Barbara Mazurkiewicz
w w w . j e s t - l i r y c z n i e . a r t . p l


spis treści

kołysanka
Każdą porą
My
Gdzieś obok
Czas staje na progu, patrząc w oczy
Życie trwa tyle, co taniec
Grawitacja
Pieśń dla ciebie
Drzewa mają korzenie, abyśmy mieli dokąd wracać
Zapadną śpiewy w zaspach
Przed snem, widzę rozstanie
Między prawdą a Bożym narodzeniem
Znieruchomiała przestrzeń nie pozwala zawrócić
Wiersz dla dziewczynki
Nic się nie dzieje bez przyczyny
Przesilenie
Z popiołu powstanę płomienna
Przygotowana
Ci sza
Nostalgie małego żywota
Posłuchajcie co mówią łubiny
Zmienności I
Zmienności II
Zmienności III
Śpią już motyle
Nie wiem dlaczego
Kiedy
znowu ta podróż po migających peronach
W dwadzieścia kilka mgnień
Tchnieniem
Zaciągnę żaluzję, tak będzie łatwiej
Za szpitalnym oknem
I spełniło się
Gryzą się we mnie niebiesko-żółte kwiaty
>>Rodzicom<<
ZARZUELA II
*korzeń jest jeden, choć liści tysiące*
Dziewczyna z plakatu
zanim odejdę
W przerwie między wyborem
FIKUŚna bajka
Co widział las
Racja bytu
K_cha_ka
Zanim dostaniesz bilet na Księżyc


kołysanka

mrok kładzie się ścieżkami spać
nie wierząc, że biały jest świat.
mróz skrzypi bajecznie
kra, krę mija-
kreśląc rysy na diamencie.

to nic, że pada śnieg,
mamy tylko siebie-
siebie tylko mamy
i to wystarczy
na zimowy sen.

wyczarujesz mi gwiazdy
patrzące przytomnie.
ciepły oddech i dotyk jedwabny.
wyczarujesz miłość-
kreśląc rysy na diamencie

to nic, że pada śnieg,
mamy tylko siebie-
siebie tylko mamy
i to wystarczy
na zimowy sen.

BaMa

3 stycznia 2010 r.


* * *

Każdą porą



O zmierzchu zawsze wychodzę, przed wrota, przed wierzeje,
I długo czekam, i patrzę długo. Ale tylko niebo sinieje.

„Czekanie” Jerzy Liebert

Przychodzę popatrzeć na dom;
tak bardzo postarzał się oszpecony pustką.
Białe (o)płatki dokarmiają zgłodniałe okna
jak niemowlęta.


Naprawiam rozżalone zabawki,
porzucone rękami dziecka.
Odchodzę sadem ubrana na biało,
a ze mną drzewa.


BaMa

12 sty 10


* * *

My

z domu pogubionych lubaczowian.
Syn kochanki Norwida,
córka służącej Potockich.
Za naszą i waszą - ojców walecznych

Unitki, szkaplerzne ciotki,
ci, co uczyli rysować Chrystusa
- pytali o nazwy pochodne.

Tu jest to miejsce, gdzie ścisza się głos;
pisząc nikomu potrzebne wiersze
i wymyśla na podobieństwo kamienia.

nie powiadaj że nikt cię
nie chce gdyż jesteś o wiele bardziej
słodki aniżeli wiatr który sam siebie wyssie
E.T- Dycki


13 styczeń 2010r.

BaMa


* * *

Gdzieś obok



Jej opowieści to nie tylko pamiątki
z Boliwii.
Podobno przyjaciel nie żyje,
co cicho uderzał w okolice piersi –
skrzydłem anioła.

Zatrzymuje
kilka sepiowych zdjęć;
trzeba było się o nie kiedyś kłócić-
jak o prawa prostego człowieka.
Siedem lat szeptanych zaklęć.

Przyglądała się bezludnym twarzom-
od otwarcia do swędzenia oczu.
Szarpiąc się z resztkami oddechu
by ogarnąć wszystko.

Ma swoje światło, co skrada się
pod drzwiami, a przez dziurawy
sweter wypatruje szczęścia.


BaMa

16 grudzień 2009r.


* * *

Czas staje na progu, patrząc w oczy


To mogły być tylko dzikie Bieszczady
uchwycone na lasso. W ogromnym fiolecie
syczały węże, a może pożądanie?
kiedy pieczętował jej piersi i brzuch
swoimi wargami.

