Jutta
w w w . j e s t - l i r y c z n i e . a r t . p l


spis treści

Moja bezsenność
Liryczny Maj
Wirus
Ptaszek i spódnica
Niewidzialny
tato
oczarowanie
upadek
przebudzenie
larum
na zakręcie
rysa
uśmiech Perseusza
zapatrzenie
bukiet
od - do
duet
ad vocem
furia
trzy kolory
fortunat
Archanioł Rafał opuszczający Tobiasza
ostrokrzew
I ciągle widzę ich twarze *
granica
ostatni dzwonek
teleportacja
*** [powiedziałaś]
Taniec bez muzyki
O rzeczach najważniejszych
Doprowadzam się do porządku
Złudna świadomość
Nic już się nie zgadza
Wąż ukrył się w trawie
Los nie jest stały
Zwodzony most czyli chwila z poetą
Połamane wiosło
Łowca
Szczypta zamyśleń
Burka
Zaćma
Punkt przecięcia
Tam, gdzie las się odzywa
Rozproszenie
Detox
Versus Domini
Przestroga mistrza
Droga na koniec świata
Nie przepraszaj,
Jesień
Zaduszki
Łącznik
Epifania lub przebudzenie
Późna godzina
Spóźniony prezent
Pro-gram
Cyprys to drzewo smutku
Odprysk
Obcy


Moja bezsenność


Bezsenność rozprasza mrok.
Wyzwala początek myśli -
niewypowiedzianej.

Tworzy chimeryczną bestię,
pożerającą moje sny -
fatamorgany.

Wierna przyjaciółko nocy;
uśpij demony,
by słowo ciałem się stało.


* * *

Liryczny Maj

Idę cieniem białych brzóz,
przywołując wspomnienia
majowych konwalii
i nasz koncertowy walc.

W deszczu tonie siwy świat,
stroszy piórka mokry ptak.
Gałęzie drżące wilgocią,
zielone liście unoszą.

Powracam ciepłym deszczem,
kroków już nie mylę.
Na niebie samotna fregata,
wiatrem wiosennym płynie.


* * *

Wirus

Jestem uwolnioną myślą
wiatrem i muzyką drzew
piaskiem pod powieką
z obrazem dzieciństwa
skażona wirusem piękna
mogę być wszystkim


* * *

Ptaszek i spódnica

Mam cię ptaszku w swojej garści,
ruszysz-piórek się pozbędziesz.
Oczkiem patrzysz nic nie widząc,
dzióbek krzywisz tak parszywo.
Trzeba ci pazurki skrócić,
grzebiesz nimi w formie, treści,
jak pieprzeni dupokryci
z talibami w spódnicy.


* * *

Niewidzialny

pożegnałeś stary dom
przygaszonym wzrokiem
słowa i myśli poległy
w piaszczystym kurhanie
twoją opowieść kończy
niewidzialny błogi sen
czekasz - niebieskim
barwinkiem splątany
pachnę wonną melisą
dotykam ciepłych kamieni
spłowiałym cieniem okrywam
wspomnienia z dawnych lat



* * *

tato

fotografia ożywia cień
z obiecującym uśmiechem
śmiało patrzy w przyszłość

nie pamiętam ciepła twojej dłoni

samotność wygrywa gdy
liście akacji wróżą los
mogłeś inaczej

tyle rozmów niedokończonych

dzień po dniu
czekałam na ciebie
w sagi labiryntach

czas oddalił przeszkody
piaskiem przesypał lata
pytam nieśmiało

podasz rękę tato ?



* * *

oczarowanie

biała noc zagląda
w senne zaułki miasta

latarnie zdziwione
utraconym blaskiem
poszukują tarczy zegara

czuję jak

ciepła fala powietrza
podrywa do lotu
jasnoróżową północ

zawieszeni w ulotnych
pejzażach lata
siadamy na wieży


świt przenosi
w zieloność traw
kalecząc metafory


* * *

upadek

twoje chamstwo bierze
początek z mądrości
kończy na ciętym języku
pogardliwym dla innych

pokoleniowa klątwa Noego
przetrwała w ludzkiej słabości
chcesz być wolnym - nie potrafisz

sława dzwoni pękiem kluczy

szarym tłumem osaczony
stajesz się poetą

czy nim jesteś?

