avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
waikhru
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
21 kwietnia 2009, 13:47:19


Dokąd nogi poniosą (lifting)

- Będziemy zawsze razem, prawda? - Jego błękitne oczy napełniły się łzami.
- Po tym wszystkim, co przeszliśmy teraz musi być dobrze. Musi.
Jednak wcale nie musiało. Jego oddech stawał się coraz płytszy. Powieki coraz ciężej przykrywały zamglone oczy. Życie uchodziło powolutku, ale z determinacją, a ona to zauważała.
- Wszystko na pewno będzie dobrze. - Palce aż zbielały od silnego uścisku. Mimo to, coraz mocniej zaciskała dłoń na jego nadgarstku. Wiedziała, co za chwilę się stanie. To było nieuchronne, tak samo jak to, że zaraz wzejdzie słońce. Ono jedyne było obojętne na wszystko. Na winy chciane i niechciane. Było obojętne na coraz większą plamę krwi.
- Kochanie, to chyba koniec. Popatrz na mnie. Ja chyba umieram...

- Skończ czytać te bzdury! - Zaskoczonej dziewczynie książka wypadła z ręki. - Zajmij się czymś pożyteczniejszym. Idę na spotkanie w związku z tym ogłoszeniem. Może tym razem się uda.
- Na pewno.
Pocałowała go czule, jednak bez większej nadziei, że cokolwiek się zmieni. Kolejne rozczarowanie i czas, kiedy on będzie dochodził do siebie. Nie lubiła tych dni. Krzysztof był bardziej obcy niż zwykle. A cisza nie miała nic wspólnego ze spokojem. Wtedy chowała wszelkie narzędzia podwyższonego ryzyka.
- Powodzenia Krzysiu. Teraz musi się udać.
Gdy usłyszała dźwięk zamykanych drzwi ukryła twarz w młodych, jasnych dłoniach. Nie płakała.

***


- Wiek?
- Dwadzieścia osiem.
- Stan cywilny?
- Kawaler.
- Yhm. - Krzysztof patrzył teraz na szpakowatą brew, która drgała w górę i w dół, w rytm powtarzanych "yhm".
- No wie pan... Szukamy głównie ludzi z dużym doświadczeniem na tym stanowisku. Z pańskim CV...
- Niech pan przestanie! Niech pan od razu powie, o co chodzi. Zbyt wiele nasłuchałem się o doświadczeniu! - Ale szpakowata brew pozostała nieruchoma. W brązowych oczach można było zauważyć zakłopotanie. Krzysztof nie czekał. Jak najszybciej chciał opuścić ten pokój, starannie uporządkowany i pachnący subtelnym odświeżaczem powietrza. Zapach leśny. Wózek szybko wyjechał, zahaczając o zbyt wystający próg. Na zewnątrz poczuł się trochę lepiej. Wiatr delikatnie chłodził rozpalone policzki, a słońce przyjemnie oślepiało. Mężczyzna uspokoił się na tyle, że nie zauważył ciekawskich spojrzeń ludzi, którzy zastanawiali się czy pomóc inwalidzie z twarzą zalaną łzami.








***


- Wiek?
- Dwadzieścia cztery.
- Stan cywilny?
- Panna.
- Cudownie. To uprości wszystko, zwłaszcza ewentualne wyrzuty sumienia. - Mężczyzna był ubrany w dobry garnitur, pachniał drogimi perfumami, ale uśmiech miał prostacki.
- Co dokładnie będę musiała robić?
- Wszystko rozchodzi się o to, aby twój towarzysz był zadowolony. Nieważne czy będzie to wynikało z obecności, elokwencji czy twojego zgrabnego tyłka. - Znów ten ordynarny uśmiech pijaczka spod delikatesów.
- Kiedy mogę zacząć?
- Skontaktuję się z tobą, jak tylko zgłosi się do mnie klient.
- Będę czekać. Tylko... Proszę nie dzwonić na telefon domowy. - Wyraz oczu dziewczyny wyjaśniał wszystko.
- Ma się rozumieć. Naszym atutem jest dyskrecja. - Była pewna, że ten uśmiech na długo zostanie jej w pamięci. Pospiesznie opuściła pokój i na tyle szybko, na ile pozwoliły jej wysokie obcasy zbiegła po schodach. Jadąc autobusem rozmyślała czy dobrze zrobiła. A raczej czy mogła zrobić to Krzysztofowi. On tak bardzo się stara: o pracę, o uznanie. O nią i jej miłość. Póki co z marnym skutkiem.



