Onia
w w w . j e s t - l i r y c z n i e . a r t . p l


spis treści

Inwokacja
Sąd
Stajnia Augiasza
Lady in red
Strach
Nie dla mnie
Spleen
Makijaz życia
Pieszczota
C'est la vie
Cena ramion
Jak to babce się zebrało
Antykoncepcja
Bocian
Plusk
Powtórka z fizy
Ich purpura
Czy..?
Post scriptum
Ring
Szczyt absurdu
Padalec
Idea miłości
Szczęście
Wciąż o ikarach głoszą choć doleciał Dedal
Polskie madonny
Modlitwa
Sex party
Porzeczkowy blues
Zaczłonkowany świat
Wspomnienie matki
Oczekiwanie
Dlaczego płaczesz Esmeraldo ?
Oda do sufitu
A światłość wiekuista...
Westchnienie
Dno
Prometeusz
Calineczka
Dziękuję
Nie miałam nic
Kłaniam się
Przyjacielowi
Nirwana
Al-chemik
Jeden dzień z życia Marka Z*
Poniedziałek
Kat


Inwokacja

Wódzio! pociecho moja! ty niszczysz me zdrowie ;
Ile Cię trzeba wypić, ten tylko się dowie,
Kto ma kaca. Dziś płynność twą w całej ozdobie
Łykam i delektuję, bo rzygam po tobie.
 
Flaszko miła, co zdrowia bronisz mej wątroby
I w ciemnej pijam ciebie bramie. Ty, co wrzód
żołądkowy ochraniasz z takim wielkim trudem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem,
Gdy od pijącej matki razem z mlekiem ssałam
I już od kołyski się uzależniałam....
Dziś nadal lubię pić, czuć w ustach ten smak grogu,
By potem iść na haju i stanąć w knajpy progu.
Tak mnie powalisz cudem na odwykówki łono.
Tymczasem przenieś moją duszę już wstawioną,
Do tych piersiówek małych i do tych win czerwonych,
Szeroko w magazynie w dwa rzędy ustawionych.
Do tych wód robionych ze zbożem rozmaitem,
Czasem z dodatkiem chmielu, a czasem z samem żytem.
Gdzie bursztynowy kolor lub wódzia jak śnieg biała,
Gdzie flaszka w lodóweczce już za mną wyglądała.
A wszystko przepełnione alkoholików wiedzą,
Co piją późną nocą, gdy w samotności siedzą...(...)


* * *

Sąd

Co im przeszkadza
człowieczy garb
że nóg ktoś nie ma...dłoni,
w głosach ich brzęczy cyniczny
żart
matowy krzyk ironii...
Bezduszni wrzeszczą : winien on !
bo los tak zadrwił z niego,
dudni ich sąd jak wielki dzwon
nie pojmą próżni tego...
Na wysypisko śmieci z nim
on do nas nie pasuje...!
stoi koślawy jak w cyrku mim
i swojski obraz psuje...
Mężczyzna kochał go z całych
sił
a ją kochała ona...
głosem sumienia Mefista był
kobieta... zniekształcona
Co ich obchodzi to kto i jak
z kim robi i dlaczego...
czym jest dla człeka inności smak
nie pojmą głupcy tego...
Dlaczego dziecko przeszkadza
im
co ma ciemniejszą skórę?
dlaczego w nim szukają win
za zwykłą weń naturę...
Linczują nagich pośród ciał
jakby tworami byli...
każdy z nich kopa swego dał
nareszcie się wyżyli...
Już od Chrystusa zaczęli sąd
za Jego wielkie czyny...
rzucili ciałem bezwiednym
w kąt
skąd słychać płacz matczyny
Kim są ci wielcy, mali, źli
i czy nie widzą tego...
jak manekiny siedzą mdli
bo mają coś innego...
Już nie mam włosów no i co
wytkniecie mnie palcami?
dla tych co "inni" zrobiłam to
żeby nie byli sami...
Dla trędowatych, gejów, less
dla ludzi odrzuconych
już ich inności nadszedł kres
zostawmy odwróconych...
Niech idą w marszu dumni tak
stworzeni idealnie...
i wiedzą, że gdy przyjdzie znak
misterny świat ich walnie!
I staną z nimi twarzą w twarz
przed Sędzią Sprawiedliwym
zobaczą życia swego staż
jakby w zwierciadle krzywym...
I będą krzyczeć - to nie my,
w nas przecież nie ma winy!
popłyną wtedy gorzkie łzy
jak tamten płacz matczyny.....



* * *

Stajnia Augiasza

Od Acherontu poprzez Styks
w koryto Kokytosu
ze źródeł Lete kropli łyk
płyniemy z nurtem losu...
Nad brzegiem stary Smutek pan
przechadza się pod rękę
z siostrami Bólu, Trwogi, Trosk
nieszczęsnych widzi mękę...
Nędza skulona z zimna drży
Wojna z Niezgodą płaczą
Praca ze Śmiercią boją się
że Briausa wzrok obaczą...
Przy bramie stoi Charon zły
syn czarnej wdowy Nocy
do piekieł bram przeprawia sny
przy krążka wielkiej mocy...
Kerberos szczeka głodny pies
za jedno ciastko z miodem
byś swej wędrówki ujrzał kres
pozwoli ci iść przodem...
Erynie siostry trzymają straż
przy zamku zła - Hadesie
pokutę wieczną odbyć masz
krzyk żalu echo niesie...
Tartar pochłonął duszę złą
i gdy już na dnie była
Zeusa walnął z nieba grom
Hermesa wpadła siła...!
i strzelił z łuku prosto tam
gdzie się obłudni śmieją...
uwolnił mnie z tych piekieł bram
i stał się mą nadzieją....

***



* * *

Lady in red

Co noc ją widujesz, tą krwawiącą panią,
ubraną w suknię z myśli purpurowych,
niosącą w dłoniach słowa, które ranią,
wciąż buszującą w snach Twych kolorowych.
Blada czerwoność z jej polików bije,
umacza sztylet w pamięci roztworze
boisz się okrutnie, choć wiesz że nie żyje,
wiesz, że nic złego zrobić Ci nie może...
Na głowie nosi turban utkany przeszłością
za dekoltem chowa w chustce z lat uszytej
to co Ci mówiła, że jest jej miłością,
a było trucizny smakiem tej wypitej.
Wraca wciąż, osacza lady jak ta żmija
zapomnieć o sobie nigdy nie pozwoli,
każdej nocy sztylet w serce Twoje wbija
bronisz się, ulegasz, krzyczysz, że to boli!
Ona nie odejdzie w kraje zapomnienia,
zawsze śmiech szyderczy obudzi Cię nocą,
bo Ty pielęgnujesz dawne te wspomnienia,
dlatego Twe oczy łzami wciąż się pocą.
Ja - anioł nie wygram z damą purpurową,
we mnie tylko serce jest bardzo czerwone,
Ty weź mur przeszłości rozbij swoją głową
niech ciało z koszmaru będzie wyzwolone.