Zawstydzone wzgórza chowały głowy
we mgle. Dzień schodził do nocy, a świerszcze
odprawiały wieczorne nabożeństwa.

Wszystko było ważne; złowione pstrągi,
smak pierogów z patelni, skręcane róże z liści.
Teraz nasłuchują jak oddycha cisza…

BaMa


* * *

Życie trwa tyle, co taniec

*

w ciemności pustej chłodnej sali
samotnie siedzieć gdy rozum spokojnie gwarzy
w oku marmurów mgła i krople toczą się po twarzy
Zbigniew Herbert
„CZUŁOŚĆ”


*


Nikt w okolicy nie wie, że zapisałam się na kurs
latania o jednym skrzydle. Wśród kilku pięter
trudno jest oddychać bez komendy, gdy ulotność
podpięta pod prąd zimnego powietrza.

Jakieś światło tnie rozkołysanego motyla.
Boli tu, gdzie była dusza. Są ważniejsze rzeczy,
niż szukanie zimą w szpitalach wiersza.
Dlaczego nie odlatuje? do diabła z motylami!

Zaczynam pachnieć eterem, czuję napiętą
gładkość. Sterylnie, coraz ciszej, ciszej
rozchodzą się po kątach chore pacierze.
Zdejmują ze mnie pierwszą skórę.

Taniec, a może berek życia ze śmiercią,
wygra palców precyzja. Niczym ostatnia
wieczerza – krew i ciało. Po co te noże. Stop!
Nie boję się kochać, póki mam serce.


* * *

Grawitacja


Dziś, kiedy jesteśmy razem,
Odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?


„Nic dwa razy” W. Szymborska


* * *

Uwielbiam zrzucać winy,
jak całodzienne ubranie.
Być naga, mówić do siebie,
oskarżać i wybaczać.

A ty milczysz swą mądrością,
nie widzisz jak pęcznieją usta
wezbraną wodą. Od dawna szykuję
nieprzemakalny płaszcz
- na wypadek spadania słów.

Cały ten żywioł, wyznacza nowe koryta.
Zamiast mostu, stawiasz graniczny słup.
Pozostało jeszcze wyjście awaryjne
- z piętra na złamany kark.

BaMa

2010-02-11


* * *

Pieśń dla ciebie

Jak nie kochać cię zimą
w sukni tamtego lata.
Chociaż szron włosy maluje
i myśli zawraca.


Jak nie kochać cię zimą,
kiedy ciepłą kołdrą otulasz
- niczym księżyc zaspany w chmurach.

Jak nie kochać cię zimą,
w liściach śniegiem zasypanych.
Jak nie wracać do ciebie kochany.

BaMa

18 stycznia 2010


* * *

Drzewa mają korzenie, abyśmy mieli dokąd wracać

Alicji C.

[prawo]Cnota nie daje szczęścia, ale uczy,
jak z niego korzystać, słuchając jej głosu

/ Heraklit z Efezu [/prawo]



[lewo]W oddali paliło się ognisko,
słychać było rytmiczne dźwięki bębnów i śpiew.
Raz ciszej, raz głośniej; zmienny był ten wiatr.

Stała na werandzie, wytężając wzrok
(jakby łowiła myśli zza horyzontu)
- wszystko takie odległe, na wyrost.

Wygnana z raju znacznie wcześniej
niż inne dziewczęta
("C" nie czyta się zamiennie
między prawdą a polszczyzną).

Weszła do swojego pokoju
i kopnęła niedopiętą walizkę.
(zawsze z tym czekała do ostatniej chwili)
Zabrała to, w czym jej było do twarzy.[/lewo]


* * *

Zapadną śpiewy w zaspach

Dogasły paleniska i woda przestała dymić.
A wszystko gadało;
wiatr, drzewa, rozległe pola dzikich krzewów
nawet kamienie. Znikły cienie kobiet
z koszami pełnymi szupinek. Słońce zasklepiło
się za horyzontem jak ogromna rana.

Było nam
Ta da, ta dana


Skończyło się, kiedy księżyc zamarzł
- dryfując w jeziorze. Mróz przenikliwie
zatrzeszczał, ponacinał usta kochankom.
Zawyły wilki na posiwiałej łące,
gdzie pasły się kiedyś strofy.

Było
Ta da, ta dana


Zdarzyło się naprawdę, nie na niby.
Za wcześnie posprzątali. Jeszcze po nas
zaścielą łóżka - nie swoimi rękami.
Uniosą się spłoszone prześcieradła,
które rano wyniosą ciała.
My? Zapadniemy w sen,
jak zapada się w zaspach.