żale zostawiam na progu
przez uchylone drzwi w salonie
słyszę jak czytasz wiersze





* * *

przebudzenie

zwykły kawałek kory sosnowej
przywołuje obraz z dzieciństwa
łódeczki puszczanej w kałuży
z kawałkiem kasztana i chmury

mijają lata

łódź wpływa do cichej zatoki
zbyt wcześnie zarzucasz kotwicę
szarość wchłania

barbarzyńcy prowadzą wojny
zło wkrada się krok za krokiem
a ty nie widzisz nie czujesz

na stole kładziesz chleb i nóż
czynność codzienna bez tytułu

w ciemności pająk przędzie
siatkę zmarszczek nowych
cóż ci powiedzieć mogę

nie zapominaj o pięknie
w nim sens pokoleniowa siła
reszta - przemija


* * *

larum

ustawiono w szachownicę dwie
chorągwie skrzydlatej husarii
na flankach pojemne proporce
wieją na szyszak z piórem orlim

piewcy trzymają lśniące szable
na celne ostre cięcia strofy
koń już wybija się do skoku
na sygnał ruszył pierwszy szereg

duma i pycha zbiorą żniwo

polegnie rymów mglisty pejzaż
nie doliczysz skruszonych kopii

gaśnie łagodne światło ziemi


* * *

na zakręcie

żelazna brama prowadzi
podwórkiem do starej
kamienicy cuchnącej uryną
kotami przegniłą podłogą

krzyże dziurawych okien
dziwią się białym obłokom
patrzą na dzikie gołębie
których nie rozumieją

słychać kroki Szymona
wraca do swojej Itaki
bluzę z kapturem przewiesił
przez poręcz schodów

wczoraj miał własny kąt
dzisiaj wystarcza ruina
tylko kruk wygrywa z czasem

ten dom nie zaśnie
z niewyspania umrze
a on nie zapłacze w progu







* * *

rysa

nie jestem pewien
czy możesz zamknąć dzień
który o nic nie prosi

co zdarzy się gdy

języki ognia wyprostują
drogę pełną niezgody
spopielą niepotrzebną
żałość i miękkość słów

szukasz ciszy w ogrodzie
ale i tam stopy pielgrzymów
wypalą trawy

tylko miłość przeżyje


* * *

uśmiech Perseusza

podniebny herosie

uwolnij od wspomnień
bezbronną Andromedę

niech opuści ją żałość
a posłuszna pamięć odpłynie
w bezkresne ogrody

tylko wtedy

zagubiona mgławica
powierzy słowom kształt

i śpiew usłyszy
pomiędzy gwiazdami


* * *

zapatrzenie

światło powoli zaciera ślady
pejzaż jeszcze raz się ożywia
czas pożegnać
delikatne mgnienie

wydm falujących
czerwienią dzikiej róży
wpatrzonych zazdrośnie
w bursztynowe morze

tylko
białe latawce
kołują niespokojnym lotem

zrozumiałam że widzą wszystko

płonący horyzont
tworzący się cień
i samotny brzeg


* * *

bukiet

głębokim cieniem południa
słoneczna Toskania
ożywia zielone winnice

nęci

chwilą zadumy przy winie
finezją w lekkim bukiecie
pachnącym liściem wawrzynu

wargami oswajam słodycz
uśpioną w soczystych gronach
najdziwniejsze rosną słowa

w zapomnieniu płyną chwile


* * *

od - do



stary parciany plecak
potrafi
zamknąć przestrzeń
od jawy do snu

milczą plamy
z pożółkłych traw

kieszeń spięta
kształtną odznaką
wypełnia pustkę

zaledwie

wczoraj wędrował
chłodzony wiatrem
bieszczadzkich połonin

na dnie kawałek ołówka

pisałeś?



