avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


21 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Oxyvia
wędrowiec
opowiadania
dodano:
30 czerwca 2009, 00:44:31


Odloty jaskółek

Dawno, ale nie tak bardzo dawno temu, w pewnym nadwiślańskim królestwie urodziła się księżniczka, której nadano imię Helida.
Kiedy dorosła, rodzice stwierdzili, że pora jej znaleźć odpowiedniego męża. Organizowali więc bale, na które zapraszali młodzież z dobrze ustawionych rodów. (Nie zapraszali tylko ciotki Hel – Raszelpy, z którą królowa matka była od dawna skłócona, a która w dniu chrzcin Heli zjawiła się nagle nieproszona w salonie pełnym gości i rzuciła klątwę na… męża swej siostry; jednak nikt nie wziął tego poważnie).
Ale Helidzie nie podobał się żaden młodzieniec. Właściwie to zrozumiałe - myśleli rodzice - gdyż tak wspaniałej królewnie trudno dorównać urodą, inteligencją i fortuną.
Na którymś z przyjęć pojawiła się dawna przyjaciółka Hel – Amira. Dziewczyny od razu wpadły sobie w ramiona z niebywałą radością, bo nie widziały się od ukończenia szkoły. Gadały do rana, popijając eleganckie wina włoskie. Aż zasnęły zmęczone na wersalce, mocno przytulając się i obejmując – jak to najlepsze przyjaciółki…
Na początku było cudownie. Była wiosna. Przyfrunęły jaskółki – ulubione ptaki Helidy - z dobrą nadzieją. Zakładały gniazda, uwijały się w pośpiechu i z zapałem, karmiły pisklęta z radością, widoczną w każdym lotnym ruchu. Dziewczęta były tak szczęśliwe, że świat jawił im się jako raj świeżo odkryty. Spędzały ze sobą cały wolny czas, świergoliły wraz z zakochanymi jaskółkami, niekiedy nocowały u siebie nawzajem.
I wszystko było dobrze, dopóki rodzice Hel nie zaczęli się domyślać, że nie jest to zwykła, dziewczęca przyjaźń.
Postanowili, że pierwsza porozmawia z nią królowa matka, no bo jest kobietą i zapewne łatwiej będzie im się dogadać.
- Helido – powiedziała mama w chwili rozpoczęcia umówionej rozmowy – jak wiesz, od dłuższego czasu usiłujemy znaleźć ci odpowiedniego męża. Ale tobie żaden się nie podoba, nawet syn Cactuse’ów, bogaty i wysoko już postawiony młody książę Butz Cactuse, za którym szaleją wszystkie panny z towarzystwa. Powiedz mi, na co ty liczysz?
Ku zaskoczeniu matki Hel wypaliła bez najmniejszej żenady, a nawet z radością:
- Mamo, już nie musicie szukać! Ja się nie zakocham w żadnym chłopcu, choćby był królewiczem. Nie mogę. Dajcie im spokój i wolność. Ja już spotkałam swoją miłość!
Matka westchnęła ciężko i popatrzyła na Hel bardzo smutno.
- Czy to Amira? – zapytała, ale wiedziała, że tak, więc nie czekając na odpowiedź dodała – Jeśli jesteś pewna, że możesz się zakochać tylko w kobiecie, to ciężki przed tobą los.
- Dlaczego, mamo? – zaprotestowała Helida ze śmiechem – To już nie te czasy, kiedy palono na stosach. Nawet uważam, że mam lepiej niż „hetery”, bo one muszą się uganiać za tymi apodyktycznymi samcami, a my dla siebie jesteśmy kobiece, delikatne i opiekuńcze.
Mama znowu westchnęła. I wyszła.
