avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


25 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
worek kości
Who's the fella owns this shithole?
opowiadania
dodano:
14 października 2008, 14:39:20


Zmniejszenie III

Rozdział III


1

Miękka, potężna dłoń ściskała go z siłą imadła. Naprężył mięśnie ramion i z sykiem wypuścił powietrze, gdy udało mu się w końcu podnieść ciepły kawał mięsa, który był palcem jego dziewczyny. Piotr wyczołgał się z dłoni Agnieszki i zeskoczył na miękki dywan w momencie gdy podłogą wstrząsnął głuchy, dudniący odgłos, przywodzący na myśl upadek ciężkiego worka z piaskiem z dużej wysokości. Po chwili kolejny, stłumiony grzmot, niczym pomruk burzy szalejącej pod ziemią kilka pięter niżej rozszedł się wzbierającą falą pod stopami chłopaka. Poczuł jak jego ciało pokrywa się gęsią skórką.
Z wysokości rozległ się cichy, ale potężny kobiecy głos.
- Zaczekaj tu.
- Marzena, lepiej pójdę przodem… - Drugi, męski głos atakował bębenki Piotra z podobną mocą. Wyglądało to jak rozmowa bogów na Olimpie. Chłopak wczołgał się pod kanapę brnąc poprzez zalegający tam nieprzyjemnie puszysty, śmierdzący pył. Pomyślał o nieprzytomnej Agnieszce i chciał wyjść, ale zatrzymało go potworne ukłucie frustracji, zgniatające mu wnętrzności. Jestem totalnie bezradny, skonstatował zdumiony i ledwie powstrzymał się by nie zawyć z bezsilnej złości.
- Co? – Damski szept, jak wycie huraganu.
- Mówiłem, że pójdę przodem…
- Nie wydurniaj się, dobra? Co on mi może zrobić?
- Tak? Nie wiem. Pewnie nic.
Cichy, kobiecy śmiech.
- Może połaskotać mnie w piętę jak się postara…
Giganci zbliżyli się do kanapy, co chłopak odczuł po coraz potężniejszych wstrząsach podłogi, które towarzyszyły ich poszczególnym krokom. W niewielkiej odległości od siebie zobaczył czubek damskiego buta na obcasie. Stopa Marzeny była wielkości sporego samochodu.
Kobieta poruszyła się. Łatwość z jaką przemieszczały się tak potężne istoty i ilość drgań i grzmotów jakie powodowały przyprawiało Piotra o zawrót głowy. Czuł się bezradny niczym robak, i co gorsza, tylko robakiem był, niemal w dosłownym znaczeniu tego słowa.
- Co ona tu robi? – Wyszeptał mężczyzna mając na myśli nieprzytomną Agnieszkę. – Podobno miał mieszkać sam.
- Najwidoczniej sprowadzał do siebie kurewki ze szkoły obok, co mnie to obchodzi? Ta się pewnie nieźle zdziwiła jeśli się dziś spotkali.
- Mógł już zniknąć?
Chłopak błagał kosmiczne siły aby uznali go za zmarłego i wynieśli się stąd w cholerę. Jeśli to właśnie na to czekał całą noc, to okazał się tragicznym idiotą. Przez moment pożałował nawet, że nie zadzwonił wcześniej po pogotowie.
- Marzena, mógł już zniknąć? Jak myślisz?
- Nie mam pojęcia. Ale sądzę, że gdzieś się tu schował i nas podsłuchuje, maluszek jeden.
- Może być wszędzie, a jeśli jest już rozmiarów atomu…
- Tego to by akurat nie przeżył.
- Poszukać go?
Piotr wstrzymał oddech. Był mały, ale nie niewidoczny. Odsunięcie kanapy czy nawet wywrócenie jej do góry nogami nie stanowiło żadnej przeszkody dla kogoś o normalnych rozmiarach. Jeśli oboje zaczną go szukać, będzie zgubiony. Wyobraził sobie olbrzymie dłonie i stopy sięgające by go chwycić i zmiażdżyć… Potrząsnął głową. Musi się skupić albo poddać, innej możliwości nie widział.
Usłyszał westchnienie olbrzymki.
- Nie, Andrzej, nie fatyguj się. Od początku źle to zorganizowaliśmy, naprawimy to następnym razem.
- A co z nim i z dziewczyną?
- Nic. Ona się obudzi rano, a on do tej pory zniknie, jeśli już go nie ma. I nie będzie też sprawy. Chodź, zmywamy się.
Usłyszał ciężkie kroki, a chwilę później trzaśnięcie drzwi w holu.
Był sam w olbrzymim mieszkaniu i wiedział, że jedyne na co jeszcze może czekać to stopniowa i nieubłagana utrata istnienia.