***


W mieszkaniu panował półmrok i czuć było alkohol. Ciężkie, duszne powietrze szybko wypełniło płuca. Zdjęła buty i weszła do pokoju. Zanim zapaliła światło potknęła się o kilka butelek, których brzdęk nieprzyjemnie rozproszył ciszę. Przy oknie leżał przewrócony wózek, a obok niego siedziała ciemna postać.
- Wydaje się teraz taki mały, jak dziecko. I taki bezradny, mój Boże - cicho westchnęła. Próbowała sobie wyobrazić jak bardzo musiał cierpieć, gdy po raz kolejny mu odmówili. Próbowała, ale to było ponad jej siły. Przynajmniej w tym momencie.
- Opowiem ci bajkę, chcesz? - Ciężko było zrozumieć jego słowa, których końcówki zlepiały się ze sobą, jak palce po zjedzeniu waty cukrowej.
- Było sobie więzienie, nieważne gdzie, w którym siedział facet. Dożywocie. - Krzysztof głośno czknął.
- Facet był niewinny. Ktoś zabił mu matkę, a oskarżyli jego. Motyw- skromna emerytura. Mamusia leżała w piwnicy, że tak to ujmę- rozkładając się na starym fotelu. A on odbierał od listonosza kopertę. To jest nieważne. Ten facet siedzi- to jest ważne. Pilnuje go strażnik, którego często odwiedza córka. - Krzysztof zakrztusił się łykiem wódki.
- Dodam, że córka była ładna. A oskarżony był artystą. Wielkim artystą- przynajmniej według siebie samego. Rysował portrety. Mało komu się podobały- zbyt dokładnie oddawały rzeczywistość, a jak wiadomo nikt nie lubi się takim, jakim jest naprawdę. – W tym momencie butelka z hukiem przetoczyła się przez pokój.
- Facet znalazł sobie cel życia- zaczął rysować piękną córkę strażnika. Wiedział, że jej na pewno spodoba się portret. Ale czujne oko ojca zauważyło nadzwyczajne zainteresowanie więźnia i córka więcej do taty nie przyszła. A więzień szalał. Za wszelką cenę chciał dokończyć rysunek. Dopiął swego- dziewczyna musiała przyjść do więzienia jeszcze raz- rozpoznać zwłoki. Portret został ukończony, ale gdy morderca go zobaczył to gorzko zapłakał. Dzieło życia było gówno warte- dziewczyna na portrecie była uśmiechnięta. Rozumiesz? Nic nie rozumiesz!
Krzysztof płakał, był to płacz pijacki, tak bardzo przypominający płacz opuszczonego dziecka. Podeszła do niego i przylgnęła całym ciepłem swojego ciała do zapłakanej postaci.
- Nie martw się, znalazłam pracę. Teraz będzie już tylko lepiej. – Wszystkie wątpliwości, które wcześniej miała zniknęły bezpowrotnie.
W szybie odbijało się miasto- setki okien i jej okrągła, zmęczona twarz. Mężczyzna nigdy nie będzie szczęśliwy w domu, w którym kobieta ma smutne oczy.