A potem w pokoju rodziców wybuchła awantura. Hela słyszała tylko fragmenty rozmowy - podniesiony głos ojca, zmieszany z płaczliwym, ale łagodniejszym tonem mamy:
- Zdziwiony? Przecież się domyślałeś… To ta Amira?! Nigdy mi się ona nie!… Ale nie krzycz tak, bo… Moja córka! Takie pomysły! Jak mam nie?!... To nie pomysły. Natura. Nic nie… Zobaczymy! Co za wstyd! Ja im to wy!... Nie krzycz. Nie poradzisz…
Tej nocy Helida nie mogła zasnąć. Po raz pierwszy. Bała się rozmowy z królem ojcem. Przygotowywała się do niej po świt. Układała sobie to, co chciała mu wytłumaczyć. Ćwiczyła panowanie nad emocjami, żeby nie wybuchnąć, kiedy tata powie coś, co ją zrani.
Ale on nie przyszedł do jej pokoju. Prosto po audiencjach poszedł do rodziców Amiry. Nie było go do późnej nocy. Wrócił, kiedy Hel była już w łóżku.
Następnego dnia Helida zadzwoniła do przyjaciółki przez komórkę. Usłyszała:
- Zagroził, że mnie pobije, jeśli będę cię demoralizować. Moi rodzice orzekli, że w takim razie oni też nie życzą sobie naszej znajomości. Zabronili mi się spotykać z tobą.
- Zaraz, zaraz! – zawołała Helida – Przecież jesteśmy dorosłe! Oni nie mogą nam niczego zakazywać! No to się wyprowadźmy. Wynajmijmy jakieś mieszkanko.
- Helida… Jesteś mi bardzo bliska, wiesz o tym. Ale moi rodzice strasznie by to przeżyli... Mają tylko mnie. Oni się o mnie boją. Rozumiesz? Poza tym rozpaczają. Nie spodziewali się. Mama płacze. Oni ciągle myśleli, że ja wyjdę za mąż, będę miała dzieci, a oni wnuki… Dajmy im trochę czasu. Żeby się przyzwyczaili. Dobrze?
- Będziemy się widywać?
- Ale tak, żeby twój tata nie wiedział. Boję się go.
W związku z tym widywały się coraz rzadziej. Było im trudno organizować schadzki w tajemnicy przed całym światem, żeby wieść o ich miłości nie dotarła do rodziców drogą pantofli. Spotykały się więc w kawiarniach dalekich dzielnic, w hotelikach na peryferiach, wyjeżdżały na weekendy. Drogę wskazywały im wolne i szczęśliwe jaskółki – ptaki siół i cichych przedmieść. Ale coraz rzadziej, bo to było uciążliwe i trudne. Coraz trudniejsze.
Aż wygasło. Przeminęło jesienią wraz z kolejnym odlotem jaskółek. Pozostały piękne wspomnienia i kilka pamiątek – drobne upominki, listy, zdjęcia - jak każdemu z tej pierwszej, najczystszej miłości. Już nigdy więcej się nie zobaczyły.
Potem bywało różnie. Heli spotykała na swej drodze wiele wspaniałych kobiet. Niemało z nich wykazywało ku niej podobne skłonności jak ona. Jedne bały się otwarcie do nich przyznać i znikały szybko, inne ostentacyjnie demonstrowały swoje uczucia erotyczne.
Helida usiłowała swoją seksualność traktować jako coś naturalnego, tak, jak postrzegała to wówczas, kiedy odkryła, że kocha Amirę. Ale zarówno jej ojciec, jak i wielu znajomych, traktowało ją jak dziwoląga, okazując jej odrazę lub pogardę, robiąc wszystko, żeby obrzydzić jej siebie samą oraz każdą kolejną sympatię. W rezultacie wszelkie jej związki traciły urok i smak, i kończyły się szybko. Ze zdziwieniem uświadamiała sobie coraz wyraźniej, że mężczyźni nie rozumieją, jak mogą się podobać kobiety, a kobiety nie rozumieją, jak można nie lecieć na mężczyzn. Cały świat zachowywał się tak, jakby faceci byli jego najlepszą częścią, a Hel – ich zdrajczynią.
