avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


28 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
waikhru
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
24 stycznia 2009, 23:23:37


Dokąd nogi poniosą

- Będziemy zawsze razem, prawda? - jego błękitne oczy napełniły się łzami - Nigdy mnie nie zostawisz ani ja ciebie. Po tym wszystkim, co przeszliśmy teraz musi być dobrze. Musi. - Jednak wcale nie musiało. Jego oddech stawał się coraz płytszy. Powieki coraz ciężej przykrywały zamglone oczy. Życie uchodziło powolutku, ale z determinacją, a ona to zauważała.
- Wszystko na pewno będzie dobrze - jej palce aż zbielały od silnego uścisku. Mimo to, coraz mocniej zaciskała dłoń na jego nadgarstku. Wiedziała, co za chwilę się stanie. Było to nieuchronne, tak samo jak to, że zaraz wzejdzie słońce. One jedyne było obojętne na wszystko. Na wszystkie winy chciane i niechciane. Było obojętne na coraz większą plamę krwi.
- Kochanie, to chyba koniec. Popatrz na mnie. Jeszcze raz - to były jego ostatnie słowa. Po ich przebrzmieniu słychać było już tylko niepohamowany szloch.
- Skończ czytać te bzdury! - zaskoczonej dziewczynie książka wypadła z ręki. - Zajęłabyś się czymś pożyteczniejszym. Idę na spotkanie w związku z tym ogłoszeniem. Może tym razem się uda.
- Na pewno - pocałowała go czule, jednak bez większej nadziei, że cokolwiek się zmieni. Kolejne rozczarowanie i kolejne dni, kiedy on będzie dochodził do siebie. Nie lubiła tych dni. Krzysztof był wtedy obcy. A cisza nie miała nic wspólnego ze spokojem. Zawsze wtedy chowała wszelkie narzędzia podwyższonego ryzyka.
- Powodzenia Krzysiu. Teraz musi się udać - gdy usłyszała dźwięk zamykanych drzwi skryła twarz w swoich młodych, jasnych dłoniach. Nie płakała.



- Wiek?
- Dwadzieścia osiem.
- Stan cywilny?
- Kawaler.
- Yhm - Krzysztof patrzył teraz na szpakowatą brew, która drgała w górę i w dół, w rytm powtarzanych „yhm”.
- No wie pan…Szukamy głównie ludzi z dużym doświadczeniem na tym stanowisku, z pańskim CV…
- Niech pan przestanie. Niech pan od razu powie, o co chodzi. Za wiele się już nasłuchałem o doświadczeniu. Niech chociaż pan będzie w stanie powiedzieć mi to prosto w oczy! - ale szpakowata brew pozostała nieruchoma. W brązowych oczach można było zauważyć zakłopotanie. Krzysztof nie czekał. Jak najszybciej chciał opuścić ten pokój, starannie uporządkowany i pachnący subtelnym odświeżaczem powietrza. Zapach leśny. Wózek szybko wyjechał, zahaczając tylko o zbyt wystający próg.



- Wiek?
- Dwadzieścia cztery.
- Stan cywilny?
- Panna.
- Cudownie. To uprości wszystko, zwłaszcza ewentualne wyrzuty sumienia - mężczyzna był ubrany w dobry garnitur, pachniał drogimi perfumami, ale uśmiech miał prostacki.
- Co dokładnie będę musiała robić?
- Wszystko rozchodzi się o to, aby pani towarzysz był zadowolony. Nieważne czy będzie to wynikało z pani obecności, elokwencji czy zgrabnego tyłka - znów ten ordynarny uśmiech pijaczka spod delikatesów.
- Kiedy mogę zacząć?
- Skontaktuję się z panią, jak tylko zgłosi się do mnie klient.
- Będę czekać. Tylko…Proszę nie dzwonić na telefon domowy, dobrze? - wyraz jej oczu wrażał wszystko, tłumaczenie było zbędne.
- Ma się rozumieć - była pewna, że ten uśmiech na długo zostanie jej w pamięci.



