avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Kyo
Faszystowska Świńska Świnia[tm]
opowiadania
dodano:
3 września 2008, 01:26:22


Wola Ojca - 5.

5.

Obudziło go pragnienie i tępy, pulsujący w potylicy ból. Agnieszka mruknęła coś przez sen, kiedy ostrożnie uwolnił się z jej objęć, odwróciła się do ściany i zwinęła w kłębek.
Na wyświetlaczu wieży druga dwanaście.
Było przeraźliwie cicho.
Marek wciągnął bokserki i wyszedł do kuchni. Zamknął za sobą drzwi, zapalił światło.
Otworzył szafkę, wyciągnął opakowanie środków przeciwbólowych. Nalał sobie szklankę soku, popił nim dwie tabletki.
Spał niecałe trzy godziny, a wcale nie czuł się senny. Przez ten cholerny upał. Tuż przed położeniem się wzięli z Agnieszką prysznic, a i tak czuł, jakby cały się lepił.
I ten sen... dziewczyna w supermarkecie. Papierki po Marsach.
Wypił łyk soku, oparł głowę na dłoni.
To nie był sen. Faktycznie widział dzisiaj w sklepie małolatę z batonami. Przecież opowiadał o tym Agnieszce.
Ale w tym śnie też jej o tym opowiadał. Leżeli nago na kanapie w dużym pokoju, i on opisywał jej wygląd dziewczyny...
„Podobała ci się?”, zapytała Agnieszka, i dojrzał wtedy znajomą iskierkę zazdrości w jej oczach.
Nie, nie. Aga nigdy o to nie zapytała. We śnie, może. Ale z całą pewnością nie w rzeczywistości.
Co było potem?
Kochali się.
Chmura w kształcie galopującego konia.
Kiedy się kochali, Marek spojrzał za okno i zobaczył taką właśnie chmurę.
Wcześniej Aga zasłoniła okno.
Przenieśli się do sypialni i zasłoniła okno.
Boże!
Kurwa mać!
Zacisnął palce na skroniach.
Wariuję od tego pieprzonego upału, od tej pieprzonej roboty – pomyślał – Jeśli uda mi się przeżyć do urlopu, to będzie taki cud, że Chrystus może się schować ze swoim zmartwychwstaniem.
Dobrze, mniejsza z tym.
Widziałem w markecie małolatę kradnącą batony. Kochaliśmy się z Agą.
(Widziałem w markecie n i e w i d z i a l n ą małolatę kradnącą batony.)
To i tak nieważne.
Nieważne, nieważne.
Nie myśleć o tym, zająć się czymś innym.
Gazeta.
Sięgnął dłonią pod stół, wyciągnął leżącą na taborecie piątkową „Wyborczą”.
Ja śnię. Ja d o p i e r o t e r a z śnię.
Strony były czyste. Ani kropli farby drukarskiej. Świeże arkusze papieru.
I ten cholerny ból, zupełnie jakby ktoś wiercił mu w głowie wiertarką udarową.
Odwrócił gazetę na stronę tytułową.
Logo „Wyborczej”. Ale nie do końca standardowe, przechylone w lewo. Litery „Z” pisane zupełnie innym stylem. Data rozmazana, zupełnie nieczytelna.
I tylko jeden artykuł na pierwszej stronie. Nieczytelny tak samo jak data, nawet tytuł wyróżniony dużą, tłustą czcionką. Opatrzony sporym, przeraźliwie ziarnistym, czarno-białym zdjęciem. Dopiero kiedy Marek odsunął gazetę na długość ramienia, zdołał dojrzeć niewyraźne zarysy mężczyzny ubranego w coś wyglądającego na mundur.
Na pozostałych stronach – nic. Czysty, niezadrukowany papier.
Rzucił gazetę na podłogę.
Dopił sok, opłukał szklankę w zlewie.
Jeśli to sen, to trzeba dośnić go do końca – pomyślał, i przeszło mu przez głowę, że to lekko bez sensu.
Nieważne.
Zgasił światło.
Agnieszka zamruczała, kiedy objął ją i przytulił mocno trzęsącymi się dłońmi.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:534
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Kyo
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.