Coraz częściej nie mogła sypiać w nocy. Zaczęła palić i zaglądać czasem do kieliszka.
Kiedy poznała Renedę, wyprowadziła się od rodziców, żeby już nie napotykać spojrzeń króla ojca. Zresztą była dorosła. Wynajęły pokój razem. Twardo postanowiły, że od tej chwili nie będą w żaden sposób reagować na plotki, wytykanie palcami, czary, szykany, klątwy i świństewka otoczenia. Poprzysięgły sobie nawzajem, że się nie rozstaną, że już będą razem na zawsze i że będą się wzajemnie wspierać w ciężkich do wytrzymania chwilach.
Żałowały, że nie mogą wziąć oficjalnego ślubu i uprawomocnić swojej przysięgi. Ale wpadły na pomysł, że można by urządzić ślubny ceremoniał bez udziału instytucji prawnych. Opracowały wspólnie tekst przysięgi, którą każda z nich wygłosiła w czasie uroczystości, wstawiając w miejsce kropek imię i nazwisko swoje oraz ukochanej:
Ja, […], przysięgam, że poważnie traktuję mój związek małżeński z […] i że pozostanę z nią na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, w szczęściu i rozpaczy, w bogactwie i nędzy, i że zawsze będę ją kochała, i wspierała w jej dążeniach, pragnieniach i potrzebach, i że będę jej ostoją aż do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg.
Na ślubie w domu panien młodych obecni byli przyjaciele, rodzice (oprócz ojca Helidy oraz matki i ojca Renedy), a także pewien ewangelicki duchowny, który bywał także na wszystkich paradach równości i po wielekroć z ambony postulował prawo zawierania związków małżeńskich przez homoseksualistów. Wesele – choć skromne - trwało do rana, jak należy.
A potem żyły długo i… nie zawsze szczęśliwie. I jakoś mijały lata.
Renedę co rusz wygryzano z pracy pod różnymi bzdurnymi pretekstami. Przyjmowano ją chętnie, ale szybko następował czas węszeń, intryg, podkopywań. Dzieci lubiły swoją panią, garnęły się do niej, a im bardziej się garnęły, tym silniej narastała niechęć rodziców, innych nauczycielek i katechetów przeciwko tej dziwnej kobiecie, mieszkającej z drugą kobietą – zaszczuwano przedszkolankę, zmuszano do zwolnienia się z pracy.
- Gdybym mogła mieć własne dzieci! – żaliła się do Heli – Marzyłam kiedyś, że będę wspaniałą matką, że będę miała gromadkę brzdąców, uczyła je kochać świat… Ale nie mogę, bo tylko małżeństwo ma prawo do adopcji. A tyle jest sierot w domach dziecka! Przecież jestem dobrą wychowawczynią. Dlaczego nie mogę być nawet przedszkolanką? Przeklinam tę pomyłkę biologiczną! Po co ja się urodziłam? Co to za cholerny dowcip Pana Boga?!
Kiedy Renedę po raz kolejny zwolniono z pracy w ramach redukcji etatów, panny postanowiły zamieszkać osobno, żeby więcej się to nie powtarzało. Reni pozostała w wynajętym pokoju, który nadal opłacała dobrze sytuowana Hela, ta zaś kupiła sobie niewielkie mieszkanko w pobliżu.