2

W pokoju świecił żyrandol pokrywając wszystko ciepłym i jasnym światłem. Chłopak odczekał chwilę kuląc się pod kanapą by zyskać pewność, że jego mieszkanie jest puste. Po kilkunastu minutach bezowocnego nasłuchiwania uznał, że jeśli i tak ma wkrótce umrzeć, to woli to zrobić w innym miejscu niż zakurzona wykładzina pod jego łóżkiem. Gdy wychodził na czworaka zanurzając dłonie w miękkich, cuchnących odpadach po starych przekąskach, zorientował się nagle, że już nie musi się czołgać, gdyż nad swoją głową ma całkiem sporo wolnej przestrzeni. Powoli podniósł się i bez przeszkód wyprostował zaledwie delikatnie ocierając się czubkiem głowy o tekturowy spód kanapy. Spojrzał na swoje bose stopy zanurzone w ziarnistej ale również nieprzyjemnie puszystej substancji, która była dla niego olbrzymią zakurzoną pustynią. Mama miała rację, że straszny ze mnie bałaganiarz, pomyślał.
Przechodząc obok wielkich jak głazy zaschniętych okruchów jakiegoś żarcia i pozwijanych, grubych lin, które były zapewne kiedyś jego włosami, zdał sobie sprawę jak bardzo jest mały. Tym razem jednak obyło się bez ataku paniki. Zdziwił się jak szybko zaakceptował tę niesamowitą sytuację, gładko przechodząc z fazy niedowierzania do próby ogarnięcia tego nieprawdopodobieństwa rozumem. Pomyślał, że każde dziwactwo jeśli występuje dostatecznie często, staje się po pewnym czasie normą.
Ruszył przed siebie, zagłębiając stopy w cuchnącej kwintesencji brudu. O ile dobrze pamiętał rozmiary tego mebla, to liczy już sobie zaledwie kilka centymetrów wzrostu. Może pięć… Góra sześć centymetrów. Wiedział, że zostało mu niewiele czasu, ale nie miał pojęcia co jeszcze mógłby zrobić.
Powoli wynurzył się z bezpiecznej kryjówki. Przed sobą miał oszałamiającą przestrzeń puszystego dywanu, który mienił się jaskrawymi kolorami jak bajkowa dekoracja z tworzyw sztucznych; dalej wznosiła się gigantyczna meblościanka. Postąpił kilka kroków do przodu. Brzeg kanapy piął się na kilkanaście metrów w górę niczym nadmorski klif, znad którego wystawał fragment olbrzymiej stopy Agnieszki. Nie wyobrażał sobie by mógł się tam wspiąć, więc nawet nie próbował. Nie chciał zadręczać się kolejną porażką.
Dopiero gdy usłyszał cichy szmer za plecami zdał sobie sprawę w jak absolutnej ciszy przebywa.
Odwrócił się gwałtownie, ale jedyne co zobaczył to gruba warstwa kurzu znikająca w mrocznej jaskini, w którą zamienił się spód kanapy. Po chwili szmer się powtórzył, tym razem głośniej. Chłopak wytężył wzrok, ale nic nie dostrzegł ciemnościach zalegających wnękę pomiędzy podłogą a gigantycznym meblem. Uświadomił sobie z rosnącym niepokojem, że tak naprawdę może wcale nie być sam. Przy jego rozmiarach nawet puste mieszkanie zamienia się w niebezpieczną dżunglę pełną stworzeń rodem z najczarniejszych koszmarów. Cokolwiek wydaje te dziwne szmery jest dla niego śmiertelnym zagrożeniem.
W tym samym momencie z pokoju obok dobiegły elektroniczne dźwięki dzwoniącej komórki.

3

Piotr, gdy miał cztery lata, wpadł pod samochód. Puszczał z ojcem latawca i całkowicie nim zaabsorbowany ścigał go z podniesioną głową i utkwionymi weń błyszczącymi oczami. Tata dał się ponieść emocjom w równym stopniu co on i nie zauważył jak roześmiany malec wbiega wprost pod rdzewiejącego poloneza. Czy to było pierwsze pęknięcie w małżeństwie jego rodziców?
- Dobra, dość tego. – Wymamrotał pod nosem przerywając strumień niechcianych wspomnień. Wciąż słyszał uparte dzwonienie telefonu, którego nie potrafił zignorować, chociaż przeczuwał że nic dobrego z niego nie wyniknie, ale na pewno nic gorszego niż śmierć przez rozpłynięcie się w nicości. A może wolisz dowiedzieć się, co wydaje te upiorne szmery wśród wydm tłustego kurzu pod twoją kanapą? Skierował się w stronę drzwi i puścił biegiem wzdłuż górującej nad nim kanapy.
Po minucie dobiegł do progu. Głaska, lśniąca od lakieru deska sięgała mu niemal do pasa, więc nie bez trudu ją sforsował. Wbiegł do przedpokoju i zatrzymał się, zmieszany. Doskonale pamiętał, że Agnieszka upuściła komórkę u niego w pokoju, tymczasem dźwięki telefonu dobiegały spod drzwi wejściowych. Aż nazbyt wyraźnie wyglądało to na pułapkę i to niezbyt wyszukaną. Jeśli ci ludzie myślą, że wraz z ciałem zmniejszył mu się umysł to… to chyba mają rację, bo zamierzam odebrać ten telefon, pomyślał.
Podbiegł do rozjarzonego na niebiesko urządzenia i w momencie, gdy pochylał się nad klawiszem z symbolem zielonej słuchawki, aparat umilkł. Piotr wzruszył ramionami. Właściwie nie oczekiwał, że zdoła odebrać, że uda mu się w ogóle wcisnąć ten cholerny przycisk. Rzucił okiem na godzinę. Dochodziła pierwsza w nocy. Powinienem położyć się spać i dać sobie spokój, pomyślał. Z tym postanowieniem usiadł, opierając się plecami o porzuconą komórkę. Poczuł, jak ciążą mu powieki i jak z błogą wdzięcznością powierza swoje lęki ciepłym ramionom snu. Tak, to wszystko to tylko sen. Rano obudzę się i będę miał co opowiedzieć Agnieszce… Co za sen… Nie uwierzysz…
Gdy otworzył oczy, wiedział już że było za późno. W pierwszej chwili nie rozumiał, co wydaje te dudniące odgłosy, ale jeszcze zanim setki metrów nad nim klamka zadrżała i opadła z upiornym skrzypieniem był pewny kogo zobaczy. I się nie zawiódł, chociaż widok był oszałamiający.
Przed nim w progu stała gigantyczna istota, która zaledwie rano była tylko nastoletnią, szczupłą blondynką zza ściany obok.

