AS...
w w w . j e s t - l i r y c z n i e . a r t . p l


spis treści

dlaczego Inkowie nie znali koła
inskrypcja z Lemnos
ulotna
epitafium
instynkt
Izabela
kołysanka dla mandragory
polaryzacja
polaryzacja II
kryzysowy
wiersze o miłości (15) - Jim Clark
polaryzacja IV
nigdy więcej nie mów mi o kochaniu
"szatańskie wersety" (popr.)
na północ od edenu
litania abstrakcji z konkretem w tle
dyluwium
kołysanka o wschodzie słońca
polaryzacja VI - fatum
polaryzacja VII - asymptota
polaryzacja VIII - * * *
interferencja (popr.)
polaryzacja X - fata
polaryzacja IX - ultrafiolet
polaryzacja XII - powłoka
tańcząca z wilkami (popr.)
chrystus współczesny
czerwone oczy wilka
jest dobrze
* * * (że jest)
taki sobie głupi wierszyk
słońca spoza ciągu
spoza ciągu - alfa Virgo
malowany ptak (popr.)
planimetria
zielonooka
brzydka Kryśka
quo vadis
dżuma
bramy delirium
o meteorze rozważania w płaczącą noc
Valerio, zostań czarownicą
polaryzacja XV - akcent
* * * optymistycznie
zielonooka II
nie Romeo i Julia
algorytm N.
Gabi & Bubuś
niebieskookie
co to jest światło
mleczna droga
cisza
szczeliny
wietrzny lot
pusta kartka
jedna jasna noc
perseweracja
trajektorie
optymizm
tu nigdy nie było raju
kąt, pod którym nigdy nie pada światło
Mały Książę
jesienią
prosty czas
efemeryda
margines
* * * (ojcu)
bezdomni
zabytkowy anioł
warstwy
widmo ciągłe światła białego
krzyż świętego Andrzeja
magiczne kobiety
tęcze i inne
bezszelestnie
prześwit (popr.)
jak narcyz został wampirem
tu jest pies pogrzebany
synteza
koturnowy
insomnia
dwustan
pamięć drzew
pomyłka Kartezjusza
teoria czerwonych dziur
w literackiej
analiza widmowa
w kobiecie jest coś samobójczego
wiersze o miłości - XXXIX - matador
piano concerto
armia terakotowa
chłopiec z zapałkami
nie jestem humanistą
Caravaggio
lot nad kukułczym gniazdem
glejt
continuum
elektroerotyk
opowieść złomiarza
słoneczne imperium
portret bilateralny
marana tha
kołysanka
anxiety neurosis
amnezja
osmoza
ponad
Prometeusz współczesny
nad strumieniem
zapis
antyferomon
warstwy i maski
nogi
kobieta
wyprawa na księżyc
* * * (dla Iz)
Amytis
Małgorzata wraca do krainy czarów
sonata da camera
meta incognita
kocia algebra
efemeryda polna
Chachani
medytacyje gazdy ło ślepłocie babów
hiperbola
pola poziomkowe II
całkowite wewnętrzne odbicie
rozważania o bogactwie natury
szereg Fouriera
kołysanka
filozoficzna rozmowa z kartoflem
charakter po babce
tańczący z wilkami
cienka czerwona linia
ultima thule
lot
nocny lot
osobliwość
* * *
opowieści biblijne cz I - wieża Babel
testament wilka
żurawinowa kołysanka
tańczącemu z wilkami
wierzę, że świat powstał z niczego
dziewiąte życie kota
film
Joseph Eybler
zielonooka III
Ani
zielonooka IV
Małgorzata i mistrz
basic instinct output system
wiersz dla Julka i Mihalyego
w kobiecie jest coś samobójczego
imię róży
pierścionek
szkic
coraz większe okręgi
coraz większe okręgi II
wiersze o miłości (XXII) - amen
eksplorator
pola III
polaryzacja XIII - połamany śpiewem ptaków
spór między harmonią a wyobraźnią* (I) - paradoks czarnego konia
niebieskooka III
po tej stronie
poetica
lekcja
perspektywa
do krainy czarów
imagine
odpowiedź na odezwę
imagine II
płonąca żyrafa
znak
piroman
opowieść niebieska
as...
* * * (wersja II poprawiona)
Nemezis
łowcy sępów II
dlaczego
deora ar mo chroi
czas niedokonany
nostalgia
Max
czarna skrzynka
zasada superpozycji*)
motto
poważny wykład AS-a o kocie Schrödingera
pogrzeb wirtualny
odpływam
opowieść filistyńska
medytacje o entropii
niekończąca się opowieść
kot Schrödingera
zaćmienie obrączkowe
* * *
cienie
ucieczka Fedry
szkice (I)
szkice (II)
szkice (III)
fra
na płótnie
chitambo
return to innocence
między jesienią a zimą
niebieska góra II
przestroga teściowej
list do mamy, sierpień 2033
tatuś 1, tatuś 2
opowieści biblijne (V) - wąska brama
opowieści biblijne (VI) - mieć w nienawiści
dziady (cz I)
kiedy przestanie istnieć mowa
Beethoven
studium (I) - Książę
opowieści biblijne (X) - ...dzieweczko, tobie mówię: wstań...
przenikanie
wiadomość z drugiego świata
pieta
sit tibi terra levis
Yong Tai
beneath a phrygian sky
w stronę Swanna
zielonooka V
stygmat
lustro
morfing
labirynt
ostatni wiersz o zielonookiej
zero bezwzględne
szklana góra
Giovanni (fra - II)
koma
kurs czarnej magii - teoria snów
dar
zielonooka VII
future continuous
wielki odlot
samotność nie istnieje
the rolling stones
niezniszczalny
kurs czarnej magii (II) - teoria mroku
ars poetica
blizny na wydmach
imię róży (popr.)
kurs czarnej magii (IV) - dysocjacja hiperrzeczywistości
widma rzeczywiste
piroman
B-541
niepamięć
* * * (w pierwszą rocznicę)
kołysanka spod ciemnej gwiazdy
mrok nieskalarny
anoreksja
drzewa w okularach
żuczek
z wizą i akcyzą
rzeczywistość kpi z wyobraźni
stróżu mój
żegnaj laleczko II
papierowe diuny
rosa i para
tańczący z kwadrami
południca
śpiewanka
debet
d***kracja
kolej
chemiczna ewangelia
powiedz Sikorski
wielowidzenie
łańcuch przyczynowo-przyczynowy
światy ratunkowe
misja
głowa chorego
sen mojej siostry II
podwójne życie Weroniki
sondy po wyborcze
forma otwarta
wyprawy poza rzeczywistość (I) - koleje
autokreacja
kosmogonia
światło bez źródła
teoria bezwzględności
biały karzeł
grawitacja
na manowcach
kogo bije dzwon
lawina
studium fotografii
studium sensu
studium śmierci
kilwater
kwadratura historii
SMS
drewniane dzieci
bezimiennie
muzyka
zapis
pismo linearne B
miraż
zielonooka kołysanka
fatalne zauroczenie
wilk
przestałem uczyć się na błędach
z ostatniej chwili
identyfikacja
ryba latająca
magia zielona
pali kot
(zielone oczy Isabelle)
sonata e-moll
równanie Schrödingera
poprawka na wiatr
ziemia obiecana
czwarta
sen o jarzębinie (II)
pecunia non olet
analiza pozawidmowa II
ja, Klaudiusz
sonata zielonooka
tańczącej z wilkami
chrząkanie nienawiści
gruszki w popiele
martwe bity
wolność ptakom
spoza
na lotnisko
Latający Holender
Saleen
wiersze o miłości (XVI) - sonata cis moll
klucz
tańczącej z wilkami
małpi pęd unijnych świń
autobiografia
Ariadna
ósmy dzień stworzenia
kapikomuna
biały koń odjechał bez księcia
purpurowe skrzypce
El Greco (I) - chłopiec zapalający świeczkę
epitafium dla wędrowca
blizny na piaskach


dlaczego Inkowie nie znali koła

tłukł kamieniem o kamień, wrzucał patyki
do strumienia i patrzył jak grzęzną
na spokojnej wodzie
głupek
dmuchał na trawę, wyczarowywał ostre dźwięki
a potem sunął wzrokiem po niebie, tak cicho
krążyły kondory

uśmiechnął się, kiedy skazali go
na samotność, ale poszła za nim
szalona
i odtąd, wieczorami, słychać było z gór
toczące się kamienie

nikt nie wie, po co weszli na szczyty

może wznieśli się ponad mądrość
zanim nadszedł krwawy Pizarro


* * *

inskrypcja z Lemnos

pajęczyną pęknięć na ścianie
zapisano twoje imię. Nortia
błyskawicami podzieliła niebo.

diagonalnie złożyłaś ręce. odczytałem
milczenie w nieznanym języku, poezję
gwoździa wbitego w mur.


* * *

ulotna

instynkt buduje obrazy
ze strzępów ptasich piór
szpilek igliwia pod stopami

nie udawaj

nie znasz wieczności
dłuższej od mgnienia oka


* * *

epitafium

biała litania śladów stóp
umilkła pośród śnieżnych bruzd.
noc nie skąpiła chłodu. mróz
modlitwę trzaskał szkliwem ust

może śnisz tylko jeden raz:
drżeniem, co kończy zimny bieg
unosisz ciepło na tor gwiazd
jak płomień świecy wbitej w śnieg


* * *

instynkt

odwróciłem kota ogonem
zawróciłem kijem rzekę
może świat jest idiomem
języka
którym mówię



* * *

Izabela

jesteś tak piękna
w blasku zamyślenia
a twoje piękno
ma tysiące twarzy
kiedy spod powiek
łzy spływają
szczęścia
a ty
wtopiona w miłość
o nim marzysz


* * *

kołysanka dla mandragory

może kiedyś
dodam do bajek
czarów

promieni z nadfioletu
i dźwięków znad progu

domu

uniesionego na skrzydłach
dachowego kurka

zanim stanęłaś w oknie

zanim opadły powieki


* * *

polaryzacja

założyłem okulary
przez które nie widać
poruszających się obiektów

zniknęło niebo
ludzie

i wszystko

kiedy wpadłem
pod rozpędzony pociąg


* * *

polaryzacja II

było dobrze
leciałaś obok
nad zielenią

i nagle

dorysowałaś szybę, szkielet
wagonu
i ten cholerny czerwony
semafor



* * *

kryzysowy

przez całe popołudnie, za oknem
latał anioł bez skrzydeł
dobrze, że wybrakowany
nie lubię furkotu

jak chcesz kogoś przywiązać
daj mu wolność. diabli nadali

znowu muszę oszczędzać na sznurku



















* * *

wiersze o miłości (15) - Jim Clark

meta
a jakbyś dalej uciekał

może przed sławą
co przykleja do ziemi
jak błoto

nie za nią
rozglądałeś się w tłumie

a tamtej nikt nie widział

i nikt nie wiedział
kogo zdobyłeś
zwyciężając
życie pisane zakrętami
i śmierć na prostej





Jim Clark (1936-1968) - zdaniem wielu
(i moim skromnym także) był najlepszym kierowcą
wszechczasów; pochodził ze Szkocji, z prostej
i biednej rodziny góralskiej; do końca życia
pozostał skromnym i nieśmiałym chłopakiem;
dociekliwym podaję poniżej link do wikipedii;
nie zgadzam się jednak z wersją tam podaną,
że do wypadku doszło z powodu rozerwania opony;
jego przyczyną było najprawdopodobniej
tzw zjawisko aquaplanningu na źle przygotowanym
torze w Hockenheim (tego dnia padał tam deszcz)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jim_Clark


* * *

polaryzacja IV

róże pustyni, wilczomlecze, gloriozy
zwykłe pelargonie
i polne maki
widziałem wiszące ogrody

w oknie domu bez okien dachu i drzwi

stałaś z zaciśniętymi ustami
uśmiechnięta
oczodołami pustymi
do granic przeźroczystości


* * *

nigdy więcej nie mów mi o kochaniu

z pętlą na szyi
skoczyła z wysokiego wiaduktu

sznurek się zerwał

chyba cud zniósł ją na rękach
(milimetry od sieci trakcyjnej)
i położył na ostrych kamieniach
tuż obok torów

chciała wczołgać się na szynę
nie pozwolił złamany kręgosłup

dwa szybkie pociągi
nie wessały jej pod koła
podciśnienie spotęgowane wjazdem
pod przęsła tunelu

maszynista drugiego
w czasie krótszym od dziesiątej części sekundy
zauważył na śniegu filigranową blondynkę
ubraną w jasny płaszcz
i białe kozaki

nie zabiła jej noc
czwarta nad ranem ani trzaskający mróz

dwugodzinne oczekiwanie
na


miała żyć
mówili
więc dla niej piszę ostatnie wersy
ponieważ ona wie o czym piszę
ona wie

jak mocna jest miłość kiedy podaje rękę

choć zawsze blisko niej
krąży ból
samotność
a jeszcze bliżej
śmierć




historia autentyczna w najdrobniejszych szczegółach


* * *

"szatańskie wersety" (popr.)

nie będę twoim mistrzem
Małgorzato
jestem tu tylko zwykłym kamieniarzem
trafiłem w serce marmurowej góry
ciosem zaklętym w nieskończoność kształtów

gdybym tknął dłutem
z wyżłobionej rysy
uszłaby wrzawa niestworzonej rzeszy
skończone dzieło jest jedynym życiem
w genach kreacji tkwią procesy śmierci


* * *

na północ od edenu

te których szukał
odnajdywał w tobie
ślady na trawie
roszą jarzębiny

uczy się tchnienia
lecz go nie wypowie
nutami spisze

w śnie wyrwane żebro


* * *

litania abstrakcji z konkretem w tle

mam świetny sprzęt
czar megapikseli
i setki bajerów
abstrakcja

mam znakomity komp
doskonałe oprogramowanie
i fioła na punkcie foto
abstrakcja

mogę powiększać zdjęcia
tysiące razy
abstrakcja

i oto
na pięknej fotografii
zachód słońca
drzewko
abstrakcja

widzę gówno pod drzewkiem
konkret

korzyść z tego taka
że w niego nie wdepnę


* * *

dyluwium

przy wznoszeniu murów
mówiłeś
ochronią mnie

jakie to gorzkie
obudzić się
w więzieniu


* * *

kołysanka o wschodzie słońca

konik na biegunach przestał się kołysać.
gwiazdy przeźroczyście otulone w brzask
utonęły sino i powypadały
kamyki z kieszeni przez dziurawy czas.

brzegi, horyzonty zmyła morska gładź
zamki z piasku, ślady. drzwiami skrzypi cisza.
nie ma już nikogo, pora wnuczku spać.
konik na biegunach przestał się kołysać.


* * *

polaryzacja VI - fatum

nadchodzi zawsze od strony przeszłości.
bez drugiej pary oczu nie widziałaś
niczego poza sobą.

nauczyłaś się chodzić po wodzie i odtąd
nie było już nic głębokiego.