Renedzie trudno było znaleźć nową pracę. Była coraz starsza. Żyła w kraju, gdzie rzadko ceni się doświadczonych pracowników, a najchętniej zatrudnia się młodych, tanich, którymi łatwo manipulować. Pozostawała więc na utrzymaniu swej partnerki królewny, co bardzo jej ciążyło. Zwłaszcza, że Helida w końcu zaczęła jej robić delikatne wymówki:
- To poszukaj pracy gdzie indziej! Musisz być cholerną nauczycielką?
- Nikt mnie nie chce gdzie indziej. Od razu mówią, że nie mam żadnego przygotowania zawodowego. Jestem już na całe życie zapuszkowana jako nauczycielka!
Po kilkudziesięciu podobnych rozmowach i po kilkuset odmowach w kolejnych miejscach pracy Rena zerwała z Helidą. Po prostu wyniosła się kiedyś z wynajętego pokoju i zostawiła u gospodyni list dla przyjaciółki bez adresu zwrotnego:
Heli. Nie chcę być nikomu ciężarem, a szczególnie Tobie. Załatwiłam sobie schronisko dla kobiet. Może dostanę pracę jako babysitter, to by było super. Wiesz, jak uwielbiam dzieci. Poradzę sobie. Nie szukaj mnie. Żegnaj. Dziękuję za wszystko. Kocham Cię. Rene.
Musisz być silna, powtarzała w myśli Helida. Musisz być twarda. Nie wolno ci się rozczulać nad sobą. Nikt nie zrozumie, nie będzie współczuł. Jesteś sama. I musisz myśleć wyłącznie o sobie.
Była już dobrze po czterdziestce. Nie potrafiła być zupełną egoistką. Nie nauczyła się być niepotrzebną, dla wszystkich tylko jedną z tysięcy innych. Było jej coraz ciężej.
Lubiono ją w pracy. Miała tam sporo fajnych kolegów. Traktowali ją jak kumpla, z którym można konie kraść. Bo z Helidą można było pożartować na tematy, jakich kobiety na ogół nie tolerują; można było z nią wypić, pogadać o sporcie, seksie, babach; umiała zakląć, postawić na swoim; nie dała sobie w kaszę dmuchać, ale była równą dziewuchą.
Nie mówiła im, że jest lesbą, oczywiście; może niektórzy się domyślali, ale nie robili jej świństw. Gdyby była pederastą, zapewne byłoby gorzej.
Na szczęście też nikt nie próbował jej poderwać, bo miała męski, twardy charakter, a takich postaw nie toleruje się u partnerek. Kumpelka to co innego.
Nie wiedzieli też, że Helida żyje na pustyni. Nie wiedzieli, jak bardzo jest sama. Sama ze sobą, której coraz serdeczniej miała dosyć za to, że musi ją ukrywać.
Aż któregoś dnia – a była to jesień: deszcz, wiatr i duże skoki ciśnienia – Heli wracając z pracy nagle spotkała ojca. Był stary i zgarbiony, wyglądał na bardziej porzuconego niż ona. Popatrzył na nią tym swoim oskarżającym spojrzeniem, przed którym uciekała od tylu lat. Wtedy poczuła straszny ból między piersiami i upadła na chodnik; przed oczami mignęła jej jakoś ciotka Raszelpa, puszczając perskie oko. Trwało to tylko przez chwilę. Potem Hel z ulgą rozwinęła skrzydła i – jak zwykle jesienią - odleciała w błękitne i czyste niebo, daleko, za słońcem, jak najdalej od lodowatego wzroku ojca. Świat, który mijała, jak zwykle stawał się ciepłym krajem, słonecznym, przyjaznym, po prostu rajskim ogrodem…
Ale cóż – jedna jaskółka nie czyni wiosny. I tak naprawdę po odlocie Helidy nic się nie zmieniło, oczywiście. Tylko jej nieszczęsny ojciec robił się coraz bardziej przeklęty.