4

Wiedział że go zauważyła zanim jeszcze usłyszał przeciągłe westchnienie. Jej wzrok przyciągnęła włączona komórka leżąca na podłodze, jednak to co znajdowało się za nią było o wiele bardziej interesujące.
Piotr musiał zasnąć, gdyż świat znów zmienił swoje gabaryty. Krawędź leżącego na ziemi telefonu sięgała mu niemal do piersi. Był jeszcze mniejszy.
Czuł na sobie wzrok dziewczyny, ale nie miał zamiaru uciekać. Powodów było wiele. Nie chodziło nawet o to, że jego ucieczka byłaby żałosna i bezradna - przecież gdyby Ania zechciała go złapać, wystarczyłby jeden krok. Nie chciał się schować bo mimo wszystko dziewczyna mogła mu pomóc.
Nastolatka stała nieruchomo, zahipnotyzowana jego widokiem.
Wyszedł zza komórki. Postąpił parę kroków w stronę monumentalnej statuy. Ania miała na sobie krótką koszulę nocną zawieszoną na cienkich ramiączkach i delikatnie uwypukloną na jej niewielkich piersiach, które teraz unosiły się opadały delikatnie w rytm niespokojnego oddechu dziewczyny.
Chłopak odważył się podejść trochę bliżej. Z odległości kilku metrów (chociaż jeśli chodzi o niego, to należałoby chyba wymyślić jakąś nową jednostkę miary, może mikrometry?) starał się ocenić wielkość dziewczyny. Wolał nie wyobrażać sobie tych gigantycznych liczb gdy spostrzegł, że jest niewiele wyższy od jej dużego palca przy nagiej stopie. Z niesamowitą ostrością widział linie papilarne na grubej skórze i ślady po bezbarwnym lakierze na paznokciach. Była bosa, więc idąc do niego przez korytarz trochę się wybrudziła. Ciemne paprochy wielkości małych cegłówek przykleiły się do jej stóp w kilku miejscach, ale ona chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Gdy się zbliżał, nastolatka wciąż nieruchoma, tylko śledziła wzrokiem jego poczynania powoli opuszczając głowę w dół.
Gdy postanowił przerwać to pełne napięcia milczenie Ania go uprzedziła odzywając się z niemal teatralnym zdumieniem:
- Wiedziałam… - Wyszeptała. - Od razu to zauważyłam…
Piotr próbował coś odpowiedzieć, ale tylko przełknął ślinę. Patrzył na olbrzymią istotę i czuł w żołądku narastające dziwne uczucie. Mieszanina strachu i frustracji, ale być może czegoś jeszcze, czegoś dziwnego.
- Ty się zmniejszyłeś! – Krzyknęła, a jej głos zadudnił w górze niczym eksplozja dynamitu. – Od razu to zauważyłam! – Powtórzyła jakby chciała w ten sposób podkreślić swoją spostrzegawczość. Nie miał zamiaru się z nią droczyć. Byłoby to tylko niebezpieczną stratą czasu. Zamiast tego krzyknął, starając się nadać swojemu głosowi odpowiednią moc i pewność. Miał jednak wrażenie, że cokolwiek Anka zauważy w jego głosie, nie będzie to na pewno ani siła ani przekonanie.
- Cześć sąsiadko!
Cisza. Być może usłyszało go jej kolano, pomyślał. Jest gorzej niż sądziłem. Ale po chwili dziewczyna odpowiedziała, wciąż ze spokojem wpatrując się w niego zmrużonymi oczami z wysokości swojego potężnego ciała:
- Cześć… eee, sąsiedzie.
- Anka?!
- Taaak?
- Czemu masz takie wielkie oczy?
Tych parę wykrzyczanych zdań sprawiło, że zapiekło go w gardle. Chciało mu się pić. Nie spuszczał wzroku z dziewczyny czekając na jej reakcję na ten tani żarcik. Anka nie odpowiedziała od razu. Piotr ze zgrozą ujrzał błysk w jej oku, a po chwili monumentalne ciało z zatrważającą szybkością pochyliło się nad nim wywołując gwałtowny podmuch wiatru.
Dziewczyna przykucnęła. Podparła się dłońmi, które z hukiem opadły po obu stronach chłopaka niczym olbrzymie blade pająki.
- Jesteś malutki jak robaczek… - Wyszeptała dziewczyna, chociaż jej głos brzmiał jak wycie huraganu w gałęziach drzew. Piotr rozejrzał się na boki gdzie po obu jego stronach wznosiły się ukośnie potężne ręce Ani. Jej palce zdawały się mieć grubość sporej wielkości pniaków. Przed sobą miał podniecający widok jej ogromnych koronkowych majteczek, które pokazywała bez cienia skrępowania. Wyglądam jak robaczek i zdaje się że potrafię zawstydzać tyle co mały insekt, pomyślał.
Jedna dłoń z szumem przesunęła się po dywanie w jego kierunku.
- Mogę cię dotknąć? – Zapytała cicho Ania, wciąż mówiąc szeptem, powoli unosząc sunącą dłoń. Teraz przesuwała się jedynie na czterech palcach z kciukiem wycelowanym prosto w niego. – Zrobię to bardzo delikatnie, przyrzekam…
- Miałem nadzieję, że mi pomożesz, Aniu. – Odparł, ignorując jej pytanie, jednocześnie zezując w kierunku zbliżającej się ręki.
- Tak słabo cię słyszę… Ale mogę ci pomóc... Chyba. – Zawiesiła głos i dodała po chwili:
- Nie wiem jak, ale spróbuję…
- Na kanapie w pokoju leży nieprzytomna moja dziewczyna. Chciałbym cię poprosić żebyś sprawdziła, czy wszystko z nią w porządku. Możesz to dla mnie zrobić? – Wykrzyczał łamiącym się głosem. Ogromna dłoń znieruchomiała.
- Twoja dziewczyna?
- Tak, ma na imię Agnieszka. Chyba rozmawiałaś z nią na korytarzu…
Anka nie odpowiedziała. Po jej minie chłopak poznał, że dziewczyna toczy jakąś wewnętrzną walkę. Po chwili jej wargi uniosły się w delikatnym uśmiechu, a w oczach pojawił się znów ten krnąbrny błysk, przypominając Piotrowi, że ma do czynienia z nieobliczalną nastolatką, która tym razem ma nad nim totalną przewagę.

