avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


16 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Kyo
Faszystowska Świńska Świnia[tm]
opowiadania
dodano:
3 września 2008, 01:24:40


Wola Ojca - IV.

IV.

Obudził się, kiedy wstawała z łóżka, a jego ręka zsunęła się z gładkiego biodra i upadła na wciąż wilgotny od ich wspólnego potu materac. Przez szczelnie zasunięte zasłony przedostawał się tylko słaby poblask szalejącego parę ulic dalej pożaru. W słabej, czerwonawej poświacie drobna, zgrabna sylwetka kończyła właśnie zakładać buty, sięgnęła po walającą się po podłodze bluzę.
- Kay? – powiedział, nie spodziewając się bynajmniej odpowiedzi.
Zresztą słusznie.
Odwróciła się bokiem, przez chwilę podziwiał zarys jej małych, kształtnych piersi, zanim wciągnęła bluzę.
Właściwie nigdy jeszcze nie widział jej nago w pełnym świetle. Zawsze dbała o całkowitą – w miarę możliwości, oczywiście – ciemność, zanim choćby pozwoliła mu się dotknąć.
I nigdy nie odzywała się, kiedy już udało mu się ją rozebrać. Nawet kiedy się kochali i on jęczał, mruczał, szeptał jej do ucha czułości na zmianę ze sprośnościami, ona nie wypowiadała ani słowa, ba, nie wydobywała z siebie żadnego głośniejszego dźwięku poza przyspieszonym, urywanym oddechem. I nawet kiedy wyprężała się, a potem opadała na niego całując jego ramiona, szyję i klatkę piersiową, nie mówiła nic.
Czasami za to udawało mu się spojrzeć jej w oczy i dostrzec w nich strach, paniczny, obłędny strach, zupełnie jakby to, co robiła, nie tylko nie sprawiało jej przyjemności, ale przeciwnie – napełniało ją przerażeniem. A przecież sprawiało. Był o tym przekonany.
Odgarnął z czoła wpadające mu do oczu włosy.
Na zewnątrz rozległy się krzyki, seria z broni maszynowej, wybuch, który poruszył zasłonami okrywającymi i tak już pozbawione szyb okna. Ktoś zawył rozdzierająco, pojedynczy wystrzał, cisza.
Kay błysnęła białkami oczu, przyglądała mu się przez chwilę, gdy nagi leżał na łóżku z dłońmi pod głową.
- Idę, Raguel. – odezwała się swoim miękkim, łagodnym głosem.
Zawsze to samo. Nigdy „muszę już iść”, „powinnam iść”, nic z tych rzeczy. Zawsze po prostu „idę”. I nawet już nie starał się jej zatrzymywać.
- Kiedy zobaczymy się znowu?
Zawahała się. Przechyliła głowę na ramię.
- Kiedyś.
Nie spodziewał się innej odpowiedzi.
- Do zobaczenia, Kay. Uważaj na siebie.
Skinęła głową, odwróciła się na pięcie i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Raguel usłyszał jej ciche kroki na korytarzu, potem skrzypienie schodów.
Odwrócił się na drugi bok, naciągnął na siebie starą, dziurawą narzutę pełniącą funkcje koca i zamknął oczy.


komentarze
avatar zabij.ze.mną
zabijzemnao2.pl
2008-10-20, 14:57:22:
mechanik liryczny
"W słabej, czerwonawej poświacie drobna, zgrabna sylwetka kończyła właśnie zakładać buty,[Kropka] sięgnęła po walającą się po podłodze bluzę."
--
Kulecko, oklasky!

O utworze:

wyświetleń:583
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Kyo
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.