***


Obecność starych ludzi zawsze ją uspokajała. Czuła wtedy, że ma przed sobą dużo czasu i błędów, które może popełnić.
- Jak się czujesz, babciu? - Delikatnie pogłaskała cienką jak papier skórę.
- Lepiej kochanie. Ale mów co tam u ciebie? Wszystko dobrze? Tak się o ciebie martwię. Radzisz sobie z tym chłopcem? On pewnie wymaga tyle opieki.
- Wcale nie - gorąco zaprzeczyła. - Krzysztof jest bardzo silny. Ma dobrą pracę i w ogóle wszystko u nas dobrze.
- Chyba- dodała w myślach. Nagle rozległ się zabawny dźwięk dzwonka, a dziewczyna szybko złapała za telefon.
- Przepraszam babciu na chwilę. Halo?
- Dzień dobry. Mam dla ciebie pierwszego klienta. Jesteś nadal chętna?
- Oczywiście. - Wyobraziła sobie uśmiech, który na pewno szpeci jego twarz.
- W takim razie jutro o 17. Proszę przyjść do biura. Tutaj przyjedzie. Ma na imię Paweł. Ma czterdzieści pięć lat. Do widzenia.
- Paweł... Ciekawe jaki on jest. A właściwie co za różnica, byleby zostawił pieniądze – zganiła się w myślach, ale mimo wszystko poczuła przyjemny dreszczyk emocji. Wróciła do pokoju, w którym siedziała drobna, zgarbiona kobieta.
- Widzisz babciu. Ja też właśnie dostałam pracę, wszystko jest wspaniale.
- To dobrze. To dobrze... - odpowiedział głos czysty, przyzwyczajony do wszystkiego, co w życiu może się zdarzyć.



***


Czuła się głupio, idąc w tej żółtej sukience ciemnym, ponurym korytarzem. Denerwowała się. Aż żołądek podjeżdżał do gardła. Gdy chwytała za klamkę, przez myśl przemknęło jej, żeby uciec. Do swojego mieszkania, do Krzysztofa. Do wszystkiego, co zna i co daje spokój. Ale weszła. Zobaczyła całkiem zwykłego faceta. Sympatyczny - pomyślała.
- Cześć. - Głos miał miły, a jego uśmiech tworzył taki przyjemny kontrast z uśmiechem obok.
- To co? Możemy iść? Aha, jedziemy na bankiet firmowy. Najpierw kupimy sukienkę- nie martw się, fryzjera też załatwię. Może być? - Znów ten łagodny uśmiech. Nie powiedziała nic, tylko nieznacznie kiwnęła głową. W żołądku zatrzepotały kolorowe skrzydła. Przeraziła się, nie wiedziała skąd się wzięło to odczucie. Czy to dlatego, że pierwszy raz od dłuższego czasu będzie mieć do czynienia ze zdrowym mężczyzną? A może po prosu ten wysoki, szpakowaty mężczyzna miał tak przyjemnie ciepłe dłonie…





***




Na bankiecie było sympatycznie. Czuła się piękna, a przede wszystkim pierwszy raz od dłuższego czasu miała koło siebie mężczyznę wyższego od niej. Tak rozkosznie było patrzeć w górę, w jego oczy. Przypomniała sobie, jak przyjemnie jest kłaść zmęczoną głowę na silnym ramieniu. Nie siedząc przy tym.