* * *

polaryzacja VII - asymptota


wiesz, co w nas chroni
to, co najcenniejsze?
dlaczego nie można
po prostu zapomnieć?


spróbuj złamać pieczęcie
na obietnicach

gdyby sens
zanikał z czasem
wieczność byłaby zerem



* * *

polaryzacja VIII - * * *

one wszystkie przychodzą razem
matka i córki przyprowadzają moje kochanki

śmieją się i powtarzają
mnie to mówił
i mnie
mnie też

a potem zastygają jak rzeźby
wykute jednym dłutem
i jedną ręką


* * *

interferencja (popr.)

wewnątrz ciemno

na ekranie
toczy się wojna o kandele
i moc projektorów

nie nazywaj mnie szalonym

kiedy wyobraźnia
zgasi naturalne światło


* * *

polaryzacja X - fata

sześciuset jedenastu westchnęło
ale biust
czterystu dwudziestu sześciu
zauważyło nogi

laska

on był jeden
łokciami rozdarł tłum
milczeniem uciszył gwar
spojrzał

a oczy miał czerwone


* * *

polaryzacja IX - ultrafiolet

nie gadam do ścian
a jednak
myślę schizofrenia i
szukam papierosów
skleroza

uśmiecham się

na podłodze
rozbita popielniczka


* * *

polaryzacja XII - powłoka

widzisz mnie
kiedy przyglądasz się sobie

nie zapomnisz
nie zedrzesz

jestem twoją skórą


* * *

tańcząca z wilkami (popr.)

nie dotykam cię
a jednak drżysz
falujesz
jak powietrze nad ogniskiem

przez unoszenie odbierasz ciepło
kiedy iskry mieszają się z gwiazdami

jestem starym samotnym wilkiem

tym razem przyszło za mną całe stado
i znowu mogę czuć się pierwszy


* * *

chrystus współczesny

widziałem miliony drzwi

pukałem uparcie
aż z pękniętych dłoni
wysypały się owoce żurawiny

jak odnajdziecie drogę?


* * *

czerwone oczy wilka

jasność zarosła cierniową gęstwiną
gdy dumny kapłan skazał świt na śmierć
przyszłaś osnuta mroczną pajęczyną
i wtedy przestał oślepiać go gniew.

niech noc ostatnia do końca wypowie
blask, który wcześniej światło dzienne kryło.
samotna ścieżka wiodła sen ku tobie,
żeby w poświacie gwiazd zobaczył miłość











* * *

jest dobrze

na tej stacji nie zatrzymują się pociągi
nie muszę w pośpiechu wdeptywać peta w ziemię

jest w porządku

obliżę z ust gorzki popiół

pożądanie było gorące
pozostawi po sobie na chwilę
czerwone światło
żar

ślady nabierają koloru powietrza

jestem gotowy


* * *

* * * (że jest)

kpię z waszej wiedzy

mądrość od wieków
polega na tym samym

że jest

dla ciebie góry przeniosę
i wrzucę w morze


* * *

taki sobie głupi wierszyk

wskoczyłaś prosto we wschodzące słońce, aż się spieniło
jezioro
to nie otwarte morze

znowu wypłyniesz na znajomym brzegu


* * *

słońca spoza ciągu

naga ale nieodkryta myślisz, że kiedy wybucha supernowa,
przestaje działać grawitacja, a potem gwiazda zapada się
w sobie przestaje świecić. stygnie

i nie zauważa, jak z rozszarpanych resztek powstają
planetarne mgławice ogrzewane od wewnątrz, ślady
piękniejsze niż ona sama.

piękniejsze od tych, które kiedykolwiek
przeczytałaś.


* * *

spoza ciągu - alfa Virgo

zamilcz księżycu, zgaś światło
nim cię zawstydzi
jest panną

co była zawsze tą pierwszą
i pierwsza będzie
ostatnią


* * *

malowany ptak (popr.)

nie umie latać
namaluj

prawdziwe niebo

zostaw puste
miejsce
na skrzydła

szeroko rozpostarte


* * *

planimetria

przez prostokątne drzwi
wchodzę do prostokątnego pokoju
siadam przy prostokątnym stole
i czytam prostokątną gazetę

czasami
gdy patrzę w prostokątne lustro
dziwię się


* * *

zielonooka

jakoś mi szło

w okolicach pierwotnej rotacji
uniknąłem stosu za zbyt śmiałe spojrzenie
na niebo

poradziłem sobie w gotyku
choć nie zapamiętałem imienia róży

anonimowo przemknąłem przez średniowiecze

byłem pewny
że mam już w kieszeni
dyplom szkoły przetrwania

aż u schyłku pewnej nocy
(kiedy wschód słońca gwiazdy miał na twarzy)
spotkałem milczącą Laimę
(była jeszcze młodą dziewczyną)
i wtedy
ujrzałem zielonooką samotność

nie powiedziała

czy będzie moja
twoja

czy nasza


* * *

brzydka Kryśka

"...co to jest prawdziwa miłość,
wiedzą tylko brzydkie kobiety;
piękne - zaledwie potrafią uwodzić..."

Audrey Hepburn




pozostawiła wiele pięknych wspomnień

w każdą sobotę prowadziła mnie pod jaszczury*
i sprawiała, że stawałem się Johnem Travoltą
choć nie umiałem tańczyć

pewnie ukrywała w sobie śliczną księżniczkę

nie doczekała pocałunku
bardzo żałuję za grzechy
których nie popełniłem


gwoździ nie pożerają korniki
a jednak ze ścian spadają obrazy
pozostawiając ślady
których nigdy nie było



istnieje sto kobiet, z którymi chciałbym
przeżyć jedną chwilę - i tylko jedna
z którą chciałbym przeżyć sto chwil

AS:):):)




*jaszczury - słynny krakowski klub studencki




* * *

quo vadis

kiedyś ludzie wyszli z raju
na ziemię pełną ostów i cierni

taka właśnie jest powrotna droga

nie miej do mnie żalu
że cię nią prowadzę


* * *

dżuma

to tylko chwilę boli
ostrzy ostrze
a potem parę uderzeń obuchem
i ostrość znika w ziemi
(proces wychowania)

chętnie drwisz z trzciny
gnącej się na wietrze
ukradkiem gnijesz

w końcu byle podmuch
uświadamia

jesteś
by potkwić






* * *

bramy delirium

żyjemy tak, jak śnimy... samotnie


znam miłość i gniew
kłamstwa i prawdy
słabość i siłę
smak ziemi
i zapach rześkiego powietrza
ból
ale nie znam strachu
dlatego to, co we mnie piękne
nigdy nie zmieni się w nocne koszmary

pewnego dnia
po prostu
serce przestaje uderzać i wtedy
nie ma już sensu
oddychać


* * *

o meteorze rozważania w płaczącą noc

prolog

młoda gwiazda odrzuca zbędną
otoczkę.

rozdział I

opuszczając obłok ciepłej materii.
wydaje mu się, że się narodził,
a jest fragmentem flegmy,
kosmicznym wirusem.
początkiem jego lotu jest kaszlnięcie.

rozdział II

w chłodzie, próżni, bliski
zera bezwzględnego okazuje się
plwociną zestalającą okruchy
i rakowate ziarna.

rozdział III

sterany długą podróżą dostrzega
w oddali samotną gwiazdę. myśli
że do niej leci.
jest tylko bezwolnym waporem
w polu samczej grawitacji.

rozdział IV

w pobliżu gwiazdy czuje ciepło,
zaczyna świecić jej blaskiem,
więc nadyma się, stroszy, puszy, pęcznieje
i wypuszcza gazy, demonstrując ogon
zwany z powodu miękkości warkoczem.

rozdział V

sądzi, że przy niej znajdzie własną
orbitę, ale jeszcze nie wie,
że lot jest parabolą.

rozdział VI

zacznie marznąć, kurczyć się,
stanie się mniejszym niż był
kosmicznym karzełkiem.

epilog

kosmos.



* * *

Valerio, zostań czarownicą

zerwij kawał nieba
zobacz
co jest za niebieskim płótnem
nie zagram
ten akord zrywa struny fortepianu


* * *

polaryzacja XV - akcent

czas nocnych motyli, przelatujących kotów,
nietoperzy, trzask i niebo południowe
bardziej zmienne od północnego. otwierasz,
obraz pozornie inny, bez żadnego związku,
drzewa zaglądają do okien. zieleń
coraz mocniej zbadylała, pęknięta szyna

jesteś obca

tak, jak widzenie oskubane z piór, a potem
jedno z zagubionej perspektywy wpada wprost

w ręce

nieosiągalne dotyka nas
jak horyzont


* * *

* * * optymistycznie

narysowałem prostą
można nagiąć kartkę
nie ma krzywych spojrzeń
moje są ciągle zielone


* * *

zielonooka II

pomiędzy kałużami szukam
kształtów
stopy odnajdują błękit
odkąd ubrałaś oczy
w zieloną sukienkę


* * *

nie Romeo i Julia

wiesz mały
nauczyli cię pogardy
a przecież
nie ma nieba
w twoich czterech ścianach

nie jestem Romeo
nie zaśpiewam serenady
pod balkonem z chmur się włóczę
wypatrując

wiesz mały
przecież każdy
może kiedyś pomyśleć
że nie warto żyć

w zamknięciu


* * *

algorytm N.

prolog

czarna dziura jest dla wszechświata niczym,
ale wszechświat dla czarnej dziury jest wszystkim;
działa tu wyraźnie pewien wektor będący oznaką
jej nieskończonego apetytu;
nicości przez nas pojmowanej brakuje kierunku;
nadaje go znakomicie poniższy aksjomat:

układ współrzędnych nierzeczywistości urojonej
może znajdować się w przestrzeni rzeczywistego
nieurojenia


I

jedyna
dla ciebie go tworzę

prześliczny
MSS*
uwielbiam kąpać się z tobą
w tym samym strumieniu

II

są i oczekują
wysyłam
zablokowałem no_delay**

oni myślą, że sami
podsyłają sobie wirusy

III

rozpoczynam kolejkowanie
najdroższy
krzemoidy mają wreszcie
swoje wektory

IV

mają swój własny świat
księżniczko

zamiast epilogu

wkrótce odpalimy fajerwerki
pora wytępić zgniłków





* MSS - maximum segment size
** no_delay - opcja umożliwiająca
wyłączenie pewnych algorytmów


* * *

Gabi & Bubuś

ukryć się nie da
że paskudnie sknocili robotę
wykombinowali zaledwie jeden
system operacyjny
i to bez jakichkolwiek zabezpieczeń

szef się wściekł
Gabiemu się oberwało
a Bubusiowi upiekło

porty otwarte jak wrota
pierwszy wykorzystał Bubi
podesłał Ewie konkretnego wirusa
i tyle
bo kopiowanie partycji trwa
po dziś dzień
a produkcja BIOS-u jest masowa

wprawdzie Gabi kombinuje
nad jakimiś antywirusami
ale cóż z tego
skoro nie wypada mu zastosować firewalla

w ten oto sposób jesteśmy powtarzalni

kto się uważa za oryginała
temu po prostu bije


* * *

niebieskookie

I

nie byłabyś na tyle wierna
żeby miłość wydrapać
ze skał
słyszysz już tylko oschłe głosy

a oczy miała niebieskie


II (Izabela)

martwa rzeka i puste ławki

piszesz wiersze
zapętlone z tamtymi
jakby nie było drugiej strony

pamiętasz
uczucia nie są wirtualne

a oczy masz niebieskie




Gdańsk 2009-08-25


* * *

co to jest światło

nie widzi od urodzenia
ale to nie dlatego
mówią o niej biała laska
wie
że jej chłopak jest
bardzo przystojny
przecież słyszy
westchnienia i teksty
że mógłby mieć każdą

ale on chce tylko ją
nawet wtedy
kiedy pyta go co to jest

światło

sprawia
że wiem co dotknę
zanim dotknę

ach to proste
odpowiada
bo ja
wiem co usłyszę
zanim usłyszę

i śmieją się razem



Marzenie i Markowi


* * *

mleczna droga

to nieważne
że obok stał nierealny pociąg
a zegar pokazywał nieistniejącą godzinę

bo sami wymyślamy gwiazdy które nas prowadzą
i sami strącamy
żeby wypowiedzieć życzenie


* * *

cisza

na nic nie mamy wpływu
kiedy śnimy


na jawie
nieświadomie przenikam
przez obrazy

pozornie wolni
uderzamy
w szyby


skaleczyłaś się na szkle
słyszysz

nie wypowiadam obcych imion


* * *

szczeliny

nie mam słów
spaliłem wszystkie

czas popękał od płomieni

dotknij mnie
ułyszysz
śpiewające piaski


* * *

wietrzny lot

pamięci białoruskich lotników


pas skoszonej trawy
kilka leżących drzew

milczenie
takie samo w każdym języku

nie pozwoli wrócić






* * *

pusta kartka

tyle sił potrzeba żeby wrócić do dni
których ledwie sięgają wspomnienia

mocno uchwycić i wyrwać przeszłości
zanim zamarznie twoje serce dziecka

jasność wyżera wzrok
z przerażającej bieli wyszarpuję cienie
wracam z ogromnej lodowej pustyni

z niezapisanej kartki pamiętnika


* * *

jedna jasna noc

bezradni wobec siebie
zgubimy wschód
błądząc po drodze
na południe
księżyc wyłowię
zza wzgórz
garściami rozsypię gwiazdy
dla każdej

którą jesteś








* * *

perseweracja

nie zachwycił wielością
jednakowych twarzy

głąb

wyszarpuje liście
a szkoda
mógł jeszcze poudawać
że wzleci


* * *

trajektorie

profesor
z emeryturą o jakiej
można tylko pomarzyć
autor wybitnych opracowań
z zakresu analizy matematycznej
wygląda jak jeden z wielu
bezdomnych
na krakowskim dworcu
nawet twarz odarta
z godności

uważnie słucha zapowiedzi

zapraszam

nie
nie ma już pociągów do tej

stacji

kontury drzew zamiatają widoki
księżyc jak wycieraczka tańczy
po szybie
napięte łuki wyginają tor
w stronę świateł
zielone zielone

śpisz

obudzę cię nad ranem
przez peron przejdziemy razem

ciągle jeszcze nie umiem
być martwy





* * *

optymizm

życie swoje
wypełniaj radością

jest tyle drzew
na których się nie powiesisz
tyle rzek
w których się nie utopisz

tyle łez
których nie wypłaczesz


* * *

tu nigdy nie było raju

ziemia jest więzieniem

wyroki mamy zapisane
w genach

wąż podkablował
dlatego siedzimy

nauczyłem się grypsować

kiedy wyjdę powiem ci
jak zerwać to cholerne
jabłko




* * *

kąt, pod którym nigdy nie pada światło

kiedy pożółkną świerszcze
a zieleń ucieknie do świerkowego lasu

przyjdziesz

cichutkim skrzypieniem podłogi
szelestem
który porusza firankami
spoza niewidzialnego pasma
na rozszczepionych rzęsach


* * *

Mały Książę

nie zatykał uszu kiedy śpiewałaś obcym
nie czekał aż pęknie niebo

na pustyni jest zawsze pogodne

może tak jak wtedy
wykorzystał odlot wędrownych ptaków


* * *

nigdy nie przeczytałaś Małego Księcia
a jednak twój jad był wyjątkowo dobry



* * *

jesienią

roztańczyłaś się
a każda w innej sukience

brzozą, olchą, topolą
jarzębiną i pelargonią
w oknie, w polu, w poziomkach
gdziekolwiek patrzę

jesteś


* * *

prosty czas

pomiędzy kłosami
popłynie

chwile wymienią imiona
dojrzeją zielone dzieci
zanim czerwone odlecą
pocałunki

nim przytulenie
zmieni się w ściernisko


* * *

efemeryda

rżnij mnie
nożem tnij
po oczach
tanią dziwkę ze mnie zrób
bierz mnie każdą
bo nieważny
dotyk motyw drżenie
z nut

rżnij
dopóki jestem wieczna
niech się z cierni leje krew
bądź mi błotem świnią katem

sponiewieraj tak
jak szmatę







* * *

margines

szklanka myślowa
nie była przezroczysta
kiedy piłaś kawę

gorzka

przesypywałaś cukier
za czerwoną linię


* * *

* * * (ojcu)

szanowałeś chleb

teraz
kiedy okruszki na stole
tak pełno jest
i tak pusto


* * *

bezdomni

w kraju
gdzie psy mają większe prawa
cuchniecie

wyrzutami z obcych sumień


* * *

zabytkowy anioł

potrafi jeszcze
dotknąć nieba
choć czasem nie dogaduje się
z tymi co po ziemi

może to sprawa cieni
a może zagubienie
pośród odlatujących ptaków


* * *

warstwy

kiedy idę na spacer
zostawiam siebie wewnątrz

bezbarwną twarz
maluję głęboką farbą

impresjoniści nie mieli racji

obrazy rodzą się w ciemności
umierają cienie

wtedy otwieram trzecie oko



* * *

widmo ciągłe światła białego

rozgryzłaś obłoki
po kraniec czystej kartki
brniesz
coraz bardziej w nie swój czas

kolory ugrzęzły w zaspach

biała sukienka na wieszaku
jak flaga
na znak poddania
zapominasz

o wielu źródłach światła
z powodu jednego widma





* * *

krzyż świętego Andrzeja

Kasi Skowrońskiej



mój kościół
to pociąg podmiejski
na każdej stacji
dzwonią
ludzie sami skazują się
na piekło i niebo
a w czyścu
jak to w czyścu
trudno być wielkim
i trudno być małym

proszę wsiadać


* * *

magiczne kobiety

one pachną dymem z ogniska
tak jak wtedy
kiedy skryty prosto w oczy
byłem drzewem
i widziałem jak słowami
powolutku spisywałaś wiatr


* * *

tęcze i inne

wypuściłem złotą rybkę
rozmnożona
nakarmiła tłumy

świat zmniejszył się do granic
nie branych pod uwagę

sypiam na ziemi
odkąd łóżko za twarde
walczyłem z samotnością

teraz walczę o nią





* * *

bezszelestnie

wszystkie cienie oddałem
wróblom
dla mnie były za małe
a one
mogą udawać jastrzębie


* * *

prześwit (popr.)

