avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


19 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Kyo
Faszystowska Świńska Świnia[tm]
opowiadania
dodano:
3 września 2008, 01:24:15


Wola Ojca - 3.

3.

Radio mruczało głosem Phila Collinsa.
Wciąż jeszcze czując pot zasychający na skórze, Marek patrzył na nieliczne, przesuwające się mozolnie za oknem chmury i bawił się lekko kręconymi włosami Agnieszki, której głowa spoczywała na jego udach. Miała zamknięte oczy, delikatnie rozchylone wargi. Ramiona odrzuciła do tyłu, za głowę, dzięki czemu jej kształtne, nieduże piersi przyjęły wyjątkowo kuszącą pozycję.
Trącił czubek jej nosa opuszkiem palca, błysnęła białymi ząbkami próbując od niechcenia go ugryźć, ale nie otworzyła oczu.
Obydwoje milczeli. Zawsze milczeli po zakończeniu, żadnych „kocham cię”, „było cudownie”, nic w tym stylu. Po prostu przytulali się, nadzy i spoceni, i milczeli. Kilkanaście minut, czasami dłużej.
Chmury jak bochny chleba. Bochen na bochnie. Czego innego spodziewać się po cholernej piekarni.
Agnieszka ruszała palcami bosych stóp do rytmu.
- Widziałem dzisiaj smarkulę wyżerającą batony w sklepie. – odezwał się w końcu Marek.
Milczała, czekając na koniec piosenki.
Otworzyła oczy, lekko oblizała wargi czubkiem języka.
- Znaczy się - kradła? – zapytała.
- Tak to przynajmniej wyglądało.
Położył dłoń na jej gładkim, gorącym brzuchu.
- I co, złapali ją?
Nachylił się i pocałował ją delikatnie w jedno oko, w drugie.
- Drapiesz... – mruknęła.
Wzruszył ramionami.
- Nie chciało mi się golić. Za późno się obudziłem.
Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- I co, może to moja wina?
- A niby czyja? Kto mi nie dawał spać w nocy?
Przeciągnęła się jak kot i obróciła się na bok, podpierając buzię ramieniem.
- Zawsze mam straszną ochotę, kiedy zbliża mi się okres.
- Wiem. – uśmiechnął się.
- Wiem, że wiesz. Ale do tej pory nie narzekałeś.
Parsknął śmiechem.
- A czy ja narzekam?
- Spróbowałbyś. – szepnęła groźnie – I co z tymi batonami?
Przesunął dłoń na jej biodra, zaczął delikatnie gładzić pośladki. Podciągnęła kolana, prężąc się pod jego dotykiem.
- Z jakimi batonami?
- Z kradzionymi batonami.
- A, tak. – uśmiechnął się, zmierzwił jej włosy dłonią – Znaczy się, nie złapali. Wiesz, to w ogóle trochę dziwnie wyglądało.
- Dlaczego dziwnie?
- Zupełnie jakby nikt jej nie widział. Nikt poza mną. Bo przecież w innym wypadku ochroniarze połamaliby jej ręce.
Przesunął czubkiem palca między jej pośladkami. Jęknęła cicho, wyprężyła się, poruszyła pupą.
- Przestań mnie kusić. – zamruczała.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Podobno masz ochotę?
- Kto ci niby tak powiedział? – zapytała, mrużąc oczy i wijąc się pod jego dotykiem.
- Podobno straszną?
- Podobno...
Poczuł jej wilgoć na palcach. Mruknęła, przywarła do jego dłoni.
- Marek...
- Słucham, Aguś?
Spojrzała na niego przymrużonymi oczami, płytko oddychając przez rozchylone usta.
- A ona ciebie... widziała?
- Chyba tak. Patrzyła na mnie. No, chyba na mnie.
Agnieszka jęknęła głośniej, uniosła nogę i położyła stopę na oparciu kanapy.
- Może to twój... wiesz, anioł stróż... – zamknęła oczy i westchnęła.
- Jasne. – odparł, nie przerywając, Marek – Każdy ateista musi w końcu spotkać w supermarkecie swojego anioła stróża.


komentarze
avatar zabij.ze.mną
zabijzemnao2.pl
2008-10-20, 14:54:22:
mechanik liryczny
"Wciąż jeszcze czując pot zasychający na skórze[Kropka] Marek patrzył na nieliczne, przesuwające się mozolnie za oknem chmury i bawił się lekko kręconymi włosami Agnieszki, której głowa spoczywała na jego udach. Miała zamknięte oczy, delikatnie rozchylone wargi. Ramiona odrzuciła do tyłu, za głowę, dzięki czemu jej kształtne, nieduże piersi przyjęły wyjątkowo kuszącą pozycję.
Trącił czubek jej nosa opuszkiem palca, błysnęła białymi ząbkami próbując od niechcenia go ugryźć, ale nie otworzyła oczu.
Obydwoje milczeli. Zawsze milczeli po zakończeniu, żadnych „kocham cię”, „było cudownie”, nic w tym stylu. Po prostu przytulali się, nadzy i spoceni, i milczeli. Kilkanaście minut, czasami dłużej. "
"opuszkiem palca" - nie widzi mi się to.

"podpierając buzię ramieniem."
głowę,twarz,brodę

"Każdy ateista musi w końcu spotkać w supermarkecie swojego anioła stróża." - bdb
--
Kulecko, oklasky!

O utworze:

wyświetleń:595
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Kyo
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.