O drugiej w nocy odwiózł ją pod dom.
- Dziękuję. Było naprawdę miło. Mam nadzieję, że będę mógł jeszcze na ciebie liczyć. Pieniądze zostawię w biurze, ok?
- Ok. - Chciała już wysiadać. Była trochę pijana.
- Mogę cię pocałować?
- Nie możesz. - Nie powiedziała tego ostro, raczej z przekorą.
- Pójdę już.
Szybko zatrzasnęła drzwi i pobiegła w stronę klatki. Na schodach pospiesznie rozplotła misterny kok i starła brokat. Miała wyrzuty sumienia z powodu ich całkowitego braku. Zapłakała krótko i przekręciła klucz.
- Gdzie byłaś?
- Jeszcze nie śpisz? - Miała nadzieję, że jednak będzie spał.
- Czekałem na ciebie. Możesz mi wytłumaczyć, gdzie byłaś tak długo? Powinienem się martwić?
- Nie powinieneś. Przecież wiesz, że w weekendy muszę siedzieć z dzieckiem dłużej. Rodzice byli u znajomych .
Nie pamiętała, kiedy nauczyła się kłamać z taką swobodą.
- Idę się wykąpać i zaraz przyjdę do ciebie. Umieram ze zmęczenie. - Ale Krzysztof już nie słuchał. Jego równy, senny oddech niepokoił.

Tej nocy mało śniła. Obudziła się o świcie i spojrzała na mężczyznę obok. Swojego mężczyznę. Myślała o jego oczach, prostym nosie i tej małej bliźnie koło lewej brwi. Starała się nie myśleć o ukrytych, gdzieś głęboko pod kołdrą, nogach.



***



Wkładała właśnie ulubione piwo Krzysztofa do wózka sklepowego, kiedy zadzwonił telefon. Nie znała numeru, ale odebrała.
- Poznajesz mnie?- Jak mogła nie rozpoznać tego głosu? Serce przyspieszyło, a źrenice rozszerzyły się jak pod wpływem atropiny.
- Tak. Poznaję. Paweł, prawda? – Modliła się w duchu, żeby nie zauważył podniecenia w jej głosie.
- Trochę mi głupio i długo się nad tym zastanawiałem, ale w końcu postanowiłem, że zaryzykuję: wyjdziemy gdzieś na kawę? Ale tak wiesz- bez agencji i bez pieniędzy zostawianych w biurze, co ty na to?
Dziewczyna drżała. W myślach widziała Krzysztofa i wszystkie możliwe scenariusze. W końcu chwyciła puszkę piwa i odstawiła ją z powrotem na miejsce.
- Halo? Jesteś tam?
- Przepraszam, szukałam zasięgu. To kiedy i gdzie się widzimy?



***



Paweł zjawił się punktualnie. Ubrany w dżinsy, czarny t-shirt i marynarkę. Nie wyglądał na swoje czterdzieści pięć lat.
-Witaj piękna. – Dopiero teraz zauważyła, że w rękach trzyma różę. – To dla ciebie. Może chociaż tak wynagrodzę ci brak koperty na koniec. – Uśmiechnął się i mrugnął do dziewczyny.
- Dziękuję, nie musiałeś. Zamówisz mi kawę? Czarną, bez cukru. Pójdę na chwilę do toalety.


Gdy stała przed lustrem, zastanawiała się, kiedy Krzysztof stwierdzi, że to dziwne zakładać małą czarną, gdy idzie się pilnować czterolatka. Umalowała mocniej usta i postanowiła, że tego wieczoru nie będzie o tym myśleć. W końcu będzie z Pawłem. Kimś, kto być może wyzwoli ją z roli opiekunki i pielęgniarki. Sama nie umiała się uwolnić.
Wieczór był udany. Spora ilość wina sprawiła, że bez zastanowienia przenieśli się do jego mieszkania, a dokładniej do sypialni, w której kusiło duże łóżko z nieskazitelnie białą pościelą. Dziewczyna kilka razy przyłapała się na tym, że stara się nie dotykać nóg Pawła. On sam w końcu wziął delikatnie jej dłoń i przesunął na swoje udo. Chwilę później już sama nauczyła się, gdzie powinna kłaść palce.
Obudził ją telefon. Z paniką stwierdziła, że światło przedzierające się przez kremowe zasłony to nie lampy, tylko słońce. Spojrzała na ekran- dzwonił Krzysztof.