* * *

Strach

Jedną mam pilną sprawę do załatwienia
muszę załatwić strach od ręki
wykreślić go z listy zadań na dzisiejszy dzień
wyrwać wraz z kartką z kalendarza
wyrzucić jak ulotkę, której nigdy nie przeczytałam.
Muszę go wyjąć z pocztowej skrzynki
- Wyszedł i już nie wróci -powiedzieć do słuchawki.
Domofon piszczy
-Nie nie ma i raczej go nie będzie!
Może na smyczy uwiążę, daleko wyprowadzę,
albo go spuszczę z wodą po dzisiejszej kąpieli ?
Znów idzie! Tym razem w teczce listonosza,
jest jak list polecony, którego nie odbiorę...
Chcę go włożyć w segregator albo faksem wysłać,
muszę pójść z nim do lekarza, niech mi go chirurg wytnie


wychodzę
już za drzwiami stoję
nie, nie idę
znów się boję!


Jutro to załatwię...




* * *

Nie dla mnie

Nie dla mnie zaschłej trawy źdźbło
Nie dla mnie złote kłosy zbóż
Nie dla mnie nieba aksamitne tło
Nie dla mnie pąki herbacianych róż


Nie dla mnie wiosny delikatna woń
Nie dla mnie lata nagrzanego szkło
Nie dla mnie morza zapieniona toń
Nie dla mnie jezior lazurowe dno...


Nie dla mnie listu dokończona treść
Nie dla mnie słowa przeuroczy dźwięk
Nie dla mnie chleb, choć chce się jeść
Nie dla mnie głośny uniesienia jęk ...


Nie dla mnie wiatru rześki powiew
Nie dla mnie śniegu pod butami zgrzyt
Nie dla mnie ptaków wesolutki śpiew
Nie dla mnie w sercu zapisany ryt...


Nie dla mnie dłonie trzymające dłoń
Nie dla mnie oddech miarowego snu
Nie dla mnie wciąż pogodna skroń
Nie dla mnie - więc co robię tu ... ?


Nie dla mnie ...




* * *

Spleen

Opuszczona przez przyjaciół,
porzucona przez kochanka...
stół kuchenny a ja przy nim,
w dłoni mojej szklanka.
Chcę się podnieść lecz nie mogę
może teraz wstanę...?
mój telefon wciąż milczący
rzucam nim o ścianę...!
Papierosa już siódmego
spalam na śniadanie...
w radio znowu leci szlagier
"Jak się masz kochanie?"
Patrzę w lustro przerażona,
czarną gębę widzę...
- Co się gapisz durna babo?
tak się tobą brzydzę...!
Drzwi zamknięte, okna również
są pozamykane...
kurki z gazem odkręciłam
nigdy już nie wstanę...!
Opuszczona przez przyjaciół,
porzucona przez kochanka...
na podłodze tuż koło mnie
leży zbita szklanka...


* * *

Makijaz życia

Znowu zakładam
maskę własnej twarzy
wciskam się
w sztuczny pozór samej siebie
kremem
nawilżam pustynię rozpaczy,
pudrem
pokrywam rozorane bruzdy życia,
cieniem perłowym
w oczach iskry budzę,
konturówką
zarys uśmiechu zaznaczam
wypełniam go
matową szminką lila.
Pędzlem nanoszę
blask na swe policzki,
na rzęsach
czarne majtki koronkowe.
Dopełniam kształtu
pudrem transparentnym
moje oblicze już prawie gotowe
tylko...
co kryje się
pod tą tragiczną zasłoną?


* * *

Pieszczota

pieścisz moje piersi
stąpając po nich boso
maleńkimi kroczkami wspinasz się coraz wyżej
na szczyty
wracasz, zataczasz koło i znowu w górę
czuję mrowienie
czuję dzikość
całujesz sutki, wydajesz ciche jęki uniesienia
chwila ekstazy
nie teraz, proszę, nie odlatuj jeszcze...
mucho


* * *

C'est la vie


Wyszedł tak nagle, zamknął drzwi
powiedział tylko
c'est la vie!


Nic nie rozumiem, powiedz mi
czy tak to właśnie miało być ?
dlaczego krzyczysz c'est la vie
jak mam od nowa zacząć żyć..?
Gdzie się podziały tamte dni,
gdy w dłonie brałeś moje łzy,
gdy mi mówiłeś, że chcesz być,
że tylko ze mną pragniesz żyć..?
Nic nie rozumiem, powiedz mi
dlaczego już nie będzie my
a może tylko mi się śni,
że zatrzasnąłeś wtedy drzwi..?


Właściwie wiesz... otarłam łzy
a idź do diabła
c'est la vie!






* * *

Cena ramion

Ile kosztuje przytulenie...?
(to taki gest - w ramiona branie),
o jakiej można mówić cenie
i gdzie zakupić go najtaniej...?
W Dessie nie mają, już pytałam,
szukałam nawet na pchlim targu,
w lombardzie serce wzamian dałam,
lecz odebrałam po letargu.
Na aukcji również buszowałam
lecz inna pani mnie przebiła,
za mało kasy wtedy miałam,
a tamta dość bogata była...
Może trza jechać za granicę
po towar tak deficytowy,
ale jak w euro to przeliczę,
to widzę istny zawrót głowy.
Zapytam jeszcze gdzieś w komisie,
może tam znajdę te ramiona,
chociaż od dawna zdaje mi się
że już nie będę przytulona.


* * *

Jak to babce się zebrało

babcia mówi do dziadziusia
-łoj.. coś mnie reumatyzm męczy
dziadziuś chwili nie czekając
już u stóp babuni klęczy

i masuje nóżki biedne
dziadek jest w tym doskonały
babcia stęka, wyje, kwęczy
szykując podstępik mały..

ojciec... bolą mnie kolana
a nie kostki stary capie!
jejku! dziadziuś przestraszony
za kolanko babkę łapie

co on taki niekumaty
myśli babka-chyba chory
jak tu staremu powiedzieć
że jej przyszło na amory?

oj suchoty mnie dopadły
jakoś dziwnie płuca bolą
dziadziuś lata po chałupie
znów przejęty swoją rolą

łoj cholipka co tu robić
sił do babki już brakuje
stara zrzęda-myśli sobie
co ten babsztyl znowu knuje?

babcia już zniecierpliwiona
jakby w transie jakim była
rączkę swoją stetryczałą
do serducha przyłożyła...

och jak wali-chyba kona
dziadek w myślach już się cieszy
babka dalej obolała
duma..czy se dziś pogrzeszy

nagle myśl do głowy wpadła
wiem...nie miałam dziś podagry
może uda mi się w końcu
wcisnąć mu tabletkę viagry

jakby tu wykombinować
by zżarł to opakowanie
bo po jednej tableteczce
to na pewno mu nie stanie

więc upiekła babka placek
powciskała weń "migdały"
dziadek wcinał z apetytem
aż mu na wierzch wyszły gały

babcia cieszy się nieboga
dokonałam wreszcie celu
a nasz dziadziuś po deserku
wylądował gdzieś w burdelu

a babunia niespełniona
tak stękała na swe zdrowie
aż se w końcu wykrakała
i wzięło ją pogotowie.. hi hi hi J



* * *

Antykoncepcja

Zenuś z Kundzią uradzili
że już przyszła pora
zabezpieczać się w łóżeczku
pójść z tym do doktora

tak więc Kundzia nie czekając
aż Zenuś znów wsadzi
biegiem leci do lekarza
niech jej coś doradzi

doktor zbadał ją dokładnie
wszystko należycie..
a na końcu Kundę spytał
jak u nich współżycie?

no ja kładę się na pryczy
(Kundzia opowiada)
a mój Zenuś sobie bzyczy
z tyłu z przodu wkłada

lekarz słuchał w zamyśleniu
aż wpadł w stan zadumy
dobrze będzie na początek
jak zaczną od gumy...

jednak nic z tego nie wyszło
(można dostać bzika)
Zenuś czuł się nie wygodnie
w gumce od... słoika

znowu lekarz, znowu rada
(co za safanduły)
nie ma wyjścia-myśli doktor
muszą brać piguły...

