avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


19 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Oxyvia
wędrowiec
opowiadania
dodano:
21 stycznia 2009, 19:13:43


Panna lew

Któregoś pięknego, letniego dnia – chyba gdzieś na początku sierpnia – urodziła się puchata lwiczka. Szczęśliwi rodzice nadali jej wyniosłe imię: Hellelujoannittegarda, jak przystało na arystokratyczną, królewską rodzinę. Jednak dla ułatwienia oraz okazania czułości, bliscy i przyjaciele nazywali lwiczkę różnymi zdrobnieniami: Hella, Leluja, Nitta, Joan i te pe.
Lwiczka była przesympatyczna: cieplutka, milutka, mięciutka, dająca się urabiać i uklepywać na dowolne kształty i modły – po prostu ideał dziecka. Wszyscy ją chwalili, że taka grzeczna i dobrze ułożona. Rodzice lwiątka chodzili rozdęci dumą po uszy, że tak dobrymi okazali się treserami. Nie wszystkim rodzicom tak świetnie się to udaje.
I byłoby zupełnie idealnie: rodzice byliby idealnymi wychowawcami, a lwiczka wyrosłaby na idealną żonę, gdyby nie pewna przypadłość genetyczna, która zaczęła się uwidaczniać w dobie dojrzewania maleństwa. Otóż pewnego razu królowa matka zauważyła, że jej córce zaczyna rosnąć… grzywa! Z przerażeniem zobaczyła pod słońce wyraźną, małą jeszcze, złocistą koronkę wokół głowy córki, okalającą jej miły pyszczek za uszami.
Królowa matka wezwała panienkę na poważną rozmowę (zresztą wzywała ją tylko na poważne rozmowy, nigdy na nic nie dające, lekkie pogaduszki o niczym).
- Spójrz na siebie! – zaczęła matka łagodnie – Bardzo mi się nie podoba to, jak ostatnio wyglądasz. Co to za nowomoda?
- Jaka nowomoda, mamusiu? O czym mówisz? – niekłamanie zdziwiła się naiwna Leluja.
- Nie udawaj, że nie rozumiesz! – matka przybrała ostry ton – Przecież rośnie ci grzywa!
- A, grzywa… – Lela spuściła wzrok, musnąwszy pazurami złocistość czupryny nad czołem – Tak… przepraszam. Ale to nie moja wina.
- Jak to: nie twoja?! A niby czyja?!
- Nie wiem. To mi samo wyrasta. Tak mi się robi. Samo.
- Przecież nie jesteś samcem! Jak ty wyglądasz z tą grzywą?!
- No… Pewnie jak samica z grzywą? – Leja próbowała rozładować ciężki nastrój żartem.
Ale to tylko pogorszyło sprawę:
- Nie wygłupiaj się, wiesz?! – ryczała królowa matka - Robisz się uparta i krnąbrna! Aha, i buntownicza! Jeśli nadal będziesz hodować w sobie te cechy z tą… grzywą, to nigdy nie znajdziesz męża!
- Mamusiu, ja po prostu dorastam. Dorastam w taki sposób. Z grzywą. Taka już jestem – próbowała tłumaczyć się Hell.
- To dorastaj w inny sposób! Lwiczki powinny być potulne, posłuszne, usłużne, powinny przynosić mężowi gotowy obiad… A ty tu z tą grzywą! Wstyd, naprawdę! W tej chwili maszeruj do łazienki i zgól tę… wątpliwą ozdobę!
Joannittunia potulnie poszła we wskazane miejsce i długo, długo mocowała się ze sztywnymi drutami swej niesfornej grzywy za pomocą ojcowskiej maszynki do golenia, którą król lew usuwał codziennie zbyt rosochatą, niepoważną kitkę w zakończeniu swego dystyngowanego ogona.
Przez jakiś czas był spokój. Lwiczka zaczęła podobać się chłopcom, niektórzy nawet pozwalali się zapraszać na rodzinne obiadki, co było już przygrywką do przyjęcia zaproszenia na zawsze, bo Lea była niezwykle śliczna.