Matce


umiałaś odczytać
błękitne strzępy spomiędzy
hieroglifów wykutych konarami

libretto spisane wiatrem

obłoki przewracały stronę
i wtedy ruchome znaki
zakwitały na bezlistnych
gałęziach

w pogodną noc

powieki zamknęły
książkę


* * *

jak narcyz został wampirem

młode były stare
a stare całkiem świeże

łażą chmarą
płoszą ćmy
a lustro świeci pustkami


* * *

tu jest pies pogrzebany

Caroll

niejeden piesek szczeka
tyle co kot napłakał
ale nie mam sumienia
wieszać psów na kotach

zdecydowanie

wolę je drzeć




:):):)
http://www.youtube.com/watch?v=QWYDo36huLU&feature=related


* * *

synteza

tęsknocie




szklistość jawi się zwykle cząstkami i falą.
to księżyc nieruchomy w płynącym strumieniu,
pozorna, świetlna chwila zamieszana w cienie
refleksów rozdmuchanych jak ziarenka piasku.

tamto niebo zamknięte kluczami żurawi.
ogniskuję spojrzenie, lecz oddal przesłania
rozszczepienie obrazów, twarz odbita w szybie,
która w oczach płonących ma już ścięte białka.


wersja II


szklistość jawi się zwykle cząstkami i falą.
to nieruchomy księżyc w płynącym strumieniu,
pozorna chwila świetlna zamieszana w cienie
refleksów rozdmuchanych jak ziarenka piasku.

tamto niebo zamknięte kluczami żurawi.
ogniskuję spojrzenie, lecz oddal przesłania
rozszczepienie obrazów i odbita w szybie
twarz co w oczach płonących ma już ścięte białka.


* * *

koturnowy

bóg pieniądz ludzi pozamieniał w świnie.
zamknięci w swoich skarbcach tulą złote cielce,
pustą radość i miłość kupioną za bezcen,
mamonę, skąpstwem chrząkające skrzynie.


* * *

insomnia

po co zasypiać
kiedy dzieją się sny
liście szaleją kolorami
i jest tak
jakby nigdy nie było

filiżanka kawy wystygła
zanim drzewa podeszły do okien

śpiew ptaków uleciał kominem
w miejscu
gdzie nigdy nie było
domu

zimno

przyszyło wiatr do kości


* * *

dwustan

przedwczoraj
pojutrze jeszcze było
wczoraj umarło

śniło mi się

co było jutro
a jutro nie żyłem
we wczorajszym śnie


* * *

pamięć drzew

http://www.youtube.com/watch?v=KIpt_BIrIzM


kiedyś bał się
przechodzić obok drzewa strachowego
wolał procowe i łukowe

wujek mówił że dawno temu
na strachowym
powiesiła się dziewczyna
i odtąd

nazwy zaczęły się zmieniać

plastikowe karabiny zastąpiły jesion
stara sosna wdrapuje się do nieba
leszczynę ścięli

a strach pozostał


* * *

pomyłka Kartezjusza

myślę
więc mnie nie ma

niech inni myślą
że jestem


* * *

teoria czerwonych dziur

formatujesz system emocji

wygenerowanym gradientem
spadasz po skalarnym lodowcu
w brakujący wymiar

do wirtualnej czerwieni

udając życie
które zabija prawda


* * *

w literackiej

woda wrze słychać
intelektualny bulgot
banieczek powietrza

miło posłuchać ale

zdecydowanie wolę
wypić kawę


* * *

analiza widmowa

jeszcze kotłuje się zaludniona wyobraźnia.
ecce mysterium vobis dico: mgła stała się
czuciem. od kiedy niebo zasypali ziemią
nie patrzysz ponad siebie, nie wierzysz
że za horyzontem też istnieje życie.

bardzo już jesteś umarły.


* * *

w kobiecie jest coś samobójczego

kiedy nagle czas stał się przezroczysty
dostrzegłem drzewo wiadomości złego i dobrego
twoją skórę
wolną od brudu nawarstwionego przez tysiąclecia

byłaś naga
i czyste było pożądanie
wiedzy
co w tobie jest naprawdę

podałaś jabłko


* * *

wiersze o miłości - XXXIX - matador

nie mów o niej
na równinach

jest jak lot w przepaść
im wyższy szczyt
tym dłużej trwa

bo ona
jak śmierć i grawitacja
ma swój paradoks
informacji




z głębokim ukłonem dla Mistrza
Pedro Almodóvara
i Małgorzaty


* * *

piano concerto

maestro
nuty rozdmuchały ptaki
było ich mnóstwo
w ćwierćnutowych pauzach
jakże wypowiesz ciszę
między brzmieniem?
albo fermatę? chwilę?
zawieszenie?

słowem?

maestro
?

andante scolaro
przecież
muzyka jest wieczna

a słowa?

słowa są tylko przepływem
powietrza


* * *

armia terakotowa

zwykle już tylko cień
ześlizguje się z pola widzenia
ale czasem spod przymkniętych powiek
można dostrzec niewyraźny obraz
z kąta oka
umyka
jak liść
jak mysz
jak myśl

i słychać kroki do bezsenności

a potem ciemność ubiera przedmioty
w nieznajome twarze









* * *

chłopiec z zapałkami

w sztucznych jaskiniach
tlimy się sztucznym ciepłem
przy sztucznym świetle

tylko ciemność jest prawdziwa

* * *

wywoła cię przejrzystą
nocą nauczy patrzyć ponad siebie
i wtedy
ostatni raz zapali
kosmiczny żyrandol


* * *

nie jestem humanistą

nie napiszę
nic co ludzkie

obcy mi są ludzie
dla których gówno
jest jedynym efektem
wewnętrznej przemiany


* * *

Caravaggio

z pędzla ścieka błyszcząca strużka
szeleszcząc układa cienie

siność zakrada się z boku
światło ułomne
jadem wsącza wątki w osnowę

mistrz
strząsnął z ust modlitwę

z płótna wyklął czas

będzie żył wiecznie i wiecznie umierał
chłopiec ukąszony przez jaszczurkę













* * *

lot nad kukułczym gniazdem

kiedy pogodne, płaczesz
zapomnieć, zapomnieć
piękne chwile
zmieniły się w truciznę


nie ja wymordowałem ptaki
na twoim niebie.
zawsze żyłaś na pustyni.

teraz gorączkowo zacierasz ślady.

sporo ich, a czas
odmierza zegar z kukułką.




* * *

glejt

słowa płyną rurociągami
potem tankowcami
właściwie nikt nie wie
po co płyną przez
może
stają się informacyjnym
paliwem czasem
katastrofą ekologiczną

a wiatr jest nietykalny


* * *

continuum

to takie proste, jeden krok
hamulców pisk i krzyk
nie da się życia w poprzek przejść
i ta donikąd strużka krwi

poczerniał dzień jak głucha noc
nim jeszcze słońce zaszło
panie, chcę zasnąć mocnym snem
niech oczy także zgasną

więc śnij
dwa kubki, kawa, chleb
i puste miejsce obok
ja nie uniosę tego snu
zbyt ciężki drugi kubek

chcę zasnąć panie głębiej w mrok
niech śni się sen we śnie

głęboki, czarny dół. od dnia
czarniejsza jest ta czerń

drąży ją wzrokiem ludzi moc
nie, nie chcę panie tego snu
pozwól mi zasnąć jeszcze raz
bo obcy jest ten tłum


krzyż, granit, płyta, daty dwie
imię zamknięte w słowie
uschnięte kwiaty, deszcz i wiatr
i znicz, co w sercu płonie


* * *

elektroerotyk

byłaś zimna jak elektryczna ryba

przy dotknięciu
poraziłaś

to wtedy
przepaliło wszystkie bezpieczniki





wersja poprawiona wg sugestii
Gabrysi


* * *

opowieść złomiarza

pajęczyna była śmiertelna

ładny kolor

krzyż na zakręcie
przy nim zawsze świeże
kwiaty


to coś jeździło
szybciej od wyobraźni

tutaj nikt nie zapala zniczy


* * *

słoneczne imperium

witaj ciemności urojona
na białej kartce papieru
w strumieniach światła przepadły
gwiazdy co lśniły nad nami

niebo puste od słońca
wypali ostatnie złudzenia
i wtedy ludzi bez twarzy
musisz rozpoznać po cieniach









ponieważ to mój setny
pozwoliłem sobie na pogrzebanie
w szufladzie;
wiem, nie jest to arcydzieło
ale bardzo lubię ten tekst;
moich czytelników i krytyków
serdecznie pozdrawiam:)


* * *

portret bilateralny

stworzyłaś samą siebie
na obraz i podobieństwo cudze
teraz realizujesz kogoś
kto sprzeda cię za bezcen

kiedyś miałaś rozwiane włosy



* * *

marana tha

sen leżał na dolnej półce
poza zasięgiem wzroku
i parszywych reklam

kupiłem go za dwa dwadzieścia
z VAT-em

musiał być stary pewnie
po wielu sezonowych obniżkach

odnalazłem się w nim jako dziecko


przyjaciele
sprzedaliście wiele moich ojczyzn
handlowaliście nawet powietrzem
spod stóp moich

albowiem wysoko zapuściłem korzenie


* * *

kołysanka

ukołysałem cię w księżycowej kolebce
a księżyc był taki zbłąkany
że w końcu zaszedł na brzeg

niebo wpadło do wody
i potopiły się wszystkie sny

tylko czas pochylił się nad tobą


* * *

anxiety neurosis

oczy

są w prześlizgiwaniu cieni
kształtach zmienionych przez ciemność
pazurami kotów
zerwana winda
lot
wron kraczących o czarnej wdowie
przyszła
nie wypuści z zamknięcia
oplata pajęczyną
szelestem krwiożerczej trawy
wymyśla nowy rodzaj lęku
o szóstej sześćdziesiąt sześć
budzisz się
o siódmej sześć
lęk zamienia się w strach

trawa naprawdę jest krwiożercza







wersja poprawiona

oczy

są w prześlizgiwaniu cieni
kształtach zmienionych przez ciemność
pazurami kotów
zerwana winda
lot
wron kraczących o czarnej wdowie
przyszła
nie wypuści z zamknięcia
oplata pajęczyną
szelestem trawy
wymyśla nowy rodzaj lęku
o szóstej sześćdziesiąt sześć
budzisz się
o siódmej sześć
lęk zamienia się w strach

trawa jest krwiożercza
naprawdę



* * *

amnezja

niepotrzebne ręce
zamieniłaś na skrzydła

nie wiem czy ćmy umierają w locie

na ziemi zawsze znajduję martwe


* * *

osmoza

zamykasz a one jeszcze bardziej rzeczywiste
natarczywie tłuką się do zasłoniętych okien

to moja połowa świata mówisz
głośno głośniej niż zwykle żeby przekrzyczeć
słuchawki w uszach jeszcze nie wiesz że siły
argumentu nie można po prostu przekrzyczeć

cała jesteś w graffiti wymalowana od zewnątrz
nie myślisz nawet jakim kolorem choćby
czarnym ale to i tak nic nie daje bo one
coraz bardziej wyraziste coraz bardziej ostre
aż wyleją się oczy na bruk


* * *

ponad

nie była z tych
które wznoszą mury
i przez całe życie gromadzą
zamki

latawica

trzeba się było nagonić
żeby spełniły się
mało pobożne modlitwy

pewnego dnia odeszła tam
gdzie one


* * *

Prometeusz współczesny

dopóki strzelają ślepymi nabojami
umieram jak bohater
tylko
ten cholerny sęp

też

jest bohaterem


* * *

nad strumieniem

"...i nikt jej nie wyrwie
z mej ręki..." Oz 2:12





niebo przecedzone
przez nagie konary
umyka w stronę zieleni

kiedy szpilkami przekłuje oczy
czas nie uderzy
z pomarszczonej toni


* * *

zapis

pamięci J.Z.



był pusty jak okna bezludne
źrenice patrzące w oczy samotnym
kotom zostawił parapet
i pustą miskę
spadkobiercom

wybaczenie


* * *

antyferomon

umieliśmy tylko bliskość

oddalenie dystans rozdział
drugi

twój zapach
do dziś odstrasza kobiety


* * *

warstwy i maski

zostawiłaś oczy
w tysiącach przeźroczystych obrazów

nie wiem tylko dlaczego jarzębina

daleko widzę przez zamknięte okna
i niebo zasnute firankami









* * *

nogi

ten cholerny stół
poszedł w diabły

krzesła też chciały

musiałem je poprzewracać

mówią
że straszny mam bałagan
ale to nieprawda
w końcu przedmioty mogą
wisieć stać lub leżeć

u mnie wszystko leży







* * *

kobieta

wystrugałem ją z wilgotnego patyka
bo zawsze trzeba nadać jej kształt

wykorzystać twardość i miękkość

wiedzieć

jaka ma nie być


* * *

wyprawa na księżyc

przecedzone niebo opadło
łuskami błękitnej farby
latarnie jak natrętne ćmy
mieszają nocny krajobraz

pora wypluć marzenia
odjechać ostatnim pociągiem
bo tylko w snach wierzę
że srebrny nietoperz uniesie nas
dwoje


* * *

* * * (dla Iz)

widząc
dostępujemy bogactwa

nie latamy
a jednak
unosimy się nad wodami

w poezję niedostępną dla piór


* * *

Amytis

egzystując na drgającej sieci
szarpałaś nici przyczyn i skutków
aż wykosili wiatr i zakwitły
wiszące ogrody

ziemia zawsze staje się niebem


* * *

Małgorzata wraca do krainy czarów

coraz bardziej chrzęści oszroniony sekundnik. stygnie
czas zanieść sny w bezpieczne miejsce.

sela.

pora wylogować się z życia. zobaczyć
co jest po drugiej stronie monitora.