Kundzia zgodnie z zaleceniem
tabletkę zażyła...
ale zamiast połknąć krążek
w pochwę go wsadziła

rany Julek co za ludzie
się nie mieści w pale
jedno wyjście pozostało
założyć spirale...

Zenuś w wyrku czekał
(bo Kunda się myła)
bawił się sprężynką
aż w końcu...puściła

lekarz więc zalecił
pianki dopochwowe
ale Zenuś durny
umył se tym głowe

nie ma wyjścia-kalendarzyk
niech liczą dni płodne
Kundzia myśli-durny
przecież to nie modne

tak więc Zenuś z Kundą
nic nie stosowali
za to każdej nocy
ostro się bzykali...

z tego ich kochania
oprócz przyjemności
za dziewięć miesięcy
będą mięli gości...

ach bo wyszło nagle
(toż to koszmar jaki)
że Kunda niebawem
urodzi bliźniaki...

Zenuś z Kundzią uradzili
że znów przyszła pora
zabezpieczać się w łóżeczku
pójść z tym do doktora J







* * *

Bocian

Witaj boćku, o jak miło
cię zobaczyć wczesną wiosną
gdzieś na łące wśród tysiąca
iskier z kwiatków, które rosną.

Co ty na to boćku drogi
bym cię ładnie pogłaskała?
zostań proszę, nie odlatuj
tylko dotknąć bym cię chciała.

Bociek stoi  niewzruszony
więc ja z wolna się zakradam,
by nie spłoszyć go po cichu
na ławeczce z pniaka siadam.

No i ptaszka obserwuję,
jego piękne piórka białe
jakby śniegiem obsypane
w płaszczu z gwiazdek były całe.

Jeszcze chwilka i podejdę
chcę boćkowi spojrzeć w oczy,
nagle dziwne poruszenie
bocian z wiatrem szybko kroczy.

Gonię za nim zrozpaczona
krzyczę głośno- hej zaczekaj,
nic nie stanie ci się złego
proszę ptaszku - nie uciekaj!

Już go mam, już jestem blisko,
prawie go za ogon łapię...
lecz dech w piersiach mi zaparło
więc się tylko głupio gapię.

Gapię się no i nie wierzę,
śmiechu mnie dopadła siła,
to nie bociek ukochany...
tylko reklamówka była.

Taka zwykła torba biała
matko, ale głupia byłam
cała happy i w skowronkach
bo bociana zobaczyłam. (hi hi hi)





* * *

Plusk

hej do wanny
biegiem choda
wskakuj szybko
ciepła woda
umyjemy plecki
szyję
miękką gąbką
Cię obmyję
ej kochany
nici z tego
nie napalaj
się kolego!
szorowanko zapewnione
teraz Ty obmyj Iwonę
no powiadam
przeca dycie
dzisiaj mamy
tylko mycie
więc zapomnij
miły panie
i weź się
za szorowanie ( hi hi hi )


* * *

Powtórka z fizy

Oj egzamin dziś z fizyki, pewnie z zasad dynamiki.
Pierwsza mówi - gdy na ciało inne się nie wpakowało,
lub gdy siły są zrównane - ciałko jest nie rozruszane.
Bez działania innych ciał, choćbyś bardzo mocno chciał,
nic nie zmieni ciałka ruchu, pozostajesz wciąż na brzuchu.
(Komu przyszłoby do głowy, że to ruch prostoliniowy?)
Lecz czasami przyspieszenie może zmienić położenie...
Tu uwaga na grubasy ! ruch zależy też od masy
i od siły, która działa...przygniatając nasze ciała.
Gdy kierunek znaleziony, zwrot i nacisk ustalony
dwóch ciał jednakiej grubości - znamy już siłę ciężkości...
(Co z energią sprężystości?)
Każdy z nas wie osobiście jak odkształcić się sprężyście.
Lecz energia kinetyczna to już sprawka niebotyczna,
wiele trudu trza se zadać, aby ciałku prędkość nadać.
Jaką pracy machnąć furę, co by masę unieść w górę .
Ważna jest i niebanalna również siła potencjalna...
bo od siły tej zależy jak wygodnie ciałko leży.
No i pęd ma tu znaczenie, trzeba baczne mieć widzenie
by te ruchy wciąż działały, wtedy on nie będzie stały.
Fazę ma promień wodzący, łączy punkt G z prowadzącym.
Nie zapomnij też cholera o trzecim prawie Kepplera
które mówi, że stosunek przez okresy ma frasunek.
I dlatego wciąż zamienia częstotliwość drgań promienia.
(działa siła odśrodkowa - to od tego boli głowa...)
Czasem też prawo ciążenia przyciąganie w odrzut zmienia
i odległość powoduje, że współczynnik nie pasuje.
I że układ odniesienia jest czasem nie do zniesienia.
Wszyscy wiemy, że ładunek wpływa mocno na stosunek
jak ogromne ma znaczenie jego wielkie natężenie...
No, więc chyba mówię w porę, trzeba zająć się wektorem...!
bo ma wartość, zwrot, kierunek - czyli cały swój rynsztunek,
No i zna punkt przyłożenia, co w fizyce wciąż się zmienia.
Inny temat (też zawrotny) to ruch posuwisto-zwrotny.
Albo wątek tak krytyczny jak rezonans magnetyczny,
(wiemy już, dlaczego modne są tak bardzo łóżka wodne).
A skoro o wodzie mowa - moja kąpiel już gotowa
zrobię test Archimedeska (aż się w oku kręci łezka)
Gdzie nie spojrzeć tam fizyka i ten system Kopernika.



* * *

Ich purpura

Twoje oczy czerwone
jak moje sutki
nabrzmiałe tęsknotą,
czerwone jak krew
co z rany broczy,
umarłe z bólu
Kochane oczy...


* * *

Czy..?

Skorupa ust nie podlewanych
czy się nawilży, czy zakrzepnie ?
Od wody z jezior ust Twych branych
przyjmie tę kroplę, czy ją strzepnie ?

Dłonie odległe jak mleczna droga
dotyk zamarły w przestrzeni...
Czy muśnie ciało chwila błoga,
wrzuci je w żar płomieni...?

Serce skulone z zimna drżące
jak dziewczę z zapałkami...
Chodź proszę, rozbudź zmysły śpiące,
nakarm je nadziejami ...!

Tęsknota jak chłód mroźnej nocy
siarczyste razy tnie po twarzy
czy mnie ogrzejesz ciepłem mocy,
tym o czym dusza ciągle marzy...?

Ciało na krzyż miłości wbite
wyjące z bólu jak wilk nocą
Zęby wgryzione w członki zgnite
dłonie skostniałe, choć się pocą...