5

Piotr nigdy nie uderzył dziewczyny. Cokolwiek by o nim powiedzieć to jednego można było zawsze być pewnym – starał się traktować kobiety z szacunkiem. Całe to gadanie, że nie uderzysz babeczki nawet kwiatkiem wzięło jednak w łeb, gdy olbrzymi palec Ani zawisł przed nim jak głowa ogromnej anakondy. A potem, niczym ten amazoński wąż, palec zaatakował. Zbliżył się gwałtownie trafiając Piotra w odsłoniętą, chudą pierś. Chłopak zachwiał się i upadł na plecy. Czuł się tak, jakby rąbnął go samochód.
Z góry doleciał dziewczęcy chichot.
- Przepraszam! – Krzyknęła Anka, chociaż w jej głosie nie było ani cienia skruchy. – Starałem się być najdelikatniejsza jak tylko potrafię!
Piotr leżał na plecach masując obolałą klatkę piersiową. Czuł się fatalnie. Tragiczny efekt potęgował ton, w jakim mówiła Ania. Wyglądało na to, że nastolatka zaczynała czerpać dziką satysfakcję ze swojej przewagi. Przypominała Piotrowi smarkacza przypiekającego z nudów mrówki szkłem powiększającym. Zdołowało go, że sam kiedyś był takim smarkaczem. Gdyby tylko wiedział! A jednak jest sprawiedliwość na tym świecie!
Parsknąłbym śmiechem, gdyby nie był tak przygnębiony.
- Wiesz co, Piotrze? Mam taki pomysł… - Mówiła głośnym szeptem, który w normalnych okolicznościach uznałby pewnie za zmysłowy; teraz brzmiał demonicznie. Zdążył już wstać i wyciągał szyję, by nie stracić z pola widzenia oczu tej szalonej olbrzymki.
- Mam taki pomysł… - Powtórzyła cicho i zamilkła jakby w obawie, że ta myśl odleci od niej niczym płochliwy ptaszek. Po chwili odezwała się rozmarzonym głosem: - Mam ochotę cię podnieść. Co ty na to?
Jednak dziewczyna nie czekała na zgodę. Zbliżyła palec wskazujący i kciuk w stronę Piotra, który zamarł w bezruchu. Wyobraził sobie siebie, jak próbował złapać kiedyś uciekającą biedronkę czy mrówkę. Gdy stworzenie się porusza, bezwiednie używa się więcej siły. Chłopak miał przeczucie, że gdyby zaczął uciekać zostałby zmiażdżony.
Po chwili objęły go w pasie palce dziewczyny. Z przodu, na jego uda, biodra i piersi naciskał olbrzymi kciuk, natomiast z tyłu poczuł uciskającą go w tyłek i plecy miękką ścianę - opuszek jej palca wskazującego.
Piotr odruchowo chwycił dłońmi naciskający go z przodu ogromny dziewczęcy kciuk i naprał na niego wytężając mięśnie. Palec jakby zadrżał. Spojrzał w górę i zobaczył nachylającą się nad nim olbrzymią twarz Ani. Uśmiechała się.
- Nie łaskocz mnie, bo cię upuszczę. Będę delikatna, obiecuję…
Chciał zaprotestować, ale stracił dech, gdy palce zwiększyły napór na jego ciało, a moment później stracił również kontakt z podłogą. Stało się to tak szybko i łatwo i jakby od niechcenia. Bez żadnych drgań, które mogłyby towarzyszyć podnoszeniu jakiegoś ciężaru, nic z tych rzeczy. W jednej chwili stał na szorstkim dywanie, w drugiej bezradnie przebierał stopami w powietrzu. Został wyniesiony w górę z zawrotną szybkością. Zacisnął zęby i zamknął oczy gdy pęd powietrza wycisnął z nich łzy i rozwiał mu włosy na głowie. Kurczowo trzymał kciuk nastolatki i unosił się coraz wyżej i wyżej. Gdy poczuł, jak ciśnienie powietrza zatyka mu uszy spróbował krzyknąć, że więcej nie wytrzyma, ale właśnie wtedy trzymająca go dłoń znieruchomiała. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą ogromne, błękitne oko.