* * *

sonata da camera

muzyka wplata się w osnowę
zastyga na jasnych wątkach

płótno staje się skórą

wiem

potrafisz schodzić z obrazu
kiedy przestaję widzieć



* * *

meta incognita

wrócili do niespokojnych łóżek
sir
ludziom bez instynktu
często śnią się morskie bezdroża

obudziłem się o czterysta lat
za późno
czas płynie dziwnie
kiedy przestajemy czekać

ocean wdziera się głęboko
i rozdziera ląd na wyspy


* * *

kocia algebra

na równinach nie ma
zagrożenia lawinowego
śnieg stopi się jak
piersi pełne wodogłowia

tekel

krew myszy spadnie
z siłą sprężynowej łapki

każde kliknięcie
będzie policzone


* * *

efemeryda polna

jeszcze będę zielona
jeszcze będę błękitna

słońce zajdzie na wschodzie

tak jak kartkę papieru
czas na pół lekko złożę

cień półkolem zatoczę

jeszcze będę wysoka
jeszcze będę strzelista

chociaż noc bywa co dzień


* * *

Chachani

kiedyś zdobywałem dziś
mam świadomość ostatnich


śnią jak ludzie
a ludzie jak kamienie
zanurzają się
zataczając coraz szersze
okręgi wpisane w los


* * *

medytacyje gazdy ło ślepłocie babów

kie bym był wisielcym
to bym sobie wisioł
jak bym był kisielcym
pewnie bym ukisioł

ale ze niy jezdem
wiślem ani kiślem
siedzem na przypiecku
i tak sobie myślem

ze niy widzom tego
dziywki i kobity
jaki ze mnie chłopok
straśnie pracowity


* * *

hiperbola

tory krzywych ścieżek obliczam
stosując rachunek różniczkowy
i sumienia. niepokojąco blisko
prawdy leżą asymptoty przecięte
w moim prywatnym punkcie osobliwym.

lot bez skrzydeł nie jest cudem. trzeba
iść ulicą do końca i widzieć na oślep
jak głęboko leżą szczyty.


* * *

pola poziomkowe II

opowiadał
zapominając o słowach
jakby ręce mogły unosić na wysokość
na której są już tylko marzenia

byliście razem na dzikich stokach

czerwonych
ale to nie były poziomki
i białych

choć jeszcze nie padał śnieg


* * *

całkowite wewnętrzne odbicie

jak rysunek naskalny
w jaskini

światło pozostaje

to nie sen
wypowiadasz przeźroczyście

cisza zawsze zdąży umknąć
przed słowami


* * *

rozważania o bogactwie natury

w rowie zakwitają kolejne samochody. przez rozbite szyby
widać jakieś rośliny wystrojone w odpryski lakieru.
przeglądają się w zachowanych lusterkach.

tu nie ma miejsca dla niezapominajek. odstrasza je pisk
opon i stąpanie hieny. nie myśl z pogardą o jej zębach.
i nie mów jej, że kłamie, kiedy nie mówi prawdy.



* * *

szereg Fouriera


uśmiechnięta dziewczyna pląsała dyskotekowo. inni też
kołysali się jak w podróży przez ocean. rodzeństwo
zabawnie drgało mecz w napadzie angielskiej choroby,
a dzieci w ataku. epilepsji. tato, dlaczego tańczysz
z moimi wnuczkami? przecież od dawna jesteś martwy.
nie mów, proszę, że one umarły, że wszyscy nie żyją.
bo ja tak prosto, tak wysoko, że strach
nie doskakuje mi do gardła.


* * *

kołysanka

księżycowy zegar milczy

postrącane gwiazdy liczę
kiedy wiatrem noc skowyczy
pajęczyną zszywam ciszę

w oknach łaty z chmur rozsnuwam

może nie zamarznie niebo
gdy przez sen dziurawy mrugniesz
jak iskierka lśniąca w śniegu


* * *

filozoficzna rozmowa z kartoflem

świat zamierzchł w murach i wirowaniu. jakby
nie dość było karuzel i labiryntów.
wszystkie drzwi otwarte a nie ma wyjścia.

trudno powiedzieć czy mam szczęście. może tak.
w końcu trafiłem na pański stół. zeżre mnie pan
jak gorzką metaforę. nie wierzyłem własnej naci.

twierdzisz, że byłeś zakopany przed wykopaniem?
ha! mnie wykopią zanim zakopią. zjem cię.

smacznego. przejaw rotacji. imiona zostawimy
garnkom i kamieniom.








* * *

charakter po babce

trzasnąłem drzwiami
w okno
wypadło
głupio
bo znowu są dwa
wyjścia


* * *

tańczący z wilkami

odkopywali kości dinozaurów,
baśnie o smokach i o ewolucji.
w brakujących ogniwach ukryły się
wilki. ich praojciec nie zeżarł jabłka.


odejdź od ognia. to pozorne ciepło
może cię zmylić, kiedy ludzka postać
tańczy z wilkami. on nie poznał grzechu.
popatrz w źrenice. nie ma śmierci w oczach.








* * *

cienka czerwona linia

jakiś cholerny głupek przerwał linię
do nieba. o pomstę zadzwonić nie można.
przywiera do rąk krzepnąca i brudna.

krew woła z ziemi. śpiew syren. nie odchodź
ktoś krzyczy, nie odchodź. jak pójdę

przecież mam nogi dokładnie związane, jak pójdę
zostań sny zostaną same śpiew syren
w błękicie. niebieskie. niebieskie.
czerwone.


* * *

ultima thule

płyniesz nad brzegiem, do białości naga.
we śnie okrywam rzekę przeźroczystą
jedwabną smugą. mleczną drogę wije
rozfalowane w wodnych splotach płótno.

marszczy się, wznosi, w rozedrganych kroplach
wilgotnym dreszczem muska twarz odbitą.
rozpuszcza włosy, toń zatapia w oczach,
zorzystą wstęgą zakrywa. przed świtem

odpływa rzeka i osiada na dnie
znieruchomiała, do bólu prawdziwa
suknia, zmieniona w zamuloną szmatę.
nie, nie otwieram oczu. niech odpływa.







* * *

lot

można wrócić ze sklepu z pastą
do zębów na obiad
przypalić garnek telewizorem
i rozbić ciszę szkłem

na szczęście

podświadomość ma swoją pamięć
boli
gdy zapominasz









* * *

nocny lot

ziemia wznosi się, niedługo zajdzie las
i nagi szczyt osieroci światło.
wszystkie kolory schodzą do czerni.

zdzieram powieki chwytając w pośpiechu
kruchą wyobraźnię. wyżej

góra przygotowuje się do lotu.


* * *

osobliwość

zwykła zabawa z psem
przypadkiem
jabłko uderza w jabłoń
suchy trzask
iskry


patrzę na płonący sad

coraz dłuższe sople
wgryzają się w czas przyszły

przerażony szczeniak ucieka
zostań krzyczę wróć

tam nigdy nie było jutra











* * *

* * *

kiedy wypowie inna
będą gorzkie
kiedy wypowie obca
stracą moc zaklęcia






głos kruszeje jak suchy chleb
szeptem utyka jadowitą pajęczynę

popatrz
Mona Lisa znowu się uśmiecha

zawsze potrafiłem rozmawiać
z twoją lalką


* * *

opowieści biblijne cz I - wieża Babel

mówiliśmy jednym językiem, więc cholernie
trudno powiedzieć, które z nas wpadło
na ten pomysł.

nasza będzie najwyższa.

jest.
wysoka.
i połysk wysoki.
i standard wysoki.

zabijamy czas nauką języków.

obcych.


* * *

testament wilka

w poszukiwaniu grudki złota
rozdrapywałem tony śpiewających piasków
życie to polowanie na piękne chwile

najcenniejsze ukryłem na księżycu
instynkt zabieram ze sobą

nie można go zapisać


* * *

żurawinowa kołysanka

Elizie



żuraw podnosi księżyc. noc spada
jak kromka chleba. śniegiem do ziemi
śpię spokojnie na przekrzywionym łóżku.

żuraw podnosi powieki.

woda jeszcze skrzypi. na krawędzi studni
strącam biel z piór. pora rzucić kości,
zamienić reszkę na orła zanim

żuraw wydziobie ostatnie żurawiny
i odleci.


* * *

tańczącemu z wilkami

pozwoliłeś sobie obić gębę
z marzeń
boisz się kiedy doskakują
do oczu

słaby jesteś

ale przynajmniej wyglądasz
jak twardziel


* * *

wierzę, że świat powstał z niczego

gdzieś po drodze zgubiłem wszystkie skarby

przychodzę z pustymi rękami
ciepłe
skoro wytopił się śnieg

otulą twoje



* * *

dziewiąte życie kota

planowałem śmierć na 1847
ale zapachniało wiosną
ludów. brakujące
lata odzyskałem w 1914.
z powodu głupiej miny
urwało mi głowę.

potem zdarzył się cud
nad wisłą. panna urodziła
dziecko. nie przeżyło.

na szczęście

miło wspominam włóczęgi z che.
razem pożegnaliśmy się
z afryką i odtąd

niepotrzebnie tracę czas.





* * *

film

nie wiem dlaczego bolą
przyschnięte na oczach

obrazy

zrosły się jak blizny
od żelaznych prętów
do klatki

z napisem koniec




WERSJA II

nie wiem dlaczego bolą
przyschnięte obrazy

na oczach
zrosły się jak blizny
od żelaznych prętów
do klatki
z napisem koniec


* * *

Joseph Eybler

rysujesz na piasku demony
z najgłębszych warstw wyobraźni

plują znajomym chrzęstem

pożarłeś cudze myśli
dlatego się uśmiecham

a chrystus
ciągle frasobliwy







http://www.youtube.com/watch?v=CQUFQ_N0JI8


* * *

zielonooka III

czas za zegarem utkałaś
tęcze pomiędzy rękami
przemknęły obłoki
przez szyby dziurawe od deszczu

oglądam film

rozplotłaś powietrzne warkocze
żaglom
mówisz po imieniu
ogniami świętego Elma wołasz
długim łukiem na sieci trakcyjnej

zielonooka czarownico

pokochałem twoje semafory
statki widma
i pociągi widma











* * *

Ani

cię dotknąć
ani cię zapisać
uciekasz w kolejne zdania
i chwytam tylko powiew sukienki

wysycha jak atrament



* * *

zielonooka IV

potrafiłaś czytać rzekę
zamieszać się w odbiciach

rozchlapywałaś obrazy
na krople
dzieliłaś słowa
w szumiącym języku

nabierałaś wodę w dłonie
i usta
przenosiłaś w górę nurtu
żeby uwolnić

krzyk

wszystko już było

dziwił się rzeczny piasek
jak upływa niebo
przez oczy zakochane
w dwóch białych kamieniach














http://www.youtube.com/watch?v=KHvKviaeulg









* * *

Małgorzata i mistrz

I

pierwszy raz oczarowałaś mnie w czasach
Tyberiusza. ślady paznokci na plecach
były dowodem w sprawie. spalili mnie
w dolinie Hinnoma.

wiek później z rozkazu boskiego Nerona
podpalaliśmy Rzym. nie zapomnę jak bardzo
płonęły twoje oczy.

minął czas i czasy.

jako inkwizytor dzielnie podkładałem
żagwie. wtedy znowu trafiłem na ciebie.
w ostatniej chwili wciągnęłaś mnie na stos.
to były najgorętsze pocałunki.


II

one potrafią się obracać
w proch i z prochu powstać
po rzucone kości. nie boją się zasypiać
w popiele. na świeżo wyrośniętej trawie
zbierają kolor oczu.



III

minęło pół czasu

i wiem że jesteś. urok przetrwał płomienie.
musimy poczekać, zanim znowu pójdę za tobą
w ogień. póki co spotykam się z Savonarolą
a w wolnych chwilach bawię się równaniem
Frosta. jego rozwiązaniem jest fire.
spotkamy się najdalej w 2034 roku. zaczynam
już budować od dymu z komina.







* * *

basic instinct output system

przeniesiono mnie w czasie i przestrzeni

tak jak zawsze najpierw otwieram oczy
sprawdzam kości
pamięci

mózg

uruchamia procedury startowe
odnajduje dysk
system operacyjny

wszystko jest

śmiejesz się kiedy mówię że
pamiętam cię sprzed trzystu lat

przecież mam swój własny BIOS


* * *



* * *

w kobiecie jest coś samobójczego

kiedy nagle czas stał się przeźroczysty
dojrzałem
drzewo wiadomości złego i dobrego

twoją skórę
wolną od brudu nawarstwionego przez tysiąclecia

byłaś naga
i nagie było pożądanie
wiedzy
co w tobie jest naprawdę

podałaś

jabłko


wypadło
i uszło powietrze ze słów

wysypały się znaczenia

nie
nie zamykaj oczu
nie zwiedziesz
ciałem
opowiadasz jak wstecz biegnie czas
rozpuszcza się na chwile w których
stałaś się czystym zamiarem




* * *

imię róży

pierwszy ubrany był w habit. nie miał twarzy,
a może nawet głowy. tylko czerń. jakby ktoś
wyrwał kawał nocy i wepchnął pod kaptur.
drugi szkielet niewątpliwie należał do kobiety.
żaden mężczyzna nie powiązałby kości wstążkami.

przed ostatnim spotkaniem włożyła na siebie białą,
przeźroczystą suknię, której zwiewność zdawała się
wprawiać w ruch widoczne żebra. głowę miała odkrytą,
zęby zdrowe, a głębokie oczodoły nie sprawiały wrażenia
pustych.

pozycja w jakiej odnaleziono szkielety, była dziwna.
ich ręce splatało coś, co mogło być koronką.
pewnie do końca patrzyli sobie w oczy.
nie znudziło im się odgrywanie śmierci przez setki lat.

martwe twarze nie potrafią udawać miłości.


* * *

pierścionek

owinąłbym cię w bawełnę
ale wtedy
nie owinęłabyś mnie wokół palca
na szczęście
mrugam do ciebie zielonym oczkiem
:)


* * *

szkic

emocje ściekły jak patyna
zanim zmurszał
gołębie upstrzyły siłę argumentów

została tabliczka imię i nazwisko
data urodzenia a obok
skamieniała żona nielota










* * *

coraz większe okręgi

twoja muzyka uwielbia dym. układa go
w owalne kształty, rozpuszcza włosy.
droga robi straszny bałagan. co chwilę
zawiesza księżyc w innym miejscu. obok pusto
a w szybie jej odbita twarz. zmieniam bieg
na delikatny dotyk.
zawsze bałaś się szybkiej jazdy.
długi zakręt napina łuk, cięciwa drży.
opony z piskiem wpisują się w ostrość.
przygaszone dźwięki osiadają na mgle,
wytrącają obrazy w światło obojętnych latarń.
skroplone akordy spływają po szybie.
wtedy nie wiem, czy płaczesz.


* * *

coraz większe okręgi II

przez dwa punkty przechodzą dwie proste
(muszą być trochę krzywe żeby się spotkały).
krzywizną prostujemy wichrowatość życia.





skrzętnie omijam ten dzień
kiedy wracam do śniegu
rozgarniać czas po zamarzniętej ziemi

ty też omijasz
długim łukiem ponad przenosisz sen
by usiąść obok

i być








* * *

wiersze o miłości (XXII) - amen

znowu rozwiesiłaś niebo na drzewach
uśmiechasz się

a ja

znowu obiecuję
że będę wierzył złudzeniom
aż do śmierci


* * *

eksplorator

I

żył w jedenastu wymiarach
pojmował czternaście

jego imię od biedy można zapisać
przestrzenną macierzą

nie próbuj wymawiać

za wzniecanie buntu w świecie siedmiowymiarowców
skazano go na przebywanie w czterech
ścianach solidnego instynktu samozachowawczego


długość wyroku zapisano w genach


II

miotasz się od jednych do drugich
a wszystkie drzwi otwarte

to nie on stworzył światy
do których cię prowadzi




* * *

pola III

handlowałem grawitacją

dym kupił kilka gramów
nigdy nie śmierdział
groszem
sypali ludzie

mieli ważkie powody

wielu chciało użyć marności
i wielu padło na zbity pysk


* * *

polaryzacja XIII - połamany śpiewem ptaków

idę gdzie oczy poniosą
obrazy
zawieszone na zardzewiałych gwoździach
wyraźne
coraz bardziej
bez nóg
idę gdzie oczy poniosą


* * *

spór między harmonią a wyobraźnią* (I) - paradoks czarnego konia

la primavera maestro, to sen.
młodość zwycięża, gdy koń biały mknie.
uśmiechem largo skrzyp piór mówi: fruń
w życie allegro za mocny dźwięk strun.

krzyże złamane, l'estate, g-moll.
presto, tak bardzo ognisty rwie koń.
popiół spod kopyt kaskadą brzmień spadł
na dni spalone i zgrane do cna.

sny z della Pieta śnieżyście skrzą z nut
a dusza skrzypiec zamarzła jak Bóg.











