avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


17 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
sasza
wędrowiec
opowiadania
dodano:
2 lipca 2009, 21:33:08


domek w lesie, czyli miszmasz

Domek w lesie


córka słońca- wiejska sielanka

mówisz, że żyję na księżycu
a jestem przecież córką ziemi
zdeptana niczym dróżka
dobrej energii w drzewa cieniu

wszystkie sprawy wielkiego świata
tu mało mnie jakoś obchodzą
mamy już w końcu swoje lata
rozstaje ze zmienną pogodą

mówisz:- jesteś z innej planety
odległej od ziemskich spraw wielu
przyrosła czołem morenowo
do jezior rynnowych, grążeli

trendów nowomodnych unikam
wszelkich gromadzeń pończosznianych
wraz ze swoim aniołem stróżem
bujam się między obłokami

luzakiem na boso po trawie
w przyjaźni z bocianem, gołębiem
lub w objęciach kochanej lipy
upozytywniam się dogłębnie

wszystko inne tu nie na miejscu
życie płynie starym korytem
jak Wisła pradawnym Słowianom
wtedy gdy nas nie było przy tym

Powietrze stało się ciężkie i wilgotne. Jaskółki krążyły nisko nad ziemią. W powietrzu słychać było tylko śpiew ptaków "jak w raju" powiedziałby tato. Komary i muchy cisnęły się do oczu, meszki cięły w głowę. Pot siąpił, ciekł strużkami w kałuże na twarzy.
- Będzie burza na mur– pomyślałam- trzeba zbierać narzędzia i zmykać do domu.
- Cholera, znowu nie mogę dokończyć pielenia, działka zarośnięta jak broda Marka.

Z oddali dały się słyszeć grzmoty. Przetaczały się po niebie i cichły, by od nowa rozpoczynać koncert. Od wschodu niebo zasnuło się szarością. Pamiętam z czasów dzieciństwa, gdy zbliżała się burza, tato wbijał siekierę w pieniek ostrzem w kierunku zbliżającej się nawałnicy." To przegoni burzę" mawiał. Mogłabym zrobić to samo, ale lubię burzę. Od pewnego czasu.
Inny dzień, inne lata. Stałam w deszczu przemoknięta i szczęśliwa. Obok ty. Wynosiłeś bagaże z samochodu. Las śpiewał deszczem i grzmotami, raz po raz niebo przecinały siekiery błyskawic. Robiło się jasno jak w kościele na Boże Narodzenie. W blasku ujrzałam domek w stylu zakopiańskim, dach kłaniał się ziemi .Wyglądał przytulnie i zachęcał do wejścia, szczególnie, że niebu rozpruł się namiot. Domek jakby czekał na nas.
w oddali...

słychać tajemne mruczenie lasu
melodie pulsują w skroniach. jesteś.
już jesień. winorośl kładzie się cieniem
na werandzie, drzewa płoną.

Nie muszę wędrować. tutaj wszędzie
blisko. tylko do siebie nie jesteśmy
zapisani między wersami. gamy
barw łamią pamięć. A ja już w bieli.

Szaleństwo doskonałe, wyczuwalne
myślisz że można je oswoić - jestem
zaczynam wierzyć ; nie jest za późno,
by nauczyć się przycinać dzikość winną.


- Masz piorunochron? - Zapytałam
- W pogotowiu – spojrzałeś na mnie w taki sposób , że oboje parsknęliśmy śmiechem.
- Zaraz go zainstaluję- powiedziałeś chrapliwie.
Poczułam dziwne dreszcze, ogarnęły głowę powodując zawrót i mroczki w oczach, potem ślizgiem przesunęły się w stronę brzucha - łaskotanie motyli- przemknęło mi przez głowę.
Miłe uczucie. Jednak , co ja tu robię, ja, wiedźmina brzóz i kumkania błądzę gdzieś nad obcym potokiem. Twarz płonie, jak po szklance wybornego wina, którą jeszcze
mogliśmy wznieść. zataczam się pijana marzeniami, brnę w grząskim błocie,
pełnym niespełnionych snów i sekretów ulewy.
Nie zbuduję arki nad obcym potokiem

żywiołowość deszczu wyrastała poza nas
wypełniając powietrze oczekiwaniem
teraz przymierze potem obiecana RADOŚĆ

nad lasem rozleniwienie toczyło tysiące beczek
z winem po brzegi wartko płynące strugi
taplałam się pełna niespodzianek mam dużo

czasu dla siebie na udach w mokrej sukience
to pestka - zerwałeś mnie wiśnią z dojrzałej ciszy
często całowaliśmy się na mokro pod niebem
a łozówka i tak odleci w lipcu


W chacie panował półmrok i specyficzny zapach opuszczonego domu.
- Dawno tu nie zaglądałem - powiedziałeś otwierając okno.
- Może lepiej nie otwieraj - powiadają, że w czasie burzy nie wolno otwierać okien….
- Słyszysz, burza cichnie, nawet przejaśnia się.