* * *

duet

w otwartej dłoni szeleści
pięciopalczasty liść klonu
gładki jak japoński wachlarz
zdobiony szkarłatną nicią
którego niezwykłe piękno
odejdzie z powiewem chłodu

milczące drzewo potrząsa
słoneczną smugą w obłokach
wznosi się w podróż półsenną
ponad zgubionym listowiem

bezbronne opada cieniem
w stęsknione ramiona Demeter

ona zna cenę rozstania










* * *

ad vocem


zapożyczone wczoraj słowa
uleciały przez otwarte drzwi
nie wykarmisz ziarnem gorczycy
wiecznie głodnego demona

zabrakło pytań

jeszcze ostatnia mowa sędziego
i
nasze chwiejne cienie
oddzielą się z lękiem

na ławce pozostawiona
gazeta - czy twoja

nie wiem






* * *

furia

przybywa z jesiennym wiatrem
z gałęzią nagą na której
zasiądą drapieżne ptaki

uderza z podwójną mocą
w błyszczące dostojne cnoty
słowa zaplącze sznurkami
by nie tworzyły metafor

ubrane w liryczne strofy
odżyją dzięki natchnieniu
mistrzów - przepiękne i złudne

jakże uboga jestem - trudno


* * *

trzy kolory

niebieskie pola łubinów
prowadzą w dalekie progi
w pobliżu czeka walizka
skórzana - czas ją otworzyć

a Ty
cierpliwy jak Chłopiec z koszem
owoców włoskiego mistrza
w zielonym czuwasz ogrodzie

dzieląc się jabłkiem czerwonym
rozwijasz sekret tworzenia
żywego słowa z obrazem

przenikam do Struny światła
spokojna bo trud nie poszedł
na marne - ślady są wszędzie



* * *

fortunat

Ptak przeleciał przeze mnie, ptak,
i drzwi zostawił otwarte *

prowadzi

przez drobiny pyłu osiadłe
w szczelinie między wierszami

wybieram z księgi potrzebne
słowa chcę ukryć wrażliwą
tkankę Wielkiej Niedźwiedzicy

szeleszczą pożółkłe kartki
ostrożnie przykładam ucho
i
słyszę ciche brzęczenie pszczół
z mądrej czarnoleskiej lipy
czas żegnać Jana - kroplę

biorę dla siebie


* cytat z poezji Kazimierza Wierzyńskiego


* * *

Archanioł Rafał opuszczający Tobiasza


szkicujesz znane obrazy Mistrza
zapatrzony w ufne twarze spowite
miękkim światłocieniem posiadłeś
tajemnicę uzdrowienia wiarą

przedziwne są chwile zamyśleń

powiedz Rafale
dlaczego wchodzisz w moją skórę
byłem ślepy teraz wzrok podnoszę
wysoko czuję ten dotyk

zamykasz notatnik

w kafejce napijesz się kawy
z muzami Euterpe i Kalliope


* * *

ostrokrzew

ulotne są zmrożone myśli
wplecione w czerwone jagody
mają wszystko czego potrzebuję
wzloty pasje i niepokoje

ciernisty krzew pomaga światłem
wybrać drogę płochliwym słowom

nawet teraz

wskazówki zegara odwiecznym
rytmem zmieniają dekoracje
nie poznamy swojej wartości
żyjąc w odmiennych godzinach

poczekam - nie zasnę



* * *

I ciągle widzę ich twarze *

z czułością gładzisz
jasne włosy synka
bezbronnego jak Śpiący Staś **
uwieczniony kreską Mistrza

w swoim teatrze nie przewidział
drutów kolczastych
zabójczej ciszy cyklonu
sterty dziecięcych bucików

