avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


14 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Kyo
Faszystowska Świńska Świnia[tm]
opowiadania
dodano:
4 września 2008, 11:29:47


Wola Ojca - 9.

9.

Było przeraźliwie gorąco. Nawet na balkonie, na który Marek wyniósł się razem z laptopem i dużą butelką lodowato zimnej coli. Kończył właśnie wprowadzać zatwierdzone przez Pawełka poprawki do modułu zawiadującego obsługą magazynów. Palce kleiły mu się od potu, chociaż siedział w samych obciętych za kolanami wojskowych spodniach.
Zerknął na zegarek: pierwsza czterdzieści trzy.
W mieszkaniu było zupełnie ciemno, wszystkie światła pogaszone, Agnieszka spała już od półtorej godziny z hakiem po tradycyjnej przemowie z okazji kolejnego przejawu jego pracoholizmu.
Pracoholizmu, dobre sobie.
Tak naprawdę Marek nie cierpiał tej pracy. Nie cierpiał firmy, nie cierpiał ludzi, nie cierpiał nadętego i zachowującego się jak Bóg Wszechmocny Pawełka. I nie cierpiał prezesa, który przez pierwsze trzy miesiące miał problemy ze spamiętaniem jego imienia, choć firma wcale nie zatrudniała tysiąca osób, a zaledwie dwadzieścia kilka. Do tej pory prezesowskie „panie yyyy... Marku” wywoływało u niego przypływ zimnej złości.
„To przez twoją aspołeczność”, powiedziała mu kiedyś Agnieszka. „Gdybyś chociaż raz uwierzył, że cały świat nie uważa cię za idiotę i nie patrzy tylko, jakby dobrać ci się do tyłka, byłoby ci naprawdę łatwiej. Ale ty wiesz lepiej.”
Oczywiście, że wiem lepiej, pomyślał.
Łatwo było jej powiedzieć. Studiowała to, co ją pociągało, z ludźmi, których lubiła. Cały wydział kochał swoją Agnieszkę, starościnę trzeciego, obecnie czwartego roku. Jej urok osobisty sprawiał, że nie było sprawy, której nie mogła załatwić. Śliczna, drobna dziewczyna o inteligentnych oczach, delikatnie zarysowanych ustach i niesamowicie zmysłowym głosie.
Marek pamiętał, że gdy dzwonił do niej kiedyś, kiedy jeszcze nie byli razem, dostawał erekcji na sam dźwięk jej zawsze lekko przeciągniętego „Taak, słuchaaam?”. To właśnie podniecało go w niej najbardziej: ta odrobina dzikiej perwersji pod fasadą łagodnej niewinności.
Kochał ją, był tego pewien. Co wcale nie przeszkadzało mu sypiać od czasu do czasu z Magdą. Magdzie, z tego co wiedział, też nie przeszkadzało.
To Agnieszka nie chciała ślubu. Chociaż już prawie wszyscy ich znajomi porzucili stan wolny, oni ciągle żyli ze sobą, jak to określiła kiedyś matka Marka, na kocią łapę. Nie to, żeby on sam specjalnie pragnął celebry, ale czasami czuł się dziwnie – ani wolny, ani żonaty. Pomijając fakt, że ostatnio coraz częściej myślał o dziecku. Gdyby urodził się chłopiec, chciałby dać mu na imię Jacek. Dziewczynce – Lidia. Ale Aga uważała. Brała pigułki, dodatkowo niechętnie godziła się na seks w trakcie swoich płodnych dni.
Właśnie. Jak to było, te wymysły Tomka?
Kliknął na ikonę modemu, poczekał chwilę na połączenie z Internetem. Otworzył okno prze-glądarki WWW, zaznaczył kursorem pole formularza.
„Surjan Akrasjel”.
Dwa wyniki wyszukiwania.
„Przyjaciel Boga”.
Marek pochylił się nad ekranem.

“Raguel.
Raguil, Rufael, Surjan, Akrasjel. Archanioł Ziemi, pogromca demonów, wykonuje wyroki Pana na niebiańskich dostojnikach.
Apokalipsa św. Jana, fragment wykreślony z oryginału po potępieniu kultu Raguela i Uriela przez Synod Rzymski w roku 745: ‘Wtedy Pan pośle anioła Raguela, mówiąc: Idź i zatrąb na aniołów zimna i śniegu i lodu, i wylej gniew Mój na tych, którzy stoją po lewicy’”.

Tomkowi najwyraźniej z lekka odbiło.
Coś zaszeleściło wewnątrz pokoju. Marek poderwał głowę, wychylił się przez drzwi balkonu.
- Bu. – powiedziała Agnieszka, zaspana, z uroczo rozczochranymi włosami, ubrana w biały bawełniany podkoszulek do kolan (który zresztą należał kiedyś do Marka) pełniący funkcję koszuli nocnej.
- Och, och. Nie strasz mnie tak intensywnie. – zaśmiał się Marek – Nie możesz spać?
- Za gorąco. – mruknęła – Poza tym, co to za spanie bez ciebie.
- Już kończę.
Agnieszka wyszła do niego na balkon, kucnęła na piętach i oparła się o jego uda zerkając przy okazji na ekran.
- Co robisz?
Obrócił laptopa w jej stronę.
- Pamiętasz jak ci opowiadałem o tym nazwisku, które ustawił mi Tomek?
Przytaknęła.
Przeczytał jej fragment strony dotyczący archanioła Raguela.
Agnieszka milczała przez chwilę.
- To chyba miło z jego strony. – odezwała się w końcu – Powinieneś czuć się w końcu dowartościowany. Tomek awansował cię na archanioła. Jeśli dostaniesz podwyżkę, to ja chcę grę.
- Jaką znowu grę? – zdziwił się Marek.
- Jeszcze nie wiem. – wzruszyła ramionami Agnieszka – Ale już możesz rezerwować pozycję w budżecie.
Marek westchnął ciężko i wyłączył laptopa.
- Zupełnie nie da się z tobą rozmawiać, kiedy jesteś niedobudzona.
- Nie jestem niedobudzona. – mruknęła nieprzytomnie.
- Zresztą i tak nie będzie podwyżki. Tomek równie dobrze może awansować rybki Oberprawnika.
Delikatnie zsunął Agnieszkę ze swoich nóg, która zareagowała na to gniewnym pomrukiem. Odstawił laptopa na stół w dużym pokoju, po czym wrócił na balkon, gdzie Agnieszka właśnie gramoliła się z kafelków.
Chwycił ją na ręce i uniósł w górę.
- Dam radę sama. – zamruczała.
- Jasne. – zgodził się, po czym ostrożnie omijając meble zaniósł ją do sypialni.


komentarze
avatar zabij.ze.mną
zabijzemnao2.pl
2008-10-20, 15:26:54:
mechanik liryczny
"lodowato zimnej coli"
Jak lodowata to wychodzi samo z siebie, że zimna.

"jakby dobrać ci się do tyłka"
jakby tu dobrać ci się do tyłka
jak dobrać ci się do tyłka
jak tu dobrać ci się do tyłka

"prze-glądarki"

--
Kulecko, oklasky!

O utworze:

wyświetleń:487
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Kyo
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.