Czy kiedyś ujmiesz moje dłonie,
swe usta złożysz na mych ?
Ugasisz serce, które płonie...
tęsknotę wygnasz na strych...?


* * *

Post scriptum


Świerzbi mnie słowo w mym wnętrzu ukryte
ale im nie powiem o tym, co mnie boli
w czaszkę myśli słowa, w miejsce należyte
wleję to co myślę, przecedzę powoli...
Nie zrozumiesz Panie sensu słów dobytych
gdzieś z krainy duszy echem poniesionych,
moją małą dłonią w korze drzew wyrytych,
słów od ręki kata łkaniem wyzwolonych...
Ja widzę odbicia prawdy idealnej
przez lustro niewiedzy mocno zniekształcone
nie szukam głęboko wizji teatralnej,
musi mi wystarczyć to, co dostrzeżone.
I samej mi pojąć ogrom sensu słowa
jest trudno, choć moim piórem są pisane
ono myśli sprawcą jak kropelka płowa
w kałamarzu wizji nocą umaczane...
I choć wciąż mnie świerzbi słowo co ukryte
nie rozdrapię myśli, gdyż blizny powstaną
maścią posmaruję to, co już dobyte
by nigdy nie stało się głęboką raną...




* * *

Ring

na ringu życia
za ciosem cios
los bokser zepchnął
w narożnik nas
twarz opuchnięta
złamany nos
a w uszach dudni
trenera bas...

podnieś się kurwa
masz słaby czas !


* * *

Szczyt absurdu

Stoję wysoko na absurdu szczycie
stoję i myślę i pojąć nie mogę...
jak można w piekło zmienić komuś życie
z uśmiechu dziecka zrobić kuter nogę!
 
Bo ona miała trzynaście lat
a przed nią długiej radości czas
on zdeptał w miazgę ten lilii kwiat
i nagle promyk beztroski zgasł.
 
Po lekcjach kazał jej zostać by
tablicę starła po całym dniu...
skąd miała wiedzieć że odtąd łzy
staną się siłą potrzebną mu...?
 
Podszedł od tyłu znienacka tak
łapami potwór obmacał ją
gdy pokazała sprzeciwu znak
rzucił na ziemię istotę tą...
 
I gwałcić począł maleństwo to
a ona krzyczeć nie miała sił...
więc wciskał mocniej to swoje zło
zapomniał nawet, że księdzem był.
 
Psia krew obrońca biblijnych cnót
dobro ze złem pomylił drań...
za włosy ciągnął do piekieł wrót
brud swoich łap zostawił nań...
 
Potem szantażem zamknął jej szept
kto jej uwierzy że zrobił to...?
przecież nauczał jak tłumić grzech
jak w sobie niszczyć podstępne zło.
 
Tylko pamiętnik pozostał jej
jemu mówiła o bólu swym
o tym co dzieje się w duszy tej
małym serduszku i ranie w nim.
 
A gdy już światło ujrzało dno
nikt nie dał wiary w ten potok słów
i z dzieckiem chcieli przepędzić zło
jak sępy rany drapali znów...!
 
Co mam powiedzieć gdy stoję tu
i widzę dziecka bezradny wzrok
jak mam dać veto czarnemu złu
jak zrobić naprzód sprzeciwu krok?
 
Stoję wysoko na absurdu szczycie
stoję i myślę i pojąć nie mogę...
Chcę dać jej wiarę w nowe, lepsze życie
w radość zamienić smutek, ból i trwogę..
 
 


* * *

Padalec

Dzwonek do drzwi
otwieram
na wycieraczce klęczy
troje rumuńskich dzieci.
Padają u mych stóp
całują
pomóż, pomóż, pomóż
krzyczą jedno przez drugie
wejdźcie
wrzucam do torby
co mam pod ręką
owoce, chleb, mleko
weźcie
daję im jeszcze po parę złotych
znikają
spoglądam za nimi przez wizjer
widzę nagle postać mężczyzny
wyrywa dzieciom torbę
z zaciśniętych piąstek grosze
odwraca się w stronę mych drzwi
podnosi w górę środkowy palec
fuck you
a to padalec!


* * *

Idea miłości

zamknięta w grocie
w jaskini ciemnej
od lat zdrętwiała
w pozie niezmiennej

zakuta w obręcz
twarzą do ściany
duszę spowiły
ciężkie kajdany

na ścianie płaczu
błyski i cienie
odbicia tęsknot
silne pragnienie

chcę zamknąć oczy
nie widzieć ściany
rozgromić w nicość
bólu kajdany...

odwrócić głowę
w stronę nadziei
choć raz się przenieść
w ten świat idei

zrzucić to jarzmo
od lat niesione
odejść powoli
w światełka stronę

zobaczyć czym jest
miłość prawdziwa
jak po za grotą
ją się przeżywa

jestem już blisko
ktoś dłoń podaje
w jaskini tylko
ściana zostaje...

i nagle puszcza
z impetem spadam
pod ścianą płaczu
ponownie siadam...



* * *

Szczęście

Czym jest szczęście...
czy ja to szczęście mam ?

Każdy za czymś biegnie
każdy dokądś gna,
czy jest świadomy tego
jak wielkie szczęście ma ?
Bo ono to śpiew ptaków
nie słyszy głuchy ich
i pragnie wciąż od nowa
by chociaż jeden z nich
zaćwierkał mu do ucha
poranka nutki dwie...
i całym swym jestestwem
tak chce usłyszeć je...
Widzisz kolory tęczy,
kochanki oczu blask,
widzisz jak lazur nieba
tysiące zmienia mask...?
Bo ślepiec nie zobaczy
kaskady kwiatów, mgły
i nigdy się nie dowie
jak pięknie kwitną bzy...
I marzy ciemną nocą
by choć ten jeden raz
otworzyć ślepe oczy
i ujrzeć wszystkich nas.
My dalej w ciągłym biegu
nie wiemy jak to źle
gdy nogi nie poniosą
bo ktoś mu obciął je...
Co znaczy pod stopami
czuć ciepło piasku plaż
zgrzyt śniegu pod butami
czekać z nadzieją aż...
pewnego dnia się skończy
szarego życia mrok
i Pan Bóg mu pozwoli
postawić choćby krok...
My wiemy co to znaczy
gdy ma się ręce dwie,
jak sięgać nimi nieba
we włosy wplatać je...
Lecz są Ci co nie mają
nie wsuną dłoni w dłoń,
dotykiem nie poczują
czym jest wszechświata toń.
Gdzieś z głodu umierają
dzieciątka matkom bo...
bo przyszło żyć im w kraju
gdzie się panoszy zło...
Co może czuć kobieta
gdy pustkę w łonie ma
gdy cudne macierzyństwo
zabrała siła zła...
Albo maleńkie dziecko
krzyczące z bólu tak
bo jego wątłe ciałko
pożera wstrętny rak.

Więc czym jest szczęście
czy ja to szczęście mam ?
to uśmiech na mej twarzy
czego i życzę Wam...


* * *

Wciąż o ikarach głoszą choć doleciał Dedal

Ikar zginął za marzenia
   chciał dłońmi sięgać szczytów
   stopani tknąć spełnienia
   być panem wszelkich bytów.
 