a potem

życie stoczyło się w przepaść
głowy ścięte mieczem
zostawiają ciemność

wojenna czerwień
osierociła bose stópki
i
pożegnałem wbite na igły
płaczące anioły niesione
wiatrami w niebieskie obłoki

zadrżały spłoszone ręce
zawiodła powieka
wtedy powiedziałaś
nie bój się maleńki

kiedyś powrócą prawdziwe twarze poetów




* St. Wyspiański
** obraz St. Wyspiańskiego





* * *

granica

wróciłeś z włóczęgi odmieniony
przesiąknięty dziwnym niepokojem

zobacz - roje niebieskich ogników
zamieszkały w opuszczonym domu
płosząc wygłodzone stada kruków

jeszcze wtedy nic nie rozumiałeś

prosta droga odsłaniała rzekę
której nie wolno było przekroczyć
przeczuwałeś stany zawieszenia
pomiędzy pustym słowem a czynem

wystarczył dotyk człowieka stamtąd
by rozlała się zaraza niszcząc
wrażliwą tkankę poszukującą
trwałych wartości - czy tego chciałeś


* * *

ostatni dzwonek

na podniebnych ekranach
mistrz wyświetla temat
jak pisać wiersze tercyną

nie zapukam do drzwi Dantego
zabrakło wiary i odwagi

nie mogę inaczej

jeśli po drodze stanę
przed bramą z napisem
Lasciate ogni speranza
Voi ch’entrate*
przejdę spokojnie

miłość rozpięta między
przeciwnymi biegunami
i tak powróci



* Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie
Dante - Boska Komedia


* * *

teleportacja

ucieczka była konieczna.
kosmos to znak zapytania
dla metafor, jednak nie jest
szczelny. słyszę wahadłowy

ruch ziemskiego zegara.
tak być nie powinno, ponieważ
szukam drugiej strony języka,
lecz gruba warstwa pyłów izoluje.

miała wszystko zakryć, ale twoje
światło wciąż jest przy mnie.
utrwalę je popiołem, na wieki

zamieniając w siwiejący posąg.
zdążyłam jeszcze wysłać,
ciepły oddech na stary ląd.

może odrodzi się wierszem,
może rozkwitnie Pieśnią Salomona ?



* * *

*** [powiedziałaś]

powiedziałaś: szukaj znaków.


zatrzymuję się przy zbiorach
wierszy. poznaję strony zapisane
metaforą; obiecałam nie otwierać.

w doskonałości słowa
odczytuję ślady klęski.
zmęczone oczy przygasły,
bo smutny jest uśmiech
starego człowieka,

dlatego
nie odwracam się plecami.

Orfeuszu - więcej wiary






* * *

Taniec bez muzyki

Przez zaciemniony horyzont ciągną stada
dzikich ptaków, odprowadzam je wzrokiem.
Czuję lekkie zapadanie podłoża i ostre
ukłucia lodowatych bryłek . Ostrzegano,
jednak nie ukryję się w schronie.
Po raz ostatni chciałam zobaczyć.

- dlaczego chciałaś
Pytanie zbywam milczeniem.

- w czym jesteś lepsza
( I dont believe in love )

Za późno na dociekanie.
Kula hucząca ogniem wypaliła drogę,
planety błądzą, kształty maleją i nikną;
wtedy
zrozumiałam, że rozbici atomem
odchodzimy, by stanąć na progu
zdumienia - ja to wiem.




* * *

O rzeczach najważniejszych

Za wzgórzem rozłożył się kwitnący
sad, piękny jak pierwsze przytulenie.
Z każdym powiewem wnosi do rzeki
bladoróżowy pył oraz kwiecie.

Po drugiej stronie - pochylone krzyże.
Nie podchodzę. Milczy zgraja łotrów,
pozostali mówią językiem węża;
to dziwne (filozofie) dlaczego do
tej pory pozwalasz, by płomień
trawił umysł i ciało

Czas wejść na scenę, więc
nie ukrywaj się w tłumie

Heraklicie.
Powiedziałeś - wszystko płynie*,
nie przewidując, że rwący
nurt zmieni i wypaczy słowa.