W mieszkaniu panował półmrok i czuć było alkohol. Ciężkie, duszne powietrze szybko wypełniło jej płuca. Zdjęła buty i weszła do pokoju. Zanim zapaliła światło potknęła się o kilka butelek, których brzdęk nieprzyjemnie rozproszył ciszę. Przy oknie leżał przewrócony wózek, a obok niego siedziała ciemna postać.
- Wydaje się teraz taki mały, jak dziecko. I taki bezradny, mój Boże - pomyślała i cicho westchnęła. Próbowała sobie wyobrazić jak bardzo musiał cierpieć, gdy po raz kolejny mu odmówili. Próbowała, ale to było ponad jej siły. Przynajmniej w tym momencie.
- Opowiem ci bajkę, chcesz? - ciężko było zrozumieć jego słowa, których końcówki zlepiały się ze sobą jak palce po zjedzeniu waty cukrowej - Było sobie więzienie, nieważne gdzie, w którym siedział facet. Dożywocie - w tym momencie Krzysztof głośno czknął - Facet był niewinny. Ktoś zabił mu matkę, a oskarżyli jego. Motyw- skromna emerytura. Mamusia leżała w piwnicy, że tak to ujmę- rozkładając się na starym fotelu. A on niewinnie odbierał od listonosza kopertę. To jest nieważne. Ten facet siedzi- to jest ważne. Pilnuje go strażnik, którego często odwiedza córka - Krzysztof zakrztusił się łykiem wódki - Dodam, że córka była ładna. A oskarżony był artystą. Wielkim artystą- przynajmniej według siebie samego. Rysował portrety. Mało komu się podobały- zbyt dokładnie oddawały rzeczywistość, a jak wiadomo mało kto lubi się takim, jakim jest naprawdę - butelka z hukiem przetoczyła się po pokoju. - Facet znalazł sobie cel życia- zaczął rysować piękna córkę strażnika. Wiedział, że jej spodoba się portret. Ale czujne oko ojca zauważyło nadzwyczajne zainteresowanie więźnia i córka więcej do taty nie przyszła. A więzień szalał. Za wszelką cenę chciał dokończyć rysunek. Dopiął swego- dziewczyna musiała przyjść do więzienia jeszcze raz- rozpoznać zwłoki. Portret został więc ukończony, ale gdy morderca go zobaczył gorzko zapłakał. Dzieło życia było gówno warte- dziewczyna na portrecie była uśmiechnięta. Rozumiesz? Nic nie rozumiesz! - Krzysztof płakał, był to płacz pijacki ,albo raczej płacz dziecka…Podeszła do niego i przylgnęła całym ciepłem swojego ciała do zapłakanej postaci.
- Nie martw się znalazłam pracę. Teraz będzie już tylko lepiej. W szybie odbijało się miasto - setki okien i jej okrągła, zmęczona twarz. Mężczyzna nigdy nie będzie szczęśliwy, w domu, w którym kobieta ma smutne oczy.






- Jak się czujesz, babciu? - delikanie pogłaskała cienką jak papier skórę.
- Lepiej kochanie. Ale mów co tam u ciebie? Wszystko dobrze? Tak się o ciebie martwię. Radzisz sobie z tym chłopcem? On pewnie wymaga tyle opieki…
- Wcale nie - gorąco zaprzeczyła. - Krzysztof jest bardzo silny. Ma dobrą pracę i w ogóle wszystko u nas dobrze - rozległ się zabawny dźwięk dzwonka, a dziewczyna szybko złapała za telefon.
- Przepraszam babciu na chwilę. Halo?
- Dzień dobry. Mam dla pani pierwszego klienta. Jest pani nadal chętna?
- Oczywiście - wyobraziła sobie jego uśmiech, który teraz na pewno szpeci jego twarz.
- W takim razie jutro o 17. Proszę przyjść do biura. Tutaj po panią przyjedzie. Ma na imię Paweł. Ma czterdzieści pięć lat. Do widzenia.
- Paweł…ciekawe jaki jest. A właściwie co za różnica, byleby zostawił pieniądze- mimo wszystko poczuła przyjemny dreszczyk emocji.
- Widzisz babciu…Ja też właśnie dostałam pracę, wszystko jest wspaniale.
- To dobrze. To dobrze… - odpowiedział głos czysty, przyzwyczajony do wszystkiego, co się w życiu może stać.