Przez otwarte okno wdzierał się zapach żywicy , z dołu świeżo parzona kawa.
Śpiew drozda akompaniował krokom, gdy radosna i lekka schodziłam po skrzypiących
schodach zmumifikowanych lakierem , pod prąd zapachów.

Paliłeś
sierpniowe słońce było zbyt chłodne.
Spod sufitu werandy dojrzała winorośl puszczała się każdą dziurą
kapało w poustawiane naczynia.

Lawirowałeś po kuchni, jak po marszałkowskiej
w godzinach szczytu
dusząc się własnym oddechem.
.
*
Z kawą podałeś dłoń.
Zacisnęłam tuląc policzek zbyt gwałtownie
wybiegłam w deszcz.

Mokra twarz ma swoje uzasadnienie.
Na przyszłość
*
Budzisz się przed świtem bym nie dojrzała wyrazu twoich oczu
kolejny raz w zbyt ciasnych butach przemierzamy dawno wydeptane ścieżki.
Nie zabłądzimy, za rękę wiedzie nas poczucie odpowiedzialności.


- I jak piorunochron? - zapytałeś z błyskiem w oczach.
Mmmrrr, zamruczałam kocio przeciągając się.
- Jestem barrrrdzo głodna.
- Na ławie są kanapki i kawa, ja już zjadłem, nie chciałem cię budzić, tak smacznie spałaś.
Przyglądając się jak pałaszowałam kanapki z serem i pomidorem powiedziałeś:
- Wyglądasz jakoś inaczej, wyładniałaś przez noc, czy to burza tak cię nastroiła? -
- Raczej wyładowanie poburzowe. Piorunochron zadziałał jak należy i wyzbyłam się strachu - powiedziałam przekornie. Roześmialiśmy się z odprężeniem.
Prosiłeś bym została. Tak dużo miałeś do zaoferowania, tak mało zdążyłeś dać. Miałam zobowiązania. Czy były aż tak ważne? Dziś próżno roztrząsać wyorane żale. Zarosły perzem mijającego czasu. Czasem budzi się pytanie :- co by to było gdyby…
Nie umiem odpowiedzieć .Czy dobrze jest jak jest? Nie wiem, nie przekonałam się jak mogło być. Myśli zaczesuję do tyłu

kiedy złapiesz
trzymaj do utraty
zamarzenia
wiatr skołysze
w druidowe sny

trwam
zioła posłaniem
w złotą niszę
zagłębiam wszystko
inaczej

nad wiekiem
pochylam się coraz bardziej
łyso

Następnego dnia umarła nadzieja .
I cała ta historia jest tylko wspomnieniem, który kiedyś odcisnąłeś mi na ustach.
Dziś nazwy są mapą do ciebie..

Mam odmierzyć cię biciem zegara
Żale kołysać w chwilach zwątpienia
Zatopić oczy w starych obrazach
Czy krwi upuścić w odległy temat

W linijkach wiersza skrywam pragnienia
Duszy rozdartej w zgubnych manowcach
Przysiadła w kącie ma urojenia
Bo szuka drogi w worku wędrowca

Echo powtarza jazgot kukułki
Ponaglający w różowym brzasku
Na wpół przytomna w swojej głupocie
kompas znalazłam z upływem czasu

Własna wolna wola czyni człowieka wielkim lub małym. Jedni bowiem czekają na okazję, inni ją tworzą, a szczęściarz to - taki człowiek, co daje szansę swojemu szczęściu. Ja nie dałam. Teraz tęsknię.Wieczorem, gdy kładę się spać ,
chcę widzieć jak oddychasz
spokojnie wpuszczasz noc
za drzwiami zwinięty w kłębek
zaciągasz się mocno
żaluzjami
ciemność rozsiewa sen
pod skórą wygłodzone
myśli moje u ciebie
twoje u mnie

myślę, o tym co robisz,
jak wygląda twój napięty grafik
na trzycztery łatwo się przeliczyć
zaczynasz od początku gdy czas zajęczy
a pies z kulawą nogą goniąc po miedzach
oznacza przejścia dla pieszych

