J. Dartmoor
w w w . j e s t - l i r y c z n i e . a r t . p l


spis treści

Nitrilase 19 / Kanapka dla bezdomnego
Nitrilase 1 / Pustynia
Nitrilase 18 / Wspomnienie
Nitrilase 6 / Galaktyki
Nitrilase 10 / Brzoskwiniowy sad
Nitrilase 11/ Fiolet i czerń
Nitrilase 17 / Noc i trzy piosenki Stinga
Nitrilase 16 / Neony na wiejskim niebie
Nitrilase 2 / Czarne kamienie
Nitrilase 14 / Morderca myje zęby
Nitrilase 3 / Moja Królowa
Inulinase 1 / Rachunek
Nitrilase 5 / Aksamit Twego Ciała
Inulinase 2 / Jak króliki
Inulinase 3 / Rzeczywiście ostatnia randka
Nitrilase 4 / Sen o wiośnie
Nitrilase 8 / Sen o jesieni
Nitrilase 9 / Poszukując pierwszej miłości
Inulinase 4 / do Onki
Inulinase 5 / Norwegia
Nitrilase 12 / Słodkie zapomnienie rynsztoku
Nitrilase 13 / Nasze miasto
Nitrilase 15 / Aksamit Twojej Skóry
Nitrilase 20 / Binarne rozmowy
Inulinase 6 / Kloszardzi poezji
Inulinase 7 / Szkarłat posłania
Inulinase 9 / Genetyka MIŁOŚCI
Inulinase 11 / Seks na drugie śniadanie
Inulinase 12 / Życie - pętla histerezy
Inulinase 13 / Białe Małżeństwo
Inulinase 14 / Moja Nowa Dziewczyna
Inulinase 15 / Sąsiedzi
Inulinase 14 / Moja Nowa Dziewczyna - bardziej ironicznie
Inulinase 16 / Miłość jest ślepa
Inulinase 17 / Masakra
Inulinase 18 / Wciąż sam
Inulinase 19 / Siekiera zapomnienia
Inulinase 20 / Kanapka dla bezdomnej
Nitrilase 21 / Czerwony dach
Laccase 1 / Włoskie lody
Laccase 2 / Dwie myszy i jedna klawiatura
Laccase 3 / Lubię...
Laccase 4 / Wsobnie
Laccase 5 / Obfity biustonosz
Laccase 6 / (insty/prosty)tucja
Inulinase 8 / Gury doliny i zieleń trafki
Laccase 7 / Umarlaczki
Laccase 9 / Mój brat-debil
Laccase 10 / Jak Bionicle
Wkładam i wyjmuję ...
Ja i Ty ... na sprzedaż
Ciocia
Ksero
Szryt, szrat
Zakazani
Ona: Nie pozwól się krzywdzić nawet mnie, tym bardziej mnie.
Samotność
Nie Jestem Twoją Pornografią
Zmysły
Znikanie
Ciii...
Rozkołysani
Jesteś
Rozbitkowie
Oddech
Wolność !?
Nawrócenie
Zgubiony
Czy kiedyś...?
Ślady
SMS na wieczór
bryza
przyjęty.


Nitrilase 19 / Kanapka dla bezdomnego

Zgięty w pół
Świata kraniec
Nie znosi by nim kierowały
Parszywe łapska ludzi
Słodka nienawiści
Maluj czerwone obrazy
Kreśl szkarłatem białe ściany
Niewinności moich myśli
Ta cisza kaleczy
Od środka
Torba na zakupy
I niedojedzona kanapka
Dla bezdomnego spotykanego
Za tym samym rogiem ulicy
Gdzie jeszcze kiedyś
Były białe ściany i nasza pierwsza randka
Rozbryzgane krwawe myśli
Zabierają mnie w otchłań szaleństwa
Podaj mi pomocną dłoń
A znajdziesz się tam i Ty
Rącze białe konie
I ich mięso spożywane na świadanie
Wraz z poranna gazetą
Śmieci są czyste
A myśli brudne
A kogo to obchodzi
Przecież jutro
I tak wszystko zaleje krew
Więc do jutra kochanie
Żegnam


* * *

Nitrilase 1 / Pustynia

Drobny biały piasek pod Twoimi stopami
Suchy i delikatny
Słońce cię ogarnia
Kiedy zanurzasz ręce w pustyni
Jest cicho
Słyszysz szelest swojej długiej czerwonej sukni
Jest delikatna jak aksamit
Czuję jak się w niej poruszasz
Zanurzasz stopy w ciepły piasek
Rozglądasz sie
Nikogo nie ma
Tylko twój zapach
Nie możesz go poczuć
Ale on cię otacza i pieści
To słodycz poranka
Świeżej brzoskwini
Wiatr układa twe włosy na twarzy
One mają zapach jesieni
Zanurzasz ręce w piasku
On staje się wodą
Zimnym strumieniem
On przywraca życie twojej sukni
A ona staje się szmaragdowa
Sen kładzie ręce na twoich oczach i myślach
Zapadasz się w nim
Zwykle budzisz się rannym świtem
I wzbudzasz sobą jego zazdrość


* * *

Nitrilase 18 / Wspomnienie

Wąskie przejście na drugą stronę jezdni
Blokuje się mój rozrusznik serca
Uderzam w maskę Twojego samochodu
Widzę przez chwilę czerwoną chustę twoich ust
Błysk spojrzenia
Łzę na policzku
Listość to złe słowo
Dziś wygasł kredyt
Na dalszą miłość
Oddałaś mi listy
A ja pocałunek
Krąża fale smutku wokół myśli
O powrocie do Twojego świata
Ale to będzie łamanie zasad
Nie można siłą otwierać okien w pamięci
I szukać Cię w twarzach tylu innych kobiet
To prowadzi do obłędu
To poszukiwanie jutra nigdy się nie kończy
Słodkich owoców rozdeptanych w świeżej zielonej trawie
Złamanych perspektyw nikt nie naprawia
Słaniając się przechodzę przez ulicę
Na drugą stronę
Tam nie ma mnie bo Ciebie też nie ma
Czy to był kolejny sen czy tylko przypadkowa
Czerwień samochodu
I ślad szminki na policzku
Wycierany w pośpiechu
Wzrokiem szarych przechodniów
Słodki zapach niepamięci
Podkreślił teraźniejszość
Zabrał mi Ciebie
Rozgłądam się za słońcem
Kapilarą światła
Sączy się świt przez zasłonę powiek
Leniwie powoli
Wschodzi nowy dzień aby umżeć
Wieczorem
Razem z myślami o Tobie
Dobranoc i żegnam
Czy będzie do jutra
Nie już nie
Śpij kochany


* * *

Nitrilase 6 / Galaktyki

Katastrofa po lekkiej stronie galaktyki
Miasto ginie w plątaninie ulic
Jesteśmy jak płatni mordercy żyjacy
Na kredyt
Szukamy ofiary wsród nas samych
Brak spokoju
Brudne doznania
W ciemnym pokoju
Noc wymieszana z cieniem dnia
Kolory nie mają znaczenia
Kreslony ołówkiem pamiętnik
Zostawia po sobie popiół
Głos kaznodziei milknie
I świat odchodzi w zapomnienie
Kwiaty żyjace z odsetek od naszego życia
Sącza słodki nektar
Zanurzeni w ramionach snu
Przenosimy miłość w stan delirium
Granica złamana
Odwrót się nie uda
Katastrofa po ciemnej stronie galaktyki


* * *

Nitrilase 10 / Brzoskwiniowy sad

Słodkie owoce świadomych doznań
Rozlewają swój nektar na Twojej skórze
Ona chłonie słodycz pocałunków
Składanych powoli prosto w sam środek Twego zapomnienia
Nikłe nadzieje na powrót z tej Krainy doznań
Kładę ręce na twych ramionach a Ty oddajesz mi uścisk dłońmi
Nasze twarze są pełne uniesienia
Kolorowej zasłony ekstazy
Wibrujemy uderzeni i miotani wiatrem zmysłów
Z tęsknotą oddając się zapomnieniu
Białe krajobrazy i zapach silnych uczuć
Dotyk i wilgotne usta
Brzoskwiniowy sad
Zapach trawy i ciał rozgrzanych słońcem
Pożądania
Objęci i zapomniani
Sami