*) Il Cimento dell`Armonia e dell`Invenzione


* * *

niebieskooka III

ani biel sukienki
ani krew

zbyt nagle oślepły kolory

tylko oczy rozpaczliwie niebieskie
i niebo poza zasięgiem


* * *

po tej stronie

szukałaś twarzy w coraz innych
lustrach na ulicach plotłaś
warkocze swoim cieniom

oddałaś zmysły i odkryłaś
że rozkosz nie odchodzi
z krzykiem
odnalazłaś szeroką szczelinę pomiędzy
było a będzie i tysiące przypadków
gorszych od śmierci


* * *

poetica

z początku byłaś nieporadnym tekstem
miałaś warkocze i uśmiech od ucha
do ucha szeptem kiedy dorastałaś
czytali ciebie przez zwiewną sukienkę

i można było kochać twoje wiersze

z czasem zmieniłaś kolor oczu coraz
bardziej głębokich i mrocznych na tyle
by milczeć widząc przez ogniska źrenic
nie to co bliskie ale co dalekie

to wtedy dla mnie stałaś się poezją


* * *

lekcja

wystarczy przywiązać zęby do języka
szeroko otworzyć oczy narysować
na kartce uśmiechnięte serce

zanim opadną ręce










Jolusi


* * *

perspektywa

chciałem cię tylko przytulić
zanim z szyi zerwie się sznur żurawi
ostygną oczy i skończy się wojna
przegrana bez jednej łzy

przez szyby zawsze zachmurzone
słoneczny kołowrotek plecie ponure dni
dachy uginają się pod ciężarem nieba
a bezzębne drzewa nabierają liści w usta


popatrz

krawędzie drogi zbiegają się do punktu
bez wyjścia


* * *

do krainy czarów

miasta zapalają znicze
kiedy noc otwiera okno na wszechświat
życie zapada się pod lustrem wody

Alicjo

pójdę z tobą na spacer dnem rzeki
tylko naucz mnie proszę oddychać
przez sen


* * *

imagine

kiedy przełkniesz ostatni kęs
miłuj bliźniego swego

puste ręce szeroko rozłożysz
od pobielanych grobów do dziś
faryzeizm jest jedyną
prawdziwą religią

imagine

na świecie co pół sekundy
umiera z głodu dziecko


imagine

my piaskostwory
zgodnie z zasadami nowoczesnej ekonomii
liczymy ziarnka piasku na długiej drodze
ewolucji nie dorosłyśmy strusiom do pięt

imagine

głos wołającego na pustyni

tylko ja
wyznawca Światowida
ostatni Słowianin
barbarzyńca
włóczęga z prastarych kniei
odpowiadam
uderzeniem pięści w stół

i słyszę milczenie nożyc



* * *

odpowiedź na odezwę

drogi Jacku
absolutnie nie masz racji


błazny mogą rozśmieszać
ale nigdy ośmieszać
a tym bardziej spotwarzać
króla

kiedy król umiera
tracą robotę
słuchaczy
i pole do popisu

łzy są szczere


* * *

imagine II

wyobraź sobie dzień
w którym Polska staje się krajem islamskim

w którym burzy się katedry
wycina w pień kler i każdego
kto choćby słowem napomknie o Chrystusie

wyobraź sobie ojczyznę zalaną nową falą
inkwizytorów i żarliwych neofitów
głoszących jedyną prawdę

płonące krzyże
i przerażone matki wykrzykujące Allach akbar

przecież to możliwe

polityka i religia
zawsze szły w synkretycznej parze

ogniem i mieczem dokonał się chrzest

więc mówię ci Europejczyku
precz od mojego strumienia
bo widzę w nim swoje odbicie
i cud
że ponad tysiąc lat
przetrwała we mnie słowiańska dusza


* * *

płonąca żyrafa

nie śniłaś
ale nie wiesz gdzie widziałaś twarz
w której było tysiąc innych

jedną chciałaś zapamiętać

płonęła
jak wrzucona do ognia fotografia

gorące miałaś policzki
i oczy
spalone od wypatrywania przez okno
pokoju z widokiem na sen

ale to nie był pokój

ani to nie było okno


* * *

znak

mówiąc językami
walczyliśmy na życie
i śmierć ocenzurowała słowa

milczeniem
powiedzieliśmy wszystko


* * *

piroman

śmiała się bo zawsze było mu zimno
i nic nie zapowiadało ognia który zniszczy wszystko

przypominał śniegową kulę

nawet diabli nie wiedzą ile swetrów mieściło się
pod rozdętą kurtką ile czapek rozpychało kaptur


nie pojmowała co działo się w pewien upalny dzień
zostawił na kamieniach stertę ubrań i wskoczył do rzeki

trudno zrozumieć obrazy
kiedy oczy nie stają się językiem

rzeka zostaje a brzeg odpływa


zaginął kilka dni później
okoliczne lasy trawił ogromny pożar

to wtedy bogini sprawiedliwości
opaska opadła z oczu
na usta



* * *

opowieść niebieska

choć Panna rozpuściła Warkocz Bereniki
nosiłem na rękach twoje inicjały
Kasjopeo
słyszałem tylko wycie Psów
kiedy Wielki Wóz przejechał mi po plecach
horyzont uniósł się ponad wzrok

Ziemia na pewno przestała istnieć

bo nadir mam nad głową
za sobą Płaczące Noce
a w oczach Krzyż Południa











* * *

as...

skryty
dopóki z ręki nie uleci
twarz
pokazać prawdziwą
siłę w grze
opada na stół
jak śmieć
własnej historii


* * *

* * * (wersja II poprawiona)

zostawił młodą żonę trzech synów
i cztery córki

tego dnia zawisło na sznurze
wiele słów

wiele słów
nie sięgnęło dalej
od rąk


* * *

Nemezis

popatrz
wbite drzazgi pokrywa
coraz grubsza warstwa kremu
na twarzy
przybywa doklejonych kawałków
ludzkiej komedii

czas fastryguje skórę
grubymi nićmi
szyje szmacianą lalkę
tym
którzy równi w cierpieniu










* * *

łowcy sępów II

najpierw połamało przydrożne drzewa

niedługo potem oślepł tor
do stacji na przeciwległym
brzegu urwało cmentarz
a obojętny horyzont pochłonął pół jeziora

to wtedy ucięło rozmowę

stanęła kością w pamięci
skończyło się wirtualne pole

programista nie napisał wiersza
o wschodzie słońca

chciałam, żebyś wiedział

wiem
niebo istnieje
dopóki łowcy sępów
patrzą ponad siebie





* * *

dlaczego

proszę pana
przecież wsiadłam do dobrego pociągu
dlaczego przejeżdżamy przez jakieś obce
lasy
tak, rozpoznaję drzewa, widzi pan?
tędy prowadzi ścieżka do domu proszę pani
jestem głodna
zostawiłam rosół, wyszłam tylko na chwilę
co ci ludzie robią w moim pokoju?
nie, proszę mnie nie wyrzucać
to nic, że ze ściany zniknął obraz
ze słonecznikami
o tam rosną proszę pani, tam
jest śnieg? jak to możliwe proszę pana
przez mój ogród płynie ogromna brudna rzeka
dlaczego
mówił pan, że tu miałam wysiąść
a przechodzę jak duch
przez dziurawe sumienia


* * *

deora ar mo chroi

cisza taka że słychać
zgrzytającą ciemność
zaległa pokój

śpisz

skradam się jak sen
po białe plamy
na skórze


* * *

czas niedokonany

zamroziła
wszystkie niezagojone rany
i jak ognia unika ognia

ciepło otworzy tamten ból

tamta krew odpłynie
przez zakratowane okno
z widokiem na raj


* * *

nostalgia

wtedy jeszcze nie było sepii
na starych fotografiach
tańczyła z ogrodowym krasnalem
aż bociany zastygły
w gipsie

roztrwoniła tony lekkości
i ziemi ciężko
gdy ramiona wiatraków
opuszczone

domy ulatują z pamięci
wraz z ostatnim dymem z komina


* * *

Max

przepadła w czasach
migotania serca
znalazła w sobie
wszystkie niebieskie
miejsca


wiesz

rozumiałam twój
elektryczny język
to była miłość
właściwie
nigdy cię nie kochałam
Max


* * *

czarna skrzynka

kto spróbuje czy w tej
konserwie jest pasztet
z zająca czy z kaczki

zostały tylko pióra

kukułka mówi że niewinna
wysiaduje śmierdzące jajo
i nie wie kto zrobił kuku


* * *

zasada superpozycji*)

rozłożyłaś koronkowy obrus
na niebie
starannie wyprasowałaś horyzont
a ja
piszę o tym
co takie oczywiste











*) to pojęcie z zakresu elektrotechniki;
w potocznym brzmieniu zasada superpozycji
mówi, że skutek jest zawsze sumą przyczyn
cząstkowych


* * *

motto

opustoszały poczekalnie
wymarły stacje
a ty sama na długim peronie
czekasz
aż zazieleni się niebo
a słońce porośnie trawą

im dalej od śmierci
tym bliżej do ciebie
jakby czas się załamał
na pół


* * *

poważny wykład AS-a o kocie Schrödingera

Elizie :):):):):)




(melodia z Kalwarii, a wstęp śpiewa chór)

jakiego koteczka zawiera ten wór?

najczęstszy jest jeden rezultat wszech prób:
bo zwykle koteczek bez worka... to trup.


* * *

pogrzeb wirtualny

odmierzył wieczność jednym kalendarzem

miał zostać niebem
a stał się powietrzem

ona umiała zapominać w locie

cześć jej pamięci


* * *

odpływam

już mnie coraz mniej
na brzegu
ściekają końce palców
z dni skalistych
unosi wietrznie

sen zrywa kotwice

i wzruszająco kwitną
dzikie róże


* * *

opowieść filistyńska

ktoś oddzielił ptaki od ryb
i niebo od kamieni

w mętnej wodzie zgasło światło

nie wiem czy rzeczywistość
zawiera się w urojeniach
czy urojenia w rzeczywistości
ale raz jeszcze daj mi Panie siłę

wzroku

abym przejrzał


* * *

medytacje o entropii

odkąd zacząłem zasypiać
i wstawać z kurami
(a stało się to z powodu
pewnego układu zamkniętego
to jest mojego ogródka)
znacznie wzrosła entropia
szczypiorku

kury jak to kury
chodzą i grzebią

nie pomaga ani sio
ani tym bardziej tiu tiu

nie bacząc że
każdy następny porządek
jest tylko większym bałaganem
przy pomocy kilku sztachet
układ zamknięty
uczyniłem układem bardziej
zamkniętym

kury jak to kury
chodzą i grzebią

ja wysypiam się do południa
a ogródek zarasta trawą


* * *

niekończąca się opowieść

życie poświęciłeś innym
nie pytałeś czy warto
teraz
otworzyłeś oczy szeroko

przez wieczność będziesz widział
sztachety wbite w niebo


* * *

kot Schrödingera

kiedy wznosiłeś mury
mówiłeś
ochronią mnie

jakie to smutne
obudzić się w więzieniu


* * *

zaćmienie obrączkowe

matka wieszała kołyskę
na księżycowych niciach
falowałaś
w zapachu mechanicznej pomarańczy
zaplątały się promienie

we śnie

rozchylił okno
szeroko
otworzyłaś oczy

odleciały

firanki uczepione chmur


* * *

* * *

odkąd krwawi spokój
spala endotermiczny
ogień

odejdź

nie pora na szukanie
cieni









* * *

cienie

pojawiają się nagle
kiedy dni pogodne

chciałabyś wierzyć
że nie istnieją
w słonecznym czasie

zawsze jest jakiś półmrok


* * *

ucieczka Fedry

ruch zatrzymał się w glinianych figurkach
a obraz na freskach
czas przetoczył dyskiem
miejsce akcji

Fajstos

wina
już nie ma w wazach kamares
pozostał zapach morza
i kolor oczu ten sam
igra
muzyką której nigdy nie słyszałem
a którą tak dobrze pamiętam
szept zanim wypowiedziałaś słowo

odczytałem pismo linearne







* * *

to mój dwusetny na JL
heh, tą ilością możnaby obdzielić całkiem pokaźne stadko
grafomanów :D
myślę, że to wystarczy, że nadszedł czas, by Was pożegnać;
i żegnam Was jako wieczny debiutant, a to za sprawą
małostkowej i zawistnej administracji, którą miałem przyjemność
poznać pod wcieleniem niejakiej Sommeil;
Sommeil kocha syf (to nick) i najbardziej chamskie komentarze
(tego pod wierszem dedykowanym zmarłej matce nie zapomnę
do końca życia);

a że pamięć mam dobrą, pamiętam także to, co dobre;
a radości sprawiliście mi bardzo wiele i wiele się od Was
i przy Was nauczyłem, szczególnie od Ciebie, zacny Jarku
którego uważam za swojego Mistrza;
Alu, Aniołku, Aniu, Barosie, Rafale, Justynko, Fere,
Maćku, Saszko, Mariuszu, Marto, Ewuniu, Fobio, Kasiu,
Elżbietko i Elizo, Nino, Basiu, Jolu, Oxyvio, Szakalu,
Kasiu Kowalewska, Małgosiu, kapryśny Dawidzie, Wiolu
Wojtku i Zorianno - zawsze będę Was miło wspominał
i nie zapomnę również o Gabrysi, Zimnym Groszku,
ani (hehe - z urzędu) o Mihalym, Rannym Julku i Cerberze
(co do Cerbera - mam nadzieję, że przestanie być skandalistą
- bo jeden palikot wystarczy - a stanie się porządnym
krytykiem, bo nosa do poezji ma);

pewnie jeszcze kiedyś się spotkamy - zupełnie możliwe,
że w realu i nie zarzekam się, że do poezji nie wrócę,
ale pora na długie wakacje;
ściskam Was serdecznie, Kochani:)


* * *

szkice (I)

trudno ukryć ślady
kiedy oczy piszą wiersz

każde spojrzenie ma swój kolor

wiem
czemu w miejscach na które patrzysz
pojawia się krew
ale nie wiem
kto powbijał gwoździe w twoje sny


* * *

szkice (II)



pamięć skręca w stronę celulozy
wędrują obce białka
popatrz
wspomnienia zamieszkują bezludne domy
a czas osiada na modlitwach za zmarłych




* * *

szkice (III)

wspinałaś się
wbijając haki w żebra
unosiłaś jak balon
na gorące powietrze

rozsypało się

taka kolej
teraz patrzysz na semafory
o pustych oczach


* * *

fra

trudno było określić jego wiek. być może
był to schyłek średniowiecza - czas rozkwitu
sztuki i ludzkiej zachłanności.




* * *


pod kapturem zabrakło miejsca na twarz.
habit koloru uschniętej sosny skrywał kości
wydarte z rzymskich cyfr. memento.

rosochate ręce chwytały głęboki oddech -
przekleństwo! dar odwagi wyboru
sprowadza śmierć pierwszą. na początku drogi
docześnie przechodzisz w życie wieczne.

sam podłożę żagiew pod stos na którym spłonę.

kiedy zdarto kaptur, nie było już oczu.
i rysy ściekły z oblicza.
będziecie uciekać przed lękiem aż do śmierci
drugiej.

gorzki ogień pozostawia słodkie popioły.

nienawiść także jest miłością.