Ta da, ta



Wrzesień - 2008


BaMa


* * *

Przed snem, widzę rozstanie

[prawo]Chroń, Panie, wątłą mojej duszy zieleń ...
L.Staff[/prawo]

*

Moje życie jak światło, które zanika
w bezdźwięcznych obrazach.
Cieniem skulona, staję się coraz
bardziej oszczędna - tworząc proces
spadania.
Nie zauważasz, że zostało nas
jeszcze na kilka spacerów.
Sypiam z otwartymi oczami;
aby nie przegapić czego dawno już nie ma.

Milczysz niczym święty, kiedy próbuję
zamknąć w oczach zimne kolory,
jak obiady na które się spóźniasz.
I nie chowaj przede mną rąk w kieszeniach.
Z tego co mi dałeś,
buduję pomnik na godzinę rozstania.

BaMa


* * *

Między prawdą a Bożym narodzeniem


Wtapia się w fotel z szydełkową robótką
/prosty ścieg, za oknem sople/ -
obok wyblakłe zdjęcie, które
zatrzymało ich w kościele.

Po półwieczu, nic nie jest jak było, więc
zaprzyjaźnia się z kurzem na półkach,
zapachem starej szafy i nieposłanym łóżkiem.
Spisała kilka rzeczy - nie wie dlaczego
w piasku i deszczu widzi twarz Boga.

Mylą jej się daty,imiona - drażnią
tamtą pamięć, co szemrze jak morze.
W zaparte idzie czas, świerk straszy
resztkami igieł.


* * *

Znieruchomiała przestrzeń nie pozwala zawrócić

tamtej dziewczynce z kciukiem w buzi.
Odepchniętej ze zdjęcia pozostał sepiowy berecik.
Bolały puste ramiona wyciągane z krzykiem.

Klęczała w niekochanych kątach
przeganiając z siedlisk patyczaki.

Nie wychodź, nie otwieraj, Cyganie
porywają, czatuje kominiarz.


Drżała i bladła, czekając na powrót żyjących.
Wrastała w obrazy zza okien

dzieci wypychały drewniane motyle na bruk.
Nad głowami wirowały baloniki.
Nie wiadomo dlaczego głupi Stasiu obrywał łebki zośkom
a ten pijany od zawsze odgrażał się dookoła.

Aniele stróżu tylko mój, ty przy mnie stój,
nie odchodź, bo spadnę myszom na pożarcie.


Zmieniły się obrazy jarmarcznego
poniedziałku nie objąłby żaden fotograf.



BaMa

2010-02-22


* * *

Wiersz dla dziewczynki

Nie otwieraj, nie wychodź - Cyganie porywają, a za kominem
na niegrzeczne dzieci czatuje pliszok. Drżała, czekając
na domowników: Aniele Boży, stróżu mój, ty przy mnie uklęknij,
tu, w kąciku, bądź!.


Gwar - wśród drzew wirowały baloniki, dzieci klekotały
drewnianymi motylami. Pijany Stach odgrażał się:
Za blisko nie podchodźcie, bo oddam myszom na pożarcie!

Nie ma jej, wśród biegnących z żabami, wyskrobanymi patyczkiem
z bruku. Na fotografii dumnie sterczy antenka
znienawidzonego beretu - dziś w kolorze sepii.


wiersz do wiersza - Znieruchomiała przestrzeń nie pozwala zawrócić


* * *

Nic się nie dzieje bez przyczyny

nocą, kiedy trudno o sen; zawieszam myśli na żyrandolu,
ukrywam pod poduszką albo pozwalam im krążyć po sypialni.
Wracają znajomo przytulne jakby skreślone z grafiku na jutro.
Przyklękają przy łóżku jak stare kobiety proszą o dobrą śmierć.

Moje myśli różnią się tym, że kiedy płaczę przemykają
chyłkiem obok albo zastygają w ogłupiałym rozdarciu.
Niekiedy uczą cierpliwości, zamieniają się na gesty.
Jedna drugą prześwieca; być może dlatego rzucają cienie.

Trudno o sen, kiedy bredzą i nietrudno zgadnąć,
że jedna pójdzie górą, druga doliną.
Osłupiałe oczy wdzierają się w ciemność.
Ogarniam pamięcią; stół, szafę i okno,
a za nim, białe płatki śniegu.