* * *

Nitrilase 11/ Fiolet i czerń

Burza ciał zaćmionych cieniem niepewności
Następny dzień przynosi wytchnienie i na nowo zaczyna sie pogoń
Zastęp za zastępem czekających na swoją kolej
Mizerne kwiaty dawane w geście rozpaczy
Fiolet i czerń na skraju umysłu
Tak gonisz i padasz ofiarą smutku i przerażenia
Nie możesz się podnieść
To kres możliwości
Szkarlat zasnuwa ulice
Czy to ty
Czy ktoś inny
Myśli wypływaja powoli z umysłu
Wietrzeje pamięć i biel wrasta w krajobraz
Potem jest już tylko biel
i Koniec


* * *

Nitrilase 17 / Noc i trzy piosenki Stinga

Kręcę warkocze z myśli postrzępionych w czasie
Pamiętam tylko fragmenty ale sklejają je uczucia
Wzmagam siły i moce by odnaleść jej twarz
Jej obraz
Nakreslić słodycz jej uśmiechu i ust
Oczu pełnych łez rozstania

Byliśmy blisko ale to nie był ten czas nie to miejsce
Złe miejsce na spotkanie
Nocny przejazd na gapę
Twój dresz który wyczuwałem pod opuszkami palców
I myśli kłębiące się w rytmie muzyki
Ona zawsze mi przypomina tamtą noc
I nasze rozstanie nad ranem choć było to tak dawno
Że nasze złe sny już poszły w dal niepamięci
Ja ciągle Cię szukam
Ciągle staram się odnaleść
Ale czy tego chcesz
Czy ja jestem tam gdzie ty jesteś teraz
Nocna muzyka i taniec
My sami w innych światach innych problemach
Zasłuchani w inne słowa i inne myśli
Ja ratuję się wspomnieniami żyje nimi
A ty
Czy ty masz jakieś wspomnienia

Proszę nie zakładaj bluzki
Poczekaj
I ciągle te trzy piosenki Stinga
Z pożyczonej zapomnianej płyty
Na okrągło
I moje myśli miotane szczęściem
I twój uśmiech zagadkowy
Obserwowalem i myślałem jaki ma być
Mój następny ruch
Twój oddech tak blisko
Objęci
Śpiący blisko siebie
W sobie
I wsłuchujacy się w swoje myśli
W oddechy
Czuwający
Słońce nas spłoszy i ranek rozpędzi
Ale my i tak zawsze będziemy razem
Choć tak daleko od siebie
Choć żyjac osobno
Kręcąc się wokół różnych spraw
Ja chłonę oddycham i pamiętam zapach
Twoich perfum
Ust
Twój ruch i gest
Tęsknie i tak już zostanie
Czy ty tęsknisz
Tęsknie
Inne światy też



* * *

Nitrilase 16 / Neony na wiejskim niebie

Noc szmaci sny te złe spotykane w snach
A potem odpływamy ale nie umiemy pływać
Utrzymujemy się we mgle jak parasolki smagane wiatrem
Lecimy w cienką stronę światła
Otwarte słodko oczy w geście ekstazy
Pojawiają się w odbiciu lusterka
Gdy malujesz brwi i uspokajasz usta błyskiem szminki
Kolejna słodka noc po dniu upartym jak osioł
Ociągającym się z rozstaniem rzeczywistości
Sny majaki
Koszmary wędrujace
Powtarzane z ust do ust
Niesione pokusami
Podszeptami i słonymi lśniącymi sloganami
Wypisywanymi neonami na wiejskim rozgwieżdzonym
Niebie
Słodkie chwile o zapachu siana
Niesione noca
Na posłania
Chwile spędzane popołudniami wspólnie pod dachem
Słońca
Gaszonego deszczem
Skradającym się jak słodki kochanek
Szepczącym ciche obietnice
Słyszane w perlistym śmiechu
Noc podsyca nozdrza dojrzewającym zbożem
Skropionym uśmiechem zachodzącego słońca
Bledną zapachy skąpane w rosie nadchodzącego poranka
Ulepszone strony mojej natury zapadają się w modlitwie
O lepszy dzień o lepsze jutro
Bez wyzwań ale objęte pełnią zadowolenia
Może też czerwonego szczęścia
Wiązki pękają a nowe się umacniają
Kondensacja śmieci w umyśle
Eksploduje i kreuje marzenia
Powlekane przesłodzonym mdlącym lukrem
Słowa w śmieciach
Sny na ulicy
A marzenia w rynsztoku
Kwaśne uśmiechy
Ale
Ja
My
Oni

Jesteśmy
Jestem
Chyba to naprawdę się liczy
Napewno się liczy
Bardzo się liczy


* * *

Nitrilase 2 / Czarne kamienie

Mokre czarne gładkie kamienie pod Twoimi stopami
Wyczuwasz moją zimną czerń i ostre ruchy
One Cię dotykają i są tuż pod twoją delikatną gładką skórą
Poruszasz się po czerwieni dywanu
Twoje stopy są nagie i czujesz mokre krople moich łez
Idziesz do przodu i widzę jak strumień światła dotyka twoich czerwonych warg
I łamie się
Spacerujesz i rozglądasz się za czerwienią kwiatów
Ja układam ich jedwabiste płatki pod Twoimi stopami
Spacerujesz po nich i masz zamknięte oczy
One otworzą się dzisiejszej nocy i wtedy mnie zobaczysz
Teraz jestem tylko jednym z tych szkarłatnych płatków rozsypanych
Na soczystej czerwieni dywanu
Więc mnie nie dostrzegasz
Musimy czekać do nadejścia nocy
Kiedy księżyc odkryje nasze prawdziwe
Silne uczucia
A Ty poczujesz ciemnozieloną wilgotną trawę pod swoimi stopami



* * *

Nitrilase 14 / Morderca myje zęby

Szare ściany mojego pokoju
Poszarpane zasłony wyglądają na zewnątrz
Przez potłuczone brudne szyby
W poszukiwaniu resztek światła
Szara zmieżwiona pościel na łóżku
Kopalnia robactwa
Myję zęby
Szara umywalka
Brudny zlew
Gdzie odprowadzam uczucia
Jej zakrwawione brzegi
Szare porcelanowe ściany
Nóż umazany po rękojeść
To było życie
A ja myję zęby
Piana pasty obmywa ostrze
To była noc prawdy
Ale ja już o niej zapomniałem
Tylko może krzyk utrwalony
Na krańcach podświadomości


* * *

Nitrilase 3 / Moja Królowa

Zakładasz czewone buty aby stać się Królową
Nie mogę nadążyć za Twoją wyobraźnią
Ciepło twoich myśli ucieka tak szybko
Jestem tylko małym kawałkiem jesionowego drewna
Twoje ręce są wolne
One czekają na świeży błekit deszczu
Który nadejdzie z poranną purpurą wschodu
Wiatr wieje i wkłada jesienne kwiaty w Twe ramiona
Czerwień twych butów współgra z kolorami lasu
Otwierasz usta i rozsmakowujesz się ostatnią ciepłą kroplą letniego deszczu
Słońce staje w szranki z nocą na granicy ciemności
Ciepłe piękno korali umiera
Morze pokrywa tajemnica ciszy
Twoja bursztynowa suknia jest mokra kiedy zanurzasz się w oceanie
Delikatnie smakujesz sól na swych lśniących ustach i języku
To był pocałunek suchej zimnej bryzy
Jestem zazdrosny
Ale jestem tylko kawałkiem jesionowego drewna
A ty jesteś Królową


* * *

Inulinase 1 / Rachunek

Rachunek wystawiony na
Słodkie niszczenie pierścieni zła
W zalążku
Nie został pokryty
Jak kwadraty toczone wspak
Przemykają się sumienia skazańców
Zamazując światło w małym okienku
Nie mające ze soba nic wspólnego strzępy słów
Pourywane z wydętych plugawych warg
Brać żelastwa i betonowe pospólstwo
Nasza przewodnia siła co dnia
Kartonowi żołnierze i ich
Licencja na zabijanie
To świat otchłani
Gdzie są same braki i
Brednie wypisywane co dzień w szkołe
Na tablicy