Płonie twój ogień, wciąż płonie.





* * *

Doprowadzam się do porządku

Pozwalam kryształom czekać na światło.
Wystarczą słowa z Księgi Koheleta
- pogoń za wiatrem

Mają moc elektronu. Z ich przyczyny
znalazłam w piasku ślad, który jest
drogowskazem i przestrogą dla jałowej

ziemi potomków Eliota. Ocieram twarz
z kurzu. Tak blisko do końca i znowu
powrót do początku, więc liczę
stracone godziny; nie potrafię jednym
ruchem opanować dobra i zła


* * *

Złudna świadomość


Nie zdołasz bezkarnie pokonać drogi
między Scyllą a Charybdą. Są dni,
gdy powrót wprowadza chaos,
do świata złożonego z tych samych

pierwiastków.Wiem, najdłuższe echo
wraca obietnicą, ale ty słuchaj głosu
mędrca, wtedy przetrwamy.
Przeszłość - to nie nasza wina

- Idziemy?
- Tak, chodźmy.
Nie poruszyli się,

wyzbyci złudzeń - wkrótce znikną.


* * *

Nic już się nie zgadza

Jak zbliżyć się do ciebie, kiedy
przystajesz do nowych czasów
bezwolnym kołysaniem.
Zbyt długo byłaś wpatrzona
w cienie - historia i to wybaczy,

bo każdy ma swoją ulicę,
skąd rozchodzi się echo defilad:
ryk megafonów, zastygłe uśmiechy
na portretach, las kartonowych brzydali
z młodym obliczem demokracji.

Co zyskamy zamykając drzwi?
Powrócą skromne, jałowe lata
- na to się nie godzę.

Nie pozwól iść drogą kłamstwa
- jest nieskończona.


* * *

Wąż ukrył się w trawie

Odmieniasz znaczenie słów
(w niejasnym poczuciu winy)
- dlaczego?
Wiem. Bogowie zadrwili
dając żywioły, które nie gaszą
pragnienia. Z tej przyczyny

nie rozumiem twoich pytań.
Jesteś za blisko. Drżące dłonie
omijają wszelkie zakazy.
Zrzucam palącą szatę Dejaniry,
ale oddzielić się nie potrafię
- jestem

Idź, idź
śpiewały ptaki, pokonaj czas.
Wracasz z daleka.





* * *

Los nie jest stały

Nasze rozmowy to cząstka ogrodu
zaklęta w zielone owoce. Światło
w prześwitach uwalnia kolory,
płynie muzyka. Przykro, że czas

pokonał słowa kruche jak skrzydła
motyla. Gasną niesione przez wiatr
- znikają za horyzontem.

Szukaj, szukaj ponaglał ptak.

Wybacz,
ale obca trawa porosła ścieżki,
dlatego w cieniu twojego drzewa
nigdy nie będę wolna.


* * *

Zwodzony most czyli chwila z poetą

Podrzucasz monetę i zarządzasz
losem, ale to nie wystarczy strażniku
napiętej struny. Mam dość śledzenia
literackiej mapy. Kiedy stoję nad obcą

rzeką, nie zważam na wiatr. To pewne.
Nie skoczę w przepaść . Zbyt długo
wodziłeś na pokuszenie. Mam siłę, by
skruszyć granit - sama dotrę do brzegu.

Jesteś z pokolenia przełomu. Podziwiasz
wielkie umysły, ale niepotrzebnie czekałeś.

Pod koniec życia słowa przechodzą
w milczenie, które dużo więcej znaczy.


* * *

Połamane wiosło

Niepostrzeżenie, bez powodu
rozerwałeś sieci. Srebrne ryby
odeszły w głębinę, a ty w ciszy
południa i chłodzie północy
zaprowadzasz ład.