trudno przebić się na nowy świat
mówisz zbudujemy tam gdzie kiedyś
żółciły się wrotycze i nawłoć trzęsła pióropuszem
iskry nadziei
bo widzisz
domy są potrzebne żeby nie leżały odłogiem
nasze myśli bez poczucia odpowiedzialności
za naturę naturalnie dzielą (w)los
mnożąc napięcia

bo tak trzeba
bo musi się rozrastać
molochowa nieświadomość że kiedyś zabraknie

zieleni
zielenieję

Odwoziłeś mnie na Dworzec Zachodni. W lustrze widziałam twoją skupioną, zagubioną twarz. Na moment otworzyłeś usta, jakbyś chciał coś powiedzieć lecz ścisnąłeś tylko mocniej kierownicę . Woda bryzgała spod kół. Milczeliśmy. Czułam rosnące napięcie . Nie wiedziałam co powiedzieć, jak rozładować sytuację. W końcu zwróciłeś się twarzą w moim kierunku , powiedziałeś :- Zastanów się, więcej pytał nie będę. To moje ostatnie słowo, nie ponowię prośby.


"tu na rozstaju dróg lato
jeszcze się waha".

wjechaliśmy w korek na marszałkowskiej
pod obstrzałem czujnych oczu
wymieniliśmy swoje
na nie
- jasności szukam i miejsca
mówię oczami
nie rozumiesz

nie skleję tego co nie chce sie zrosnąć
bezdechem wyświadczam przysługę powietrzu
zmieniam go w obłok

o dwunastej trzydzieści
czasu warszawa- zachodnia
wyparowało nasze my

nie umiem być nigdzie
na stałe

Zamurowało mnie. Myślałam, że sprawa zakończona, a ty cały czas gryzłeś problem. Cóż mogłam powiedzieć. Czułam silny ból. Nie mogłam oddychać. Rdzewiałam.

Każdego wieczoru zamykam oczy, by otworzyć je dla ciebie. I tak mija kolejna pora roku.
kochanie

na włosach przysiadł szadzią
i choć przybyło
zdumiewa taniec kotki
na rozgrzanym dachu
w galopie konika na biegunach
w skrawku nieba
w porannym mleku
gdzie ten raj


Pisałam listy coraz rzadziej. Teraz też piszę lecz nigdy go nie wyślę. Dostaniesz tomik z wierszami.

Zapytajcie samych siebie o miłość,
która jest w stanie samą siebie dać.
*
Dzwonisz do mnie często, długo rozmawiamy, wyobraząm sobie co w tej chwili robisz, jak się zachowujesz, jednak rozmowy niewidoczne utrudniają zebranie skojarzeń
list wycisza. Siadam piszę list , którego nigdy nie wyślę.


komentarze
avatar Oxyvia
2009-07-02, 23:54:52:
wędrowiec
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
Rozdzierająca historia rozdarcia - wewnętrznego oraz dwojga kochających się ludzi... Bardzo mi się podoba. Niby banał, ale jak napisany! Świetnie przeplatasz prozę z poezją: proza stanowi doskonałe tło dla wierszy.

Ale uwagi mam, jak to ja. :-)

"- Słyszysz, burza ucicha, nawet przejaśnia się. - nie istnieje wyraz: "ucicha"; może być: cichnie.

"- I jak piorunochron? zapytałeś z błyskiem w oczach."
Brak myślnika, oddzielającego wypowiedź bohatera od wypowiedzi narratora:
- I jak piorunochron? - zapytałeś z błyskiem w oczach.

"- Wyglądasz jakoś inaczej, wyładniałaś przez noc, czy to burza tak cię nastroiła? -
- Raczej wyładowanie po burzowe."
Tu z kolei niepotrzebny myślnik po wypowiedzi pierwszego bohatera, bo po nim nie mówi narrator, tylko drugi bohater:
- Wyglądasz jakoś inaczej, wyładniałaś przez noc, czy to burza tak cię nastroiła?
(Poza tym wyraz: "poburzowe" pisze się łącznie):
- Raczej wyładowanie poburzowe.

Masz też znowu dużo niepotrzebnych spacji przed przecinkami. Nigdy nie pisze się spacji PRZED znakami przestankowymi, tylko zawsze PO nich.

To tyle "mądraliństwa".
Buziaki serdeczne.
Joa.

avatar sasza
stasicaonet.eu
2009-07-04, 21:44:35:
wędrowiec
Oxywio, bardzo diękuję rady jak najbardziej do serca wezmę, cmoook
--
każdy potrzebuje bohatera dla przystani zbawiennej

O utworze:

wyświetleń:576
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

sasza
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.