* * *

Nitrilase 5 / Aksamit Twego Ciała

Niech zakamarki Twej duszy otworzę nad ranem
A potem doskoczę i siła czerwieni Cię zasmucę
Ty wspomnisz te słowa
Pisałem je nad niebem
Które błękitem przebiło Twe oczy
Jak słońce wschodzące od zachodu
Upstrzone polany czerwonymi jagodami
Zbieram je o świcie i popadam w zapomnienie
Czerwone wino na ustach i słodkie
Czereśnie i truskawki
Ciepłe policzki i czerwień rumieńca
Kradzione ciepło Twych ust
Przepełnionych słodyczą owoców
Pocałunki i wino
i aksamit Twego Ciała


* * *

Inulinase 2 / Jak króliki

Wstrzęmięźliwi seksualnie
Jak białe króliki w klatce
Łamiemy zasady i reguły
Czarujemy swe zmysły
I mamimy rządze niewinnymi obrazami
Gdzie jesteś
Czy możesz to zatrzymać
I przewinąć od początku
- Nie da się
Więc tańczmy dalej
Nikt nie patrzy
Zróbmy to jeszcze raz
- Nie da się
Trudno
Jutro Cię wyrzucę
I kupię sobie nową Kobietę




* * *

Inulinase 3 / Rzeczywiście ostatnia randka

Jak masz na imię kochanie
Czy dobrze się czujesz
Nic ci nie jest
Nie jest Ci zimno
Przykryj się i przytul się
Połóż się tuż obok mnie
Nie chcesz
Nawet nie patrzysz w moją stronę
Podaj mi rękę
Ale zimna
Czy masz gorączkę
Czoło zimne
Jesteś jakaś sztywna
Wyluzuj się
Daj mi rękę zatańczymy
Brak pulsu w nadgarstku
To chyba nasza ostatnia randka
Nie uważasz Kochanie


* * *

Nitrilase 4 / Sen o wiośnie

Dni odpływają
Strumienie deszczu przeszywają ostatni wczesny ranek września
Spacerujemy alejami gdzie inni ludzie nie istnieją
Oglądamy kawałki życia
Nie wracamy w przeszłość wyobraźnią
Nie chcemy pamiętać
Marzymy o wiośnie
Skąpani w ciepłych obłokach
Szukamy przeznaczenia naszych historii
Rozszerzamy się szerzej i szerzej
Złoty krąg w mojej głowie
Kawałki Twojego zmysłu
Widzę jak Świat się zamyka
I otwiera się tylko jeden sen
Sen o nas
Iluzje delikatnie dotykają naszych ust
Zranionych obcymi słowami
Są spierzchnięte siłą naszego pocałunku
Ale pocałunek też odpływa
I przychodzi wieczny spokój


* * *

Nitrilase 8 / Sen o jesieni

Rama księżyca kręci warkocze z moich snów
Uzbrajam się w nie by stawić czoła jawie
Wolność kołacze w rytmie serc
Dzwony uderzają swą muzyką w ciemnym niebieskim tle nieba
Sen o wiośnie się sprawdza i rozlewa rzeką wspomnień
Po ramionach kochanków pochwyconych w locie
Migdałowe smutki rozkoszują się znowu smakiem radości
Cieple łzy deszczu ściskają za gardło
Budzi się powoli tęczowa jutrzenka
Kolejne dni obsypane jesienią odchodzą w niepamięć
Maluja kwiatami zielone łąki
A noce gwiazdami wibrującymi nad dachami snów
Rozświetlane promieniami zaklętymi w kroplach rtęci
Od wschodu wschodzi słońce
Nadchodzi wiosna i
Niszczy to wszystko


* * *

Nitrilase 9 / Poszukując pierwszej miłości

Ciepłe niebo zapowiada kolejny upadek aniołów
Kto się nami zajmie
Kto przejmie władzę
Granica snu zanika i jawnie przystępują do nas duchy
Nie obawiamy się ich bo są dobre
Jedynie światlo dnia unicestwi wszystko
Położy kres westchnieniom i lekkim snom
Nie ma miejsca dla marzeń
Motyle żyja tylko jeden dzień
Potem zasypiają i budzą się w swym motylim raju
Są jak pierwsze miłości
Kruche nieśmiałe i delikatne
Po nich zostaje tylko zapach
Nuta słońca i uśmiech na Twej niewinnej twarzy
Ale one w nas tkwią ukryte
Okraszone powracającymi wciąż marzeniami
Ty ich szukasz i ja też
Ale czy je znajdziemy
Poszukujemy ich w każdej miłości
Tej następnej
Ale czy je znajdziemy
Nie Nigdy


* * *

Inulinase 4 / do Onki

Zwłoki małych kotów
Na dnie rzeki
Zwietrzała woń ciał
Porzuconych nad brzegiem bajora
Stado opasłych much zadowolonych z sutej kolacji
Smrodliwe wyziewy zgnilizny
Nawet robactwu zbiera się na torsje
Śmierć kolorów
Nic tu nie pasuje
Pruje się brudny sweter świadomości
Ja tu nie pasuję
A czy ty tu pasujesz ?


* * *

Inulinase 5 / Norwegia

Norwegia jest daleko
A ja czekam na Ciebie upijając
Wspomnienia w kropli koniaku
Czy przywieziesz mi dziś śnieg
Czy rozgrzane ciało
Będę potrzebował wszystkiego
Będę potrzebował Ciebie
Twojego pastelowego zapachu
Delikatności Twojej skóry
Ust spragnionych czasem rozstania
Ciężaru Twoich piersi
Twoich bląd włosów na moich ramionach
Delikatne białe futro
Pachnie niespodzianką
Odsłaniając Twój brak bielizny
Obdarzysz mnie najcieplejszym
Uśmiechem na świecie
A ja zrewanżuję się przyjemnością dawania
Wstyd będzie nam dziś niepotrzebny
Zatrzaśniemy się przed uprzedzeniami
Dziś wieczorem będziesz moją Królową Śniegu
Roztopię Cię w Gorącej Czerwieni Posłania
Dziś Wieczorem
Norwegia Będzie Tylko Moja


* * *

Nitrilase 12 / Słodkie zapomnienie rynsztoku

Inni zazdroszczą nam uśmiechu
Szczęście dotyka wybranców i znaczy ich brzemieniem
Ludzkich spojrzeń pełnych nienawiści
Słowa kaleczą i ranią
Sami szukamy wolności
Ujścia dla naszych uczuć
Słów i gestów
Tworzymy własny świat
Pokoik marzeń gdzie razem
Składamy ręce
Do modlitwy
I usta do pocałunkow
Stoimy na jego straży
Wiemy że oni przyjdą któregos pięknego dnia
Zniszczą wszystko i rozleją
Nasze uczucia po ulicach
Słodkie zapomnienie rynsztoku
Gdzie wszystko ma swój kres
Nie zobaczymy ponownie słońca
Choć tylko ono zna prawdę
Dobranoc dniu
Dobranoc



* * *

Nitrilase 13 / Nasze miasto

Stara gazeta niedbale wspomina
O naszej wczorajszej randce
We dwoje skąpani w blasku
Restauracyjnych neonów
Spijamy koktajle trosk i radości
Za rogiem ulicy spotykamy
Przeznaczenie Głos
Wezwanie do lepszego życia
Nikniemy w poświacie ciepłego słońca
Zatopieni w swoich ramionach
Słodkich chwilach
Spacerujemy w blasku dnia
Pojąc się życiem zielonych krain
Spacerujemy po ciepłej trawie dnia
Zielone myśli i zapach jaśminu
Błyski słońca w konarach drzew
Błyski pamięci wczorajszej nocy
Spędzonej na ulicach miasta
Naszego miasta


* * *

Nitrilase 15 / Aksamit Twojej Skóry

Aksamit twojej skóry mnie porywa
W świat snów o cieplych pocałunkach
Przymknięte powieki i ciepło twego ciała
Słodki oddech westchnień na wilgotnej skórze
Biegniemy razem
Jak słodko kołysza się trawy
Jak falują
Unoszą i opadają
Płyną
W takt naszych oddechów
Ciepło i półmrok ciał
Cichych upalnych dni
Ty i Ja
Ja i Ty
Na przemian
W takt uderzeń serc
Do następnego snu
Do następnej nocy
Do końca