6

- Nie zrobiłam ci krzywdy, prawda?
Piotr oniemiały wpatrywał się w oblicze dziewczyny jednocześnie desperacko przytrzymując się jej kciuka. Boże, znajdował się setki metrów w górze, a jego stopy wciąż beznadziejnie szukały w powietrzu jakiegoś oparcia. Na próżno. Dziewczyna wstała na równe nogi i trzymała go w dwóch palcach przed swoją twarzą.
- Wiesz, co teraz zrobię tyci tyci maluszku?
- Obiecałaś… Obiecałaś, że mi pomożesz! – Krzyknął łamiącym się głosem.
Anka poruszyła lekko trzymającą go dłonią w górę i w dół, i jego nogi zaczęły się huśtać bezwładnie w rytmie jej ruchów.
- Przestań! Przestań, proszę! – Darł się a do oczu napłynęły mu łzy. Nie mógł się wyrwać z uścisku, a poza tym znajdował się na takiej wysokości, że wolał nie myśleć, co by się z nim stało gdyby faktycznie się wyrwał. O Boże! Jęknął w duchu. Już po mnie!
- Pomogę ci, pewnie… - Odezwała się olbrzymka. - Ale za chwilę.
- Zabijesz mnie, wariatko!
- Ojej, to się nie wierć. Chcesz chyba zobaczyć się ze swoją dziewczyną, prawda? Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy… A jeśli ci zrobię, to niechcący i to będzie tylko twoja wina! Jesteś taki malutki i lekki i kruchy… Boję się cie mocniej złapać, bo bym cie chyba rozgniotła jak robaczka… - Na dowód swych słów znów potrząsnęła dłonią z Piotrem między jej palcami. Chłopak zacisnął zęby i siłą woli powstrzymywał się by nie zwymiotować.
- Skoro tak się boisz, to może mnie odstaw!
- Nie gorączkuj się tak malutki Piotrusiu. Już to robię… - Chłopak przygotował się na gwałtowną podróż w dół jednak srogo się rozczarował. Dziewczyna zamiast opuścić go z powrotem na ziemię, po prostu nagle rozwarła trzymające go palce. Piotr nie zdążył nawet krzyknąć, kciuk, który z takim zapałem starał się trzymać błyskawicznie wymknął mu się z dłoni, a on zaczął spadać w dół. Ale krótko, bo za chwilę wylądował na czymś ciepłym i wilgotnym. Znalazł się na dłoni nastoletniej olbrzymki.
Dziewczyna przybliżyła lekkim ruchem dłoń do swojej twarzy by mu się lepiej przyjrzeć. W dalszym ciągu miał na sobie strzęp materiału, którym okręcił się w pasie, ale mimo to czuł się nagi. Jej spojrzenia były spojrzeniami dziecka oglądającego zwierzęta w zoo.
- I co, teraz ci wygodniej? – Zapytała.
Chłopak rozejrzał się dokoła siebie. Leżał w zagłębieniu jej miękkiej dłoni niczym w jakiejś olbrzymiej, groteskowej kołysce. Za nim i po jego prawej stornie były jej palce, tworzące wysoką, różową palisadę. Przed sobą miał ogromny, piegowaty nos Ani. Docenił w myślach doskonałość jej cery. Sam miał często problemy z syfami, natomiast jej twarz, nawet w powiększeniu, prezentowała się bardzo czysto i ładnie.
- Dłonie ci się pocą. – Stwierdził bardziej do siebie. Zdążył już nasiąknąć wilgotnym nalotem z jej skóry. Poprzez miarowe kołysanie jej dłoni i ciche pulsowania naczynek krwionośnych, które wyczuwał pod sobą, znów poczuł ogień w lędźwiach. Jeszcze tylko tego mi brakowało. Skup się! Skup!
Anka milczała. Po chwili uniosła wolną dłoń do głowy i przeczesała swoje długie blond włosy odgarniając je na plecy. Ten naturalny ruch w tak gigantycznej skali był oszałamiającym przedstawieniem.
- Zabierz mnie do Agnieszki, proszę cię Aniu. Spróbujemy ją obudzić, dobra?
- Wszystko w swoim czasie, maleństwo. Dziewczyna ci nie ucieknie, spokojna głowa.
- Anka, kurwa, nie o to chodzi! Coś się jej musiało stać, inaczej przecież… - Nim zdążył wypowiedzieć myśl do końca, niebo zawaliło się prosto na jego głowę. Znalazł się w ciemnościach, ze wszystkich stron otoczony zgniatającą go, pulsującą materią. Otworzył usta, ale ucisk na klatkę piersiową był tak potworny, że nie potrafił nabrać w płuca ani odrobiny powietrza. Pod czaszką eksplodował ból tak silny, jakby dostał w głowę jakimś ciężkim przedmiotem. Gdy w mroku przed oczami zatańczyły mu złote iskry, a on sam poczuł jak otwierają się przed nim ramiona błogiej ciemności, nagle świat znów wytrysnął jak obraz na ekranie monitora, wracając na swoje miejsce. Piotr rozejrzał się wokół i zobaczył nad sobą ogromne palce dziewczyny.
- To była nauczka. – Syknęła przez zęby. – Jak będziesz na mnie krzyczał to pożałujesz!
- Mogłaś mnie zabić, kretynko! – Był zbyt roztrzęsiony by trzeźwo ocenić sytuację. Po raz pierwszy dziś na prawdę poczuł na plecach oddech śmierci.
- Jeśli nie zaczniesz mi okazywać szacunku… - Powiedziała unosząc dłoń z Piotrem jeszcze bliżej swojej twarzy. Chłopak czuł silne podmuchy wiatru za każdym razem gdy wydychała powietrze. – Jeśli będziesz na mnie krzyczał, to…
Chłopak spojrzał pod siebie, na grubą, miękką skórę dłoni, na której siedział setki metrów nad ziemią. Na dłoni, która przed chwilą mogła go zabić jednym, nieśmiałym ruchem – zamknięciem dłoni w pięść.
- Aniu, posłuchaj…
- Nie, to ty posłuchaj. Chyba nie zdajesz sobie sprawy z sytuacji!
