącego samochód, nie zdążyłby zahamować, widząc na drodze jakieś sarny czy ludzi - byłoby już za późno. A to też się tutaj zdarza: sarny często przebiegają przez tą ulicę, jakby celowo prowokowały śmierć, jakby śmiały jej się w twarz, zresztą sarna to jeszcze nic złego, jedyny minus, że samochód cierpi, ale ludzie? Ale ludzie? To też się zdarza, zwłaszcza w piątkowe albo sobotnie wieczory. Ostatnio wybudował się tutaj taki jeden, Nowakosky, stary kawaler z nadmiarem (brudnych!) pieniędzy, zbudował sobie willę na środku polany i urządza regularnie biby, imprezy, o, właśnie Marcinek przejeżdża obok tego domu, w sumie od jakiegoś czasu ten dworek służy Marcinkowi za punkt orientacyjny, szczególnie przy takiej pogodzie, bowiem to jedyny obiekt, który zawsze jest widoczny, zawsze ktoś tutaj pali światło i marnuje prąd, zawsze. A co do tych imprez: jakież bezeceństwa się tam dokonują, jakież wygibasy, buńczuczne swawolenie, sam Marcinek widział, spacerując jednego wieczora w okolicy, setki ludzi pijanych na umór, nagie kobiety leżą na podłodze, cóż za bluźnierstwa niegodne jedynej godnej godności! Jedynej godnej godności ludzkiej katolickiej, katolicko-narodowej, której Marcinka, nawiasem mówiąc, nauczyła szanowna jednak Małżonka. Małżonka wpajała mu wiele pojęć, a on zdał sobie sprawę, że przecież związek jest sprawą kompromisu, kompromisu wyższej wagi, nie związanego zupełnie z ciapowatością, wszak żeby coś zdobyć, trzeba też z czegoś zrezygnować, a dla większego dobra, jakim jest bądź była Małżonka, Marcinek gotów był podporządkować przekonania i racje i sprawy moralne. Już, już koniec tej drogi, już ominął z daleka tą chatę szatańską, tą norę diabła, chyłkiem tylko na ułamek sekundy nań spoglądając, by upewnić się, że dzisiaj spokój tam panuje, jest czwartek, tak, jest spokój i cisza, przynajmniej na zewnątrz, bo któż tak naprawdę może wiedzieć co takiego panuje wewnątrz, ach, jakże to straszne i wiodące na pokuszenie rzeczy tam być muszą, jakież gorszące świństwa! Marcinek już zjeżdża, skręca na Bielską, tutaj jest zupełnie sielankowato, niesamowita przepaść pomiędzy Szosą a Bielską od razu wrzuca się w oczy, Marcinek czuje zapach domu, powietrze ma tutaj jakiś inny zapach, tutaj panują zupełnie inna aura, aura ogniska domowego. Tak, Marcinek jednak jest kontent z przyjazdu, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, dwa pracowite dni za nim, a teraz rajska świadomość dłuższego odpoczynku, ma wolne do poniedziałku, jutro wreszcie się wyśpi i zje swoje ulubione śniadanie (kawa z mlekiem, croissant z czekoladą i świeża wyborcza), a potem może nawet, może nawet jakieś harce z Małżonką, Marcinek już tak dawno nie był w kobiecie, że teraz nie pogardzi żadną, nawet swoją własną, szczególnie, że Ania z firmy skutecznie przez te dwa dni zwalczała jego dzikie, acz dyskretne zaloty, teraz sobie ulży, ma tyle czasu, właśnie przyjechał. Cieszą go te wszystkie myśli, nawet Małżonka wydaje mu się w myślach jakaś ładniejsza i żywsza, jak za starych lat, kiedy to nie widział poza nią świata. Marcinek wjeżdża do garażu, wyłącza radio, otwiera drzwi i, pełny bożego miłosierdzia, zapala obiecanego sobie papierosa. Jest na miejscu.


komentarze
avatar rybak
jejku
2009-09-28, 11:56:33:
mechanik liryczny
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
taki, wiesz, straszliwie typowy, lewacki portret ludu naszej Wielkiej Katolickiej. temat wałkowany w zasadzie od zawsze, ale na tyle nienachalny w ujęciu, że nawet się podoba.

tylko gdzieś Ty widział jakiś biurowiec w bielsku?

avatar Veles
2009-09-28, 15:41:16:
każdy inny wszyscy różni :c
spoko spoko, to dopiero wstęp do czegoś grubszego, hua!

jest taki mały jeden, nie wiem na jakiej ulicy, ale jest, dałbym sobie za to oko wyrwać!
--

avatar rybak
jejku
2009-09-29, 13:33:38:
mechanik liryczny
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
kruk krukowi oka nie wykole. < cfaniak >

O utworze:

wyświetleń:578
komentarzy:3


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Veles
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.