Czuła się głupio, idąc w tej żółtej sukience ciemnym, ponurym korytarzem do obcego faceta. Denerwowała się. Aż żołądek podjeżdżał do gardła. Gdy chwytała za klamkę, przez myśl przemknęło jej, aby uciec. Do swojego mieszkania, do Krzysztofa. Do wszystkiego, co zna i co daje jej spokój. Ale weszła. Zobaczyła całkiem zwykłego faceta. Sympatyczny - pomyślała.
- Cześć - głos miał miły, a jego uśmiech tworzył taki przyjemny kontrast z uśmiechem obok - To co? Możemy jechać? Aha, jedziemy na bankiet firmowy. Najpierw kupimy sukienkę- nie martw się, fryzjera też załatwię. Może być? - znów ten łagodny uśmiech. Nie powiedziała nic, tylko nieznacznie kiwnęła głową.





O drugiej w nocy odwiózł ją pod dom.
- Dziękuję. Był naprawdę miło. Mam nadzieję, że będę mógł jeszcze na ciebie liczyć. Pieniądze zostawię w biurze, ok.?
- Ok - chciała już wysiadać. Była trochę pijana.
-Mam ostatnie pytanie: mogę cię pocałować?
- Nie możesz - nie powiedziała tego ostro, raczej z przekorą. - Pójdę już - szybko zatrzasnęła drzwi i pobiegła w stronę klatki. Na schodach szybko rozplotła misterny kok i starła brokat. Miała wyrzuty sumienia z powodu, że ich właściwie nie miała. Zapłakała krótko i przekręciła klucz.
- Gdzie byłaś?
-J eszcze nie śpisz? - miała nadzieję, że jednak będzie spał.
- Czekałem na ciebie. Możesz mi wytłumaczyć, gdzie byłaś tak długo? Powinienem się martwić?
- Nie powinieneś. Przecież wiesz, że w weekendy muszę siedzieć z dzieckiem dłużej. Rodzice byli u znajomych - nie pamiętała, kiedy nauczyła się kłamać z taką swobodą - Idę się wykąpać i zaraz przyjdę do ciebie. Umieram ze zmęczenie - ale Krzysztof już nie słuchał. Jego równy senny oddech niepokoił.





Tej nocy mało śniła. Obudziła się o świcie i postanowiła przyjrzeć się mężczyźnie obok. Swojemu mężczyźnie. Myślała o jego oczach, prostym nosie i tej małej bliźnie koło lewej brwi. Starała się nie myśleć o ukrytych, gdzieś głęboko pod kołdrą nogach.






Z Pawłem widziała się jeszcze kilka razy- można powiedzieć, że w pewien sposób zaprzyjaźnili się. Ona oferowała mu niczym nie skrępowaną młodość i możliwość ucięcia plotek wśród jego kolegów z pracy- nie miał zamiaru zostać gejem, nawet w umysłach swoich kumpli. On w zamian oferował jej pieniądze. Idealna symbioza. Aż do momentu, kiedy w jego życie wkroczyła urocza, czterdziestoletnia kobieta o płowych włosach. Po nim było wielu innych. Tak samo wiele było progów, o które zahaczał Krzysztof wyjeżdżając w pośpiechu. W końcu przestał wychodzić- postanowił to tego dnia, kiedy młoda kobieta nieumiejętnie pomogła mu wysiąść z autobusu. Uderzył głową o chodnik. Był upokorzony i zły. Na tę kobietę, na siebie, na trójkę ludzi, którzy podnosili wózek. Odjechał brudny od błota i jesiennych liści.





