wezbrany żal podchodzi do gardła snu zachłanne młynki nocy
mielą ciała w złowrogi pył
posępne myśli
rozwarstwieją prostokąty ciszy na dwoje
jestem zaledwie połową
tratwa łóżka dryfuje bez celu
po oceanie podłogi
pustka wyziera z lewego boku
w rozpadlinie prześcieradła
harpie (...)
Oswajam słowa
czasem zdają sie być mi całkiem posłuszne.
Przelewam je wtedy bez wysiłku,
ciągną jedno za drugim,
w spójnym, niekończącym się strumieniu.
Ustawiają się zgodnie w zwartym szyku,
jakby każde z nich wiedziało z góry,
obok którego ma stanąc.
Panuje niemal całkowity ład i harmonia.(...)