* * *

na płótnie

poprzecinał promienie. szeleszczącymi gałęziami
rozmazał krawędzie jasnych plam. na trawie
szeroko rozrzucił ręce. w zapachu białych storczyków
niebo zgarniało obłoki. poza wierzchołki drzew

odpływały marzenia i oczy zaszklone obrazami
tamtego lata. pędzel nabierał cyjanu. na jesień
powrócą cienie. w starorzeczu zasną. zatopione
w modlitwie o lód.








tekst oparty na motywach pejzażu
Jana Nepomucena Głowackiego "Zarzecze"


* * *

chitambo

można odwrócić dom na lewą stronę

opuścić highlands i zaginąć na ziemi
kalahari. szukać wielkiej rzeki
zanim odpłynie przez księżycowe tęcze
zanim zapłoną żyrafy

a życie odklei się jak podeszwa


* * *

return to innocence

cegły kruszeją w skórze rozpada się życie
zdrapuje z twarzy miękkość pęka wzrok

ze szczelin w świetle wypływa ciepłe morze
unosi zgniłe skrzydła


* * *

między jesienią a zimą

przemykałaś
zanim przyszli złodzieje cieni
za pajęczyną ukryłaś twarz

wiesz

kiedy mężczyzna tęskni za kobietą
przez popękany czas
przeciekają sny


* * *

niebieska góra II

gdzie byłaś
kiedy światła miasta
przypominały nagrobne lampki
o świcie
wypatrywałem
aż krew kapała z chmur

zacząłem wykuwać niezdobyte góry

wtedy spadł pierwszy śnieg









ps

...nie ma teorii wszystkiego; jednego równania
które można by z dumą nosić na t-shircie; gorzej:
nie ma jednej rzeczywistości...

Stephen Hawking


* * *

przestroga teściowej

ona
jest zbyt słaba
żeby udźwignąć siatkę z zakupami

ustąpić miejsca staruszce

jej wzrok nie sięga poza czubek nosa
(chyba że jest to lustrzane odbicie)

niczego spoza kolczyka na uchu
nie usłyszy
płaczu dziecka nocą

ta mężczyzna


* * *

list do mamy, sierpień 2033

kochana mamusiu

ja i Dżenny bardzo się kochamy
i bardzo kochamy dzieci.
jak będziemy już małżeństwem, to na pewno
jakieś adoptujemy.

z Dżenny jest mi cudownie
a zwłaszcza wtedy, kiedy wychodzimy
na dalekie i długie spacery.

uwielbiamy naturę.

obiecałem, że zaraz po ślubie
zapiszę Dżenny cały swój majątek.
ona mi też zapisze.

funt kłaków.

wiesz mamuś... o wiele chętniej
ożeniłbym się z Dżekim, bo
świetnie aportuje,

ale czy społeczeństwo dorośnie kiedyś
do takiej tolerancji?


* * *

tatuś 1, tatuś 2

ponumerowałam właściwie
nie powiedzieli jak mam się do nich zwracać

żadnego molestowania tylko pierwszy
tak dziwnie na mnie patrzy czasem drugi
śmieszy godzinami wtartymi w lustro

ja także potrafię być śmieszna kiedy pytam
jak się rodzi małe gejątka




* * *

opowieści biblijne (V) - wąska brama

rozleciały się żurawie. z ziemi patrzyły jak
maszyny wysysają mięknący beton, jak unoszą
powieki zmarłej kobiety
jesteś
naprawdę. a prawda taka fałszywa. istnieje
nieskończenie krótko ale zawsze
wytrąca w przeszłość tych co jej szukają


kiedy będę odpływał zobaczę
górę rzucającą się w morze
i odpryski przylegające do kamienia
wrócą rzesze niestworzonych
zanim w ustach zalegnie cisza.

na początku było kłamstwo.
to Adam podał jabłko Ewie.


* * *

opowieści biblijne (VI) - mieć w nienawiści

zbudowałeś maszynę
do zabijania czasu

miłość

zniszcz ją.
przekonasz się na czym stoi.


* * *

dziady (cz I)

potrafiły poruszać cienie, a pytały
czy wiatr ma smak. pewnie


ześlizgiwały się po księżycowych promieniach

* * *

zanim odejdzie noc
nakarmi szepty
zgaszą znicze
i pamięć
wymknie się z pajęczyny jak świetlne nici

uniosą połowę prawdy
o kształtach niemożliwych do zaistnienia

a miotła zabije pająka


* * *

kiedy przestanie istnieć mowa

słowo ptak wypowiem lecąc
pomiędzy prawdą a kłamstwem
wygaśnie układ
słoneczny
opuści obszar występowania snów

będziemy spać jak kamienie






* * *

Beethoven

śmierć puka do drzwi
kijem. nieważne którym końcem.
oba nieszczęśliwe

w moich snach
żywi żyją w zgodzie z umarłymi
nie mówią.

wierzę swoim snom.


* * *

studium (I) - Książę

drzwi bez zamków trzaskają na wietrze.
cel. pal. cel. pal. cel. pal.
stosy.
w polityce bezbronni prorocy nie zwyciężają
mistrzu Niccolo.
cel.
uświęca środki.

w łańcuchu przyczyn i skutków
nie zerwą się ogniwa
po wsze czasy
ziemię zamieszkiwać będą
nędzarze i nędznicy






* * *

opowieści biblijne (X) - ...dzieweczko, tobie mówię: wstań...

o czym myślał
kiedy zębami liczył deski
nie pamiętał
jak wstał
a sędzia wysoko uniósł jego rękę
zwycięstwo
przychodzi czasem niespodziewanie
zanim nokautujący cios
uderzy

gong


* * *

przenikanie

widzi kościół dominikanów
planty ławkę a na niej kobiety
w szarych szmizjerkach

mówią

że rozmawia z umarłymi
odkąd oczy wpadły jej do ust


* * *

wiadomość z drugiego świata

słowa przestały być lizaniem ognia

odkąd potopiłaś spojrzenia jak małe kocięta
wykrwawiło wiersze

a czas przenika przez zamknięte okna













http://www.youtube.com/watch?v=wgLVby64_AM


* * *

pieta

ukamienowała przeszłość za
drzwiami od
tamtej pory ma bezkształtną twarz
zostawiła w spokoju
ręce
przybiła do skroni


* * *

sit tibi terra levis

leniwe litery nie unoszą dźwięków
choć gra w nich skrzypienie piór

umierają szelestem pomiętych kartek

wściekłym szczeknięciem
delete


* * *

Yong Tai

przez ciebie nie dotykam ziemi

prowadzę terakotową armię

nie mam pojęcia
jak długo będziesz słyszała
kroki do bezsenności

Yong Tai

moje oczy należą do ciebie
więc lepiej ich nie zamykaj


* * *

beneath a phrygian sky

księżyca promień tańczył,
snuł czar mozaiką wód.
na gwiezdnym żyrandolu
migotał skrzysty wzór.

przez dach dziurawy, nocą,
wśród kłosów świetlnych żniw,
z niebieskich konstelacji
czytałam twoje sny.

skądś tam, z odległych dolin,
znad pieśni wschodził głos.
przemawiał do kamieni:
w miłości drzemie moc.

więc siłą jasnych spojrzeń
rzeźbiłam cudny brzask,
w ulotnej mgiełce, w magii
i w pięknie co tkwi w nas.

czas mija, usiądź obok.
dopóki krąży noc,
wysłuchaj moich zaklęć,
nim cicho zniknę stąd.


* * *


to była próba przekładu tekstu Loreeny McKennit
"beneath a phrygian sky"

tłumaczenie zaczęło jednak żyć własnym życiem
i odbiegło zbyt daleko od oryginału;
dlatego jest tutaj

http://www.youtube.com/watch?v=exJmnYa8nok



* * *

w stronę Swanna

pszyjaciele kpili w żywe oczy
kiedy chwytał za klamkę pytali
co tam jest oprócz nieba i ziemi
nie ma nic

i jest wszystko
co trzeba żeby zostawić łuski

zatrzasnąć drzwi



* * *

zielonooka V

tyle strumieni czas rozmyło
na pokrwawione śliną plamy

kiedy się modlić nie ma o co
najpierw ustami umieramy

a ona spała bezlitośnie
tak bezszelestnie
tak bezgłośnie


konary rozcinały niebo
gałęzie darły wiatr na strzępy

aż rozmodlone w locie liście
dotknęły ziemi uroczyście

a ona spała snem skalistym
mglistym, urwistym
i bezlistnym



* * *


drzewa przejrzały swoje cienie
gdy pakowały lata w słoje

zapamiętały tamtą zieleń
i czas gdy biło serce



* * *


http://www.youtube.com/watch?v=77uE7WE6Grk





* * *

stygmat

żeby rozmawiać z umarłymi, wystarczy
być wirtualnym. widzieć
kolory przyduszone przez niebo

gdy fotografia ścieka w krajobraz i nagle
twarz zacina podmuch mroźnego powietrza.

nic nie mówisz. tak samo jak wtedy
patrzysz w moją stronę. celuję obiektywem
w wykadrowaną chwilę

milczę.

kiedy milczę
jestem wirtualny.


* * *

lustro

widzisz tylko siebie
i to co za tobą

sen o otwartej przestrzeni

warto śnić
idąc
do miejsca w którym nie ma dalej


* * *

morfing

widzisz
półmrok
zdarł kolory z kształtów
wyobraźnia kotłuje obrazy

trzymasz w rękach pustą fotografię
dawno z niej odszedłem

sam nie wiem gdzie


* * *

labirynt

pamięć rozwiesiłaś wśród drzew
nie zawodzi
wiatr

na sierści przydrożnego kota
zostało trochę twojego ciepła
nie wystarczy

żeby jeszcze kogoś przytulić

* * *



* * *

ostatni wiersz o zielonookiej

nie można umrzeć na piękne oczy

nauczyłaś się przechodzić przez czas na skróty
nietknięta
rozmnażasz czucie poza wyobraźnią

poukładałaś ślady na trawie
w miejscu gdzie nigdy cię nie było
słucham pamięci poruszonych kamieni

kiedy twarz moja obca

* * *


* * *

zero bezwzględne

odkąd muzyka stała się zbiorem dźwięków
słowa przestały mówić

jesteś chory

kiedy nic nie boli
świat odarty do pustego ciepła
może już tylko stygnąć










* * *

szklana góra

zostało tylko kiedyś
po rycerzu zatopionym
w szkle
nie pomieściły się wszystkie imiona

mówiły
że nie byłaś
a na pościeli została krew

śmierć jest zawsze dziewicza


* * *

Giovanni (fra - II)

nie umierał młodo, a jednak trudno było określić
jego wiek. być może był to początek
odrodzenia ludzkiej zachłanności.
to wtedy zaczęła być sztuką.




* * *



z twarzy odparowały kolory. słaby kontrast
prawie zupełnie stopił biele
na śmiertelnym łożu

miłość jest nienawiścią.

kiedy czas wydrapie oczy i litery
pozamienia w egipskie hieroglify,
kiedy zmieszane freski Anioła
zaczną mówić głosem zmarłego Rafaela,

nie sposób uciec przed lękiem,
dopóki Bóg nie oddzieli światła
od ciemności.

wielkie dzieła to tylko ślady,
a ty poznałeś cel.


wygrałeś florentczyku.
popioły są słodkie.

lepiej spłonąć niż zgnić.







* * *

koma

widzisz
pewnego dnia nie zaczyna się sen

twoje cienie szukają oczu

kiedy oślepną ręce
tracisz bliskich


* * *

kurs czarnej magii - teoria snów

zero jest liczbą urojoną
i rzeczywistą jednocześnie
istnieje przestrzeń
w której dzieją się sny

nie są nierzeczywiste

spalając się zostawiają popiół
a niebo ulatuje przez komin


* * *

dar

Jurkowi O.
mojemu drogiemu przyjacielowi



widzę jak świecą ludzie
bezdomni
wychodząc ze szklanych domów
zostawiają ciepłe kamienie
tym którym zgasło światło


* * *

zielonooka VII

podtykasz najlepsze kąski
a mnie brakuje słów
wspaniale gotujesz
bo lubię

ogród pełen jabłoni
widziałem
jak przytulasz się do drzew
bo kocham

wzrokiem prosto z liści
wpatrujesz się godzinami

bo jesteś








* * *

future continuous

pomiędzy kłosami
popłynie prosty czas
wymieni imiona dzieci
ozłoci zielone

zanim czerwone wyblakną
pocałunki
nim przytulenie
zmieni się w ściernisko


* * *

wielki odlot

szczęśliwa na chwilę
przymknęłaś oczy
pomyślałaś

lecę do nieba

a to grunt usunął się
spod nóg


* * *

samotność nie istnieje

nie wychodzimy poza siebie
na kruchy lód
pomiędzy wirtualnym a rzeczywistym

głos gotowości od wewnątrz
słychać spoza

wszystko staje się wyobraźnią
okiem w oku
naprzeciw siebie




http://www.youtube.com/watch?v=JbiSlPqb2PY&feature=related


* * *

the rolling stones

nie wiem czy były gonitwą
czy ucieczką
może jednym i drugim
z twarzy odpryskuje lakier

moje życia toczą
się jak kamienie
do miejsca w które nie dopływa czas


* * *

niezniszczalny

budzisz się a mózg
nadal ścieka z kierownicy

wiatr pluje krwią

znowu obcięłaś drzewom cienie


* * *

kurs czarnej magii (II) - teoria mroku

walentynkowo
mojej kochanej
zielonookiej czarodziejce:)

* * *

widziałaś kiedyś jak rośnie trawa
albo jak ogrodowe krasnale
spacerują wśród kwiatów?


kiedy słyszysz szepty i szelesty
okna przestają pilnować nieba
drzwi rozpościerają skrzydła
i dom ulatuje poza sen

przemykają wszystkie możliwe zdarzenia

na stronach starych książek
tańczą litery
układając się w magiczne zaklęcia
kiedy ciemno

ucz się widzieć


* * *

ars poetica

do tej maszynki można wpierdolić wszystko

piasek z osiedlowej piaskownicy osikany przez
miejscowe koty, zęby Adama Zagajewskiego, kilka
kolokwializmów, parę
metaforycznych przypraw, szczyptę ironii i

kręcić, kręcić, kręcić
na wersy

zlepić

niebanalny
niejadalny
mielony


* * *

blizny na wydmach

jej imion nie pamiętam
od dawna
zamieszkała w kącie oka
przemyka
pomiędzy dźwiękami
kiedy śpiewają piaski
nie pamiętam
imion


* * *

imię róży (popr.)

pierwszy ubrany był w habit. nie miał twarzy,
a może nawet głowy. tylko czerń, jakby ktoś
wyrwał kawał nocy i wepchnął pod kaptur.

drugi szkielet niewątpliwie należał do kobiety.
żaden mężczyzna nie powiązałby kości wstążkami.

przed ostatnim spotkaniem włożyła na siebie białą,
przeźroczystą suknię, której
zwiewność zdawała się
wprawiać w ruch widoczne żebra. głowę miała odkrytą,
zęby zdrowe, a głębokie oczodoły nie sprawiały wrażenia
pustych.

pozycja w jakiej ich odnaleziono, była dziwna.
pewnie od setek lat patrzyli sobie w oczy.
nie znudziło im się wieczne odgrywanie śmierci.

martwi nie potrafią udawać miłości.


* * *

kurs czarnej magii (IV) - dysocjacja hiperrzeczywistości

głupcze

swój świat podzieliłeś na świat zewnętrzny i wewnętrzny
zasklepiony w swoim egoizmie
nie zauważyłeś innych

to tak
jakbyś twierdził, że cała istniejąca rzeczywistość jest twoja
kiedy mówisz, że świat wirtualny należy wyłącznie do twojej wyobraźni


zamykam słowa na klucz.

już wtedy w Fajstos
moje rysy na zawsze wpisały się w linie horyzontu
żeby do końca odmilczeć
zaklęcia

ugotowałam jezioro na kamieniach

rozpadło się
życie
stało się chemiczną modlitwą.