Wybierasz nowe żywioły.Wczoraj
był ogień, dzisiaj rozmowa z wodą.
Popatrz,
we mnie jeszcze burzy się ocean.
Wiatry marszczą siwe fale
- odpływamy od siebie i brzegu.
Kiedy zrozumiesz, że tak naprawdę

nie wiemy niczego


* * *

Łowca

Długo wybierałeś. Góry Skaliste
to właściwe miejsce dla wojownika.
Niepotrzebne są dymy ognisk. Wystarczy
rwąca rzeka, wąwozy oraz instynkt,

który naprowadzi na ślad zwierza. Dalej
tropisz z nosem przy ziemi. Wiesz, co będzie:
ciężka łapa i pazury przeorają ciało. Poczujesz
ból łamanych żeber, ale nie odpuścisz.

W imię miłości będziesz walczyć do końca.
Pytasz, ale ja także nie wiem.
Odchodzisz jak chciałeś - niepokonany.


* * *

Szczypta zamyśleń

Niewiele mieści się między
kciukiem a wskazującym.
Szczególna to miara
- łączy mądrość i sekret.

Jeśli przebrała się,
zostajesz na zakręcie,
by szukać kawałka lądu,
a jeśli nie - chłód jest blisko.
Czeka, by pozostać w dłoni.

Nie wyznaczaj godziny,
gdy światło jeszcze odbija wzory.


* * *

Burka

Odkryta twarz nie udźwignie
spojrzenia. Uchylam rąbek,
lecz nadal chcę pozostać w sobie.

Nie ulegnę urojonym bogom.
Wiem, jak daleko sięga dłoń;
odchodzę w milczeniu.

Trzeba odwagi, by szkicować drogę,
poczuć zapach nie wiedząc skąd płynie.
czas zatrzymuje - rozbijam namiot.


* * *

Zaćma

Jesteśmy wielkim narodem,
ale żadnym społeczeństwem (C.K. Norwid)

Nie ma dziedziczenia po zwycięzcach.
Pokusa władzy jest tak silna,
że prowadzi do bankructwa ideałów,
a niesprawiedliwość trudno nazwać
demokracją. Cały ten świat odbija się
niezgodą w wewnętrznym lustrze.

Cóż z tego,
skoro drogi wyciszono ekranem
dźwiękoszczelnym i nie słychać głosu
przechodnia. Strzępy gazet wirują w gęstym
powietrzu - kto zaprowadzi ład, jeśli źrenice
wypełnia hipokryzja:

obelgi zamiast dialogu, mistrzostwo
w liczeniu pieniędzy. Czy powróci Harmonia?
- tylko ona doprowadzi ślepca do brzegu.

Tylko ona.


* * *

Punkt przecięcia

Nie potrafię wybrać drogi,
poznaję tylko porośnięte trawą
kamienne schody i omszałe głazy.

Czuję na sobie nieobecne oczy;
chwiejne cienie zarzuciły sieci
i prowadzą wąskim przejściem
do największego poety.

Czy można pokochać strumień
nie znając źródła?
- Płakałam w nocy.




* * *

Tam, gdzie las się odzywa

jeszcze pobrzmiewa śpiewem ptaków,
rozrzutnie światłem zdobi wrzosy,
by chwilę potem, płosząc sarnę,
drzewa omszałe znaczyć mrokiem.

Już wieczór drzemie w liściach brzozy,
znajoma ścieżka gubi cienie,
stukot kopytka przypomina
- czas już powitać i Łowczynię.

Kiedy się zbliża pachnie szałwią,
na głowie wianek z jarzębiny.
Wsłuchana stoję aż do chłodu,
do dziś pamiętam barwę głosu.

Nikt nas nie widzi - zamknij księgę,
wszystko się zrosło wśród dąbrowy.


* * *

Rozproszenie


Między wschodem a zachodem
jest przestrzeń, która dokleja sny
niebieskiej planecie. Linia krzywa
wyznacza inną drogę, ale i tam

ziarenko piasku zgłębi tajemnicę
dobra i zła. Dokąd prowadzisz,
skoro jesteś w rysach każdej twarzy.