* * *

Przesilenie

Szary, zaspany marzec. Niebo rozdziawiło
paszczę jakby chciało odejść z chmurami.
Ludzie wpadają w kałuże i pod samochody.
Ktoś za złe prognozy w bójce stracił kolejny
ząb. Znowu ta krecia robota - drąży na oślep.

Na deszczowej namierzam zgarbione sylwetki-
noszą parasole przez okrągły rok. W strugach
świateł reflektorów mrużą oczy jakby szukali
zwodzonych mostów. Powietrze skrapla się
coraz bardziej, podnosi stan wody. Zima

spływa do studzienek. Te same roztopy, zapach
deszczu. Kiedy ziemia w negliżu i wiatr zdziera
skórę - mocniej uderza dzwon. Jakaś siła prze
fiolet i zielone; nie każdą porą mogą zakwitać
ogrody. Pękają skały, otwierają się pąki i parasole.

BaMa

2010-03-01


* * *

Z popiołu powstanę płomienna

Nie upilnujesz mnie,
znowu podeptałam całun.
Czyżbym wzbudzała strach?

Grzechy jak nietoperze zawisły
mysią głową w dół.
Dlaczego ich nie pojmuję,
jestem jak nirwana.

Po mistrzowsku umieram -
diablo rzeczywiście.
Dają w pysk i każą drogo płacić.
Za dotyk i krew.
Wracam
w tą samą skórę i krzyk.

Ona patrzy spod kościanego kaptura.
Żarłoczna szata powiewa.

BaMa

2010-03-05


* * *

Przygotowana


Zapisałam się na kurs latania - trudno oddychać pod prąd
ostrego powietrza. Na oddziale rozpylili eter, bo w szpitalu,
żeby wybudzić sterylne myśli, zawsze coś, kogoś boli.

Światło rozetnie skrzydło ćmy, gdy wszystkie ważne sprawy oddam
w precyzyjne palce, które z miłością obejmą bezwładne ciało
.

Jeszcze tylko ostatnia wieczerza - dwie kanapki z serem
i czopki glicerynowe, potem post: sza! proszę, zabierzcie
nóż, poczekajcie chwilę. Odlecę, zanim ludzie w maskach
najczulej otulą mnie pierwszą warstwą gazy.


* * *

Ci sza

Pawłowi

Jeździłeś autobusami targając książki.
I tak od lat paru; potem chciałeś umrzeć
na rękach matki w długim korytarzu.

W aparacie słuchowym ze śpiewem
nadlatują ptaki. Widzisz wyraźniej,
gdy słowa cichną.

Klatka, migawka, stop; to już bez znaczenia.
Zawracasz, tuż przed otwartymi drzwiami.
Najlepiej znajdujesz się za firanką,
w mokrych światłach.

BaMa

11 listopada 2009r.


* * *

Nostalgie małego żywota



Zabierała go na spacer
wzdłuż duktu kolejowego, rzeki.

Te maluchy to taka zaraza na drodze.
Niewidzialny tato nie będzie
nas robił w jednego konia
a kiedy listonosz przyniesie rentę,
pójdziemy na spacer miastem.
Pokażę ten sam napis, co na lodówce.
Kupisz nową krzyżówkę,
ja tylko oglądnę resoraki.


Dbała o kruche piękno.
Wyobrażał samochody,
jeździł nimi w swoich snach.

Będę bogatym glancusiem
- niczym wujek Marek z Ameryki;
ty nie będziesz mi już potrzebna,
kupię traktor z przyczepą zabawek,
zawiozę was do domu dziecka
.


Skurczyła się, wyczekuje na listy i syna.
Przyleci gościnnie,
usiądzie
na grobie.

BaMa

2010-03-09


* * *

Posłuchajcie co mówią łubiny

Często wbijam wzrok w ziemię
tam gdzie spoczywasz
razem z moją matką –
myślę, że wiem kim byłeś.

Stepy Wołynia wciąż pamiętają lemiesz i konie,
które nosiły cię do zmierzchu po ciężkich ugorach.
U twego boku kobieta sierpem do snu układała łubin,
wieczorem kolacja – czarna kawa, postny chleb;
to mogła być moja babcia.

Ulatnia się zapach waleriany, topnieją zimy.
Gdzieś za rogiem czają się wspomnienia;
mijają noce czarne jak zapamiętane strofy.
Nie wybieram przeznaczenia - skąd te sińce?