   Dedalu wyjdź już z cienia
   i pytaj poprzez wieki
   czym są ojca cierpienia
   gdy syn zamknie powieki ?
   Czym widok jedynego
   o skały rozbitego...?
   czym szczątki odnajdzione
   co w morzu zatopione?
   Co czuł gdy zbierał resztki
   przez sępy ostawione...
   i ciało marzyciela
   po świecie rozrzucone?
   Piszą o bólu matek
   co dzieci swe straciły
   o tym jak z żalu w skały
   swe serca zamieniły...
   A on? czy czuł inaczej
   czy jego ból był mniejszy?
   cierpiał okrutniej raczej
   bo czuł się najwinniejszy.
   Wszak sam zbudował grób
   dla syna jedynego...
   z ich marzeń ostał trup,
   choć szczęścia chciał dla niego
   Dedalu wiedz, że widzę
   Twój ból i Twoje łkanie
   i cenę jaką płacisz
   za wielkie szybowanie...


* * *

Polskie madonny

* Biedaszyby ją wciągnęły
bo nakarmić dzieci chciała
i dlatego już od świtu
worki z węglem przekładała.
Przemęczona aż do granic,
radość w koło rozsiewała,
nie żaliła się nikomu...
bo na chleb ze smalcem miała.
*A ja żebrzę - tak kochani,
muszę żebrać pod kościołem,
by utrzymać trójkę dzieci
i wychować je z mozołem.
Spuszczam głowę, dłoń nadstawiam,
biorę grosik - nie odmawiam.
A jak ktoś mi w buzie pluje
to udaję, że nie czuję.
* Sprzedam nerkę lub wątrobę
nieistotne me cierpienie,
oddam nawet swoje serce
by na dziecka mieć leczenie.
Mogę umrzeć - tak wiem o tym,
na cholerę takie życie ?
skoro dziecko mi umiera,
odejść z synkiem pragnę skrycie.
*Jestem dziwką, brudną szmatą,
odszczepieńcem społeczeństwa,
by przy życiu trzymać matkę
znoszę ciągle te przekleństwa.
* Ja ukradłam - tak o Panie
zadżumione moje ręce,
mleko spod drzwi zakosiłam,
tylko mleko - i nic więcej.
Sama nie jem, więc zabrakło
siary w piersiach dla dzieciaka,
przecież buzi mu nie zamknę
smoczkiem z kawałka buraka.
* Zrobiły to, bo musiały
i nie nam jest je oceniać,
ale pora już kochani,
by w tym kraju rządy zmieniać.
Być kobietą ma brzmieć dumnie
bo my mamy swoją rolę !
i niech ktoś dostrzeże w końcu
matek polek tych niedolę !




* * *

Modlitwa

Ojcze nasz któryś jest w niebie
dzisiaj swe słowa kieruję do Ciebie.
Dlaczego Panie zamknąłeś te drzwi
spokojnie patrzyłeś, gdy to robił mi.
Ja przecież Jezu niosłam z Tobą krzyż
drobnymi rączkami unosiłam wzwyż.
Tylko Ciebie miałam, wiarę w miłość Twą
jak dziecko ufałam - dziś straciłam ją.
Wszyscy odchodzili, zostawałeś Ty
i mi tłumaczyłeś po co moje łzy.
Mówiłeś - by dostać, trzeba najpierw dać
no więc ja dawałam, nie umiałam brać.
Wszystko to co miałam, oddawałam Ci
w zamian obiecałeś nowe, lepsze dni.
Ale Panie Jezu ja już nie mam sił!
co mnie jeszcze spotka
byś już kontent był...?
Czy to, co robiłam nie wystarcza Ci
czemu pozwoliłeś zrobić krzywdę mi?
Za co ukarałeś aż dotkliwie tak
ciało me zaznaczył kainowy znak.
Czemu opuściłeś Panie Boże mnie
przecież wiesz jak bardzo miłowałam Cię.

*Ja się nie skarżę na swój los
nie proszę więcej niż dać możesz
i tylko mam nadzieję że,
że chyba wiesz co robisz
Boże...*


* * *

Sex party

wpadłam kiedyś na sex kanał
tak zobaczyć z ciekawości
i od razu na mym privie
nick "Wibrator (hm) zagościł

mówił że mi zrobi dobrze
że do szału doprowadzi
kazał czekać dziesięć minut
aż baterie nowe wsadzi

ja ze śmiechu by nie pęknąć
do Karolki zastukałam
i to wszystko co on pisał
szybko jej przekazywałam

a on pisał po kolei...
jak wprowadza w czyn pieszczoty
że wibrator tchu nabiera
aby mnie pozbawić cnoty

to ja piszę do Karoli
że już jestem podniecona
ona do mnie, że nie może
bo ze śmiechu zaraz skona

a wibrator (hi) w tym czasie
pisze do mnie, że mi wsadził
że wibracje dał na maxa
sztuczny penis już wprowadził

to ja znowu do Karolki
szybko klikam co sie dzieje
ale pisać już nie mogę
bo ze śmiechu prawie leję

wibratorek wciąż zajęty
w czynie swoim tak zajadły
pisze, że go chyba trafi
bo...baterie mu wysiadły

wtedy już nie wytrzymałam
napisałam do Karoli..
że wibrator wysiadł bidny
nie spełniając swojej roli

tak więc koniec z sex kanałem
gdyż tragiczne było party
wiem już dzisiaj doskonale
że sex w necie gówno warty!



* * *

Porzeczkowy blues

słuchaj Onia, ciężka sprawa
acz to sprawa honorowa
potrzebna mi garść porzeczek
abym mógł dotrzymać słowa

błagam, przyślij mi porzeczki
bo tu zdobyć ich nie lada
wiesz, prosiła mnie księgowa
jej odmówić nie wypada

hmm...(tu Onia pomyślała)
mam porzeczek ponad zbytek
jednak bardziej bym wolała
zrobić inny z nich pożytek

o! na przykład wziąć owoce
do makutry je przełożyć
zrobić z tego mamałygę
i Twe ciałko nią obłożyć

potem lizać to paskudztwo 
delikatnie tak bym chciała
i przemieszczać się języczkiem
w różne krańce Twego ciała

och jak cudnie by to było
zlizać z Ciebie taką breje
leżysz grzecznie, nic nie mówisz
gdy języczek mój szaleje..

potem kąpiel w borowinie
taka kąpiel porzeczkowa
taplam w błocie się niewinnie
na lizanko Twe gotowa..

ale żem się rozmarzyła
co też chodzi mi po głowie
zejdź na ziemię moja miła
a porzeczki zjedz na zdrowie

oj ja biedna zapomniałam
(co ksiądz proboszcz na to powie?)
że to miało być jedynie...
porzeczkowe pogotowie..;) ha ha ha




* * *

Zaczłonkowany świat

Hej kochani czy Wy wiecie
że to członki rządzą w świecie?
z każdej strony ino członek
gdzie nie spojrzeć tam ogonek.
Nawet sama się zdziwiłam
że ich tylu naliczyłam