Niestety po jakimś czasie grzywa zaczęła odrastać. Wystraszeni kandydaci na narzeczonych odsunęli się od panny na bezpieczny dystans, tłumacząc się, że przecież niczego nie obiecywali i nie mają wobec niej żadnych zobowiązań. A ponieważ Hella była naprawdę piękna, wielu z nich proponowało jej seks kumpelski (wraz z kumpelstwem, oczywiście). Gdy jednak nie chciała tych usług przyjąć, kumpelstwa także jej nie dawano - fatyganci odpływali w siną dal.
Tym razem więc król ojciec postanowił poważnie porozmawiać z córką. Co prawda nie wiedział, czy dziewczyna już dorosła do poważnych rozmów i bardzo się bał, że mu się to nie uda. (Król ojciec nigdy dotąd nie rozmawiał z córką poważnie, co najwyżej o nic nie dających bzdurach, czyli o niczym).
- Słuchaj no! – zaczął ojciec delikatnie – Jak ty się nosisz? Czy tak wyglądają młode dziewczyny? Czy tak chodzą twoje koleżanki?
- Tatusiu! – zamiauczała płaczliwie lwiczka – Dlaczego wy się mnie czepiacie? Ta grzywa mi sama rośnie! Ja już taka jestem!
- To ją gól! Gól, na litość boską! Jak się jest lwicą, to się nie nosi grzywy!
- Golę! Golę i golę! Ale ona mi coraz szybciej odrasta! I coraz bujniej! Nie nadążam! – tłumaczyła się Nitta, wybuchając wreszcie niepohamowanym płaczem - Sam masz grzywę, to spróbuj ją sobie golić codziennie! Ja mam to po tobie! Właśnie po tobie!
- Ja jestem lwem! – ryknął król i tak huknął pazurami w pochyłą akację, że runęła z trzaskiem w suchą trawę sawanny – Jesteś bezczelna! Odkąd zaczęłaś dorastać, nie da się z tobą rozmawiać! Wyjdź mi stąd! Wyjdź z mojej sawanny! Kiedy skruszejesz i zmądrzejesz, to wrócisz!
- Jak sobie życzysz! – ryknęła po raz pierwszy Joannitta i wybiegła z sawanny.
Mijając matkę, zatrzymała się na chwilę i ośmieliła się spojrzeć w jej oczy; ale zamiast cienia współczucia - zobaczyła w nich błysk wściekłości i wstydu.
Wobec tego biegła bardzo długo, coraz głośniej szlochając i płacząc, ale nikt tego nie słyszał; a jeśli nawet ktoś usłyszał, to nie chciał sobie tym zawracać głowy, bo w końcu każdy ma własne kłopoty. Więc biegła i biegła, szukając dla siebie miejsca i coraz bardziej dorastając. W końcu jej płacz przerodził się we lwi ryk, a sztywna koronka wokół łebka – w olbrzymią, gęstą, krzaczastą grzywę. Jej oczy nabrały przenikliwego, badawczego wyrazu, a sposób bycia – hardości, stanowczości, królewskiej wyniosłości i dumy. Hella była coraz piękniejsza. I silniejsza. I dziksza. I coraz bardziej samotna. Niezależna.
Kręciły się wokół niej lwy różnej maści, sortu i kalibru. Podobała się właściwie wszystkim. Ale ciągle – idiotka! – nie mogła zrozumieć, że oni nie szukali w niej żony, bo przecież nie wyglądała na żonę. Lubili ją, chcieli, żeby była ich kumpelką, przyjaciółką, powiernicą, nawet przewodniczką (bo dobrze wszystkich rozumiała, nawet samców). No, oczywiście, chcieli z nią także… Przecież byli normalnymi lwami, a ona była taka piękna i wyjątkowa. No, ale na żonę nie szuka się wyjątkowych lwic. Na żonę to się bierze zwykłe kotki, niewyróżniające się specjalnie, niebrzydkie może, ale i nie za ładne, no bo te piękne mają za duże powodzenie i kiedyś mogłyby sobie wybrać kogoś lepszego, zwłaszcza jeśli są wyniosłe i dumne, i nie pozwalają sobą rządzić ani z siebie kpić, i jeszcze jawnie wyrażają własne zdanie – przy takich lwicach lwy czują się bardzo niepewnie.