Nabieram wprawy
- wkrótce otworzę drzwi.


* * *

Detox

Deszcz opanował miasto.
Na rogu starego klasztoru
zielonooki gargulec
wylewa spienioną wodę.

Zrobię podobnie:

wypluję kłamliwe słowa,
wyrzygam wszystkie życiowe
mądrości, ponieważ toksyną
dotknęły najczulszych miejsc.

Zrozumiałam, że wrażliwość
nie potrafi ocalić człowieka.

Pozostał strach.


* * *

Versus Domini

Dwa białe skrzydła znaczą
niebo - pojaśniały oczy;
dostrzegam zupełnie
inną planetę.

Dotykam słowem, ale chcę
położyć rękę, wtedy mam pewność,
że nie jest ulotnym zachwytem.

Posyłasz spojrzenie,
nie odwracając twarzy.
Zbyt długo czekam
z miłością

- czy dobrze rozpoznałeś?


* * *

Przestroga mistrza

Jestem jak drzewo.

Pozwalam ptakom zakładać gniazda
w gęstwinie liści. W koronie błyszczą
tropy, w korzeniu ożywcze źródło.

Popatrz na pień: prosty i mocny,
musi utrzymać początek słowa,
by każdy obraz rozwijał myśl.

Chcesz je przybliżyć - nie uciekaj,
przecież zdążymy siebie odnaleźć
Marsjaszu.

Zagraj na flecie najmilszą pieśń,
wstyd nie zmieni porządku rzeczy.
Jeżeli zbyt ciężka staje się mowa
- zamykaj usta


* * *

Droga na koniec świata

Wszędzie znajduję twoje ślady.
Oto wieża Katedry Janów;chciałaś
mieć serce jak Tuba Dei - mocne
i dźwięczne, rozkołysane siłą woli.

Dzisiaj zamykasz powieki.

Boisz się pustego domu
bez drzwi, ścian i dachu,
gdzie wiatr, nie mając wyboru,
porusza skrzydłami.

Chcę odurzyć się,
by móc tam wejść -poczuć chłód.


* * *

Nie przepraszaj,

nie twoja wina, że myśli ukrywasz
w perłowych muszlach, gdzie pamięć
zrośnięta z wyobraźnią nie wyjaśnia słów,

które jak światło z kościelnych
witraży przenikają dwa światy;
pokochaj ten blask.
Boisz się. Nie walczysz, bo miłość
może spalić się na popiół.

Kiedy milczenie podchodzi do gardła
czuję ucisk i ból
- czy tak miało się zdarzyć


* * *

Jesień

dotyka dnia coraz krótszym światłem,
smugami szronu okrywa trawy,
pod chłodnawym niebem października
odsłania nieśmiertelne plejady.

Ta niebieska impresja pamięta
Gwiaździstą noc nad Rodanem w Arles,
gdzie Vincent malował romantykom
mrugające gwiazdy . Wkrótce znikną
bez śladu w łagodnym powiewie.

Czuję radość. Kasztan tak spokojnie
pęka, jakby dostrzegał godzinę,
w której nic złego stać się nie może

- bądź przy mnie, gdy odejdę daleko.


* * *

Zaduszki

Nie mogę uwierzyć,
że jesteśmy znieczuleni.
Chłód dotyka rozmazanych cieni
- musimy udźwignąć milczenie.
Potrafisz?

Zrozum,
pamięć już nie powróci;
ulotne błyski déjà vu
odrzuciły ślad tajemnicy.

Pytasz - czy się znamy

Przecież nie powiem,
że nas już nie ma, że czas oszukał.
Rozproszeni w nagrobnych światłach
od dawna pachniemy świerkiem i ziemią.


* * *

Łącznik

Odrzucam tyryjską purpurę,
niech sprzyja dorodnej wyobraźni.
Mnie wystarcza czarno-biały obraz,
który dzieli świat
na widzialny i niewidzialny,
każdy godny swojej wielkości.