***



Dwa tygodnie później zrozumiała, że Paweł więcej się nie odezwie. Trochę płakała- mniej niż sama mogłaby się spodziewać. Wiedziała, że została skarcona jak dziecko, za swoją bezmyślną, bezpodstawną nadzieję. Bo kto chce wiązać się z dziwką?! Krzysztof był głupi albo nieludzko wyrozumiały. Czasami wolała, żeby dowiedział się wszystkiego, żeby ją wyrzucił na zbity pysk. A może wcale nie był głupi ani tym bardziej wyrozumiały. Miał pielęgniarkę, kochankę i matkę w jednym. Postanowiła zadzwonić do agencji i upomnieć się o swoich klientów. Wkrótce wychodziła do nich co dwa dni, pilnując jednocześnie, żeby nie powtórzyła się sytuacja taka, jak z Pawłem. Na jedyny przejaw gorętszych uczuć pozwalała sobie tylko wtedy, gdy odbierała kopertę. Tak samo wiele było klientów, ile progów, o które zahaczał Krzysztof wyjeżdżając w pośpiechu. W końcu przestał wychodzić- postanowił to tego dnia, kiedy młoda kobieta nieumiejętnie pomogła mu wysiąść z autobusu. Uderzył głową o chodnik. Był upokorzony i zły. Na tę kobietę, na siebie, na trójkę ludzi, którzy podnosili wózek. Odjechał brudny od błota i jesiennych liści.



***



Od tygodnia męczyły ją wymioty. Bardzo schudła i często mdlała. Długo zwlekała zanim zapisała się do lekarza. Wyniki badań miała odebrać w piątek. W ten dzień wracała zatłoczonym chodnikiem i pomyślała, że czuje się jak figurka zamknięta w środku szklanej kuli. Płatki śniegu wirowały wokół niej, gdy dziecko potrząsało zabawką. Uśmiechała się na myśl, że wróci zaraz do przytulnego mieszkania, gdzie wszystko pachnie wanilią i Krzysztofem. Zbliżały się święta i to był najlepszy moment na nowy początek. Ostatnio było im dobrze. Była pewna, że Krzysztof co wieczór czuje innego mężczyznę. Czuje jego perfumy, pot i zapach z drogiego samochodu. Można było zaryzykować twierdzenie, że to akceptował. A może po prostu nie miał innego wyjścia. Nie wymagał od niej niczego poza obecnością, pełną cierpliwości , w której brakowało współczucia. Może naprawdę go kochała.
- Kochanie, jestem! - Przytuliła się do mężczyzny, najmocniej jak umiała.
- Wracam od lekarza. Mam ci coś ważnego do powiedzenia. - W tym momencie wyciągnęła z torebki malutkie, różowe buciki.
Krzysztof zbladł. Szybko podjechał do okna i nie odwracając się powiedział:
- Może to moja wina. Nie powiedziałem ci tego wcześniej. Ja nie mogę mieć dzieci.
Dziewczyna jak zahipnotyzowana podeszła do szafy. Wyciągnęła największą torbę jaką miała.




***



Spotkali się raz jeszcze. Po wielu latach, kiedy to Krzysztof, jak co sobotę wykręcił numer do agencji. Nie zdziwił się ani on, ani ona. Jedyne co go zaskoczyło, to fakt, jak szybko kobieta może zbrzydnąć. Ale teraz, dla facetów którzy ją mieli, nie to było ważne. Po wszystkim zapytał tylko, jak się miewa dziecko. Spojrzała na niego- w jej oczach zobaczył odbicie wszystkich nienarodzonych dzieci.



komentarze
avatar okhan
okhanjest-lirycznie.art.pl
2009-04-21, 22:53:08:
duszę się miewa
Bardzo dobre opowiadanie.
--
7

avatar wesoły grabarz
..
2009-05-02, 14:42:27:
trzeba było rozstrzelać poetę
bardzo słabe opowiadanie
--
a potem plątanina w kulisach tego raju

O utworze:

wyświetleń:622
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

waikhru
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.