A Garda miała ponadto sporo innych wad nie do przyjęcia. Jej badawczy wzrok powodował, że lwy w chwilach kłamstwa lub ukrywania prawdy czuły się rozebrane do naga i prześwietlone na wylot (a przecież to one miały być rozbieraczami lwic - tak je uczono!) – dlatego często bywały dla Nit agresywne i zgryźliwe, jak to lwy. Poza tym jej grzywa emitowała jakieś dziwne ciepło, które przyciągało i zniewalało, rozbrajało drapieżniki. Żadna inna grzywa nie była taka ciepła jak czupryna Helli. Lwy czuły, że ich grzywy nie dorównują jej grzywie i że ich ciepło nie dostaje do pięt ciepłu Joan. W mroźne noce afrykańskie pragnęły grzać się w ochronnych promieniach jej korony, a jednocześnie bały się jej przemożnego przyciągania. Ta grzywa powodowała, że Lea miała władzę nad stadem. Dlatego lwy zawsze szły za nią, ale nigdy razem z nią – grzywiasta lwica biegła na czele zawsze sama.
Sama. Zawsze. Dalej i dalej.
I dalej padała ofiarą własnych złudzeń, usiłując dać kolejnym adoratorom swoją niespełnioną, rodzinną miłość, lwi temperament, przyjaźń, poczucie bezpieczeństwa i takie tam idealistyczne głupstwa, jakich nikt przecież od niej nie oczekiwał (no, poza lwim temperamentem – tylko to było w niej pociągające dla lwów). Padała także ofiarą zazdrosnych lwic, które nie miały takiego powodzenia jak ona, więc nieraz pokąsały Gardę do żywego lub wygryzły ją ze stada intrygami – wygadywały, że jest łatwa i że się lekko prowadzi, i że nic niewarta, bo lubi samców i seks. To straszne wady, których nie tolerują z kolei porządne lwice (czyli takie, które nie znoszą seksu i samczego towarzystwa), ale też i większość lwów, nawet jeśli im się to podoba. Więc Garda znowu szła dalej sama, dalej i dalej, szukając ciepłego, bezpiecznego domu i silnego jak ona lwa.
Nigdy go nie znalazła. Nigdy żaden lew nie zrozumiał, że tylko taka lwica – wolna, dzika i z grzywą – może naprawdę pokochać, całą duszą, z własnego wyboru – może pokochać lwa dla samego lwa, nie zważając na jego majątek czy pozycję w stadzie, czy opinię społeczną – bo takie głupstwa po prostu nie są jej potrzebne, leżą dużo poniżej dróg, po których ona chodzi. Nikt nigdy nie zrozumiał, że tylko prawdziwa niezależność potrafi wykrzesać z siebie prawdziwą miłość, bez oddawania się w niewolę i zapędzania w nią bliskich.
Lea wędrowała więc samotnie po sawannie, a jej grzywa rosła i rosła, i stawała się coraz cieplejsza, i coraz bardziej płowa, wręcz ognista. Aż zaczęła parzyć lwicę w głowę. Bolało ją to, stawało się nie do wytrzymania. Ale nikt nie chciał wziąć od niej ani odrobiny jej gorąca. Doszło do tego, że Joan biegała po sawannie, rycząc z bólu. Wreszcie grzywa zamieniła się w żywy, rudy ogień, jaki czasem samorzutnie zajmuje suche trawy. Strach było patrzeć, jak bardzo cierpiała w tym żarze stara lwica.
W nocy ogień zgasł – grzywa spaliła się całkowicie na głowie Nitty. Dopiero wtedy, o świcie, wszystkie lwy zobaczyły, że jest zwykłą lwicą, która niczym się nie różni od innych lwic. Bez grzywy wyglądała jak normalna żona, matka, babcia.
Tyle tylko, że mroźną, afrykańską nocą umarła z zimna. Zamarzła na kamień. I chyba stopniowo zamieniła się w jedną z żółtawych skał Afryki. Od innych lwic różniło ją tylko to, że bez grzywy nie nauczyła się walczyć z chłodem sawanny.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:654
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Oxyvia
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.