Członków Sejmu i Senatu,
członków Gminy i Powiatu,
Członków Unii Europejskiej,
członków Gospodarki Wiejskiej,
Członków Kas Zapomogowych,
członków Kół Pozarządowych,
Członków Kleru i Kościoła,
członków Sportowego Koła,
Członków Loży Masonerskiej,
członków Mniejszości Poselskiej
Członków tych z Solidarności,
członków też z Unii Wolności,
Członków Zakonów Rycerskich,
członków wszystkich Firm Brokerskich,
Członków Klubów Młodzieżowych,
członków Dawców Honorowych,
Członków rzesz Armii Krajowej,
członków Izby Narodowej,
Członków Okrągłego Stołu,
członków Ich Troje zespołu,
Członków Związków Pracodawców,
członków Kupców i Sprzedawców,
Członków Mas Proletariatu,
członków tych z Sekretariatu,
Członków armii u Hitlera,
członków lubiących Leppera,
Członków Rady Sądownictwa,
członków Nafty i Górnictwa,
Członków Sekty Religijnej,
członków Grupy Bezpartyjnej,
Członków Firm Instalacyjnych,
członków Grup Inwestycyjnych,
Członków Izby Przemysłowej,
członków Rady Narodowej,
Członków Koła Łowieckiego,
członków Klubu Poselskiego,
Członków Izby Rzemieślniczej,
członków Partii Robotniczej,
Członków Rady Regencyjnej,
członków Grupy Prewencyjnej,
Członków Związku Alpinistów,
członków Zrzeszonych Sokistów,
Członków Klubów Spinningowych,
członków Banków Narodowych,
Członków Polskich Pop Artystów,
członków Zrzeszonych Turystów,
Członków Rady Bezpieczeństwa,
członków Państw i Społeczeństwa,
Członków Kółek Naukowych,
członków Drużyn Hokejowych,
Członków rodzimego PAN-u,
wszystkich członków Quest Clanu,
Członków Izby Budownictwa,
członków Polskiego Lotnictwa,
Członków Polskich Rzeczoznawców,
członków Katynia Oprawców,
Członków Rady Powierniczej,
członków Grupy Przemytniczej,
Członków ZBOR-u i Sawietu,
wszystkich członków ONZ-tu,
Członków wojsk Napoleona,
członków sekty "Wyzwolona",
Członków szkoły AWF-u,
wszystkich członków UNICEF-u,
Członków Spółek Mieszkaniowych,
członków Partii Rozwojowych,
Członków członków wymienionych,
wszystkich członków zgromadzonych.

Oj! nie dajmy się zwariować, całkowicie zaczłonkować...
może czasem być fajowo zamiast członkiem...ruszyć głową !



* * *

Wspomnienie matki

Pamiętam synku jak bardzo się cieszyłam,
gdy rosłeś w moim łonie - pod sercem Cię nosiłam.
Pamiętam dobrze Twe każde poruszenie,
każdy Twój kopniak mały - serduszka Twego drżenie.
Pamiętam synku, jak źle znosiłam ciążę,
i wciąż myślałam o tym, czy przed porodem zdążę
porobić swetereczki, buciki i czapeczki,
poszyć Ci kaftaniki, podusie i beciki...
Pamiętam noc, gdy w bólach Cię rodziłam,
ból piersi też pamiętam, gdy nocą Cię karmiłam.
Potem był pierwszy ząbek i Twoje pierwsze słowo,
ech jak lubiłam patrzeć, gdy słodko śpisz, miarowo.
I pierwsze kroczki synku, pamiętam gdy stawiałeś,
i pierwszą Twą laurkę, którą mi darowałeś.
Pamiętam próbną jazdę na czerwonym rowerku,
i spacery za rączkę po cieplicowskim skwerku.
I Twoją pierwszą klasę, gdy tak się bardzo bałeś,
albo maturę synku - pamiętasz jak zdawałeś ?
Do wojska gdy poszedłeś tak się o Ciebie bałam,
i paczki pełne fajek co tydzień posyłałam.
Pamiętam pierwszą miłość, gdy mi opowiadałeś,
jak dziewczę przeurocze na drodze swej spotkałeś.
Potem był ślub w Kościele i huczne weselisko,
i moje łzy matczyne, gdy stałam przy Was blisko,
a potem łzy babcine nad wnusi mej kołyską.
Pamiętam dobrze synku, ten dzień, gdy w zimnym marcu
swą matkę zostawiłeś w tym brudnym Domu Starców.
Już byłam niepotrzebna i ciągle przeszkadzałam,
pomagać Wam nie mogłam, bo wiecznie chorowałam.
Więc się pozbyłeś matki, syneczku mój jedyny,
a ja Ci to wybaczam i w sobie szukam winy.
Bo Ty zbłądziłeś synku, zupełnie zapomniałeś,
że matkę ma się jedną, więc mnie sponiewierałeś.




* * *

Oczekiwanie

Już blisko...
jest coraz bliżej
zza horyzontu
gdzieś się wyłania
postać na koniu
z rozwianym włosem
pędzi by spełnić
czyjeś żądania.
Ona wciąż czeka
wierna, oddana
już chce ugościć
swojego pana.
To piękna pani
snu balerina
czeka stęskniona
na indianina.


* * *

Dlaczego płaczesz Esmeraldo ?

Bo nie mam siły żebrać pod katedry murami,
wyciągać dłonie drobne po kiesy z obolami.
Rzucają jak ochłapy uczucia oszukane...
Falsyfikaty pragnień żebraczce podrzucane.
Niech cieszy się nieboga, niech bierze, co jej dają,
do szczęścia długa droga - sumienia z gliny mają.
On stanął...wrzucił słowo
(a ona uwierzyła)
i jak Karusia ślepo miłością obdarzyła.
Trzymała krążek w dłoni, długo go oglądała
i zanim przyszło pojąć jak nabrać mu się dała,
było za późno wypić ten kubeł dziegciu z lodem
dlatego czasem tęskni za brzydkim Quasimodem.
(o ironio)!


* * *

Oda do sufitu

Każdego dnia i każdej nocy
patrzę się w twoje pobladłe oczy,
ty jeden wiesz przez co przechodzę,
tyś świadkiem tego jak w żalu brodzę.
Mówię co ciebie, do ciebie płaczę,
do ciebie krzyczę i ci tłumaczę...
nie mówisz nic, gdy smutna leżę,
gdy w górę wznoszę buntu pacierze.
Patrzysz i milczysz jak lodu skała,
widzisz, że konam już obolała...
widzisz gdy wstaję, po czym upadam,
skulona w kłębek na łóżku siadam.
Gdy się kołyszę we wszystkie strony
i znowu wzrok mój w ciebie wpatrzony,
gdy nadal w martwym bezruchu leżę
głęboko myślę i wciąż nie wierzę.
Ty wiesz suficie jak bardzo chciałam
ile to razy się podrywałam...
potem widziałeś jak dama biała
znów na kolana mnie powalała.
I klęcząc łkałam do ciebie żale,
nic już od życia nie chciałam wcale
widziałeś żyły me naprężone,
widziałeś dłonie krwią poplamione.
Potem widziałeś flakon z lekami,
stosy pigułek branych garściami,
to ty suficie jesteś jedyny,
który zna wszystkie depresji czyny.
Wiesz co mi robi ten duszy rak,
wiesz gdy przychodzi i daje znak
że mamy randkę i sam na sam
wejdziemy znowu do piekieł bram.
Że ślepo spojrzę znów w twoje oczy
gdy kat ponownie w me serce wkroczy
i będę zaraz ze strachu drżała,
o litość Boga szeptem błagała.
Nie ma nikogo, a ty wciąż trwasz
nigdy nie mówisz, że dość już masz
czym się odwdzięczę drogi suficie
że dzielisz ze mną to podłe życie.
Co bym zrobiła, gdyby nie ty,
jak wyglądałyby wszystkie dni,
kto byłby świadkiem mej samotności
tych łez wylanych i bezradności...?
Zostań i powiedz wszystkim jak było
a ja już pójdę - było mi miło...
 