* * *

widma rzeczywiste

co

kiedy przestaje brzmieć
muzyka ustaje

ogień

było jak sen
mówisz
ze zgrzytem hamującego pociągu
we wszystkich oknach
martwieją krajobrazy


* * *

piroman

trawa rosła w oczach
błysk
zapowiada kolejne popioły
zabrały imię

już nie pamięta

kiedy poszła w dym






http://www.youtube.com/watch?v=JbiSlPqb2PY


* * *

B-541

że miała zielone
nie napiszę

Małemu Księciu nic nie powie
kolor oczu

zapyta o niebo
utopione w studni
pragnienie

żeby być jedyną

dopóki wszystkich zachodów
nie połączy
jad pustynnej żmii


* * *

niepamięć

śmierć powiesiła się na rysach
twarzy
nie rozpoznaję
czyja ona
ta twarz
ta śmierć
rozpuszcza słowa w ciszy


* * *

* * * (w pierwszą rocznicę)

kiedy ziemia przysypie niebo
nie myśl
że czas zasypie pamięć

wiatr przysycha do korzeni
a mordercy
zawsze wracają na miejsce zbrodni


* * *

kołysanka spod ciemnej gwiazdy

od północy
na północy
przez pół nocy
lód się iskrzy

wstęgą zorzy
mieni się
polarny motyl

śpij malutka
niech się przyśni


* * *

mrok nieskalarny

ciemność rozpuszcza postacie
a ty
świecisz dziewczyno
promieniotwórcza
w okresie połowicznego rozpadu
duszy i ciała
ciała i kości
twarzy chorej
na zapalenie światła


* * *

anoreksja

teoretycznie
powinni siedzieć

na jednej piątej

ale przecież
opodatkowany jest każdy
gram chleba

więc rozlazło się robactwo
po całej kromce


* * *

drzewa w okularach

życie jest ciszą

śmieją się wierzby
i nie wiem o czym rozmawiają trawy
przy porannej rosie
dotyka mnie to
czego dotknąć nie potrafię

przeczytałem wszystkie chmury
całą przeźroczystość
od błękitu do deski
grobowej

życie jest fikcją


* * *

żuczek

cacy
pisze gazeta
wyborcza
kiełbasa z jadem

nie dla mnie

gębę mam zamkniętą
na antyfaszyzm
antysemityzm
antykomunizm
i anty-komora

ale po wyborach
poszukam żarcia
w powyborczym gównie


* * *

z wizą i akcyzą

nie ma Łukaszenki - jest demokracja
jest Łukaszenka - nie ma demokracji
a my
od lat zagrzebani w politycznym mule
wybieramy
się na piątą aleję
kupować samochód w dowolnym kolorze


* * *

rzeczywistość kpi z wyobraźni

złościłem się
gdy pozwoliłaś żeby


przez dziurawy dach
przesączył się świt
przesiąknął przez powieki
sen
umknął w stronę światła

stał się niewidzialny

* * *

osiągnąłem dno i odkryłem
że istnieje drugie
życie
w którym nieważkie cienie
mocno stąpają po ziemi


* * *

stróżu mój

kolejną twarz przybiłem do ściany
gwoździami
żeby nie zapomnieć
jak zabiła
okna i drzwi
w ciepłą księżycową noc

jeszcze jeden anioł
stał się

zakrwawioną podpaską


* * *

żegnaj laleczko II

miałem świadomość
- księżniczka nie przeżyje
bajki
trwają na ogół od świtu
do licha
czemu mówicie
że ta stara baba
to moja córka
popatrzcie
jej Barbie


* * *

papierowe diuny

na twoich banknotach
wyrysowałam piękne krajobrazy
jedyny

zobaczyłeś bezdroża

dla mnie opuściłeś dom i ludzkie drogi
bite żelazem i głodne
przestały widzieć tory
a przejrzały ślepe kocięta

oczom wyrosły pazury


żegnaj
zmięta kartko rzucona w piasek

zatrzymałaś klepsydrę














* * *

rosa i para

motto:
jeśli to prawda
że istnieje sen wieczny
to ja nie żyję





straciłaś imię
w morzu
przestałaś być rzeką

płynę do świtu

przez zielone spanie
niebem wracasz
nad źródło

o czwartej nad ranem


* * *

tańczący z kwadrami

każdej nocy odcinałaś
plasterek księżyca

lądował na kromce
chleba naszego
w ciemności

z łatwością przechodziłaś z rzeczywistości
do wyobraźni
między wersami
układałaś marzenia w mojej głowie

tysiąc razy

rozum krzyczał
źle skończysz
na nowiu

liczę podatek od zysków
w pełni
pozbawiony instynktu

wyję





http://www.youtube.com/watch?v=DCasDjtaulE


* * *

południca

didaskalia

30 VI

...znowu widziałem ją na odludnym wzgórzu.
Przechadzała się miedzą pod łanem pszenicy.
Zastanawia mnie, dlaczego jest taka młoda.

11 VII

...miłość i śmierć to siostry. Obie
są umieraniem. Kiedy któraś nie zostanie
spełniona, druga ustępuje jej miejsca.

Wtedy nie umiera się dokładnie.

19 VII

...wraca zawsze w pogodne dni, gdy niebo
nie oszukuje błękitu, gdy

30 VIII

nad owocami dzikiej róży
latają czerwone gołębie

miłość dojrzewa w ogniu

przychodzę
nakarmić z tobą słońce

zanim zęby przestaną płonąć

słowa odejdą
w łachmanach









http://www.youtube.com/watch?v=SaI0oUMd_Hw





* * *

śpiewanka

na podbite lewe oko wystrojona
drży gitara jak wiórowa meblościanka
zardzewiałym dźwiękiem sypią chore struny
śpiew ma żółte i zepsute przednie zęby

sama nie wiesz co sprawiło że nie słyszysz
tłumu ludzi uwięzionych w tym tunelu
obok miejsca w którym na bruk upadł pieniądz
obok miejsca gdzie nie można podnieść głosu


* * *

debet

Jarkowi Jabrzemskiemu
z podziękowaniem za inspirację


motto:
...jedynym, co mamy naprawdę
są złudzenia...



cały mój majątek
to sześć milionów
stokrotek

na pobliskiej łące

budzę się ze strachem
że ukradli mi sto tysięcy
z konta

na którym nie ma
złamanego grosza






* * *

d***kracja

możesz wybrać
te same
wszy będą ssały twoją krew
za darmo

i ten sam wszarz entomolog
będzie dowodził
do europy
na targ
niewolnicy

sprzedam polaka
sprzedam polaka
kupię greka




* * *

kolej

płatami rdzy opada
na tor. sypie się
czas
rozłożyć talię
podkładów. szyn
które wróżą
niedokończoną podróż


* * *

chemiczna ewangelia

najgorsze są reklamy
słodyczy. tuż przed dobranocką
którą oglądam, żeby zapomnieć
o głodzie
zasnąć
i zapomnieć o wszystkim.


nie jestem uczniem twoim
ale mam w nienawiści tych
którzy się jej boją

nienawiść koi ból

a boli


* * *

powiedz Sikorski

co to jest język
nienawiści

jest we mnie więcej
niż potrafię wypowiedzieć

naucz mnie jej mowy
zanim wymurujesz ciszę
z cegieł i kamieni


* * *

wielowidzenie

czas przeszły kruszeje
rozsypuje się na
czasy przeszłe


przynoszą moje twarze
ukrywają
za krzesłem
mają swój radiant

w każdą płaczącą noc

próbuję światłem wystrzelać widma
rozszczepionej przez pryzmat
ciemności


* * *

łańcuch przyczynowo-przyczynowy

pojawia się przy okazji
seksu z blondynką
po naprawie kranu






przestaje kapać woda


* * *

światy ratunkowe

krew wypełza ze skalnych szczelin

pojmuję w locie
szczyt rozpruwający pogodne
niebo

zawisło na linie

ujrzałem rzesze na odludziach
ciżbę wydeptującą ścieżki na pustkowiu
tłumy gromadnie przemierzające manowce
w nieskończonej procesji


wypełzjącej z pustej wyobraźni

jak ta krew
co została wysoko

na skałach


* * *

misja

jestem mężczyzną

pługiem kosą śpiewem
skałą i domem
walką i obroną

gwiazdą co spadła
pod uschniętą jabłoń
żebrem
oddanym
żeby cię stworzono


* * *

głowa chorego

pani minister, ile kasy przypada na głowę chorego?
(pytanie do Ewy Kopacz w dzisiejszym wywiadzie dla TVN)



od płomiennych obietnic
pęka szkliwo na zębach
próchno udaje lukier
nie pomoże
kiedy z gęby zajeżdża
korytem


* * *

sen mojej siostry II

przyprowadziłaś do domu obce
kropka
od której zapadło milczenie
wraca do gwoździa
z powieszonym zdaniem

o tym co śnisz
przykryta szeptem

gdy noc wyrywa okiennice


* * *

podwójne życie Weroniki

"wiedza jest taka krucha..."
Richard Feynman


I

nie była ta sama.
stworzona w kilku kopiach
drukowanych w boskim rzucie
kolejnych słońc i księżyców.
proces kreacji jest ciągły.

Kopernik nie miał racji
ziemia jest płaska. okrążając ją
przechodzimy na kolejną mapę.

II

nie znałem drugiej. dlatego
szukałem cię
po powrocie. zastałem obcy dom
dziwne powietrze i wrażenie
że mnie tu nigdy nie było.

studiowałem życiorysy żeglarzy
którzy opłynęli świat.
nie zostawili żadnej wskazówki
jak odnaleźć samego siebie.
aż pewnej nocy
zrozumiałem
Weroniko
musiałaś znać moje ego.
wieczny bunt
na Bounty. kapitanie Fletcher
Pitcairn.

tam muszę być. tam jestem
gdzie pierwsza byłaś ostatnia.
w najbardziej odludnym zakątku

domyka się świat.


* * *

sondy po wyborcze

skazuję was na śmieć

na śmieć
na śmieć
na śmieć

a resztę gołoty

na bruk


* * *

forma otwarta

w starej wieży skrzypi
skarga ściętych drzew
dźwięk dzwonów zaplata
warkocze
na rysach twarzy

muzyka


* * *

wyprawy poza rzeczywistość (I) - koleje

wieczorem przyciągała
siłą wszystkich zmysłów
przyszedł
nad ranem pozostała sama
wina reszta i pustka
w fiolce po środkach nasennych

kochana mamusiu jest cudownie
a przede wszystkim nie ma tam
kolei




* * *

autokreacja

wbijałaś we mnie oczy z kawałków szkła
kiedy drzazgami odtwarzałem twój wizerunek

litera po literze przenosiłem twoje imię
na drugi brzeg

nie rozstąpiło się morze czerwone

i stałaś się drogą prawdą i życiem
a ja jedynym bogiem


* * *

kosmogonia

byłaś niezniszczalna do skutku
który nie stał się przyczyną
na białej sali
ktoś wyłączył prąd i zgasły gwiazdy

nauka o wszechświecie jest totalną fikcją


* * *

światło bez źródła

wyjąłem z szafy wszystkie jej księżyce
zbierane nocą na czarną godzinę
w której z imienia wypłukało pamięć
kiedy spod powiek kapały obrazy
mur budowałem kamienny i ciszę
z zaoszczędzonych przez lata kamieni


wersja II


wyjąłem z szafy wszystkie jej księżyce
zbierane nocą na czarną godzinę
w której z imienia wypłukało pamięć
kiedy spod powiek kapały obrazy
mur budowałem i kamienną ciszę
z zaoszczędzonych przez lata kamieni


* * *

teoria bezwzględności

trudno porzucić noce

podpowiadały wiersze
kiedy zegar pakował godziny
na mokradłach
o zmierzchu
cofałem się przed obraz
przed złote ramy
pod ścianę
przez którą przeszłaś
bezszelestnie

wieje wiatr pozbawiony ruchu
gdy znikają cienie

czas płynie w bok


* * *

biały karzeł

niedobrze
kiedy śnią się
popalone twarze

w oczodoły wpychasz
skrwawione palce
do kości obgryzasz
czas

odejść kiedy drzewa
zapuszczają korzenie
w śniegu
bieleją źrenice


* * *

grawitacja

jesteśmy w niej
a ona w nas
jak muzyka
wywołuje
imię wszystkich imion

świecących i wygasłych


* * *

na manowcach

zatrzymały się noce
przez które przejechaliśmy
wielkim wozem

w wysokiej trawie

pozostał czas
kiedy razem obgryzaliśmy księżyc


* * *

kogo bije dzwon

w jego życiu nie wydarzyłoby się nic
gdyby nie znalazł kobiety
powieszonej w lesie

miał szansę zostać podejrzanym
ale zakończył karierę
w charakterze świadka

to wszystko
co można o nim powiedzieć
urodził się i zmarł

pochowano go obok odciętej

teraz wspólnie podlegają rozkładowi
na pograniczu krzywej Gaussa

przypadki chodzą po trupach







http://pl.wikipedia.org/wiki/Rozk%C5%82ad_normalny


* * *

lawina

moje podróże mają zapach książek

otwieram strony i czytam postacie
wyjęte żywcem z ocalonych domów
nie rozwiązują tysiąca zagadek
którymi byłaś w śnieżystej sukience

w śpiewie schodzącym z pobliskiego zbocza
wciąż jeszcze słychać tamten krzyk


* * *

studium fotografii

nie wiem kto wstrzymał ciemność
poruszył światło

nieważne

dokąd jedzie mój pociąg
kiedy ręka przenika rękę
nieistniejące stacje
stają się widzialne

dwa księżyce

ten drugi załamany
przez szybę w oknie
widziałem
jeszcze byłaś

w tłumie nieżyjących

coraz więcej obcych
wykopuje w ziemi samotność






http://www.youtube.com/watch?v=f-DfWcqBV7Y&feature=related



* * *

studium sensu

nie można pozostawać w rzeczywistości
nie do zniesienia
malujesz usta lodem
rzeko
dopóki Pan nie otrze wszelkiej łzy
z twoich fal
buduję mosty nad niczym


* * *

studium śmierci

ręka w rękę
przez całe życie razem
umrzemy

jedno z nas zmartwychwstanie


* * *

kilwater

w tym domu żyły wiadra myszy i łabędzie
haftowane czerwoną żyłą nad zatoką
sinistość przedwieczorna otulała wodę
w wiadrze śniły się kroplom dalekie podróże

mrożąc krew w żaglach rozpalonych śpiewem
łabędzim kluczem wzleciały przez komin
dziwne historie okrętowych myszy
z wyszorowanej jak pokład podłogi


* * *

kwadratura historii

pierwsza unia europejska była właściwie lepsza od obecnej.
nauka języków obcych stała zdecydowanie na wyższym poziomie.
integracja kulturalna (o wiele ściślejsza) oraz edukacja
w zakresie tolerancji dla wartości europejskich, rozkwitały
wsparte przez światłe prawo i pełną oddania działalność
unijnych komisarzy. konsekwentnie zamykano szkoły
będące ośrodkami reakcji i nacjonalistycznej ciemnoty.
znacznie lepiej niż obecnie rozwiązywano problemy imigracji.
organizację służby zdrowia powierzono morom i zarazom
a wspólna waluta i unijna dyscyplina budżetowa powodowała
systematyczny wzrost
(podatków).

rozruchy greckie (za pierwszej unii też były) i jej wyjście
ze strefy euro, a także kryzys gospodarczy wywołany przez placówki
populistów broniących jakoby swojej ziemi, zaowocowały poważną zadymą
listopadową kiboli, niezadowolonych z wyników unijnych rozgrywek.
późniejszą ustawkę krakowską i nielegalną manifestację styczniową
jak również wiosenny ruch oburzonych (który objął wtedy całą unię)
także udało się szczęśliwie zażegnać, na mocy ówcześnie istniejących
traktatów. niestety
przez 123 lata jacyś idioci nazywający siebie patriotami
(nie mylić z amerykańskimi rakietami)
ustawicznie rozwalali unię od środka, aż w końcu im się udało.
na cholerę.
teraz musimy budować ją od nowa.