* * *

Nitrilase 20 / Binarne rozmowy

Ania kochała najbardziej
Ale dni oddawała swej słodkiej pracy
I poszukiwaniom deseni spodni w sklepach
Gdy ją spotkalem gdzieś na ulicy
Powiedziala że mnie nie zna
Miała racje
Ja też jej nie znam
Ale co dzień się widujemy
Choć mijają kolejne miesiące
Choć Nasze usta milczą
Słowa płyną i płyną
Zalewając binarny świat
Nasze usta
Nigdy się nie spotkają
Ale tak jest dobrze
Serca nasze są poplątane
Codziennymi troskami
Nie znamy ich cierpkiego smaku
Ale wykradamy je sobie w kilku zdaniach
Nocą nas nie ma
Śpimy odpoczywamy
Ale dzień pokonuje znowu naszą samotność
Tak właśnie jest z Tobą
Taka właśnie jest Ania


* * *

Inulinase 6 / Kloszardzi poezji

Słodki lukier powleka szarą rzeczywistość
Wszystko się do niej przykleja i obrasta kurzem
Wczorajsze gazety i nasze uczucia
Jak muchy
Bezowocnie walczymy by się uwolnić
Codzienne cierpienia zamieniamy na troski
Troski na smutki
Smutki na rany
A rany się zabliźniają
Skołowani spalinami
Wymieniamy uśmiechy przelotnie
I gubimy je w lepkiej zawiesinie codzienności
Nerwowości i czasochłonnej stracie czasu
Nasze małe szczęśliwości zamykamy w szarości dnia
Podstawiamy kolejne wagony naszego życia
I wywozimy śmieci przeszłości
Zapakowane w koperty
Po zwietrzałych listach miłosnych
Śmietniki naszych uczuć
Wciąż przeszukiwane przez kloszardów poezji
Patronów depresji i samotności
Moich towarzyszy
Najlepszych


* * *

Inulinase 7 / Szkarłat posłania

Brąz oczu szkli się w mej pamięci
Rozgrzane ciało czeka na sen
Ona przychodzi skrada się
Kosztując pocałunkami słony smak skóry
Cierpliwie znoszę cierpienie oczekiwania
Wreszcie czas pogania nasze powolne ciała

Biegniemy

Biała wstęga drogi wije się kształtem naszych ciał
Słyszę jej szarpiący cugle zmysłów szept
Jest mym spowiednikiem
Dla którego odbywam pokutę uniesienia
Płacę szczerym dreszczem ekstazy
Opętańczy szał rozgrzany czerwienią szala
Karłowaciałe smutki odchodzą w niepamięć
Pochłaniam Ją wszystkimi zmysłami
A ona kręci kołowrotem mojej wyobraźni
Czarny cień pejcza w mej głowie
Pogania mnie abym dogonił
Jej galop Jej pęd Jej słodki lot

Uderzeni bryzą wilgotnych ciał
Opadamy na szkarłat posłania
Odbijamy spoceni nasz byt
W jego nieładzie
Ona odchodzi gnana różem świtu
Ucieka w krawędź jaźni
Szarość posłania pozostaje
Sen odchodzi


* * *

Inulinase 9 / Genetyka MIŁOŚCI

Nagła aktywacja na prawym ramieniu chromosomu X i Y
Struktury telomerów się rozplatają
I odsłaniają promotory aktywowane
SŁODYCZĄ NASZEGO POCAŁUNKU

Regulon osłaniany przez palce cynkowe
Zabezpieczony dodatkowo zamkiem leucynowym
Odpowiada na sygnał hormonu
GDY CIĘ DOTYKAM

Inicjuje się transkrypcja z Naszych
Wczesnych promotorów i wycinające się introny
Pozwalają na dojrzewanie transkryptu
A MY ODRZUCAMY NASZE UBRANIA

Szorstkie retikulum endoplazmatyczne
Dokonuje translacji naszych dojrzałych transkryptów
Tworzą się niedojrzałe białka
KIEDY MY ZATAPIAMY SIĘ W PIESZCZOTACH

Gładkie retikulum endoplazmatyczne i
Aparat Golgiego modyfikuje produkty translacji
I adresuje je do transportu aktywnego w błonie
A MY CIELEŚNIE ZESPOLENI

Dojrzałe hormony osiągają synapsy receptorów i ...

... JUŻ NIC NIE PAMIĘTAM ...
... JESTEŚMY W NIEBIE ...


* * *

Inulinase 11 / Seks na drugie śniadanie

Znowu się kochaliśmy
Tak jak lubisz nad ranem

Moje dłonie wciąż pachną
Twoją ciepłą ekstazą

Robię kanapki do pracy
Moje drugie śniadanie

Zawijam je w Twoją
Wiśniową bieliznę

Zabieram Twój
Rozgrzany zapach i smak

Będę się delektował
Na nowo Twoją rozkoszą

Będę Cię zjadał po kawałku


* * *

Inulinase 12 / Życie - pętla histerezy

Dzieci kopią w piasku
Nastoletni kopią innych
Rodzice kopią kasę
Dziadkowie kopią w kalendarze
Złodzieje kopią groby

Dzieci kopią w piasku
Nastoletni kopią innych
Rodzice kopią kasę
Dziadkowie kopią w kalendarze
Złodzieje kopią groby

Dzieci kopią w piasku...
itd.


* * *

Inulinase 13 / Białe Małżeństwo

Białe Małżeństwo
Partnerski związek
Platoniczna jedność dusz
Zrozumienie
Wspólne zainteresowania
Wieczorne rozmowy przy dobrym winie
Słuchanie muzyki
Zwiedzanie galerii
Radość z dzieci

Brak pocałunków
Brak dotyku
Rezygnacja z pieszczot
Nagość i wstyd
Wstręt do ciała
Nocne zmazy
Samotność pod prysznicem
Samogwałt
Inny partner

Białe MORDERSTWO


* * *

Inulinase 14 / Moja Nowa Dziewczyna

Hanka była chłodna
No i mnie zostawiła
Myślałem zabiję się
Kończy się świat

Ją poznałem przypadkowo
W sklepie
Uśmiechała się zagadkowo
Zakochałem się

Mieszkamy teraz razem
Jest małomówna i cierpliwa
Chodzimy razem na długie spacery
Ona wysłuchuje moich monologów

Jest bardzo atrakcyjną blondynką
Jest taka drobna
Seks dla nas nie isnieje
Nasza miłość jest platoniczna

Wieczorami
Kąpiemy się razem
Lubię patrzeć jak jej bikini zmienia kolory
Potem czeszę jej długie bląd włosy

Ona jest inna
Nie jest jak Hanka
Moja nowa dziewczyna
Moja kochana Laleczka


* * *

Inulinase 15 / Sąsiedzi

Ona widuje mnie na schodach kamienicy
Rozdzielamy przelotne uśmiechy
kiedy przechodzimy obok siebie

Moje marzenia kołyszą jej biodrami
Przypadkowo muskają się nasze dłonie
kiedy przechodzimy obok siebie

Moja głowa śni wibruje serce
Muskają się nasze usta
kiedy przechodzimy obok siebie

Popadam w ramiona marzeń
Dotykam jej nagich piersi
kiedy przechodzimy obok siebie

Umysł przejęty przez fantazje
Ona obsypuje moje ciało pocałunkami
kiedy przechodzimy obok siebie

Tracę zmysły w szaleństwie
Wstrząsa nami dreszcz ekstazy
Kiedy wchodzę w Nią

............................................................

Za oknem listopadowy listopad
Podzieleni swoimi światami
kiedy przechodzimy obok siebie


* * *

Inulinase 14 / Moja Nowa Dziewczyna - bardziej ironicznie

Hanka była chłodna
No i mnie zawiodła
Myślałem zabiję ją
Zrobiłem to

Ją poznałem przypadkowo
W sklepie mięsnym
Uśmiechała się zagadkowo
Zakochałem się

Mieszkamy teraz razem
Jest małomówna i cierpliwa
Wysłuchuje moich monologów
Chociaż coś jej się stało z uszami

Jest bardzo atrakcyjną blondynką
Jest taka drobna coraz drobniejsza
Seks dla nas nie isnieje
Nasza miłość jest platoniczna

Wieczorami kąpiemy się razem
Lubię patrzeć jak jej skóra zmienia kolor
Czeszę jej długie błąd włosy
Zaczynają jej wychodzić z cebulkami

Ona jest inna
Nie jest jak Hanka
Moja nowa dziewczyna
Moja kochana Laleczka



* * *

Inulinase 16 / Miłość jest ślepa

Szli razem trzymając się za ręce
Tak blisko w szarudze jesieni
... stuk, stuk, stuk, stuk...