- A właśnie, że świetnie sobie zdaję! – Huknął, nie bardzo wierząc we własne słowa.
- Nie, nie zdajesz. Na oko masz jak dla mnie z centymetr wzrostu… Centymetrylek. – Dziewczyna roześmiała się głośno. Piotr zobaczył wielkie krople śliny jak wytryskają z jej ust i leniwie opadają w dół. – Tak! Jesteś centymetrylkiem… I jesteś mój!
Oszołomiony wpatrywał się w dziewczynę z uczuciem nieprzyjemnego ściskania w żołądku. Może to tylko głód, myślał. Ale podświadomie wiedział, że to tak naprawdę śmiertelny strach. Spróbował jeszcze raz przemówić olbrzymce do rozsądku.
- Anka, posłuchaj mnie uważnie. To nie są żarty. To nie jest zabawa! Najpierw zajmijmy się tym, co jest naprawdę ważne!
- Najpierw zajmijmy się… Najpierw co innego! – Wykrzyknęła. – Opowiedziałam o tobie Natalii i mi nie uwierzyła, rozumiesz? – Zmarszczyła brwi. – Nie chcę wyjść na kłamczuchę, rozumiesz to chyba, co?
- O czym ty do cholery mówisz?
- Pokażę cię mojej siostrze i potem obudzimy tę twoją Gosię.
- Agnieszkę! – Poprawił ją i nagle jakby zapomniał, że siedzi na dłoni szalonej nastolatki, bo poczuł, jak ogarnia go furia. – A wiesz w ogóle, która jest godzina? Środek nocy! Twoja siostra ma osiem lat!
Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Nie potrafił sobie wyobrazić tego, co go za chwile może czekać.
- Ona nie śpi. Kazałam jej zaczekać aż do niej przyjdę.
- Nie! Nigdzie nie idziemy!
Dziewczyna zaśmiała się głośno, serdecznie, a Piotr musiał się odwrócić do niej plecami, by osłonić się przez wilgotną mgiełką, która wyleciała z jej ust razem z silnym podmuchem wiatru.
- Ty nie musisz się ruszać z miejsca, maluszku. Chciałam tylko żebyś wiedział.
Anka podeszła do drzwi wejściowych i wolną ręką nacisnęła klamkę. Otworzyła i wyszła na korytarz. Z każdym krokiem jej ciałem wstrząsały niezliczone drgania, dla niej niewyczuwalne, jednak dla chłopaka, który siedział bezradny w zagłębieniu jej dłoni, było to na tyle nieznośne doświadczenie, że zebrało mu się na mdłości i bał się, że spadnie. Położył się płasko, by maksymalnie przywrzeć swoim ciałem do grubej, wilgotnej skóry.
Kilka sekund później dziewczyna stała już przed swoim mieszkaniem.
- Nie bolało, prawda? – Najwyraźniej Anka najbardziej na świecie nie chciała mu sprawić bólu. Przynajmniej wtedy, gdy nie było jej to do niczego potrzebne.
- Nie, nie bolało – odparł. – Aniu, dla mnie czas ma kluczowe znaczenie, więc jeśli możesz…
- Nie panikuj, dobra? To potrwa tylko chwilę.
- Już to widzę…
Dziewczyna otworzyła drzwi. W przedpokoju paliło się jasne światło. Przed nimi, na ścianie pokrytej starą boazerią wisiało lustro. Wyglądało jak szklany, dwuwymiarowy drapacz chmur odbijający na swojej powierzchni przeciwległą stronę pokoju, drzwi i wieszak na ubrania. Chłopak mógł ocenić jak żałośnie wygląda w porównaniu z istotą, która go niesie na dłoni.
Nikt nie wybiegł im na spotkanie, najwidoczniej Natalia już spała. Jednak nie była tak ciekawa zweryfikowania fantastycznych opowieści starszej siostry o krasnoludkach. W dzisiejszych czasach dzieci są znacznie bardziej podejrzliwe. I dojrzewają też wcześniej.
- Natalia!
- Chcesz ją obudzić? Nie możemy zaczekać z tym do jutra?
- Nie, nie możemy.
Dziewczyna weszła do ciemnego pokoju i zapaliła światło. Tak jak Piotr przypuszczał, jej młodsza siostra spała odwrócona do ściany. W jej nogach na kołdrze, zwinięta w kłębek, spała kotka, Wiktoria, cicho mrucząc. Anka podeszła do Natalii opuszczając dłoń z Piotrem na tyle nisko, że ten, gdyby chciał, mógłby bez trudu wskoczyć na głowę śpiącej dziewczynki.
- Natalia, obudź się! – Dziewczyna szturchnęła ramiona śpiącej siostry. – Wstawaj!
- Po co to robisz? – Syknął chłopak, gdy usłyszał niecierpliwe pomruki dochodzące z dołu, zupełnie jakby Anka budziła smoka, a nie ośmioletnie dziecko. – Przestań! Daj jej spokój!
- Siedź cicho – Odparła dziewczyna i delikatnie zamknęła Piotra w dłoni. Tym razem naprawdę zrobiła to bardzo delikatnie, bo nie miał problemów ze złapaniem oddechu, a między jej palcami przesączało się sporo światła.
- Co? Czego chcesz? – Chłopak usłyszał nieprzytomny, dziecinny głosik. Domyślił się, że dziewczynka usiadła na łóżku i właśnie przeciera zaspane oczy. – Nie dokuczaj mi, bo powiem wszystko rodzicom!
- Oj, nie marudź – Uciszyła siostrę. Przysunęła dłoń przed nos Natalii. Dziewczynka odruchowo zasłoniła twarz, ale Anka tylko syknęła, żeby się nie bała, tylko patrzyła. Natalia była jeszcze zbyt zaspana, żeby protestować, i po prostu przysunęła twarz do zamkniętej dłoni starszej siostry.
- Co tam masz? – Zapytała podejrzliwym głosem. Powoli zaczynała się rozbudzać. – Jeżeli to jakiś robak to pożałujesz!
Anka bez słowa rozwarła palce, a Piotr ujrzał przed sobą w równym stopniu wielką, co zdumioną, ogromną dziecięcą buzię.