Idąc zatłoczonym chodniku, pomyślała, że czuje się tak, jakby żyła w szklanej kulce, którą potrząsnęło dziecko. Wokół wesoło fruwały płatki śniegu. Wiedziała, że wróci zaraz do nagrzanego mieszkania, gdzie wszystko pachnie wanilią i Krzysztofem. Ostatnio było im dobrze. Wiedziała, że co wieczór czuje innego mężczyznę. Czuje jego perfumy, pot i zapach z drogiego samochodu. Można było zaryzykować twierdzenie, że to akceptował. A może po prostu nie miał innego wyjścia. Nie wymagał od niej niczego poza obecnością, pełną cierpliwości i w której brakowało współczucia. Może naprawdę go kochała.
- Kochanie, jestem! - przytuliła się do mężczyzna najmocniej jak umiała. - Wracam od lekarza. Mam ci coś ważnego do powiedzenia - Szybko wyciągnęła z torebki niebieskie buciki.
Krzysztof zbladł. Szybko podjechał do okna i nie odwracając się powiedział:
- Może to moja wina. Nie powiedziałem ci tego wcześniej. Ja nie mogę mieć dzieci.
Dziewczyna jak zahipnotyzowana podeszła do szafy. Wyciągnęła największą torbę jaką miała.






Spotkali się jeszcze raz. Po wielu latach, kiedy to Krzysztof, jak co sobotę wykręcił numer do agencji. Nie zdziwił się ani on, ani ona. Jedyne co go zaskoczyło, to fakt, jak szybko kobieta może zbrzydnąć. Ale teraz, dla facetów którzy ją mieli, nie to było ważne. Po wszystkim zapytał tylko, jak się miewa dziecko. Spojrzała na niego- w jej oczach zobaczył odbicie wszystkich nienarodzonych dzieci.


komentarze
avatar Oxyvia
2009-01-27, 01:02:07:
wędrowiec
Ciekawe to. Można dyskutować o postawie moralnej każdego z bohaterów. Nie ma ocen odautorskich, nawet cienia za czy przeciw. To jest bardzo dobrze zrobione.
Ale tekst roi się od błędów, zwłaszcza przy końcu. Nie przeszedł korekty. Szkoda. To strasznie przeszkadza w czytaniu, psuje wrażenie.

avatar waikhru
prajatwp.pl
2009-01-27, 09:41:56:
mechanik liryczny
Myślę, że jest to wynik tak wielokrotnego czytnia i sprawdzania tego, że pewnych błędów już nie jestem w stanie wyłapać, dlatego prosiłabym o wskazanie ich, bo to ułatwiłoby mi poprawę ich i ulepszenie tekstu.Pozdrawiam

avatar Oxyvia
2009-01-30, 00:41:36:
wędrowiec
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
Oj, jest tego naprawdę dużo! Np:

"przytuliła się do mężczyzna jak najmocniej umiała." - przytuliła się do mężczyznY najmocniej jak umiała. (szyk i literówka).

"Ona oferowała mu niczym nie skrępowaną młodość i możliwość ucięcia plotek wśród jego kolegów z pracy." - tzn. czyich plotek? Kto dzięki niej plotkował w pracy? Ktoś o tym facecie czy on o niej? To jest niejasne.

Jest tych błędów znacznie więcej, ale naprawdę teraz nie mam zdrowia sprawdzać prac i pisać recenzji szczegółowych. Sorry.

Poza tym między myślnikiem a wyrazami z każdej strony powinna być spacja - u Ciebie nie zawsze ona jest.
No i masz kłopoty z przecinkami, ale tego jest naprawdę za dużo, żebym teraz wyłapywała to wszystko. Generalnie przecinek powinien być zawsze między zdaniami składowymi oraz między wyrazami odpowiadającymi na to samo pytanie. Chyba, że między nimi jest spójnik: i, oraz, lub, albo, czy, bądź, ani, ni. Przed wszystkimi innymi spójnikami stawiamy przecinek wg zasad, które napisałam powyżej. Koniec, kropka. Proste jak drut.

Pozdrawiam serdecznie.

avatar waikhru
prajatwp.pl
2009-01-30, 00:52:35:
mechanik liryczny
Jestem wdzięczna- nawet za te niepełne wskazania błędów;)Pozdrawiam nocnie

O utworze:

wyświetleń:888
komentarzy:4


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

waikhru
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.