On obejmuje ją mocno
Ona rewanżuje się serdecznym pocałunkiem
... stuk, stuk, stuk, stuk...

On rano przynosi jej ciepłe bułki
Ona masuje mu plecy gdy wraca z pracy
... stuk, stuk, stuk, stuk...

Żyją razem ceniąc każdy wspólny dzień
Cieszą się swoją ciepłą miłością
/ Zazdroszczę im /
... stuk, stuk, stuk, stuk...

Idę za nimi wyprzedzam widzę
Ich promienne twarze i ...
Dwie rytmicznie stukające białe laski
... stuk, stuk, stuk, stuk...


* * *

Inulinase 17 / Masakra

Pstryk…
Przycisk pilota rozpoczyna dzień
Słodka telewizja
Kolejne trzęsienie
Ginie z tysiąc ludzi

Spotykam dzień na ulicy
Chłodne powietrze
Zielone światło dla pieszych
Dzieci idą do szkoły
Samochód setką toruje sobie drogę

Chodnik wyznacza linię spaceru
Moje miejsce moje osiedle
Na trzecim piętrze jest przedszkole
Czerwono pomarańczowa łuna
Już nie słychać krzyków tylko zapach spalenizny

Mówię cześć mojej sąsiadce
Jest szczęśliwa w szóstym miesiącu ciąży
Idzie po zakupy tuż za rogiem
Narkoman trawiony głodem pieniędzy
Nóż napierw w brzuch potem w serce

Do pracy jeżdżę metrem
Jestem leniwy przycisk windy
Potężny wybuch na dole
Winda leniwie się otwiera
Stoi ojciec trzyma rękę dziecka
Dziecka nie ma

Zaczyna padać deszcz
Jest ciepły
Trwa tylko chwilę
Jest czerwony...
Krwisto czerwony


* * *

Inulinase 18 / Wciąż sam

Na początku zdejmujesz stanik
Piersi obnażają moje pożądanie
Kolory nie mają znaczenia
Żądza widzi tylko czerwień

Słona skóra zaćmiewa zmysł smaku
Słodzi ciepło ramion i karmin wilgotnych ust
Zapach wypełniony westchnieniami
Zamroczeni unoszącym się w powietrzu pożądaniem

Przekraczamy granice rozsądku
Łamiemy prawa fizyki ciał stałych
Znękani ciężarem lukrowanym brzemieniem
Upadamy w ramiona krochmalu pościeli

Bryła lodu stopiona w truskawkach szampana
Eksploduje w kielichach rozkoszy
Wypełnieni do końca rozstaniem
Żegnamy grzech pragnieniem kolejnego spotkania

Myzyka wspomnień woła i kradnie czas
Rozmyślania kołyszą do rubinowych snów z Tobą
Zasypiam od roku w ramionach twojej poduszki
Wciąż jestem sam

Zupełnie sam...
A Ty ?
Gdzie jesteś ?
Jesteś ?!


* * *

Inulinase 19 / Siekiera zapomnienia

Siekiera rozsądku
W mojej głowie odcina
Pępowinę nadziei przez którą tłoczę
W zakamarki wyobraźni
Coraz bledsze wspomnienia

Twoimi miłosnymi listami
Zatykam wętyl smutku
Aby zatrzymać Twój obraz
Choć zwietrzały już
Zanika w czeluści codzienności

Pozostaje
Ukojenie
Twoje dłonie wedrujące
Po moim ciele
Śmiech i szybki oddech

Pozostaje
Mokre prześcieradło
Mokre szorty
Ból nadgarstka
Zapomnienie


* * *

Inulinase 20 / Kanapka dla bezdomnej

Wytrzyj ręce o moje usta
Otrzyj spocone nogi o moje policzki
Zabiorę cię w błogą nieświadomość

Zamroczony twym zapachem
Ciepłym i kobiecym
Nosisz go już tygodniami

Brodząc w dziurach twego ubrania
Szukam przyjemności i składam
Pocałunki na zlepionych kosmykach włosów

Stanik z codziennej gazety
Wyczytuję z niego kronikę sportową
Kiedy w Ciebie wchodzę

Zostawiam dwadzieścia złotych
I wczorajszą kanapkę
Czekoladę przyniosę następnym razem


* * *

Nitrilase 21 / Czerwony dach

Czerwony dach twego samochodu odchodzi
Twój zapach ginie w ulicach miasta
Ściany szepczą jeszcze melodię twych słów
One słuchają i powtarzają ją w kółko
Prześcieradło pamięta twe ciepło
Odbija smak twej skóry
Blask twych oczu utrwalony w niedopitej kawie
I twe ramiona wciąż na mej szyi
Słońce wybija południe
Chmury tryskają bielą
Twe odbicie w lustrze złamane rysą
Biel kartki zasmucona słowami
"Ostatni raz ..."
I otwarte zaschnięte pióro
Blednąca czerwień
Uczuć zaklętych
W zwiędłych kwiatach


* * *

Laccase 1 / Włoskie lody

Włoskie lody
Zpierzchnięte piersi
Pierwszy raz
Powoli pomału
Pomalutku

Pieszczotliwe soczyste słowa
Różowa woalka
Chroniąca krągłość biustu
Pulsująca krew gasi zmęczenie

Do przodu poruszają się palce po skórze
Do przodu powoli by nie spłoszyć
By zatrzymać
Westchnienie ciepły oddech

Słońce topi się w wieczorze
Znika pod chłodem pościeli
Tam usta spotkane razem
I włoskie słodkie lody
Rozpuszczone
Jak Twoje włosy
Muskające moje uda


* * *

Laccase 2 / Dwie myszy i jedna klawiatura

Dwie myszy i jedna klawiatura
Mocarna mechaniczna sierota
Zachodzę w głowę jak osiągnąłem ten
Stan ekstazy
Koloidalnego smutku
Mordęga i upadek w kałużę alkoholu
Po pierwszym nie zapijam

Nowalijki w slipach
Zapuszczam korzenie
Karcę dzień cały
Zaglądam pod spódnice matronom
I brzydzę się ich bielizną
Żółte plamy dawnych orgazmów

Powalony wreszcie spinam konia
Do lotu i karcę srodze jego nieposłuszeństwo
Fałszując szkaradnie nucę piosenkę “ Ich troje”
Powoli odchodzę w zaświaty
By tam zerżnąć mą pychę – ladacznicę


* * *

Laccase 3 / Lubię...

Lubię jak przeczesujesz włosy ręką
Nie widzisz tego
A ja jestem Twój

Lubię kiedy bezwiednie opierasz piersi o blat stołu
Nie widzisz tego
A ja jestem gorący

Lubię kiedy wilgotny ręcznik odsłania Twe ciało
Nie widzisz tego
A ja jestem w ekstazie

Lubię kiedy mnie na tym przyłapujesz
Widzisz mnie
Wtedy Cię kocham


* * *

Laccase 4 / Wsobnie

Wsobnie się wychowuję w małym miasteczku
Mam też wsobną matkę alkoholiczkę
i ojca chorego na raka
i wsobnego brata/kibola

Konfesjonał nie akceptuje moich zbrodni
Ani dobrych uczynków
Wydumane/wyuzdane grzechy
Nagradza karą

Brnę w zwątpieniu
Rozkoszuję się smrodem
Nieczystości moich myśli
Kradnę złudzenia
Mijanym na ulicy kochankom

Róże w wazonie karmione krwią
Twojej ofiary
Nadal są takie purpurowe
Kolory zamykają się w cieniu słońca
Łykam krople deszczu strapienia

Dobrze sobie radzę z dziewczynami/nadziejami
Ale ciągle żyję wsobnie
Tylko dla Siebie


* * *

Laccase 5 / Obfity biustonosz

Znowu pomiędzy Twe uda
Wpycham nos w nieswoje sprawy
Wdycham zapachy wiosny i okresu
Uniesień deszczowego lata

W poczekalni kotłują się miliardy
Aby Cię-przyszłą matkę posiąść czym prędzej
Trucizna związku zatruje ideał życia
A pieniądze, kochane pieniążki
Dyrygują marionetkami pokus

Welwet skóry oblewam ciepłem uniesienia
Likier ekstazy wlewam do Twych ust
Koleżanką mi byłaś
A teraz sukienkę masz poplamioną
Breją nieczystości mojej męskiej dojrzałości