7

Gdyby Agnieszka obudziła się kilka minut wcześniej, być może wypadki potoczyłyby się inaczej, chociaż nie wiadomo tak naprawdę, czy koniec, siłą rzeczy, nie byłby taki sam. Ale dziewczyna ocknęła się w momencie, gdy Anna, młoda sąsiadka Piotra, rozwarła palce, by ukazać wstrząśniętej siostrze przykucniętego miniaturowego ludzika, który zupełnie goły i drżący, z zimna czy ze strachu, wpatrywał się w nią, zasłaniając rękami swoją nagość. A Piotr wcale nie odczuwał strachu. Czuł potworny, obezwładniający wstyd.
Dziewczynka wyciągnęła swą szczupłą dłoń by pochwycić człowieczka, w którym, o dziwo, rozpoznała młodego, chudego pana z tego samego piętra. Wyobraziła już sobie, jak bierze go do szkoły i trzyma w piórniku jak Plastusia, plastelinowego ludzika z książeczki, którą omawiali kiedyś na lekcji. Ale starsza siostra odsunęła gwałtownie dłoń, tak, że Piotr stracił równowagę i rozpłaszczył się na jej dłoni.
- Nie pchaj się z łapami! On jest bardzo kruchy!
- Mogę go potrzymać? Proszę, będę bardzo delikatna! – Natalia cienkim głosikiem przymilała się starszej siostrze.
- Ale masz być bardzo delikatna i ostrożna… - Przestrzegła ją jeszcze Anna i przybliżyła dłoń z Piotrem do wysuniętej dziecięcej ręki.
- Nie… - Zdołał tylko jęknąć chłopak, a po chwili miękki grunt pod nim zaczął się przechylać i Piotr zsunął się i przeturlał, wpadając wprost na środek białej jak śnieg oraz przyjemnie ciepłej dłoni małej dziewczynki. Małej dziewczynki wielkiej jak drapacz chmur.
Natalia w pierwszej chwili zamarła w bezruchu, tak jak pouczyła ją starsza siostra, wpatrując się tylko ze zdumieniem w miniaturowego starszego chłopaka, który żył, ruszał się i próbował coś mówić, chociaż ważył tyle, co mrówka, czyli nic. Gdy ludzik próbował zmienić pozycję i stanąć na wyprostowanych nogach, czuła tylko delikatne łaskotanie i to ją rozśmieszyło. Widziała nawet miniaturowe ciemne miejsce między jego nogami, i poczuła iskierkę ciekawości, którą miała zamiar później dokładnie zaspokoić. Widziała kiedyś Bartka Kwiatkowskiego w krzakach za placem zabaw, jej kolegę z klasy, ale to, to coś zupełnie innego…
- Zatrzymamy go? – Zapytała starszą siostrę. – Obiecuję, że będę się nim opiekowała. Będę dawała mu jeść, i w ogóle… Rodzice nie muszą wiedzieć, jest taki malutki, co, Aniu, zatrzymamy go?
- Zgłupiałaś? – Wykrzyknęła Anka, co zabrzmiało jak salwa artylerii. – On jest mój.
- Ale pozwolisz mi się czasem z nim pobawić, co? Proszę, proszę… - Przymilała się, robiąc niewinne minki. W żołądku Piotra rosło przerażenie i frustracja na myśl o tym, że najchętniej to sprałby obie smarkule, nie licząc się z konsekwencjami. Ale teraz? Pochylił się i uderzył z całej siły w miękką skórę, na której stał, ale Natalia, zajęta rozmową ze starszą siostrą, nawet tego nie zauważyła. Znów usłyszał podniesione głosy, ale był to tak nieprzyjemny hałas, że nie potrafił rozróżnić poszczególnych słów. Dziewczyny kłóciły się o niego, tego był pewien. Ich siostrzana walka podsunęła mu jednak pewien pomysł. Gdy ręką Natalii wstrząsnął kolejny wybuch rozkapryszonej złości, Piotr rozpędził się, przebiegł po uniesionym lekko w górę palcu wskazującym i, gdy dobiegł wreszcie do delikatnego opuszka ośmioletniej dziewczynki, wybił się i skoczył, myśląc o tym, że raczej nie uda mu się wylądować telemarkiem.