BaMa


* * *

Zmienności I

/z cyklu – spacer po Ring of Kerry /

Pozwólcie, że powiem w kilku słowach o
zbyt zimnym, wilgotnym irlandzkim świecie.
Dotarłam promem, ze spojrzeniem bardzo poważnym
- jak ostatnim w matczyne oczy. Zdawało się,
że trzymanie wyznaczonych zasad, może być doskonałe
w tworzeniu ego. Dobrze, że noszę ciemne okulary –

Bóg by powiedział - otrzyj łzy. Ot, odezwała się
złośliwość losu. Alki przekrzykują wszelkie dźwięki.
Tutejsze gwiazdy jak pochodnie rozświetlają nadżarte nabrzeża.
Kraj jakich wiele; pełen dróg i mostów, kamieni z kamienia.
Leworęczni ludzie z którymi przyszło żyć w udziale -
pachną tabaką i naftaliną.

Mówią o solidarności naszego narodu. Jest; na meczu
Polska – Irlandia. Odeszli, ucichły rozpalone gardła, czas
znowu spauzował. Po paru dniach nie jest mi do śmiechu.
Szare niebo wbija się w skronie.
Pada.


BaMa

2010-03-11

http://annawwalii.files.wordpress.com/2009/05/port1.jpg


* * *

Zmienności II

/z cyklu – spacer po Ring of Kerry /

Nie da się uniknąć myślenia o tobie.
Kształty przylegają do kształtów.
Światła, które nie sposób rozstrzelić.

Zachód po niewłaściwej stronie,
nadciąga cholerny ziąb. Febra tłoczy
wolniej krew, przegryzam wargi
kiedy chcę coś powiedzieć.

Tracę głos, ocean napiera.
Pęcznieją przybrzeżne widma, pachną
deszczem. Wiatr próbuje powyrywać
trawy i moje włosy.

Mogę cię stworzyć z korzeni,
z walijskich wzgórz. Z zapartym
oddechem, bez skinienia ręką.
Wybacz, że będziesz inny.

BaMa

2010-03-10

http://www.irgot.cz/data/USR_001_PICTURES/The_Burren1.jpg



* * *

Zmienności III

/z cyklu –spacer po Ring of Kerry /

Żołądek skurczył się z powodu braku
snu i wzmożony nałogiem.
Serozielony księżyc znów śledzi
ranną trasę. Przyszłość przepadła
w mijanych jardach. Smutno. Trawy
kładą się do stóp. Ocean zlizuje skały

łatwo, nieodwracalnie. Odeszłam,
gdzie chmury zakwitają zbyt niebiesko –
w niedzielę dwa razy budzi je dzwon.
Patryc ponad zimną ławką z twarzą i
rękoma sztywnymi od świętości.
Katedra przesyła ciemność.
Milczenie.



Ba Ma

2010-03-13

http://taita.nazwa.pl/blog/cashel/4.jpg


* * *

Śpią już motyle

Obraz ten miał być rozpięty
przez całe życie –
zamknięty w ramach.
Jestem jak wyschnięte drzewo,
drzazgami poranione ciało.

Przywołuję kolory dzieciństwa,
gdy uczono latać bez skrzydeł
- za małe istnienie.
Z różowych nadgarstków
umknęły marzenia.

Teraz uderza tylko wiązka światła,
przed którą nie muszę się zasłaniać.


BaMa

8 listopada 2009r.


* * *

Nie wiem dlaczego

uciekałeś do portowych burdeli Buenos Aires.
Wplatałeś we włosy kwiaty lotosu – taką kochałeś
tamtego lata . Ni stąd ni zowąd; zabierasz
ostatnią koszulę i obrazy malowane
wspólnie latami.

Pusty brzuch - nie ma cię już we mnie.
Sączę koniak, wykręcam zawiłe figury ześlizgując się
z siebie. Cucą dżinem, orkiestra gra tylko dla żywych.
Cena za życia - rozbita jak weselny kryształ.

BaMa


2009-07-07



* * *

Kiedy

dni dopalały się zachodami - odgadywałam życie.
Czytałam gwiazdy i w kawiarniach gazety.
Spotkałam kiedyś pana przy Nowym Świecie,
może jeszcze dalej / gdzieś na uboczu /.

Uśmiechnąłeś się szeroko, zapytałeś o zdrowie;
z niedowierzaniem rozejrzałam się dookoła
- do mnie?

Dokonałam wyboru, ciąg dalszy
nastąpił. Nie było buntu, czas się zakrzywił,
przestrzeń stała się bardziej wyraźna.

W jednej chwili wszystko zamarzło.
Przykrył nas śnieg.