 
 
 


* * *

A światłość wiekuista...

mój dom, moje mieszkanie
niech trumną mi się stanie
niech się zatrzaśnie wieko
nad martwą mą powieką
niech ciemność jak w Hadesie
pochodnie w górę wzniesie
niech cisza jak w mogile
zamieni w pył te chwile
gdy w bólach umierałam
i z żalu rozpaczałam...
że śmierć mym ciałem włada
że trup już się rozkłada
że fetor już dom kryje
nikt nie wie, że nie żyję...
szatan, co zabrał duszę
wie, że ja jeszcze muszę
dwa słowa pożegnalne
nim ciało me astralne....
uniesie się do góry,
i nim zobaczy chmury
chcę błagać ten świat podły
niech ktoś odmówi modły
za wieczne spoczywanie
i ciała zmartwychwstanie....!






* * *

Westchnienie

Nie jestem Esmeraldą
choć byłam nią przez chwilę
wciśnięta w ciasny kokon
nie stałam się motylem...
Nie rozwinęłam skrzydeł
już w środku się spaliły,
to tylko złudne kłamstwo
że tęczą świata były...
Coś razi jak blask słońca
odbija taflą szyby,
to wszystko nie ma końca
i działo się na niby...
Więc Esmeralda sama
motylka wypuściła,
choć był ułomny taki
do lotu go zmusiła....
I patrząc jak wiruje
nad Odry jasną wodą
czasami tylko westchnie
- gdzie jesteś Quasimodo?


* * *

Dno

Szklanka Campari Orange
a ja na samym dnie
wśród błota, szlamu, mułu
- nie mogę domyć się...
Więc brodzę w kupie gnoju
wciąż pływam w szambie zła
szoruję szczotką ciało
chcę odbić się od dna.
Już bagno coraz głębsze
w swą otchłań wciąga mnie
i jeszcze bardziej śmierdzę
fetorem rażąc Cię.
Lecz Ty wyciągasz rękę
nie straszny Tobie gnój
zakładasz nocą buty
i płetwonurka strój...
I płyniesz dzierżąc koło
ratujesz życie mi...
obmywasz gąbką czoło,
nie patrzę w oczy Ci.
Ból przeszył moje ciało
tak, to bolało mnie,
lecz zęby zaciskałam
wciąż w myślach prosząc Cię
By gwałt ten na mym ciele
ofiarą Tobie był
zbyt późno zrozumiałam
że kochasz z całych sił.
I zanim przyszło pojąć
za ciosem słałam cios
a teraz tak okrutnie
i mnie doświadczył los.
Tak chyba być musiało
że ślepe oczy me
przez pokrojone ciało
ujrzały wreszcie Cię.
Więc proszę  abyś wzgardził
odtrącił zgniłą mnie
zakopał własną ręką
na samym serca dnie.
Bo ja nie zasłużyłam
na miłość czystą tak
jestem jedynie nikim
kobiety marnej wrak.
Szklanka Campari Orange
wylej do zlewu to
i razem z tą trucizną
zadane Tobie zło..
Jeśli potrafisz - wybacz
błądziłam pośród życia pól
powiedz co mogę zrobić
by zmniejszyć ten Twój ból... ?
 
 
 


* * *

Prometeusz

lepisz mnie z gliny
Prometeuszu
już powstał zarys
kształt nosa, uszu
lepisz mieszanką
z moimi łzami
zaczynam widzieć
swymi oczami...
A teraz ogień
żar duszy płonie
jesteś już we mnie
jesteś w mym łonie
cierpisz okrutnie
stwórco Iwony
do skały uczuć
tyś przytwierdzony
daję Ci serce
i daję ciało
aby Twe rany
już mniej bolało...



* * *

Calineczka

gdzieś za górami
gdzieś za lasami
mieszka dziewczynka
z warkoczykami

mała dziewczynka
która się bała
krucha roślinka
co wciąż płakała

ze strachu piszczy
skamle i kwili
źli ludzie krzywdę
jej wyrządzili

została sama
w tej głuchej ciszy
czy niemy płacz jej
gdzieś, ktoś usłyszy

już ktoś usłyszał
szloch tej kruszyny
dał jej łupinkę
owoc leszczyny...

nagle poczuła
silne ramiona
bezpieczną przystań
gdzie strach pokona

tuli się mocno
drży jeszcze mała
boi się stracić
to co dostała..

serduszko wolniej
dziewczynce bije
dużo spokojniej
istotka żyje...

pełna nadziei
jest Calineczka
bo podpłynęła
szczęścia łódeczka



* * *

Dziękuję

to ja dziękuję za Twe łzy...
    dziękuję za to, że jesteś Ty
    nie płacz już proszę...mówię Ci
    albo zapłaczmy razem...My

   ja przyjdę...otrę z twarzy łzę
   ustami spiję soli smak...
   do siebie mocno przytulmy się
   i łkajmy razem...cicho tak

   a czas...

   niech różę zdmuchnie z oczu Twych
   i złoży w drobnych dłoniach mych
   i niech zostawi w spokoju nas
   kogo  obchodzić może czas...?

   zobacz...za oknem noc,
jej suknia niczym mgła
jak różdżką rzuca moc
przy Tobie jestem...
... Ja


* * *

Nie miałam nic

nie miałam nic
bezdomność uczuciowa
dostałam dom
i serce swe w nim chowam

nie miałam nic
odarta nawet z marzeń
dostałam świat
przecudnych doznań, wrażeń

nie miałam nic
nie znałam życia treści
dostałam kwiat
w wazonie się nie mieści

nie miałam nic
bezdomność uczuciowa
dostałam sny
wciąż śnić jestem gotowa


* * *

Kłaniam się

Przemiły Luterienie gdy patrzę dziś po latach
to wiem, że me cierpienie w tych bezlitosnych katach
odbiło się koszulą zazdrosnej Dejaniry
bo pali ich piekielnie, w głos wyją podłe zbiry!
Nauki Twe pobrali niczem tę krew Nessosa
by potem je znów wrzucić jak kamień w krtań Krotosa
A Quasimodo zdrajcą okazał się być panie
dziś z dala tylko słychać jego szydercze śmianie.
Lecz dziś nic już nie boli od dnia, gdy Hermesowa
siła mnie napełniła i wiara wstała nowa...
Na łuku mem jest wdzięczność w Twe serce skierowana
i choć Cię nią przeszyję to nie powstanie rana
bo tyś miłości zbroją Luterien opatrzony...
Więc zatem przyjmij panie mój pokłon uniżony.


* * *

Przyjacielowi

Teraz ja wgryzam zęby w sukni swojej poły.
Teraz ja piszę ręką Twojej mądrej szkoły...