Tuż potem strapiony
Uciekam
Dezynfekuję swe myśli w ramionach alkoholu
Kocham się w Twym obfitym biustonoszu nadziei i pragnień
Obgryzam paznokcie i sycę się smakiem wspomnień

Potem ... potem pachnę


* * *

Laccase 6 / (insty/prosty)tucja

Kolejne westchnienie
Ciepłe pocałunki
Rozmemłane spocone ciała
Leniwe ruchy
... Pieniądze jak zawsze zostaw na komodzie

Włączam się w fizjologiczny rytm miasta
Pociechą są Twoje opłacone sutki
Płacę za Twój niedopity alkohol
Za rachunki za światło

Edukacja Twoich dzieci jest kosztowna
Kolejny przelew za chwilę molestowania
Nowa sukienka, proszę bardzo
Wieczorem będziesz gotowa

Opłacam (insty/prosty)tucję naszego związku
A ty zdradzasz mnie z papierowymi królami złotówek
Czy to moje nasienie czy Twoje łzy na policzku
... Pieniądze jak zawsze zostaw na komodzie


* * *

Inulinase 8 / Gury doliny i zieleń trafki

Niebieskie niebo błenkitem stżela
Gury doliny i zieleń trafki
Motylek leci i siada na kfiatkó
A mruweczka ciongle pracóje

Ja to wszystko zagrabiam szkaradnie
Niszczę i gwałcę słowami ciętymi
Kładę kość niezgody między te dwa światy
Sączy się jad i marszczą się słowa

Żeczka płynie strógom przez pola
Owieczki pasom siem na łonkach
Słonko śfieci a deszczyk pada
Rodzi siem tencza i na duł opada

Czerń spowija jasność milczenia
Widzę mą miłość zakrwawioną w słowa
W moim pokoju bez klamek bez okien
Kontrola nie jest mi już potrzebna


Zatrzyk złudzeń budzi mnie nad ranem
A telewizja karmi morderstwami

Motylek ósiat mi na ramienió
Packa na muchy i po kłopocie


* * *

Laccase 7 / Umarlaczki

Małe umęczone umarlaczki
W mych ramionach
Przeczesuję pazurem
Słabość ich łamliwych włosów

Ich mdłe ciałka świdruje biel robactwa
Odór rozkładu zatruwa arterie płuc
Blednie uśmiech w wyschniętej twarzy
Mocny uścisk i chrzęst kości bezwładnych

Nocą zakopane gdzieś na skraju lasu
W wilgoci ziemi dogorywa ich bycie
Pleśniowe sny w ich czaszce zagoszczą
I spoczynek przyniosą memu ciału

Pod drzewem usiądę jak zawsze
Potem siła rąk dokona reszty
I znów zagoszczą w mych snach
Małe umęczone umarlaczki


* * *

Laccase 9 / Mój brat-debil

Wspaniała opalenizna
I owłosiony tors
Mojego brata-debila
Dają mi wiele do myślenia

Welurowe siedzienia jego samochodu
Pamiętają delikatność skóry
Twoich jędrnych pośladków
A Twój stanik jego gorąco

Zrodzony do pożądania
Obserwuję was
Jak kołyszesz dla niego biodrami
Jak Twe usta w wilgotności jego języka

Zdradzasz mnie z nim
Błądzisz po krainie rozkoszy
Nieświadoma Tak nieświadoma
Zdradzasz mnie dla mnie


Wrodzona nieśmiałość sprawia
Że mnie nigdy nie poznasz
Będę zagadką i odpowiedzią
Ale ty tylko sięgasz po jego ciało

Spieram całą Ciebie z jego bielizny
Po waszych wyuzdanych igraszkach
Zostaje tylko ciężki zapach sypialni
I brak zahamowań


Co noc gdy odchodzisz
Nagi
Spoglądam w lustro
Na mojego brata-debila


* * *

Laccase 10 / Jak Bionicle

Metalowe sny
Snopy iskier zamiast
Taktu serca
Konwojenci dobrej
Myśli technicznej

Rozbierana maszyna
Pomarszczona skóra
I zardzewiałe związki
Brąz i patyna aż do zgrzytu... śmierci

Przyrządzony dziś nad ranem
Przepalony olej
Wysmarowane w podnieceniu maski
I naoliwione ruchy bioder

Chcę pokryć Cię delikatnością skóry
Chcę wlać krew uczuć w Twe ramiona
Wypielęgnować krąglość Twych piersi
A łono cielesnością siebie wypełnić

Chcesz tylko mego mechanizmu zegara
Uderzeń tłoka w cylindrze bimetalicznych bioder
Ciasnych obręczy na przegubach siłowników
I rdzawego potu na moich skroniach

Opowiadam ci o świecie ludzkich doznań
Ty pytasz tylko
Czy wieczorem
Znowu sobie... pozgrzytamy



* * *

Wkładam i wyjmuję ...

Wkładam i wyjmuję ...
Pstryk kasownika
Zapis czasu w galaktyce
Zagrożenie terroryzmem
Spięte ciało obserwacji
Zachuszczonych nieznajomych

Wkładam i wyjmuję ...
Szpikulec ołówka
Zaostrzony czernią grafitu
Kółka ogłoszeń
Towarzyskie sprzedam
Zgony

Wkładam i wyjmuję ...
Ostatnia torebka herbaty
Ocieka pobudzeniem
Kalka życia
Kopia błędu rodziców
Myśl była pierwsza albo przypadek

Wkładam i wyjmuję ...
Gromadzę koperty kobiet
Listy już żółte
A codziennoszarość ta sama
Adres się zdrapał
Telefon zbyt śmiały

Wkładam i wyjmuję ...
16 letnia narzeczona
Czy 16 z kolei
Ciepło jędrnej skóry
Marskość wątroby
Wypala się czasem


* * *

Ja i Ty ... na sprzedaż

Delikatność twej skóry gładzi gałązka mej myśli
Cieniem modrzewia mi jesteś w tak upalny wieczór
Dojrzewam w tobie i wzrastam
Kreśląc drogę między piegami twoich pleców

Słodkie chwile smakują bielą twej atłasowej skóry
Wymyślam każdy następny twój krok
Błądzę w otchłani twych rdzawych włosów
Czerpiąc powietrze z twych perłowych ust

Opps ! Rozporek mi się rozpiął

Wciągasz moją całą zawartość
Mechaniczne lędźwia pracują odważnie
Wraz z innymi towarzyszami męskich podróży
Usta sterowane odruchem wymiotnym

Kamera śledzi ruchy archaizmu
Sprzedana licha kopia w kiosku za rogiem
Gawiedzi zmysł alkoholem wsparty ogląda
Ktoś inny krochmali prześcieradła


* * *

Ciocia

Wesołą mą ciotkę dziś zadowoliłem
Kochałem się w jej plażowej bieliźnie z lat siedemdziesiątych
Gdy nie było wÓjka
Zaglądałem usuwając drobiny piasku ze skóry
Łopatka mi utknęła i do dziś mam z tym problem
A wÓjka już nie ma


*** wÓjka bo nienawidzę tego sk..syna


* * *

Ksero

„Wagina ma dziewczyna ...”
Śpiewna nuta piosenki młodego pokolenia
Romantyzm, romans... co za różnica
Aby tylko szybko i bez zobowiązań
Podciągasz sukienkę i włączasz ksero

Kopiujemy naszą miłość
Każda kopia kopii rozmywa się w syntetyczną pornografię
Flirt Filtr Ton Toner Rola Rolki
Papeteria Papier
Licznik bije moja mała
Więc śpiewaj razem ze mną

Ciągle błędne strony i schematy
kopiujemy na skórzanej kanapie twego szefa
....ten dekolt masz zdecydowanie za duży
Nasze szybkie numerki i KAMERAlna atmosfera
Spoceni ochroniarze wizytują zbyt często toalety

Roztkliwiam się ? Mam dbać o swój PR?
NIE
Ja wolę „... Nad poziomy...” gdzie pamiętam
Twoje wakacyjne, niebieskie oczy
... i tą cholerną komórkę z debilną melodyjką

Co ci jest? Nie możesz?
Koleś od ksero mógł trzy razy


* * *

Szryt, szrat

Dzisiaj, znowu widziałem
Śmierć kręcącą kołem sieczkarni
szryt, szrat ,szryt szrat
... kostka ludzkich zwłok
...”twój pies wybrałby Chapi”,
ja nie mam wyboru, zjadam w ciemno