25 Listopada 2008r.

BaMa



* * *

znowu ta podróż po migających peronach

w Cambridge, nawet kot wie, że budując
na piasku, można stracić wszystko
.
to porzekadło ma się nijak
do ogółu zasad i nakazów-
jak nie poeta, to bezrobotny.
i komu tu powiedzieć; jebu twoju…
/po naszemu słów kilka /,

skopią ci zaraz święty spokój.
białe ma być białe, a nie kredowe pustaki
oddzielone orogenezami /ot, wymyśliła
ze szczerbatym uśmiechem/. komety
mają warkocze - jest za co pociągać albo, co
pleść.
coroczny bilans końcowy pieprzy się. normy
ledwo stoją na nogach, jak pijący za sklepem
mamrota. nie wiem kto bardziej potłuczony-
oni, czy ja znowu na walizkach.

nie można tego ogarnąć na trzeźwo
sic!

BaMa

2009-11-09


* * *

W dwadzieścia kilka mgnień

wyrwałeś się z zamkniętych objęć.
Przecież dawałam pewność matki
i spokój czterech ścian.
O nic nie pytam, jedynie co słychać na ziemi obcej.
Znam dorastanie i wszystkie sny na pamięć.

Nadszedł czas na porządki w szczątkach
zanim słowa wrosną korzeniami.
Oto ja służebnica,
z grymasem niewyspanej troski.
Sięgam tylko do twoich ramion

- przesypuję nieszczęsną klepsydrę.

BaMa

27 października 2009r.


* * *

Tchnieniem

Płynę czytać bekowiska jeleni biegnących przez wieczór
i wiosny błękitne.

K.K. Baczyński
*
Wiosną w górach nie ma nikogo,
tam rodzą się tylko poeci.
Na halach, wietrze i barwinku.
Malują twarze jak motyle
i odbijają się w wodzie nieba.

Nie sieją, nie orzą, nie przesuwają kamieni
ale kiedy słońce wysypuje się jak cukier;
zastygają słodko w żółci mniszka - robią miód.

Wariactwem można nazwać związek
przestrzeni ze słowem.

BaMa


* * *

Zaciągnę żaluzję, tak będzie łatwiej

Zapewniałeś, że lubisz moje wschody a wysiadłeś
prawie w biegu. Stacja za stacją tracę ostrość
widzenia – nie wiem czy to horyzont czerwony
czy myśli, które nie dają zasnąć. Na przemian

stukot i cisza, coraz dalej od ciebie. Trwam
w własnym bezruchu wlepiona w okno pędzącego
ekspresu. Ktoś chciał nawiązać rozmowę; po co
odtwarzać, po co wracać tam gdzie jeden ręcznik

jedna szczoteczka do zębów. Poczekam aż odparuje
z szyby twoje imię, podejmę dialog choć wiem, że
nie potrafię tak brać z marszu nie znając stacji docelowej.


* * *

Za szpitalnym oknem

– bezczas. Usypuje się ziemia, kiedy próbuję
zdjąć horyzont. Myśli, które rzeźbiły sklepienie
spadają teraz z piątego pietra.

Tutaj odkrywam prawdy nieludzkich snów.
Więc nie oskarżaj mnie, że rzadko miewam serce
- nawet nie pamiętam gdzie je zapodziałam.

Wypalam się inskrypcją suchych traw
- proporcjonalnie do przebudzeń. Dorastam
do zamyśleń gdy zza dziurawych dłoni
umyka niejedna modlitwa.

Paradoksem życie uchodzi

BaMa

Przemyśl, w marcu 2010


* * *

I spełniło się

o baranku wielkanocnym
odkąd zjeżył się owies,
skurczyło pisklę
a za kamieniem ukrył człowiek.

Trzeciego dnia wsiąknął w biel -
przechodząc wiśniowym sadem.


* * *

Gryzą się we mnie niebiesko-żółte kwiaty

Jej grób(przykryty płytą z czarnego bazaltu) powierzam
Małej Teresie – Świętej z Lisieux. Odjeżdżam,
bardziej niepewna i obca choć jest niedziela
ubrana w znajome, kolorowe jubki i kacabajki.

Zimno, ktoś wciska się z tobołkami, krzyczy nieludzko.
Autobus (więcej towaru niż pasażerów) ledwie się
telepie, złośliwie zahacza o każdą dziurę. Nie mogę

spokojnie wypić coli. Podobni ludzie, podobne
domy – a jednak coś jest nie tak; na widok
szaletu obok mijanej katedry dławię się chałwą.