komentarze
avatar andmak
2009-06-30, 05:03:23:
antracyt
wrócę
--
Ceń cień (Jan Sztaudynger)

avatar sasza
stasicaonet.eu
2009-06-30, 19:26:36:
wędrowiec
piękne i wydaje mi się że znam tę jaskółkę ;)
cmoook
--
każdy potrzebuje bohatera dla przystani zbawiennej

avatar Oxyvia
2009-06-30, 22:00:28:
wędrowiec
Maćku Andrzeju, zapraszam serdecznie. :-)

Sasza, miło mi, że Ci się podoba. Znasz tę jaskółkę? Możliwe, bo historia, jakich wiele. Ale ja nie pisałam o nikim konkretnym. Naprawdę. A ja też ją znam?

avatar Kita
2009-07-09, 13:16:57:
tacze mają dziób
Bardzo ładne opowiadanie :)
Jest taka strona, kobiety-kobietom.com, jakby to opowiadanie się tam znalazło to zrobiłoby furorę :P

Ja tylko dodam od siebie, że kobiety są nadal dyskryminowane w naszym państwie. A kobiety homoseksualne traktowane są podwójnie pobłażliwie, jeszcze gorzej - właśnie jako kobiety i jako lesbijki.

Ale i tak wszyscy pamiętają o tym, że to gejom się ubliża i to oni mają tak strasznie.
A sami geje podzielają popularny pogląd, że każdemu do życia niezbędny jest penis - facetowi i kobiecie.

Odnośnie rodziców - mój kolega codziennie kłóci się i bije z rodzicami, jego matka nie może się pogodzić z orientacją syna, zachorowała na głowę. chociaż w sumie jej się nie dziwię - jak syn co miesiąc miał innego partnera i trzy razy robił sobie badania na hiv, kiłę i inne takie rzeczy, to ja tą matkę rozumiem i jej współczuję.

Moja mama dla odmiany wstydzi się iść do fryzjerki, wyjść z domu. Mój tata nie chodzi ze mną do sklepu, bo zbywa to argumentami typu "baby w sklepie są głupie". Sam chodzi na zakupy. W ogóle moi rodzice to byli zawsze ze wszystkich powodów wielce mną zawiedzeni - że nie mogę znaleźć pracy, że zdaję nie na takie studia na jakie oni by chcieli, że niewystarczająco dobrze zdałam egzamin, że wyjechałam, że nie chcę spotykać się z głupią ciotką której nienawidzę. Całe życie wypominali mi ile to rzeczy źle zrobiłam, jak się oni dla mnie starali i to co mi wiecznie towarzyszyć będzie w pewnych chwilach, to poczucie winy i przeświadczenie, że jestem beznadziejna.

Jakoś tak musiałam sobei ponarzekać... Tak więc wszyscy napędzamy to błędne koło i staramy się zniszczyć życie innym. Tacy są ludzie, niestety. Fajnie by było zaszyć się gdzieś, gdzie byłaby tylko najbliższa osoba i byłoby co jeść.

avatar Oxyvia
2009-07-10, 02:44:18:
wędrowiec
Kasiu, dziękuję Ci za sympatyczną opinię o opowiadaniu.
Nie wiem, czy lesbijki są bardziej dyskryminowane niż geje. Wiem, że wszyscy homoseksualiści są dyskryminowani, i to często w sposób niejawny, zafałszowany. A to jest gorsze niż otwarta agresja, bo trudniejsze do zwalczenia.
Na drugi temat - w mailu prywatnym. :-)

avatar Kita
2009-07-10, 13:31:14:
tacze mają dziób
Masz rację, ale jawna dyskryminacja jest również powszechna.

Wystarczy wziąć cytaty z forum j-l:

"U mnie to wszyscy płaszczą się przed nimi. [homoseksualistami] Strach myśleć, jaką skalę ma płaszczenie się w Brukseli i Amsterdamie."

"pomyślmy o kochających się parach heteroseksualnych, które chcą wychować HETEROSEKSUALNE, kochające dziecko."

"Czy rozprzestrzenianie homoseksualizmu (w dodatku na fali tęczowej i czerwonej ideologii) to nie zarażanie?"

"Adopcja przez homoseksualnych - nie. Niepotrzebne im to." [jakim prawem ktoś może oceniać, czy komuś innemu jest coś potrzebne czy nie?]

Staram się zawsze rozmawiać z ludźmi o takich poglądach, tłumaczyć, przemawiać, staram się rozumieć i pokazać, że być może się mylą... Bo nie na tym rzecz polega, żeby siedzieć cicho albo ubliżyć rozmówcy tudzież nazwać go homofobem.