Cegiełki dusz przenoszę
Z piwnicy na parter mojego mieszkania
On stoi mi na przeszkodzie, inteligenty
Pieniądze kuszą, a potem co dalej
... 1 listopad - końcówka zmartwychwstania
biochemia stop, i jesteś po czterdziestce
no i sperma już nie tak kolorowa

szryt, szrat, szryt, szrat...
jak ten czas zapierdala
szryt, szrat, szryt, szrat...
kamień, dym , Powązki...
mokry listopad i zaduch parafiny


* * *

Zakazani

Kolor szminki ukrywa drżącą
Bladość ostatniego pocałunku
Finalnego tańca dreszczy
Na spłoszonej skórze

Zakazane bicie serc
Osłabia krągłości emocji
Czas tratuje minutę po minucie
W szarych kolorach przemijania

Chcę zasnąć i zatrzymać w dłoniach
Twój śmiech ożywiający twoje piersi
Trącam twoje serce kolorami słów
Ono dźwięczne wydaje westchnienia

Objęci spoglądając w lustro
Widzimy się razem w naszym świecie
On pozorny w naszych oczach
Kreśli miraże niespełnionych pragnień

Przeklęta przyszłość
Łudzi przynętą jedności
Skreślona racjonalnym strachem
Wymazywana szczęściem westchnień

Wypełniony karminowym oddechem
Zakazanej, szeptanej namiętności
Kąsany niepewnością pragnień
Tracę zmysły wspierany twoją tęsknotą

Zaiskrzyło dziś jasno ‘kocham’
Podkreślone twoją radością
Zauroczone kroplą zawstydzenia
Wypełniło myśli i ścisnęło serce.

Zwariuj dla mnie moja miła
Nic więcej przecież mi dać nie możesz

Ty zaśpiewasz dla mnie
Ja zatańczę z Tobą

Zwariuj dla mnie moja miła
Nic więcej przecież mi dać nie możesz






* * *

Ona: Nie pozwól się krzywdzić nawet mnie, tym bardziej mnie.

Jestem twoją słabością
Zakasuję rękawy aby cię urobić
Na moją modłę
Krystaliczna i sucha
Bez wyobraźni
Kancerujesz bliskość

Przekleństwo
Nienawiść
Zazdrość
Masturbacja
W imię
Miłości

Nakarmiona
Mentalnym
Orgazmem
Chcesz
Mojej siły
I szczęścia

Twój mąż
Porządkuje
Nasze
Sprawy
Głęboko w Ciebie
Wchodząc









* * *

Samotność

Zawiesiłaś ciszę w oknie mojego dnia
Twoje odpowiedzi oczyszczone ze słów
Malują jedynie męczące domyślne obrazy
Wyczerpane nocnymi dialogami relacje
Za dnia głuchną w męczącym oczekiwaniu

Entuzjastyczne zaczepki
Spłacane przez zmęczone puste odpowiedzi
Nie pozwalają osiągnąć słodkiej satysfakcji
Pozostaje kac po metalicznej, smakowanej nocą adrenalinie.
I bolesność zdrowego rozsądku o poranku.
Nawet wyprasowane pytania gniotą zmysły i szorują niepewnością po mankietach wyobraźni

Sam samotnie w samotności w sobie.


* * *

Nie Jestem Twoją Pornografią

Właśnie pożegnałaś mą jedyną miłość
Stanęłaś okrakiem nad moim sercem
Oddając nieczystości
zainteresowana wyłącznie sama Sobą

Ofiarowałem ci wiśniowo-czekoladowe fantazje
Nad ranem, nakarmiłem cię nimi
Spijając nektar Twojego uniesienia

Ty czujnie słuchałaś, drżąc wysysałaś tę chwilę
Łapczywie połykałaś każdy kęs moich słów
Oblizywałaś usta wysmarowane moimi westchnieniami

Pławiłaś się w potoku moich wyuzdanych fantazji
O smaku brzoskwiń i suszonych śliwek
Słodkich, dojrzałych i sycących

Tak rozpalona i zahipnotyzowana mnie pożegnałaś
Aby rzeczywistością unicestwić nasze jeszcze ciepłe westchnienia
Napasiona obrazem naszej ekstazy

Oddałaś się bezwstydnie swojemu spłowiałem mężowi
On nie dostrzega Twojej poplamionej sukienki lubieżności
Skupia się tylko na swoim płomiennym szczytowaniu
Nie dostrzegając już wystygłej fali mojej rozkoszy.








* * *

Zmysły

Dzisiaj postradałem zmysły

Oczy przestały za Tobą wodzić
Przestałem Cię obwąchiwać
Nie smakuje mi już twoja bielizna
Twój dotyk budzi moje obrzydzenie
Już nie słyszę twoich przekleństw

Dzisiaj Cię zmyśliłem i zapomniałem


* * *

Znikanie

Jestem zniszczeniem
Jutrznią zachodu
Kręgiem cienistym
Grobem ogrodu

Wewnętrznej walki
Szczęknięciem duszy
Kręcę się w koło
Trawiąc twe uszy

Krzykiem cietrzewia
Rozdzieram ci twarz
Mantrą koryta
Ściekiem mnie masz

I krocząc wokoło
Twych bladych snów
Karczuję twe łono
Genitaliami kłów

Ty w trosce szczękaniem
Gładzisz mi usta
Tracąc mój obraz
Zarzynasz krawędzią lustra


* * *

Ciii...

Słowa grzęzną w słocie suchych łez
W zalęknionej ciszy niemy krzyk uczuć
Tęsknota karmi się wspomnieniami
Gdzie nie ma tu i nie ma teraz

Jest we mnie gorący płomień
Ogień pragnień wpleciony
W warkocz słodkiego pożądania
Uniesiony kaszmirem ust błądzę we mgle
Twojego ciała

Szelest Twojej perkalowej sukni
Pieści me uszy podpowiedziami
Muskając powiewem delikatnego uniesienia
Zatracam dziś siebie w kołysce twoich bioder
Wędrując po miejscach zakazanych

Utrąceni światem nigdy nie zasypiamy
Podróżujemy po meandrach wymyślnej zmysłowości
A cierpliwość - rozsądna siostra ciszy
Wykrada potajemnie czas rozstania
Podsycając szybki oddech ocienionego pożądania

Rozpoczynamy podróż do miejsc nam nieznanych
Szukając ciepłego cienia naszych ciał
Bronimy strachem chwiejnych reguł
Sfatygowanych wspomnieniami wysmakowanych
Żarliwych opowieści snutych przez nasze żądze

Łapię dziś Twój oddech aby zamknąć go w pocałunkach
Łapię dziś w dłonie całą Ciebie … a Ty
Złap mnie moja miła.


* * *

Rozkołysani

Wieczorem kołyszę cię w moich ramionach
W silnym uścisku znajdujesz moje oparcie
W moich ramionach wtulona znajdujesz schronienie przed zimnym powiewem świata
Rozkołysana wędrujesz w spokojnych snach.
Czuwam aby nie utracić nawet chwili współistnienia
Oczy moje otwarte chłoną twoją obecność
Wsłuchuję się w spokój twojego oddechu.
Choć zasypiasz, odpływasz to nie tracę cię lecz zyskuję
W mojej porannej kawie
W smaku twoich dłoni zachowanych w lubczyku
W kilku twoich słowach ukrytych dla mnie
W miejscach odwiedzanych przez nas na jawie
W szmerze fontanny i chłodnych przysmaków
W szumie fal i drzew spotkanych na szlaku
W zapachu twojej skóry i jej ciepłego smaku
Wszystko to przechowuję
W delikatności mojej ciszy