Tyś moim mistrzem, fanem, czytelnikiem,
Tyś mym odbiorcą i pierwszym krytykiem.
Tyś mym natchnieniem, veną, objawieniem,
Tyś mą radością nad wielkim cierpieniem.
Tyś życie wciskał w moje zwiędłe ciało,
Tyś zatrzymywał to, co gdzieś leciało.
Tyś uśmiech budził zamarły w przestrzeni,
Tyś powodował, że świat się zieleni.
Tyś Przyjacielem, kumplem mym i bratem,
Tyś losu złego był bezwzględnym katem.
Tyś moją wiarą, nadzieją, miłością...
Tyś Sprawiedliwym nad niezgody kością.
Tyś Hihocjuszku łez był moich sprawcą,
Tyś smutku mego bezwzględnym oprawcą.

Przy Tobie Hihuś marne me wersety,
więc Ci odpowiem słowami poety :

*Nie wabił mnie spiżowy pomnik,
Rozgłośne trąby, huczne brawa.
Zostanie po mnie pusty pokój
I małomówna, cicha sława...*


* * *

Nirwana

Czym jest niechęć, zapomnienie,
Czym pogarda, odrzucenie.
Czym jest wyrok w nas godzący
Czym jest list nie dochodzący..?
Wiesz już o tym - Quasimdo,
Smutny mędrcu z długą brodą.
Ty już tego doświadczyłeś,
I choć nic mi nie mówiłeś...
Ja wiem o tym, brzydki panie,
I odpowiem na pytanie...
Które z piersi się wyrywa -
Gdzie jest ręka sprawiedliwa...?
To, że życie nas doświadcza
Darem jest, nie utrapieniem.
Bo przez ciężar tego bólu,
Chylisz głowę nad cierpieniem.
To jest droga, mój kochany,
Którą kroczysz do nirwany...
Wszystko to, co serce ruszy,
Da Ci kiedyś spokój duszy...


* * *

Al-chemik

O Panie piękny intelektualnie,
człowiecze jednostkowy
wbity we wszechświat niebanalnie
Twój wzrok trójwymiarowy.

O Panie piękny tak lirycznie,
człowiecze wierszowany
wpisany w tom poezji ślicznie,
czy będziesz cytowany ?

O Panie piękny prozaicznie,
człowiecze wyjątkowy
Twój zarys jawi się mitycznie,
jak z baśni smok trójgłowy.

O Panie piękny nostalgicznie
człowiecze zamyślony
Twa myśl uderza mnie fizycznie,
bądź człeku pochwalony.

O Panie piękny naturalnie,
człowiecze wyzwolony
podziwiam Cię prawie sakralnie,
pozostań nieskażony.

O Panie piękny romantycznie,
człowiecze miłowany
pisze tak bardzo chaotycznie
mój umysł zblazowany...

O piękny Panie!





* * *

Jeden dzień z życia Marka Z*

Pewien Marek w poniedziałek wściekał się od rana
przeraziła go na wyrku jakaś dziwna plama.
I że w nocy spać nie dały jakieś senne spazmy
(choć faceci raczej lubią te nocne orgazmy).
Potem Marek przy goleniu zaciął się głęboko
a wcinając zupę mleczną wsadził łyżkę w oko.
Pędząc biegiem na autobus walnął głową w słupek
po czym haka mu podstawił jakiś młody dupek.
Marek wyrżnął orła w górę i spadł na trawniku
gdzie w tym czasie pies sąsiada robił sobie siku.
Zlał Markowi nowe spodnie i stare skarpety
Marek zdążył tylko krzyknąć... panie mój - o rety !
Potem dziwnie w autobusie wszyscy się gapili
i od Marka odsuwali jakby chorzy byli.
Gdy już wysiadł z autobusu kot przebiegł mu drogę
a tuż zaraz za zakrętem Maruś skręcił nogę.
A gdy w końcu do roboty bidak się doczłapał
i zobaczył stertę zadań...za głowę się złapał.
Zaraz potem na dywanik został poproszony
I za nieobecność z rana ostro opieprzony.
Chcąc podlizać się szefowej zaczął coś tam gadać
i na uszko starszej pani komplementy składać.
Jednak efekt był odwrotny, gdyż dostał głupawki
język plątał się Markowi, nabawił go czkawki.
Za zniewagę tego typu został wyproszony
do dziś słyszy krzyk szefowej - jesteś pan zwolniony !
Tego to się nie spodziewał z rana w poniedziałek
teraz już nie kupi nawet pudełka zapałek.
Wracał Maruś zasmucony do domciu piechotą
tak głęboko zamyślony, że wlazł prosto w błoto.
Gdy znajdował się już blisko swego domu klatki
ujrzał na ławce pod blokiem swoje trzy sąsiadki.
To plotkary osiedlowe oczywiście były
i na naszym bohaterze nieźle się wyżyły.
Posądziły go o picie na jakiejś melinie
i że już niebawem z głodu nasz nieborak zginie.
I faktycznie gdy nasz Maruś zajrzał do lodówki
to zobaczył w niej jedynie dwie zdechłe parówki.
Więc zjadł Maruś na obiadek trochę zupy z paczki
po czym dostał po tej zupce jakiejś dziwnej sraczki.
Trzy godziny w kiblu siedział (tak to mocno rwało)
i gdy w końcu stamtąd wyszedł wszystko go bolało.
Załamany ostatecznie w końcu się położył
a na obolałe ciałko ręcznik se przyłożył.
W końcu gdy już sen go zmorzył nagle coś huknęło
pół sufitu na Mareczka z impetem runęło.
Gdy wygrzebał się biedaczek spod tej kupy gliny
pierze Marka zasypało z pękniętej pierzyny.
Wziął odkurzacz by posprzątać to diabelskie dzieło
jednak zamiast piórek z kaczki spodnie mu wciągnęło.
Poszedł Marek do łazienki umyć sobie ręce
ale już ci nie napiszę co ujrzał w łazience.
Jednak gdy kot mu wysypał całą ziemię z kwiatów
wtedy Maruś sam zadzwonił do domu wariatów.
Głos w słuchawce mu powiedział - zapnij pan rozporek
i się nie łam poniedziałkiem bo już mamy wtorek
I Ty też gdy nie chcesz dzielić losów tego pana
zacznij kochać poniedziałki od samego rana ;)

* Marek Z. - wieloletni działacz Polskiego
Towarzystwa Przyjaciół Poniedziałków. (hihihhihi)



* * *

Poniedziałek

No i nastał!
W ciałach krew rozleniwiona
Przekleństwo ciśnie się na usta!
Entuzjazm rzucony na niedzielną tacę
Wstanę! Niech stracę!



* * *

Kat

Takie czyny znałam tylko z Borowskiego
zimnych katów
bez odzienia człowieczeństwa
jak bydlaku mogłeś dziecko tak skatować
ty kanalio i wyrzutku społeczeństwa !

Patologu bez rozumu i bez serca
mam ochotę cię bezwzględnie wykastrować
chcę powiedzieć wszystkim ludziom
to morderca!!!
i jak świnię przed ubojem napiętnować !

Ciężką pięścią walić w główkę niemowlaka
ty oprawco...!
ty bezduszny...!
ty gestapo...!

Brak mi słów i wciąż ponosi mnie cholera !
że to dziecko w samotności tam umiera...