BaMa



11 Października 2009r


* * *

>>Rodzicom<<

w rocznicę śmierci



W zielonym sadzie westchnienie kukułki, dzięcioł
wykuwa nowe mieszkanie. Bzy, turkawki, motyle –
słońce musi wszystko wykarmić. Aby kwitła miłość;
ta obecna i przed wiekami - czysta jak poranne łzy ziemi.

Widziałam ich w oknie jak pelargonie; szczęść Boże
- sąsiedzi pozdrawiali. Biegałam na podmokłą łąkę
pozrywać kaczeńce z pachnącymi szuwarami. Wieczorem
siadaliśmy pod domem na ławce; słowem łamali
się ze mną jak chlebem - pisałam wiersze.

Nie zapomnę…

BaMa


* * *

ZARZUELA II

Nie miała ich wielu, zwabieni tajemnicą zapachu – odeszli, bo nie była dobrą kochanką.
Jeszcze świeże kwiaty po ostatnim. Nie świta; zespoliła wzrok ze wskazówkami przyszłości.
Czas zaczaił się, na razie skulony - nabiera sił by stać się niedoścignionym.

Próbuje go uśpić, oszukać. Myśli drążą, sypią sól na świeże rany -
zimną wodą rozpalają ogień.

Sama na polu bitwy.
Jest tyle rzeczy, których nie śmie powiedzieć
i tyle rzeczy, że nie dadzą się wypowiedzieć.

Nocą najlepiej wydobywa się stwierdzenia, łamie zakazy,
przywołuje, tajemniczo przechodzi przez cudze życie.

BaMa


* * *

*korzeń jest jeden, choć liści tysiące*

bratu Markowi w dniu urodzin


niezliczone ślady moich stóp
zwrócone są ku zachodom słońca
pod gwiazdką prowincjonalnego miasta
trudno jest zapamiętać sny w fragmentach
bez oznak czucia choćby zdziwienia

co u ciebie?

u nas wiosna znów wracają bociany
choć rzeka nie ta sama
a kaczeńce są resztkami po moim warkoczu
zrozum żadne dary nie ukoją tęsknoty

wrócisz
bo czereśnie dojrzewają tutaj inaczej
i grusza która chroniła od głodu
wybrałeś ojczyznę egzotycznych sadów

* * *

po raz szósty odleciały bociany
i stara rzeka pokryła się rzęsą
bo w drewutni została wędka
pogoń Lubaczów znowu przegrali
zapomniałeś drogę powrotną
odkąd za wielką wodą
ukryłeś swoją małą ojczyznę

milczysz
aby nie ranić siebie i nas
nie wystarczy tęsknić za chabrami
kiedy mróz na zewnątrz
tam jesteś tylko cyfrowym emigrantem
by się nauczyć nowego


BaMa


* * *

Dziewczyna z plakatu

Zawsze wyspana i zawsze młoda.
Wczesnorannym zgrzytem przewozu
pasażerów nieodświętnie codziennych
- zapatrzona bez ruchu, lecz odprowadza.

Ile to już razy spoglądał na nią
zanim zawiadowca dał znać by ruszył pociąg.
Z ciekawości i znajomości pomachał jej ręką
krzyknął – do widzenia!…dziewczyno moja (?)

BaMa

http://www.youtube.com/watch?v=l5UWXv3ubkk&feature=related


* * *

zanim odejdę

czy pozwolisz mi usnąć przy tobie?
poznać sen i usłyszeć szepty nocy
czystej jak chrzest
zanim zbudzi nas chłodem ranek

pozwól powracać kiedy chcę
a ty czekaj
i nie mów że nie ma nas
po prostu nie mów nic

czy pozwolisz raz jeszcze poczuć dreszcz?
niech gra
jak wiatr w osikowych gałęziach

milczysz
wiem, że wciąż jeszcze czas
będę ci światłem
co pieści ciało twoje
pozwól mi na tę ostatnią z prób


BaMa


* * *

W przerwie między wyborem

Mówią że nocy nie spojrzysz w oczy
gdy cykady tną ją na strzępy


Westchnęło klasyczne serce
Przybysza z wygwizdowa
W bezsennym pokoju
Z widokiem na reklamy
Do uprzykrzenia.

Wygląda jakby się zagubił
Z wielookim strachem na karku
Kciukiem w nosie
I paznokciem w zębach

Nie ma już siły
Uciekać przed potworem.
Skąd przyszedł zawstydzony
Noc w oczy mu zajrzała
I drogę zabiegła.