Lot trwał kilka sekund, ale to tak naprawdę bardzo długo dla ludzkiego mózgu, który potrafi zarejestrować znacznie więcej, niż mamy tego świadomość. Piotr leciał w dół, myśląc o owadach oraz o grawitacji. Spadał obserwując zbliżającą się podłogę wyścieloną żółtym dywanem. Widział też Ankę, a właściwie jej nogę, płynąc w powietrzu obok jej monumentalnej łydki.
A potem dotknął gruntu i okazało się, że wcale nie umarł. Podniósł się szybko i rozejrzał za jakimś bezpiecznym schronieniem. Po prawej stronie miał gigantyczną stopę nastolatki o palcach wielkości piętrowego budynku. Odnalazł wzrokiem drzwi wyjściowe i ruszył w tamtym kierunku, brnąc poprzez sztywne, plastikowe włókna dywanu. Z bliska traciły swój jaskrawy żółty kolor i wyglądały jak gnijące zboże.
Wiktoria nie była zazdrosną kotką. Wiktoria była po prostu kotką, która poprzez przymknięte powieki leniwie obserwowała małe zwierzątko czekając na swoją szansę. Gdy Piotr znalazł się na dywanie, zwierzę zerwało się na łapy i szybkim ruchem zeskoczyło na podłogę kawałek za nim. Chłopak usłyszał ciche tąpnięcie i gdy się odwrócił, ciekawy co teraz mu przyszykował los, zdarzyło się kilka rzeczy jednocześnie. Natalia krzyknęła, gdy zorientowała się, że Plastuś od niej uciekł, Anka krzyknęła na siostrę, żeby się nie ruszała i uderzyła ją dłonią w twarz, a mała od razu się rozpłakała. W zamieszaniu, które powstało, nastolatka nie zauważyła kotki i nadepnęła na nią tak, że tamta syknęła i udrapała dziewczynę w kostkę tracąc zainteresowanie przekąską. Piotr zaczął biec, wolno, ale miarowo uciekając jak najdalej od łóżka Natalii. Przebiegł kawałek, gdy w drzwiach do mieszkania opadła klamka i w futrynie ukazała się postać zaspanej, ale jednak przytomnej i zatroskanej o losy swojego chłopaka Agnieszki.
Piotr ucieszył się i krzyknął, dublując wysiłek aby dobiec do swojej miłości. Dziewczyna usłyszała hałas i wpadła do pokoju, przeczuwając co mogło się stać podczas jej drzemki. Miała mord w oczach, a w myślach nienawiść do nieodpowiedzialności wszystkich nastolatków świata, ale to dopiero jej nogi okazały się śmiercionośne. W chwili gdy stanęła nad płaczącą dziewczynką, która leżąc na łóżku trzymała się za stłuczony policzek, uświadomiła sobie źródło ciepłej wilgoci na podeszwie swojej stopy. Nie musiała nawet spojrzeć z bliska, by wiedzieć co oznaczała ta nierównomierna, malutka, czerwona plamka, zaledwie kropelka, nieznaczna, ale potężna jak ocean rozpaczy. Nie potrafiła się rozpłakać od razu. Płakała później, ale wtedy, w tamtym pokoju, parsknęła tylko śmiechem, gdy wyobraziła sobie co mógł pomyśleć sobie Piotr na sekundę przed tym, nim go rozdeptała pędząc mu na ratunek.

KONIEC


komentarze
avatar www.zabij.ze.mna.com.pl
zabijzemnao2.pl
2008-10-16, 09:18:47:
mechanik liryczny
Zbyt długie zdania, smętne dialogi, gubię się w tej prozie. Czytałem wczoraj, czytałem resztę tego opowiadania dziś. Proponuję usiąść i przemyśleć. Potem poprawić i wyciągnąć wnioski. Albo w ogóle dać sobie spokój.
--
Kulecko, oklasky!

avatar judzia
2009-06-13, 02:24:19:
Mało zdolna szansonistka
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
.
--
Taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę.

O utworze:

wyświetleń:787
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

worek kości
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.