* * *

Jesteś

Jesteś śpiewem mojej piosenki
Jesteś najważniejszym tonem mojej melodii
Jesteś barwą w mojej szarości dnia
Jesteś kołysaniem fal moich żądz
Jesteś wiatrem w moich żaglach
Jesteś rosą poranną na trawie co pieści moje stopy
Jesteś wytchnieniem po moim ciężkim dniu
Jesteś cieniem drzewa w moje upalne popołudnie
Jesteś błękitem nieba gdy mam pochmurny dzień
Jesteś promieniem słońca co smaga bladość mojej skóry
Jesteś kochanką we wnętrzu mojego ja
Jesteś źródłem które mnie poi miłosnym nektarem
Jesteś upojnym zapachem w moim suchym powietrzu dnia
Jesteś słodyczą w moich gorzkich chwilach
Jesteś muzą która inspiruje moje zmysły
Jesteś ciepłymi kroplami deszczu w moje upalne popołudnie
Jesteś moją troską o moje lepsze ja
Jesteś perłą której nikt przede mną nie znalazł
Jesteś moim intymnym marzeniem
Jesteś słodką chwilą mojej namiętności
Jesteś genialną myślą gdy już myśli brak
Jesteś obecna
JESTEŚ


* * *

Rozbitkowie

Morze błękitu Jej oczu rozciąga się po horyzont moich myśli
Pamiętam delikatne rdzawe tkane zachodem słońca odcienie Jej spojrzenia
Wtulona odgaduje rytm mojego serca aby zaraz zapomnieć i tęsknić
Ukryta przed pląsem układającego po swojemu Jej włosy ciepłego deszczu
Unoszona westchnieniem odkrywa spokojny i zaciszny azyl

Nie znajduję słodyczy na jej soczystych wargach
Tak jak w wilgoci jej jasnej skóry odbija się jej wyraźny słony smak
Zatapiam w nim moje rozkołysane uniesienie
Kreśląc zagadkowe znaki na jej cichej przystani bioder

Ona przeciera dla mnie szlak do nieokiełznanego świata
Zabiera na drugi brzeg ocienionej ciepłej plaży
Której piasek nasiąknięty tak wieloma pytaniami
Przesypuje się wartko w nieubłaganej klepsydrze

Marzenie zaklęte w pudełku pełnym wiatrów
Ukryte Jej drogocenne chwile wypełnione sekretem Jej myśli
Mój mały skarb na schowanej na samym dnie tajemnicy
Pełen orientalnych zapachów z Jej nieznanego świata

Z tej wyprawy już nie będzie powrotu
Rozbici na skałach codziennego życia
Wtuleni w siebie nie czekają ratunku
Kołysani we wspólnej samotności
Smakują jej słony smak




* * *

Oddech

Tchnieniem jesteś moim
Twój oddech wypełnia mi płuca
Słodka nuta twoich ust
Gra nieznaną muzykę w mojej głowie.

Igrasz w mojej wyobraźni ogniem swoich pragnień
Ciepłem słów rozniecasz krągłości nieskromnych myśli
Kradniesz uśmiechem mój zdrowy rozsądek
Odsłaniasz wargami swój języczek mojej uwagi

Prowadzisz mnie do wiśniowego sadu
Rozpuszczasz swój zapach w moim umyśle
Rozwaga i maniery pozostają za drzwiami
Poza skrajem umysłu pląsają emocje

Życie, moje życie, to przeżycie
Drugiego nie będzie
Takie prawdziwe
Moje


* * *

Wolność !?

To miała być zwykła przejażdżka
Many czerwony samochód nazwany przez nas miłością
Odbijają się w lusterkach tęczowe wizje marzeń
Skórzana tapicerka pachnie Twoim orgazmem
Tęczowe balony przyczepione do zderzaków kręcą zmysłami
Różowa autostrada wije się w nieznaną przyszłość


TY wysiadasz
Trzaskają drzwi
Z naprzeciwka TIR przeznaczenia
Airbagi nie odpalają
Strach katapultuje ostatnią myśl
„nie dzwoń więcej, następnej nocy już nie będzie”
potem tylko noc i … wolność !?


* * *

Nawrócenie

Dzisiaj spotkała mnie śmierć
Z wprawą rozłożyła nogi
Wątłe uniesienie zziębniętego ciała
Chemiczny wytrysk słonej pornografii

Szaleństwo trąca falochron rozsądku
Odkupienie namaszcza krzyżmem zbawienia

Potykam się o waginę mojej matki
Aby narodzić się na nowo do śmierci starego grzechu

Niechciany, niekochany, wyskrobany z zakątków nieśmiertelnej duszy
tracę czas na poszukiwaniu Światła

Paradoksalna ciemność czerni
Przeprowadza egzekucję mojego zmartwychwstania

Bliskość Prawdy onieśmiela
Wyprany z emocji czyściec
Oswaja zimne pieszczoty

Nikt nie nadchodzi
Ratuję się w pierwszej osobie
Obecność wystarczy




* * *

Zgubiony

Piję kawę w nieswoim kubku.
Wycieram się nieswoim ręcznikiem.
Śpię w nieswoim łóżku.
Śnię nieswoje sny.

Kopiuję czyjeś życie.
Uśmiecham się czyimś uśmiechem.
Całuję czyimiś ustami.
Zadręczam się czyimiś troskami.

Żyję Twoim życiem.
Żyję Twoim światem.
Żyję bez swojego życia.

Jestem Twoim dniem.
Jestem Twoim mężem.
Jestem Twoim kochankiem.

Zdradzam samego siebie.
Zdradzam swojego Boga.
Zdradzam z Tobą cały mój Świat.



* * *

Czy kiedyś...?

Czy kiedyś nad ranem zanurzę się we mgle Twoich oczu?
Czy kiedyś na śniadanie skosztujemy swoich myśli w chmurze zapachu wspólnej kawy?
Czy kiedyś wtuleni w siebie na deszczu usłyszymy plusk wspólnego śmiechu?
Czy kiedyś w letnim cieniu drzew będziemy smakować soczyste owoce swoich pocałunków?
Czy kiedyś w zachodzącym słońcu będziemy pieścić brąz naszej ciepłej skóry?
Czy kiedyś w bieli zasp schowani zakreślimy sobą skrzydlate anioły?
Czy kiedyś w skrzypieniu mrozu na policzkach będziemy oglądać trzask ciepła kominka?
Czy kiedyś w wilgotnym leśnym gąszczu ukryci spojrzymy w plamy zieleni koron drzew na niebie?
Czy kiedyś w niebieskiej głębi jeziora zobaczę wodne szaleństwo Twoich włosów?
Czy kiedyś w zmęczonym pracą popołudniu przyśnimy jeden sen w jednym rytmie swoich oddechów?
Czy kiedyś w konstelacji naszych ciał na tle nocnego nieba pognamy razem za srebrnym Pegazem?
Czy kiedyś kochanie spotkamy w kochaniu?
Czy kiedyś będziemy?


* * *

Ślady

Odchodzisz
Gubiąc za sobą zapach
Swojej sukienki nadziei

Pozostawiasz ślady
Nasze ślady

Pamięć odciśnięta
W zmrożonym śniegu

Ulotne słowa
W zamiatanym śmiechem
Piasku

Odbicia w mokrych kałużach
Pełnych smutku oczach

Ogniem namiętności
Wypalone w drgających ciałach

Ślad najgłębszy
Serca kochanego milczeniem



* * *

SMS na wieczór

Wytrącone z równowagi wahadło zmysłów napędza mój puls
Tchnienie żywiołów i czerwień oddechu

Samotny
Nagi rozbitek
Na wyspach Twoich piersi

Zatapiam w Twoich oczach mój okręt ekstazy
Pod pełnymi żaglami
Przepłynę dziś całe Twoje ciało


* * *

bryza

Słona bryza twoich warg
Wskazuje drogę znaczoną pocałunkami
Poszukuję Twojego smaku
W fałszywych owocach pomadki

Podmuchem moich westchnień
Smagam delikatność Twojej skóry
Wsłuchując się w szept zachęcających westchnień
Podpowiadam do ucha słowa miłosnej piosenki

Słyszę melodię Twoich namiętnych bioder
Poruszam się w rytm Twojego szczęścia
Omijam rafy odrętwiającego zmęczenia
Czerpiąc natchnienie ze spokoju nocy

Z Tobą tracąc zyskuję


* * *

przyjęty.

Przyjęty jak kamień
Namoczony słońcem
W kolorze poranka
Odkrywam zjawy zmierzchu

Od dziś wskrzeszam się
W Twoim ciele
Poszukiwany przez
Twoje słodkie myśli

Trącam nocą
Dzień Twoich westchnień
W południe dosiadam Twojego pożądania
Wieczorem odpoczywam w ogrodzie Twoich piersi

Już nie w kochaniu
Ale w przeznaczeniu
Dla Ciebie