W jednym mieszka sacrum,
w drugim grzeszne profanum.
Wiem - znajome ślady przenikania
powrócą jak ptaki na wiosnę.

Przez otwarte okno napływa światło;
przepełnia miłością, lecz narusza pamięć.
W tej wymianie brakuje jasności

- jeśli przeznaczenie skłóca żywioły
czy potrafię odczytać znaki



* * *

Epifania lub przebudzenie

Jeśli umiesz patrzeć
- odkryjesz, że zapadanie zmroku
jest początkiem świtu.
Czuwaj i nie pomyl drogi.
Dojdziesz do tajemnicy,
która w małej łódce wypływa
z krwioobiegu dwunastego ucznia.


Nie odwracaj się plecami od Prawdy


* * *

Późna godzina

Zapalam jaśminowe świece,
aby spotkać inną teraźniejszość.
Drzwi są otwarte - z przyzwyczajenia
cytujesz:
"chcąc żyć wiecznie, musisz oswoić absurd".

Dlaczego wierzę tym słowom,
przecież silni władają światem;
milczą kamienne twarze męczenników.

Smuci niedokończony dzień,
daleki od doskonałości, gdy ty spokojnie
przypominasz rzeczy ostateczne.
Powiedz jak odejść od martwej leksyki
i co zabrać w świetlistą przestrzeń.

Oddalasz się Julio. Przygasają świece
- do jutra


* * *

Spóźniony prezent

Patrzysz na ruiny Forum Romanum.
Nie szukaj winnych.
Znasz barbarzyńców, którzy występkiem
i zbrodnią niszczyli dorobek.

Przejrzałam tajemnicę.
Jesteś wyrocznią. Zapowiedziałeś:
po sukcesie nadejdzie czas klęski.

Teraz opadasz z sił
i przestałeś być zaklinaczem węży,
hydra lernejska podniesie głowę;
wchłonie cię tam,
gdzie pytania są bez odpowiedzi.


Nie chcę rozmawiać z cieniem
-zgasły światła. Dalej tylko noc.


* * *

Pro-gram

Kołyszesz siwą głową
i posyłasz sen zamknięty w metaforze:
naprawiam sieci, tkam nowe i pruję.

Kolejna kawa
rozprasza nocne zamroczenie.
W szczelinie krtani pozostała cisza
wciąż działająca na wyobraźnię.

Jestem tkaczem zwyczajnych słów,
słyszę ich lekki oddech,
który nie mieści się w rogu Amaltei.

Bezbronne - zostawią garść popiołu.


* * *

Cyprys to drzewo smutku

Światło unosi zapach żywicy,
rozprasza natrętne cienie.
Chociaż nie umiem przebrnąć
przez straty, chcę żyć naprawdę;
nawet, gdy pamięć zaprzecza słowom.

Chłodno.
Opuszczam kamienne progi.
Wszechświat się kurczy, kiedy ciemność
pochłania coraz większe obszary.

Droga do Emaus wciąż do pokonania,
pomóż wypchnąć łódkę.


* * *

Odprysk

Kiedy powietrze gęstnieje
od nadmiaru słodyczy,
czarodziej oparty o wieczność
przemawia dźwiękiem cytry.

Nadal czuję niepokój.
Dlaczego tak trudno rozmawiać;
przecież wystarczy kropla miodu,
by radość podeszła do gardła.

Idę o krok dalej.
Wybieram to, co w oczach
świata głupie.

Wracam do ciebie - wariacie.


* * *

Obcy

Mróz. Pustka.

Omijam punkt,
w którym osiadł niepokój.
Słowa dotknięte chłodem
opóźniają topnienie lodowca.

Życie na biegunie to samotność
bez rozczarowań.
Kiedy nadchodzi krytyczny moment,
odwracam się, aby nie płoszyć
zorzy i gwiazd.

Słyszę kroki
- odgarniam śnieg.

Robi się coraz później