Ale cóż, zawsze moja dyskusja kończy się tak - przedstawiam sensowne argumenty, zapędzam rozmówcę w "kozi róg", a on stwierdza że albo
a) jestem relatywistką
b) jestem chora psychicznie
c) jestem idealistką o braku zdolności do logicznego myślenia
d) kłamię
e) jestem szmatą, idiotką, kurwą itp.
f) wszystko razem [ta wersja pojawia się najczęściej]

A ja sobie myślę wtedy, że chciałabym zrobić cokolwiek, aby ten świat był choć odrobinę lepszy.

avatar Oxyvia
2009-07-10, 17:58:35:
wędrowiec
Już dawno się przekonałam, że dyskusje nie pomagają w większości przypadków. Jeśli ktoś ma silnie wpojone uprzedzenia - od pokoleń - to żadne argumenty do niego nie przemówią. Jedyna rada na poprawienie takiego stanu rzeczy, to działania zmierzające do zmiany złej tradycji poglądowej, czyli upowszechnianie nowoczesnych poglądów w sztuce, literaturze, mediach, wprowadzenie odpowiednich treści do szkół i innych palcówek edukacyjnych. Ale w Polsce bardzo niewiele się dziej ew tej materii, bo władze w większości też są zacofane i homofobiczne.

avatar Kita
2009-07-10, 23:02:02:
tacze mają dziób
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
Być może dyskusje nie pomagają, ale trzeba rozmawiać i tłumaczyć. Zawsze istnieje szansa, że jednak coś do rozmówcy dotrze.

Władze moim zdaniem powinny być od zajmowania się głównie rzeczami gospodarki. Trzeba państwo pchnąć do przodu. Kraj powinien być świecki, a podstawa do zmienienia sytuacji, to rozwinięte społeczeństwo obywatelskie. Wszystko leży w naszych rękach - to organizacje pozarządowe, różne stowarzyszenia i fundacje działające na rzecz poszczególnych grup społecznych zawsze odgrywały największą rolę. Ale niestety, po PRL-u w Polsce społeczeństwo obywatelskie jeszcze się nie wytworzyło. Państwo nie ma szans na dotarcie wszędzie, to my jesteśmy od tego i w naszych rękach leży los. To od aktywności obywatelskiej zależy, czy zmienimy władze i sytuację w kraju.

Ile osób należy do stowarzyszeń? Ile osób płaci składki członkowskie, angażuje się w wolontariat? Przydałaby się akcja edukacyjna na cały kraj. Poczynając od Warszawy. Przeciwnicy więzienia osób za posiadanie nawet niewielkiej ilości narkotyków zorganizowali się i zrobili akcję na telewizorkach w metrze. Rozdają ulotki, koszulki, organizują rozmowy, wiece. Ja sama uważam, że narkomania to ogromna patologia, ale być może dzięki akcji dotarło do mnie właśnie, że więzienie nie wyleczy z uzależnienia, lecz odpowiednia terapia. Że przecież alkoholików się nie zamyka w pierdlu.

A co robią homoseksualiści? Organizują głupie parady równości, na których leci muzyka i tańczą półnadzy, obleśni faceci. Wszystko ma formę imprezy, gdzie wszyscy są zajebiście szczęśliwi. No świetna forma walki o swoje prawa. Ilu polityków jest na paradzie? Jeden parlamentarzysta (pani Senyszyn) i jeden pan z opozycji pozaparlamentarnej. Świetnie po prostu.

avatar Oxyvia
2009-07-12, 00:34:52:
wędrowiec
Oczywiście, masz rację, zgadzam się ze wszystkim. Pisząc o władzach miałam tutaj na myśli Ministerstwo Edukacji Narodowej, bo bez niego nie ruszy żadna ogólnopolska akcja oświatowa. Ale pewnie, że cały naród jest odpowiedzialny za to, jak mu się żyje - wszystkim grupom społecznym i wszędzie w obrębie kraju.
A to, że niektóre grupy społeczne nie umieją walczyć o swoje prawa, to też właśnie dlatego, że brak tutaj edukacji na temat praw obywatelskich i praw do upominania się o prawa człowieka.

O utworze:

wyświetleń:604
komentarzy:9


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Oxyvia
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.