* * *

SMS

życzę ci przyjacielu, żebyś nie
był głodny, żebyś miał co jeść,


bo u mnie nie ma nic do jedzenia
ale nie mogę o tym nikomu powiedzieć
żeby mnie nie zabrali od mamusi.
jest chora. nie może zostać sama.
zamarznie.

wczoraj nazbierałem trochę patyków
nad rzeką. zapalę w piecu wieczorem.

żeby nie było zimno w twoim domu.

i niech wreszcie te cholerne psy
przestaną wyć
a ludzie przemówią ludzkim głosem




* * *

drewniane dzieci

słowa nigdy nie przestają zabijać
okien
niepotrzebnych gdy patrzysz
przez palce wplecione we włosy

kusimy samotność
milczeniem


* * *

bezimiennie

czeka biały koń

wewnątrz tajemnic
w środku moich sekretów

nie istnieję


* * *

muzyka

falowała w oknie
kiedy zgasły oczy
z tamtego życia
jak kot przeszedłem
przez sen

nie przetrwała ognia
pod sukienką

podobno miałaś serce
kiedy iskrzyła gitara
z dymem uchodziły dźwięki
przez chwilę

jesteśmy wieczni


* * *

zapis

czas kapał ze wskazówek zegara na kościelnej wieży
brat furtian odmawiał różaniec kropla po kropli
kapał czas ze wskazówek na kościelnej wieży

usłyszał muzykę
kilka prostych taktów i śpiew jakiś nieziemski
zapamiętał

co mówił córce kiedy odchodziła tam
jest zawsze pięknie
dlaczego się smucisz przed podróżą

usiedli w refektarzu dziękując za dary
wsłuchali się w dźwięki fletni pana
i usłyszeli jakiś śpiew nieziemski
szarpał mury kołysząc obraz Zbawiciela
na kościelnej wieży kropla za kroplą
sączyła łzy figura Matki Boskiej
przy drugiej tajemnicy

ktoś krzyknął o Jezu przewrócił się lichtarz
już palą się nuty kilku prostych taktów
nikt nie zapamiętał
drogi którą odeszła z powrotem

uczyniłeś ją Panie dziewicą


* * *

pismo linearne B

znowu wracam na Kretę
po mądrze nazwanych śladach
do spojrzenia spisanego klinem
którym topiłaś słońce w morskiej wodzie

i przytuliłaś do mnie całą ciemność
całą czytam do dziś
trwa chwila
istnieje
dopóki istnieje jej zapis


* * *

miraż

każda chwila zostaje
przemielona

czas rozsypuje się
tuż za nami
przeszłość
z pustynnego piasku

budujemy zamki
nocą
pełną białych plam


* * *

zielonooka kołysanka

odkąd samotność
stała się zbyt ciężka
unosiłem góry
co noc

liczę barany

obgryzają księżyc
dopóki nie zgaśnie

paś baranki moje

wtedy śpię spokojnie


* * *

fatalne zauroczenie

Małgorzacie



nie latają biedronki
odkąd przestało istnieć niebo
opadły strzępy rozmów
we śnie
rzeczywistość potrafi udawać

martwą







http://www.youtube.com/watch?v=f-DfWcqBV7Y


* * *

wilk

instynkt wypluwa całą mądrość
zdobytą
żeby mieć coś do stracenia
na pustkowiach

niebyt określa świadomość


* * *

przestałem uczyć się na błędach

nie zamieniłem pamięci w galerię złoczyńców

widziałem twoją siłę

godziny obgryzione do kości
i słońce zachodzące bielmem










* * *

z ostatniej chwili

Benkowi S. Zbyszkowi R. Andrzejowi M.
kolegom poległym w katastrofie kolejowej
pod Szczekocinami 3.III.2012



rzuciliście palenie

żeby jechać dalej
trzeba było się zatrzymać

na drodze bez wyjścia
wszystko toczy po

kolei




* * *

identyfikacja

puk puk

tu nie ma poezji

puk puk

tu nie ma metafor

obraz

po twarzy
wzrok spływa

na twarz straconą
co obok
nie może udawać twarzy


* * *

ryba latająca

nad powierzchnią
unosił się
zanim
wszystko stało się
jasne
odnajdę dom
który stracił dach
nad głową


* * *

magia zielona

oddam się cała
kiedy dorosnę
nie będziesz na mnie


czekał
kiedy dorośniesz
weźmiemy ślub

w polnych dzwonkach
znajdziemy
obrączki


złotej nie było
do dziś czarodziejko
umyka z naszych miejsc
rzeczywistość


* * *

pali kot

ruch zaakceptował
organizm nie
wytrzymał
może tydzień
zanim odpłynął
na falach radia marycha


* * *

(zielone oczy Isabelle)

...wczoraj

spisał testament
tobie oddaję
skrzydła
kota
serce

zielone oczy
zostawiam
Isabelle
...

Agnieszka Z.
Nicolette
http://azborowska.blogspot.com/



* * *

nie wiem jak
z zakorkowanej butelki umyka nocą
światło
nie jest jasne
kiedy diabli wzięli kota
Isabelle

twoje oczy są zielone







* * *

sonata e-moll

wychodzisz ze wszystkich czasów i miejsc
kiedy piję kawę z deszczem
widzę świat namalowany stopami wędrowców

nauczyli mnie jak wdeptywać w ziemię
niepotrzebne dni
ominąć czarnymi klawiszami
rozmowy przeplatane światłem księżyca

nad górami
które spierze horyzont
będę znowu gotowy na wiatr


* * *

równanie Schrödingera

sen powrócił
stamtąd
włamały się do wyobraźni
obrazy uwięzione w szybach

poza pasmem widzialnej ciemności

sypiesz się
ze strachu przed samotnością
wysypujesz się na zewnątrz
związana






z byle kim


* * *

poprawka na wiatr

nie przed nami śmierć
tuż za
wycina godziny na czas
przymusowego milczenia

wczoraj jest martwe


* * *

ziemia obiecana

ojciec nienawidził
Żydów
ratował przeprowadzając
przez słowacką granicę

ja
zgodnie z literą prawa
nie mogę być antysemitą
bezkarnie
można tylko ubliżać Polakom


* * *

czwarta

bliska i obca
kiedy mogłem cię zamienić
w każdą postać
króliczku na ścianie
nie odgadłaś rąk ani światła
w którym cienie odzyskały twarze


* * *

sen o jarzębinie (II)

troskliwą dłonią głaskał cię po głowie
tak jak dziewczynkę
zupełnie tak samo
jak wtedy kiedy miałaś włosy
wpięte
w niematerialnie czerwone gałęzie

właściwie mógłby niejasno odlecieć
wystarczająco odrosły mu skrzydła
i dostatecznie dni zarosły bielmem

niebo przesiąkło kolorem jarzębin


* * *

pecunia non olet

ale cuchnie
od kapitalistycznych odchodów
na reklamach
leci z nami pilot
prosto w ekran telewizora

brzdęk

internet
połyka kolejne monety

o kurwa

jak wy potraficie nam ten świat
obżydzić


* * *

analiza pozawidmowa II

przytulałem cię
dopóki nie rozsypałaś się
w rękach
bezmyślnie milczy lalka

zostawiłaś straszny bałagan

ciszę poupychaną byle jak
w szufladach
i światło
rozrzucone po wszystkich kątach


* * *

ja, Klaudiusz

widziałem barwy wiedzione przez czernie
w niepamięć pełzły kolory z daleka
od rąk podanych na drodze upadku
trwały jak kamień grzany obcym ciepłem











* * *

sonata zielonooka

kiedy zieleń uczepiła się oczu
uniosłem twój śpiew
ponad dźwiękami

nie uszedł z pamięci
przez sen

tak mocny
że naprawdę mam ręce





* * *

tańczącej z wilkami

uwięziony na otwartej przestrzeni
nie pomieszczę kiedy życie pełne
wędrówek

wsród półmroczy
zaplatam cieniom warkocze

przez lata

w których mogłem
skundlić się

albo zwilczeć


* * *

chrząkanie nienawiści

the truth is hate speech
for those who hate the truth*)



przy korycie pełno
opasłych świń
utuczonych knurów
i tłustych warchlaków

chlew jest jedynym bogactwem
żyjącej w nędzy zagrody

rzeźnik stał się koniecznością







*) prawda jest mową nienawiści
dla tych którzy nienawidzą prawdy


* * *

gruszki w popiele

starzenie emocjonalne
jest szybsze od
tego które widzimy na twarzy
przez dzień
uganiamy się za
nocą

zasypiamy









* * *

martwe bity

ziemia pusta jeszcze była
gdy duch boży unosił się
za oknami
grali ciszę ze wszystkich nut

wyciekły dźwięki klawiszom

przez rozbite szyby
widzę duszowiska

z powodu obecności
od których trudno się uwolnić

nie można być do końca samotnym


* * *

wolność ptakom

odczuwam ogromny wstręt
do czasu w którym wynaturzenie stało się normą
z trudem powstrzymywałem odruch wymiotny

teraz puszczam pawia


* * *

spoza

słychać było muzykę
czasami
ściszone głosy
burzyły wewnętrzny porządek
przez drzwi
od zawsze zamknięte

z przyzwyczajenia

nie można zobaczyć
dwóch wschodzących księżyców
i cieni
dawno zgniłego drzewa
wiadomości

przeciekają

jakbym nagle stał się nieszczelny










http://www.youtube.com/watch?v=DKejfYzB3ak














* * *

na lotnisko

pociągi pełne
wracają
puste
miejsca po bliskich
wystygły

jestem gwiazdą mówiłaś
a twoją szczęśliwą
co noc

ciemność całuje w oczy


* * *

Latający Holender

widziałem tylko zestrzelony księżyc

oszczędziłaś widoku twarzy
masakrowanej przez życie
zostawiłaś mnie

w testamencie
zapiszę wiatr żaglom





* * *

Saleen

była piękna

na ostrym zakręcie
spełniło się przedwcześnie
marzenie

piękna śmierć


* * *

wiersze o miłości (XVI) - sonata cis moll

na początku było słowo

w nim było życie
lecz świat go nie poznał

ono było na początku


zapisane
w języku którego nie pamiętam
szeleściły zadeptane trawy
kiedy słowo stało się śpiewem
a śpiew muzyką

w tonacji ciężkiej od krzyży
uderza serce

kiedy jedno zostaje

zostaje tylko jedno













* * *

klucz

masz elektryczne ręce
mówiłaś
kiedy szarpałem struny
miałem muzykę
w palcach
pięć linii
rysowałem na skórze
znacząc nuty drżeniem

grałaś


* * *

tańczącej z wilkami

Martusi

trudniej niż z wilczych szczęk wydobyć
zachwyt z wilczych oczu
kiedy przemykasz bezszelestnie
wtapiają się w igliwie
wilcze pazury

tracą ostrość w miękkich obrazach
mogłabyś ściekać ze sceny i płynąć
całą sobą
w tańcu
tak wdzięcznie poruszasz

wilcze serca







http://www.youtube.com/watch?v=WN03vDFNH2Q&feature=PlayList&p=F5498DDEDFC5E07A&index=16




* * *

małpi pęd unijnych świń

nie ma czym imponować biedaczek
z kolczykiem
pasującym jak ulał
do unijnej świni

w małpim pędzie

forma przerasta treść
a opakowanie
przyćmiewa zawartość

więc nie pisz w małpim pędzie
do unijnej świni

w wierszu jest poezja
a artyzm w zapisie


* * *

autobiografia

nie wiem czy było ucieczką
czy gonitwą

moje życie
pewnego dnia ubrało buty
i poszło


* * *

Ariadna

zapisałem cię na ścianie labiryntu
w czasach gdy budowano pałac
w Knossos. ciągle padał deszcz
kiedy dzwoniłaś. otworzyłem drzwi

tak samo jak wtedy
pomyliłaś piętra

* * *

do pomieszczenia w którym potężny komputer
pracował nad odczytaniem pisma linearnego
prowadził korytarz pokryty hieroglifami

zatrzymałaś się przed gliptykiem
na którym uwieczniono twoje imię
zanim uszłaś przed gniewem królowej
prowadziłem cię przez długi korytarz
prosto do wyjścia z labiryntu
w Knossos. ciągle padał deszcz
w czasach gdy budowano pałac
pisałem dla ciebie wiersz
kiedy dzwoniłaś.

otworzyłem drzwi


* * *

ósmy dzień stworzenia

dla M.M.



i cisza była byle jaka
i ciemność taka niedokładna


ślady rzucone od niechcenia
zawiodły
wprost w sekretne cienie
z ust Mona Lisy
odczytałem
szeptem
w najgłębszej tajemnicy
półmrok osnuty wokół klątwy
rzuconej w ósmym dniu stworzenia

żeby się nigdy nic nie stało





http://www.youtube.com/watch?v=zEMEUTKVFeU



* * *

kapikomuna

brak chleba nie doskwiera
umarłym z głodu
nie przeszkadzają kolejne igrzyska

bez ben Ladena

jest pięknie
bez Saddama
żyjemy w raju
po śmierci Kaddafiego

świat stał się lepszy

kapitalistyczna komuno żebrząca
w gównianych reklamach
o złote sedesy


* * *

biały koń odjechał bez księcia

starannie wyprasowałem niebo
kiedy jesion wiązał krawat
wiatr przymierzył mój kapelusz

wystrojona wierzba przestała tęsknić
za tym by błyszczeć
chce świecić

a światła w niej tyle
co z księżyca






* * *

purpurowe skrzypce

Bóg musiał cię zabrać
Kasparze

sam nie doleciałbyś tam
gdzie twoje granie
umknęło przed brudem

muzyka przedrze się wszędzie
a my zamknięci w sobie
nie różnimy się niczym

od zwierząt





https://www.youtube.com/watch?v=Sz4nvFp8nQA


* * *

El Greco (I) - chłopiec zapalający świeczkę

spojrzeniem podobnym do okien cmentarnej kaplicy
rozcinał kolejną wieczność
na dziedzińcu brudnym od wyrzutów sumienia
przerażające słowa wgniatały kolana
do ziemi

prochem jesteś

marnością

wypełniasz życie
a Bóg przemienia twoją pamięć w cmentarz
kiedy bezradnie rozkładasz ramiona
stajesz się krzyżem

miejscem męki pańskiej

na placu pełnym strudzonych pątników
rozpruta wieczność bardziej niż zaraza
wlepia w obrazy światłość wiekuistą

ogień piekielny

nie jest najstraszniejszy
w sobie unosisz najgorszą udrękę

to raj jest piekłem


* * *

epitafium dla wędrowca

nie przywiązuj się do mnie bo przecież nie warto
kosić niebo by lepiej było widać gwiazdy
spadające z życzeniem które ścisza słowa
wysuszone jak kwiaty z tamtych łąk
za miastem

śmierć się bawi przy drodze
z nadzieją na miłość
odkleja rzeczywistość od marzeń
dla cieni
spina z ziemią na której wyrosły milcząco
kolory zdarte kształtom
zaklętym w kamienie




* * *

blizny na piaskach

stworzyłem cię na obraz
i niepodobieństwo

z wietrznej smugi na szybie
w pustynnej symfonii
przetańczyłaś swój balet
wśród pyłowych diabłów
wirując prosto w lśnienie
odbite w zegarze

ciemne plamy po świetle
w oczach
już nie szukam prawdy

rzadko bywa piękna