Schował głowę pod koc
Sterylnie odziany
Roześmiał się smutny
Zasnął nieufny i zziębnięty

BaMa


* * *

FIKUŚna bajka

Szedł Fik ścieżką, po zielonej łące
A właściwie kicał – jak to zające.
Chował się niemal pod każdym krzaczkiem
Bo był z natury płochliwym zwierzaczkiem.

Właśnie tego dnia - miś miał urodziny
Prezent przytaszczył nawet godziwy.
Od dni kilku tam się wybierał
Jagód mu nawet dzbanek uzbierał.

Przygód mnóstwo go spotkało
Od tego słuchania, aż mnie zatkało.
Opowiadał, że prawie chciał płakać
Kiedy to musiał przez płotek skakać.

To znowu przed czymś uciekał
Choćby dlatego, że piesek zaszczekał.
Wdrapał się nawet Fikuś na drzewo
Porozglądał - to w prawo, to w lewo.

Ponarzekał, że słońce dziś grzeje,
A tak w ogóle dużo się dzieje.
Pogadaliśmy, lecz tylko chwilkę
Śpieszył się na marchewkową bibkę

Nareszcie dotarł, do misia domu
Tak nie poświęcił się jeszcze nikomu.
Życzenia złożył, prezent darował
Żegnając się z kolegą, dalej wędrował.

Kiedy ruszył łąką w powrotną drogę
Spotkał przyjaciółkę stonogę
Opowiadał jej - radosny cały
Jak to niedźwiadka, do góry rzucały.


Oj, hucznie u Buma w chatce było
A, że soku litrami się upiło
Rankiem, zmęczony do chatki przybył
No i dzień cały z nocką pomylił.

BaMa


* * *

Co widział las



bólem zaprawione katyńskie dzieci
w krzyżach - grobowe milczenie.
ogromna wyrwa intelektualnych ciał.

przeklęta ziemio
dlaczego łakniesz polskiej krwi.
czy zakwitnie podobny kwiat?

BaMa

2010-04-11


* * *

Racja bytu

Dobrze, że nie patrzysz na mnie dzisiaj
synu. U ciebie łatwiej wywołać deszcz
niż łzy. Znalazłeś wygodniejsze miejsce
od fotografii na biurku - uśmiechasz się
jak zawsze, nawet kiedy śpisz. Nie pytasz

co u mnie; coraz trudniej połykam powietrze
i jakby mgła nie chciała opaść na ziemię –
rozmywam się. Drżą bledsze od kartek ręce,
być może to serce wystukuje ten rytm.
Mam tyle do powiedzenia, więc piszę

niewysłane do ciebie listy Przestałam oddzielać
noce od świtu - odkąd brzemię nie wychodzi
poza nawias. W czym jestem gorsza od uciech
twojego świata. Nieuniknione, że będę odbiegać
od schematów.

BaMa


* * *

K_cha_ka

Lubili, kiedy wyłapywała ich ukradkowe spojrzenia. Nieraz
była kochanką. Chcieli mieć z nią dzieci – mogła być idealną
matką przez wszystkie godziny doby przytłoczona
nadmiarem obowiązków. Żaden płaszcz nie zawisł na wieszaku,
klamka nie zapadła. Póki co, odbarwia siwiznę. Może któryś

zapuka, zostanie na śniadanie i zobaczy, co ukrywa w niedzielę
pod szlafrokiem. To nie przypadek, że dietę dawkuje umiejętnie.
Myśl przed zmywakiem uderza.

BaMa


* * *

Zanim dostaniesz bilet na Księżyc

Tak spokojnie śpisz, kiedy ja chodzę
po Księżycu. Zasypuję ślady srebrnym
popiołem – bez żalu. Nikt się o nas
nie dowie, ani żona, ani mąż. Cicho
tutaj, tylko ja i moja wiara. Być może
duch czasu, ale mi się nie przygląda..

Patrzę na Ziemię, raczej tam nie wrócę.
Zbyt strome brzegi, byłam słabą rośliną
- uczepioną u skały. Nie czytaj moich wierszy,
nie wołaj ratunku. Za późno by trafić
do przekonania, że umarłam na krótko.

Kiedyś wypełniałam sobą odbicia,
przywierałam ciałem do twoich ust.
Teraz to bez różnicy, kiedy zapadasz
w zawiły, lunatyczny sen. Kolejna noc
pozbędzie się księżycowych kamieni
rzuconych w nieznaną stronę, aby jutra ubyło.


BaMa
21 luty 2009r.