avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


29 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Kyo
Faszystowska Świńska Świnia[tm]
opowiadania
dodano:
3 września 2008, 01:23:45


Wola Ojca - 2.

2.

Agnieszka grała.
W samym podkoszulku i majtkach siedziała po turecku na podłodze z padem w dłoniach, wpatrzona w ekran telewizora. Na uszach solidne, czarne słuchawki Philipsa, nawet nie usłyszała, kiedy Marek otworzył drzwi.
Położył siatki z zakupami na stole w kuchni, ściągnął buty (zawsze tępiła go za tę właśnie ko-lejność) i wszedł do pokoju. Rozwiązał krawat, rzucił go na uchylone drzwi szafy, rozpinając koszulę usiadł na łóżku za plecami Agnieszki. Przyglądał się przez chwilę jak prowadzona przez nią postać próbuje wychylić się zza rogu ulicy, za każdym razem wywołując intensywny ostrzał przyczajonych za barykadą przeciwników, wreszcie otrzymawszy o jedno trafienie za dużo, pada na ziemię.
- Kurwa mać. – szepnęła Agnieszka i uderzyła się gniewnie padem po udzie.
Nachylił się i pocałował ją w czubek głowy. Podskoczyła.
- Nie rób tak! – krzyknęła – Tyle razy cię prosiłam, chcesz żebym dostała zawału, czy co?
- Szybciej dostaniesz od tego. – wskazał dłonią telewizor i konsolę.
Zdjęła słuchawki, podeszła do niego na kolanach i pocałowała go w usta. Długo, namiętnie. Smakowała malinami.
- Jesteś głodny? – zapytała w końcu, wciąż obejmując go ramionami.
- Trochę. – odpowiedział – Cholerny upał, żyć się odechciewa.
Ruchem głowy wskazała szeroko otwarte okno, przez które dobiegała jakaś hip-hopowa piosenka, zapewne ta sama, którą ostatnio puszczało bez przerwy nastoletnie potomstwo sąsiadów z dołu. Chociaż może było to i kilka piosenek, ale w świadomości Marka i tak wszystkie zlewały się w jeden, doskonale beznadziejny kawałek.
- Zrobiłam przeciąg, ale nie bardzo pomaga.
- Bo wcale nie ma wiatru.
Uśmiechnęła się.
- Nastawić ci zupę?
Pocałował ją w czoło. Zamruczała jak kot.
- Sam sobie nastawię. Baw się.
Podniósł się, potargał jej pieszczotliwie włosy i poszedł do kuchni. Garnek z pieczarkową stał na kuchence, ale był chłodny.
- Jadłaś? Aga?
Nie doczekał się odpowiedzi. Widocznie pad powrócił do łask.
Rozpakował siatki, przeniósł zakupy do lodówki. Nalał sobie talerz letniej zupy i usiadł przy stole.
- Aga..? – spróbował raz jeszcze, i ponownie bez skutku.
Zupa okazała się zupełnie niesłona. Co wydało mu się nieco dziwne, jako że jeszcze wczoraj była odpowiednia.
Sięgnął po solniczkę.
I chociaż wydawało mu się, że wsypał ilość co najmniej wystarczającą, zupa ciągle była niesłona.
Także z kolejną porcją soli.
Może coś nie tak z tą cholerną solą?
Odkręcił zakrętkę solniczki. Sól okazała się słona. Jak zwykła sól.
Wsypał do zupy połowę zawartości solniczki.
Nie pomogło.
- Co ty robisz?
Agnieszka stała w drzwiach kuchni, oparta o framugę. Przypatrywała mu się badawczo.
- Chodź, spróbuj. – powiedział.
Wzruszyła ramionami.
Wzięła jego łyżkę i spróbowała. Zakrztusiła się, zakryła usta dłonią, łzy stanęły jej w oczach.
- Zwa...riowałeś?! – stęknęła.
- Słona? – zdziwił się.
- A co, nie czujesz? Sama sól.
Zabrał jej łyżkę.
Zupełnie, jakby prawie pusta solniczka była złudzeniem: nie poczuł żadnej różnicy.
Spojrzał na Agnieszkę, która przyglądała mu się badawczo, ciągle trzymając dłoń przy ustach. Uwielbiał jej dłonie. Szczególnie teraz, kiedy wyraźnie mógł dostrzec sterczące sutki napinające bawełnę podkoszulka.
Odsunął talerz. Przyciągnął ją do siebie i ugryzł lekko w wierzch dłoni, podczas gdy jego ręce powędrowały na jej plecy i pośladki. Jęknęła cicho i spróbowała się uwolnić, ale iskierki w jej brązowych oczach zdradzały, że zrobiła to raczej dla samej zasady niźli faktycznego efektu.


komentarze
avatar zabij.ze.mną
zabijzemnao2.pl
2008-10-20, 14:49:08:
mechanik liryczny
"Na uszach solidne, czarne słuchawki Philipsa,[Kropka] nawet nie usłyszała, kiedy Marek otworzył drzwi."
Bez "nawet".

"ko-lejność"
zamierzone?

"Rozwiązał krawat,[Kropka] rzucił go na uchylone drzwi szafy,[Kropka] rozpinając koszulę usiadł na łóżku za plecami Agnieszki."

--
Kulecko, oklasky!

O utworze:

wyświetleń:543
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Kyo
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.